Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pt, 17 kwietnia 2026 09:25:00

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 4 ] 
Autor Wiadomość
PostWysłany: ndz, 26 stycznia 2025 22:35:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 18:49:54
Posty: 2371
Skąd: Warszawa
„Jestem Ormianinem, urodzonym w Tbilisi, osadzonym w rosyjskim więzieniu za bycie ukraińskim nacjonalistą”.

Sergiej Paradżanow – reżyser tylko czterech pełnometrażowych filmów fabularnych, które często pojawiają się na listach najlepszych filmów w historii kina w różnych periodykach branżowych. Twórca w pełni niezależny jeżeli chodzi o język filmu i wizję artystyczną pomimo, że kształcił się w Moskwie na Wszechrosyjskim Państwowym Uniwersytecie Kinematografii. Uczył się między innymi u Aleksandra Dowżenki – reżysera ukraińskiego, twórcy kina propagandowego, ale też innowatora zwłaszcza na polu montażu filmowego. W „Cieniach zapomnianych przodków” czy „Barwach granatu” można doszukać się inspiracji „Ziemią”. O inne tropy niełatwo.

Jeżeli chodzi o życiorys reżysera odsyłam do wiki – jest bardzo starannie przygotowany, nie ma sensu, abym pisał to samo innymi słowami.
Mój pierwszy kontakt z kinem Paradżanowa to seans w domu „Legendy Twierdzy Suramijskiej” pod wpływem rekomendacji na filmwebie (ponad 90% w moim guście, dla tych, którzy wiedzą jak to działa). Zaufałem algorytmowi i tylko na takiej podstawie postanowiłem obejrzeć, nie wiedząc praktycznie nic o samym reżyserze, kojarząc nazwisko. Pamiętam jak wielką miałem pustkę w głowie po seansie, ponieważ pomimo dość niezłego przygotowania teoretycznego nie potrafiłem opisać tego co zobaczyłem. Nic podobnego wcześniej nie widziałem. I tak jak „Amarcord” można wpisać w kontekst twórczości Felliniego, a „Zwierciadło” w kontekst twórczości Tarkowskiego, tak w przypadku „Legendy twierdzy Suramijskiej” czułem się bezradny. Mimo hermetyczności, film mi się jednak bardzo podobał, poczułem się zaproszony przez reżysera do świata, którego kompletnie nie potrafiłem pojąć, zafascynowany. Zacząłem szukać tropów i źródeł. I znowu tak jak o Fellinim jest masa opracowań, ze świetną książką Marii Kornatowskiej na czele, a Tarkowski przez Seweryna Kuśmierczyka jest opisany prawie kadr po kadrze, do tego jest wydanie po polsku „Dzienników” i „Scenariuszy”, tak o Paradżanowie było zaledwie kilka tekstów i to raczej trudno dostępnych. W necie trochę interpretacji widzów, ale nic faktograficznego z szeroko zarysowanym kontekstem tej filmografii.
O samej „Legendzie Twierdzy Suramijskiej” jeszcze napisze po powtórnym seansie. Na pierwszy ogień pójdą chronologicznie „Cienie zapomnianych przodków”. - dla mnie film na ******

Wg mnie jest to najbardziej przystępny film reżysera. Konstrukcyjnie podzielony jest na etapy życia głównego bohatera Iwana zakochanego w Mariczce z wzajemnością. Narracja jest bliska tradycyjnej, zdjęcia Juriego Ilienko (reżyser i operator z Ukrainy) są fantastycznie. Film, za sprawą kapitalnych ujęć już na samym początku chwyta widza za gardło i nie puszcza do końca. Odwołań można szukać przede wszystkim w literaturze romantycznej, film dość metodycznie realizuje założenia ballady.

Ludowość filmu jest w wersji totalnie nie uniwersalnej, etnograficznej, źródłowej, in crudo. Paradżanow z wielkim pietyzmem oddaje obyczaje i wierzenia Hucułów. Począwszy od strojów, zdjęć w prawdziwej – a nie studyjnej cerkwi, po język, ukazanie pogrzebu, wesela, ról społecznych. Jest to tak naprawdę główny temat filmu, historia miłości niemożliwej jest na pierwszym planie, ale to obrzędowość ma największe znaczenie – jest unikalna. Paradżanow oddaje podmiotowość ludziom, o których opowiada – co oczywiście nie podoba się cenzurze.
Dla współczesnego widza to może być trudne do przebrnięcia, dla niewielu osób symbolika w kulturze huculskiej nie jest tajemnicą, a folklor współcześnie raczej nie jest in crudo (choćby nowi „Chłopi”, czy muzyka współczesna określana zaliczana do folku). Docieram do czegoś, co jest kwestią gustu widza – ja za sprawą żony i znajomości z ludźmi zajmującymi się tematem, jestem wielkim fanem folkloru w wersji in crudo.

Motyw miłości niemożliwej powróci w kolejnym filmie „Barwach granatu” zupełnie innym i pod względem fabularnym i totalnie różnym narracyjnie.

_________________
"Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy krok do przodu!"


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 27 stycznia 2025 21:30:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Dzięki wielkie, Adrian. W ogóle dzięki za Paradżanowa, o którym po raz pierwszy usłyszałem właśnie od Ciebie, w tutejszych wątkach-pięciolatkach (chyba). Ale dopiero ostatniej jesieni udało się coś obejrzeć, gdyż Iluzjon postanowił zrobić przegląd. I chyba nie przewidzieli skali popularności, bo seanse były wyprzedane i dlatego my dostaliśmy się tylko na Ukraińską rapsodię, które elsei podobała się bardzo a mi średnio bardzo, ale oboje nas zafrapowała. Oboje słyszeliśmy tylko o tym twórcy i wiedzieliśmy, że należy spodziewać się czegoś dalece nietuzinkowego, i zapowiedź tego w tym wczesnym filmie Paradżanowa zobaczyliśmy.

Dla odmiany wspomniane przez Adriana "Cienie zapomnianych przodków" elsei podobały się średniej, mi znacznie bardziej, ale jak już gdzie indziej wspominałem - coś przeszkadza mi do końca zachwycić się tymi obrazami. To znaczy obrazami w sensie wizualnym to jak najbardziej: kadry tych filmów są nieprawdopodobnie piękne, ich ruchomość lub następowalność (czyli w sumie: montaż) również. Dotyczy to również całego folkloru, o których bardzo kompetentnie napisałeś - może mi być obcy, mogę zupełnie się na tym nie znać, ale jest to wszystko piękne i fascynujące.

Ja jednak mam do filmu podejście dość narracyjne. W Cieniach piszesz, że "narracja jest bliska tradycyjnej" i powiedzmy, że "bliska" rzeczywiście jest. W pierwszej części filmu bardzo dobrze mi się to skleja, począwszy od wspaniałej sceny z upadającym drzewem, przez sceny waśni między rodzinami, aż po poetyckie wizje spotkania chłopca i dziewczyny. Mam wrażenie, że póki żyje Mariczka i żyje (naprawdę) główny bohater, tak długo żyje też film. Potem jednak marazm, zapadanie się w sobie i bezsens życia bohatera zaczynają w jakimś sensie dotykać też całego filmu. Narracja robi się szarpana, te rozdziały następują po sobie w sposób dla mnie nie do końca jasny i trochę się gubiłem po co właściwie różne rzeczy się dzieją, wszak od początku było widać, że nic z tego wyjść nie może.
Takie tam wątpliwości.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 03 kwietnia 2025 22:08:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Chyba nigdzie nie napisałem, że byliśmy też w Zachęcie na wystawie poświęconej Paradżanowowi. Można tam było obejrzeć/przypomnieć sobie bardzo dużo scen (w tym jakieś wycięte), głównie z Barw granatu, Cieni zapomnianych przodków i Legendy twierdzy suramskiej (na małych ekranach i ze słuchawkami). Można też było obejrzeć w całości Aszik kerib (na dość dużym ekranie w osobnej sali), z czego jednak nie skorzystałem, tylko rzuciłem okiem. Ale z innych spraw były między innymi różne rysunki, część z nich to szkice do filmów, jakieś pomysły wizualne potem przerzucone na ekran, a część to całkiem samodzielne, i bardzo interesujące, prace plastyczne.

Bardzo się cieszę, że tam dotarliśmy (ostatniego dnia!) i szczególnie te niektóre sceny z Barw granatu - pranie dywanów :!: suszenie książek :!: :!: - naprawdę są nie do zapomnienia.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 31 sierpnia 2025 14:10:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 18:49:54
Posty: 2371
Skąd: Warszawa
Crazy pisze:
I chyba nie przewidzieli skali popularności, bo seanse były wyprzedane i dlatego my dostaliśmy się tylko na Ukraińską rapsodię,


Ja z kolei przeczytałem kiedyś, że Paradżanow niespecjalnie uznawał swoje początki za reprezentacyjne i odżegnywał się od nich, więc pominąłem kiedyś jego pierwsze filmy, a potem zapomniałem nawet, że jakieś pełne metraże przed Cieniami były. Będę chciał to nadrobić.

Crazy pisze:
W Cieniach piszesz, że "narracja jest bliska tradycyjnej" i powiedzmy, że "bliska" rzeczywiście jest.


Tu powinienem doprecyzować, że bliska, w kontekście późniejszej twórczości reżysera. Z zastrzeżeniem do "Barw granatu", ze względu na ingerencję w materiał filmowy cenzury i przemontowanie go przez Sergieja Jutkiewicza (w innym wypadku, film prawdopodobnie trafiłby na półkę, a taśma być może przepadłaby).

Dużo myślę o "Cieniach", szukając podobnych filmów powstałych wcześniej - zajmujących się kulturą jakieś grupy etnicznej, znajduję jedynie fabularyzowany dokument "Nanuk z pólnocy" R. Flaherty-ego i "Tabu" F. W. Murnaua (nie widziałem "Człowieka z Aran" R. Flaherty-ego). Zasadnicza różnica jaką zauważam to zrezygnowanie przez Paradżanowa z efektu zapośredniczenia przyglądania się innej kulturze przez widza z "obiektywnej" pozycji obserwatora i zagłębienie się bardzo głęboko w obyczaje. Stąd wydaje mi się, że druga część "Cieni" jest trduniejsza w odiobrze. Podobnie, ale nie z takim skutkiem, zrobił to samo Jurij Ilienko - operator w "Cieniach" - w wyreżyserowanym przez siebie filmie "Biały ptak z czarnym znamieniem" (opiszę go w tym wątku i może pozostałe filmy, jeżeli uda mi się je zobaczyć).

_________________
"Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy krok do przodu!"


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 4 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group