Jak nie pojechać na 30-ty jubileuszowy koncert Armii od 2011 roku, 50-ty okołobudzowy? Można nie pojechać, wystarczy, czemu nie. Nie jadę!
Bo jeszcze rano w Krakowie, po wyjściu z hostelu siedziałam w kościele Mariackim, słuchając chorałów. Tu zaczyna się msza a moje myśli trąbią jak stary hejnał. Mogłabym tam siedzieć do jutra ale bilet parkingowy poganiał.
Mija miesiąc i mąż przychodzi zapytać o której wychodzimy, a przypominam że nie mamy biletów (Darek wspominał coś o liście gości, ale zapomniałam). Za oknami auta marcowy zmierzch różowy. O mało nie przegapiamy Wiatraka na ul. Wolności. Na bramce znów łysy Belzebub zagląda mi do torebki, a tam 18 win i wagon joyntów, dziękuję proszę wejść..
Rok temu tu byłam, na czym to? Na Armii grającej pierwszą płytę. Przez rok narosła tu trochę gotycka katedra, ale schody te same drewniane. A przez ten cały czas gdy ktoś pytał, odpowiadałam - tak, nie, słyszałam, widziałam, było fajnie, okropnie było. Słowa zaległy warstwami i zakopałam się półżywcem. W gęstej lawie, w ostrym słońcu, w oparach absurdu. Tydzień przed koncertem przeleżałam w łóżku bez sił, a muzyka generowała ból nie do zniesienia. A teraz stoję tu, podziwiam armijny witraż i jak ryba wskakuję na główkę

Nagle wchodzą na scenę z tym Wołaniem i zbliżam się, po prostu głodny pies. Krąg euforii formuje się pod sceną i myślę z niepokojem, jak oni zniosą tyle smutku? Ale widzę już kilku osobnych i dobrze przygotowanych bardzo porządnych ludzi, przeważnie siwe łby. Trzeba więc porzucić ciało metr obok, niech dostanie po grzbiecie, niech zaboli. Należy teraz stać się postacią koncertową, powieloną i wyróżnioną radością zakopanej trumny, Urodzić parę kamieni w tłumie i je kopnąć.
Jakby podniosła się kurtyna w teatrze.
Nie słuchałam już tej płyty zbyt często bo się bałam, ale teksty okazuje się znam całkiem nieźle. Przejście do Zostaw to i Nic już nie przeszkodzi stanowi lekki dysonans, bo siła odśrodkowa wywołuje wstrząsy wtórne, a zza pleców tętent i czułe poszturchiwania. Słysząc Gdzie ja tam będziesz ty idę na przekór do palarni. Tam dwóch smutnych panów, w tym mój mąż fotoreporter. Zresztą i tak nie palę. I tak pamiętam wszystko oprócz tytułów i kolejności.
Widzę ich wszystkich wyraźnie, nawet Kubę waltornistę i nawet Jacaszka. Od lewej do prawej widzę wszystko bo przez uszy wyostrzył mi się kąt widzenia. Widzę jak gitarzyści zmieniają gitary, niebywałe odkrycie! Bo w Krakowie nic nie widziałam, a Opowieść zimową spędziłam chyba pod bufetem, kretynka.
Nagłośnienie koszmarne, a jednak kołysze się i pięknieje. Jestem pod wodą tak ze 3 metry kwadratowe od sceny. Bombadilu Tomie Pięknoręki! Już nie przeszkadza mi własna obecność, to chwila między bisami. Tyle, że najlepsze migawki natychmiast blakną. Blaknę między nimi, ciągle wniebowzięta.
Cd? jeszcze nie wiem