Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pt, 17 kwietnia 2026 11:06:52

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 110 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 4, 5, 6, 7, 8  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: pn, 27 stycznia 2025 21:36:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Zdecydowanie przyłączam się do moniki. O Faworycie pisałem kolejno:

Cytat:
Crazy pisze:
Faworyta - wczoraj w kinie widzieliśmy trailer, mnie z pewnością zachęcił, myślę, że będzie to dobry czterogwiazdkowy film

Nie doceniłem. Myślę, że więcej, niż czterogwiazdkowy. Ale mam pewien problem z tym filmem, mimo że kto wie, może on i najlepszy z tych amerykańskich oskarowców tego roku. Właściwie blisko mu do tego, by być filmem wybitnym, takim, który się zapamięta na lata. I trochę w tym przeszkadza jego silna teatralność, umowność, która nie pozwoliła mi się do końca zaangażować w to, co oglądałem. No a z drugiej strony ta teatralność jest poprowadzona w super sposób - od poziomu dekoracyjno-wizualnego (REWELACJA) aż po sposób ukazywania bohaterów. Tu jednak w paradę wchodzi to, że różne aspekty tego filmu skłaniają jednak do tego, by się nim na serio przejąć... ale w tym przeszkadza ta teatralność... i tak w kółko.

No, nie przesadzajmy z narzekaniem. Film jest wyborny i cała trójka bohaterek pierwszorzędna (choć nadal nie mam cienia wątpliwości, że przy całym uznaniu dla roli Olivii Colman jako królowej, jest to półka niżej, niż Glenn Close w "Żonie"), charakter epoki oddany cudownie (czy raczej: obrzydliwie, This Mud Stinks) i też te wszystkie dworskie gierki, gdzie WSZYSTKO jest grą i stroszeniem piórek. Generalnie super, tylko tak właśnie nie wiedziałem, czy mam się tym na serio przejąć (jakoś się nie udawało), czy patrzeć z dalekiego dystansu (jakoś miałem dysonans). Kontrakt rysownika to nie jest, ale bardzo polecam.


a potem już jednak w gronie pięciogwiazdkowców:
Cytat:
Faworyta - cofamy się do zeszłorocznych Oskarów i ich największego przegranego - a zarazem chyba najlepszego uczestnika. Znowu wizualność jest klasą samą w sobie i najlepszym środkiem do oddania tego, co najważniejsze: mam wrażenie, że mógłbym obejrzeć ten film, nie znając słowa po angielsku, bez tłumaczenia, i zrozumiałbym WSZYSTKO, co trzeba.


Na dziś wydaje mi się to wręcz najlepszym filmem Lanthimosa.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 27 stycznia 2025 21:56:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6902
O, dzięki za przypomnienie! Musiałam przegapić te wpisy - albo celowo zawiesić wnikanie do czasu, gdy sama zobaczę (generalnie tak robię właśnie:)

We mnie też to przekonanie dojrzewa:
Crazy pisze:
Na dziś wydaje mi się to wręcz najlepszym filmem Lanthimosa.

Choć to ciekawe, zważywszy na spektakularność "Istot". Ale tu, w "Faworycie", mocniej chyba wszystko na mnie działa, może właśnie dlatego, że świat przedstawiony nie jest aż tak szalony.
I ja się jednak przejęłam - tak specyficznie dość: nie wiem, na ile losem samych bohaterek, a na ile - obrzydliwością epoki, tamtej i tej.

_________________
There's a lot of things if I could I'd rearrange


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 09 lutego 2025 19:30:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 18425
Skąd: Poznań
Obejrzałem "Faworytę"!
Nie no, to po prostu sprawnie opowiedziana historia. Po "Istotach" miałem odczucie pewnego hmmm, zażenowania? Choć były też na swój sposób wciągające.
Tutaj jest po prostu intryga i akcja. Efekty wizualne oczywiście barwne i świetne. Dobrze pokazana kuchnia politycznych gierek (od tysiącleci nic się nie zmienia...).
Dobry film, z tym że u mnie może liczyć na cztery gwiazdki i to przy dobrych wiatrach. To nie jest zły wynik, lecz do arcydzieła brakuje mu.

_________________
hajfi super star super hit diskdżokej szczerzy kły znad konsolety


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 13 lutego 2025 19:33:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Pozostaje mi się nie zgodzić. Wydaje mi się, że widzę w tym filmie coś, czego Ty nie zobaczyłeś i chyba nie umiem tego w tej chwili dokładniej wyjaśnić. W każdym razie "dobrze opowiedziana intryga z politycznej kuchni" i "świetne efekty wizualne" brzmi w moich uszach za płasko, gdy myślę o filmie, który mam za - jednoznacznie - wybitny.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 19 lutego 2025 20:03:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6902
Crazy pisze:
Wydaje mi się, że widzę w tym filmie coś, czego Ty nie zobaczyłeś i chyba nie umiem tego w tej chwili dokładniej wyjaśnić.


Na przykład soczewki dziwności tego wszystkiego, świata ludzkich konwenansów, która to soczewka (btw, przejawiająca się także ujęciem kamery czasami) nie jest aż tak różna od "Biednych istot", a tym bardziej - dla mnie - godna uznania, że poruszająca się na poziomie rzekomo realnym. Mnie to zafascynowało, chociażby scena dziwnych leśnych pląsów - tańców godowych - przypomniała mi również tańce głównej bohaterki "Istot". Ogólnie: pogranicza zwierzęcości i ludzkości, mega ciekawe i, tak, protestuję też przeciwko sprowadzeniu tego tylko do intryg politycznych. Wtedy "Faworyta" byłaby jednym z wielu filmów, faktycznie, a jednak się wyróżnia.

_________________
There's a lot of things if I could I'd rearrange


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 20 lutego 2025 17:04:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 18425
Skąd: Poznań
Crazy pisze:
Wydaje mi się, że widzę w tym filmie coś, czego Ty nie zobaczyłeś
monika pisze:
Na przykład soczewki dziwności tego wszystkiego


Tak, ja tego nie dostrzegłem a przy najmniej nie w takim stężeniu aby jakoś na mnie oddziaływało.

No nic, może przymierzę się teraz do "Rodzajów życzliwości".
Oglądaliście to?

_________________
hajfi super star super hit diskdżokej szczerzy kły znad konsolety


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 20 lutego 2025 23:28:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Tyler pisał, że oglądał i był chyba trochę wstrząśnięty.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 02 kwietnia 2025 08:49:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6902
Crazy pisze:
Lobster, reż. Yorgos Lanthimos (pierwszą połowę filmu widziałem już wcześniej, ale dopiero teraz całość) - miałem wątpliwości, ale jednak tak: chcę go umieścić wśród filmów wybitnych, choćby ze względu na to, jak silnie wrzyna się w pamięć i wyobraźnię. Niespotykana sugestywność, bardzo celowa teatralność, która jednak nigdy nie traci komunikatywności (do czego wrócimy przy kategorii D...) i bohaterowie, którzy są marionetkami, ale jednak bardzo ludzcy w tym.


Dziś ostatni dzień "Lobstera" na Netfliksie, co zmobilizowało mnie wczoraj do obrzejrzenia. Może to efekt świeżości, ale raczej więcej: z trójcy ("Biedne istotny" + "Faworyta") wdarł się na pozycję pierwszą u mnie. Prawdziwie szalony i szalenie prawdziwy! Jestem fanką tego Lanthimosa; przypomina, że warto oglądać filmy :!:

_________________
There's a lot of things if I could I'd rearrange


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 03 kwietnia 2025 22:03:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
No, też byłem jego fanką po tych trzech filmach, z których chyba wszystkim dałbym pięć gwiazdek (!).

Ale potem:
Cytat:
Kieł, reż. Yorgos Lanthimos / Alpy, reż. Yorgos Lanthimos
- zachwycony Biednymi istotami i Lobsterem zapragnąłem zobaczyć te wczesne, greckie klasyki Lanthimosa, niestety odbiłem się od nich jak od ściany; jak wiadomo, lubię dziwność, ale te filmy wydały mi się dziwne i chore w sposób, z którego kompletnie nic nie wynikało, a także całkowicie niekomunikatywne, a na domiar złego wizualnie wprost okropne.


no i nie wiadomo, jaki status tego reżysera u mnie.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 04 kwietnia 2025 14:31:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6902
A, to jeszcze. Widziałam, ale po ponad dekadzie trudno mi się wypowiedzieć, bo mało pamiętam, nawet jeśli nie do zapomnienia miał być.Tu szczątkowy wpis znalazłam: viewtopic.php?p=537852#p537852

_________________
There's a lot of things if I could I'd rearrange


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 04 kwietnia 2025 19:45:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 16:29:27
Posty: 8099
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Jeśli macie dostęp do Prime, to bardzo polecam zobaczenia Vala Kilmera o Valu Kilmerze. Coś wspaniałego.

https://www.amazon.com/Val-Kilmer/dp/B09888KKZK

phpBB [video]

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

Wszystkie prawdziwe ścieżki prowadzą przez Góry.

Zawsze mieć dojrzałe jagody do jedzenia i słoneczne miejsce pod sosną, żeby usiąść.


My gender pronoun is "His Majesty / Your Majesty".


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 05 kwietnia 2025 15:55:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:20:04
Posty: 14601
Skąd: nieruchome Piaski
Tyler Durden pisze:
Jeśli macie dostęp do Prime, to bardzo polecam zobaczenia Vala Kilmera o Valu Kilmerze. Coś wspaniałego.

https://www.amazon.com/Val-Kilmer/dp/B09888KKZK

phpBB [video]
Dzięki, na razie poza Polską (trzeba użyć VPN).

_________________
Go where you think you want to go
Do everything you were sent here for
Fire at will if you hear that call
Touch your hand to the wall at night


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 25 grudnia 2025 18:02:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Przymierzając się powoli* do rocznego podsumowania, chciałbym nawiązać do tego wątku z zeszłego roku:

(*powoli, bo pozostały w 2025 roku tydzień mam zamiar wykorzystać filmowo w sposób bogaty!)

Crazy pisze:
Po trzecie: Yorgos Lanthimos, Baz Luhrmann, Stanley Kubrick, Taika Waititi, Sergiej Paradżanow - to reżyserzy, którym poświęciłem dużo uwagi, co w spisie ogólnym może umknąć.


Jak rola tych panów w moim tegorocznym oglądaniu?
Lanthimos - po zeszłorocznej inwazji i zachłyśnięciu się widocznie potrzebowałem odpoczynku, bo Rodzaje życzliwości przegapiłem w kinie (mam nagrane na tv i planuję obejrzeć, ale czy w tym tygodniu przyjdzie na nie pora? zobaczymy), na Begunię się wybieram, ale też w kolejce nie jest pierwsza (czy w tym tygodniu przyjdzie na nią pora? zależy od rozkładów głównie), a i żadnej powtórki nie zrobiłem.

Luhrmann - tutaj to już w ogóle pas, ale póki co mam filmografię skompletowaną, zobaczymy, czy wymyśli coś z tą Joanna d'Arc (trochę mam obawy)

Stanley Kubrick - i owszem, obejrzałem Ścieżki chwały (będą istotne w podsumowaniu), a Doktora Strangelove powtórzyłem w kinie, co było mocnym doświadczeniem.

Waititi - znajomość idzie dobrze a nawet bardzo dobrze, Dzikie łowy, Pierwszy gol i znakomity krótkometrażowy Two Cars One Night, a jeszcze Góra mocy, która co prawda nie jest Waititiego (występuje jako jeden z executive producers, czymkolwiek oni się zajmują), ale sprawia wrażenie, jakby była

i wreszcie Paradżanow - żadnego kolejnego filmu nie widziałem, chociaż... no bo byliśmy na wystawie w Zachęcie, której Paradżanow był głównym bohaterem i tam było bardzo dużo fragmentów filmów, które można było oglądać i oglądać. Najwięcej chyba odświeżałem z Barw granatu, bo ten film zachwycił mnie wizualnie, scenowo, ale nie bardzo chciał mi się spiąć jako całość. Jednak również zerknąłem na Legendę twierdzy... i inne rzeczy, co pozostaje sprawą fascynującą, choć może fanem Paradżanowa to nigdy nie zostanę.

W tym roku chyba nie było takich wiodących nazwisk, choć może się okazać, że trochę Sam Peckinpah, za sprawą Timelessa oczywiście. No, na podsumowanie jeszcze przyjdzie czas.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 04 stycznia 2026 10:39:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Nie był to u mnie filmowo rok tak zjawiskowy, jak poprzedni, ale również bardzo dobry.

W 2025 byłem w kinie 31 razy, mniej niż rok wcześniej, ale przyzwoicie, przede wszystkim za sprawą dwóch wiosennych festiwali: Timeless w Warszawie i Kino na granicy w Cieszynie – wtedy w ciągu niecałych dwóch miesięcy zaliczyłem 15 seansów, a to już prawie jak w liceum!

W ubiegłorocznym podsumowaniu wyróżniłem czterech twórców, z którymi wielokrotnie się spotkałem: Lanthimosa, Luhrmanna, Kubricka, Waititiego i Paradżanowa. W tym roku byłyby to trzy osoby: ponownie Taika Waititi (znajomość rozwija się wzorowo), Jean-Pierre Melville (z którym po latach nieznajomości wreszcie się przywitaliśmy i bywało różnie, ale ciekawie) oraz Sam Peckinpah (główny bohater Timelessa i niby tylko trzy filmy, ale wszystkie w kinie i niewątpliwie jeden z seansów roku). Cieszę się też z poznania kompletnie mi wcześniej nieznanego czechosłowackiego reżysera Hynka Bočana, którego retrospektywa była na cieszyńskim festiwalu – zobaczyłem tylko dwa filmy i arcydzieła wśród nich nie było, tym niemniej polubiłem się z gościem ;-)

Swoje podsumowania roczne robię zawsze w czterech kategoriach A, B, C, D i w tym roku widać koncentrację na silnym środku: filmy z mojej kategorii A owszem mam za wybitne, ale po pierwsze jest ich zdecydowanie mniej, niż rok temu, a po drugie jednak mniej zachwytów, niż przy tych zeszłorocznych pięciogwiazdkowcach (tam może były SZEŚCIOgwiazdkowce!).
Z kolei kategoria D (rozczarowania) liczniejsza, niż zwykle, jakoś się może rozpędziłem z wpisywaniem tam, bo bez przesady, nie podobało mi się, nieraz wyłączałem w trakcie, ale żadnych traumatycznych przeżyć.
Za to dwie środkowe kategorie tak napęczniały, że aż je podzieliłem na pół…

--

Zacząć chcę jednak od niewątpliwego filmu roku – do którego podchodziłem długo i bez przekonania, by w końcu zacząć oglądać raz za razem, słuchać piosenek i wsiąknąć po uszy…

Hamilton, reż. Thomas Kail, muzyka i teksty: Manuel Lin Miranda

Obrazek

Oczywiście właściwie nie jest to film, lecz sfilmowany na broadwayowskiej scenie musical; coś jakby teatr telewizji. Miało to trafić do kin, lecz na drodze stanął covid – zamiast do kin trafiło na platformę Disneya i stało się jednym z największych hitów w jego historii.

Mnie „Hamilton” kupił w stu procentach. Inscenizacja jest absolutnie porywająca, pomysł na opowiedzenie historii narodzin Stanów Zjednoczonych w formie w znacznej części rapowanego (!) musicalu, gdzie w dodatku wszystkich ojców założycieli grają kolorowi – okazał się nieoczekiwanym strzałem w dziesiątkę; forma tego musicalu, w którym nie ma zwykłych dialogów, a wszystko jest śpiewane, sprawdza się pod każdym względem, piosenki są niezapomniane, postaci barwne, wykonawcy skrzą się, wszystko sprawia wrażenie, jakby było owocem niepowstrzymanego wypływu weny. Mimo, że widzę jakieś słabe punkty, nie zmienia to mojej ciągłej ochoty, żeby do Hamiltona wracać, piosenki wciąż odtwarzają mi się w głowie i najchętniej nauczyłbym się go całego na pamięć.

A druga rzecz poza kategoriami to oczywiście doświadczenie kinowe numer jeden:
Twin Peaks, odc. 12, 13, 14, 15, 16 – na dużym ekranie Iluzjonu… wzruszenie!

Obrazek


A.
Filmy wybitne (kolejność znacząca):

Pat Garrett i Billy the Kid, reż. Sam Peckinpah – formalnie powinienem dać do powtórek, ale widziałem to tak dawno i nigdy w porównywalnych warunkach, że uznałem, że chcę otworzyć tym tytułem tę część spisu; dla mnie bezwzględne arcydzieło, połączenie nostalgii z brutalnością, akcji z powolnością, ten film oferuje to, co kino ma dla mnie najlepszego

Postrzyżyny, reż. Jiří Menzel – czechosłowackie kino na wyżynach, zaraźliwy humor, w tle surrealizm w najlepszym guście, zjawiskowa bohaterka/aktorka na pierwszym planie

Budapeszteńskie opowieści, reż. István Szabó – a tu węgierskie kino na wyżynach, surrealizm tym razem na pierwszym planie, prowadzący piętrową metaforę przez niezapomniane obrazy (ludzie pchający tramwaj na bezdrożach!); film bardzo mało znany i chyba niespecjalnie ceniony – dla mnie jednoznacznie wybitny

W kręgu zła (Le cercle rouge - sensowniejszy byłby tytuł: Czerwony krąg), reż. Jean-Pierre Melville – wspaniały pokaz stylu i wyczucia kina w ramach filmu policyjno-gangsterskiego; minimum dialogów, maksimum detalu, świetny klimat i pesymistyczny wydźwięk, czego chcieć więcej?

Dom dobry, reż. Wojciech Smarzowski – potężny cios w głowę, nie tylko z powodu ciężkiego tematu i dosadności ujęcia, ale również z powodu niezwykłej (i doskonałej) formy filmu, który mnie zaskoczył, pokazując, że Smarzowski nadal jest wybitnym filmowcem, nie tylko eksploratorem strasznych tematów

Dzikie łowy (ja zapamiętuję ten film jako Polowanie na ludzi-gnu, zgodnie z treścią filmu i oryginalnym tytułem „Hunt for the Wilderpeople”), reż. Taika Waititi – odlotowa historia outsidera i gbura kryjących się w buszu przed absurdalną obławą i jedyny w swoim rodzaju ton opowieści nadawany przez Taikę Waititiego; super-super!

Two Cars, One Night, reż. Taika Waititi – ledwie 12 minut, ale to jedna z najlepszych rzeczy obejrzana w tym roku, nocny klimat, kręcący się czas, cudowne dialogi z nowozelandzkim akcentem… tylko co te dzieci tam robiły?!

Dodam tu jeszcze film nie wybitny, ale seans owszem:
Przybysz z ciemności, reż. Jan S. Kolár – niemy ekspresjonizm czechosłowacki z 1921, sam film po prostu dobry, ale okoliczności oglądania oszałamiające: ogromny ekran w ogromnym kościele w Cieszynie, niezmierzone mnóstwo ludzi, atmosfera otwarcia festiwalu jako wielkiego święta, i Leszek Możdżer grający muzykę na żywo na dwóch fortepianach, niezapomniane przeżycie!


B1.
świetne filmy, w przypadku których wahałem się, czy nie pięć gwiazdek – niby nie, ale że jest ich tym razem sporo i jestem niezwykle zadowolony z seansów, robię dla nich subkategorię:

The Greatest Night in Pop, reż. Bao Nguyen – rewelacyjny dokument o nagrywaniu „We Are the World”, można się mnóstwo dowiedzieć, ponownie wkręcić w piosenkę, a co najważniejsze: poczuć jakby samemu się tam było tamtej nocy

Sugarland Express, reż. Steven Spielberg – świetne wariactwo i podsumowanie ludzkiej głupoty; znakomita zaległość nadrobiona

Ścieżki chwały, reż. Stanley Kubrick – poruszający i mądry film antywojenny, trochę pachnie starą amerykańską kinematografią i może dlatego nie wszedł mi do najwyższej kategorii (ale może jednak powinien!)

Juno, reż. Jason Reitman – też mocno się wahałem, czy też nie dać piętro wyżej; doskonały coming-of-age film, bardzo odważna i oryginalna historia, bardzo przekonywujące postaci

Jak być kochaną, reż. Wojciech Jerzy Has – świetny film mistrza polskiej szkoły, tylko doła można złapać przez postać graną przez Cybulskiego… pewnego rodzaju masochizm przebijający z tej historii osłabia nieco entuzjazm

Ptaszki, sieroty i głupcy, reż. Juraj Jakubisko – absolutnie szalone i zaskakujące, duch Felliniego przepuszczony przez środki halucynogenne… czy jakoś tak

B2.
cztery gwiazdki, czyli filmy bardzo dobre, które zachwytu nie wzbudziły, ale satysfakcja z obejrzenia istotna – wypisuję mniej więcej w kolejności oglądania, ale na początku najsilniejszy gracz z tej grupy:

Czarnoksiężnik z krainy Oz, reż. Victor Fleming – wielki klasyk zobaczony po raz pierwszy i przy całym „trąceniu myszką” rozumiem, dlaczego taki klasyk

Henryk V, reż. Kenneth Branagh – w zasadzie wybitny, tak? ale jakoś, mimo rozmachu, wciąż bardzo teatralny, co nie do końca pozwala mi się wczuć (czy widziałem go w całości w okolicach roku 1990? – nie potrafię powiedzieć, więc wpisuję tu, a nie do powtórek)

Król, reż. David Michôd – trochę przypadkowo obejrzana netfliksowa produkcja o szekspirowskim średniowieczu (Henryk IV i Henryk V) okazała się nad wyraz satysfakcjonującym seansem, choć oczywiście zbyt uwspółcześnione miejscami to średniowiecze, jak i główny bohater, którego jednak Timothee Chalamet gra naprawdę bardzo wdzięcznie

A Complete Unknown, reż. James Mangold – dla mnie piękna opowieść o jeszcze-nie-poznanym, ale stopniowo dającym się poznać Dylanie, jego raczej trudnym charakterze i wspaniałej muzyce; znowu świetny Chalamet

Beetlejuice Beetlejuice, reż. Tim Burton – zaskakująco dobre i świeże, postaci (również te nowe), które zapadają w pamięć (zszywająca się Monica Bellucci!), dużo dobrej zabawy

Bardzo poszukiwany człowiek, reż. Anton Corbijn – bardzo porządne kino szpiegowskie, dość mroczne i pesymistyczne, doskonały Philip Seymour Hoffman w swojej ostatniej roli

Ogniem i mieczem, reż. Jerzy Hoffman – tak dziwnie wyszło, że dopiero w tym roku obejrzałem go po raz pierwszy w całości; uważam, że dźwiga ciężar legendarnych poprzedników, jednocześnie proponując dużo od siebie – Potop to to nie jest, ale zdecydowanie na plus

Strzały o zmierzchu, reż. Sam Peckinpah – jeszcze bez blasku późniejszych dzieł, ale już bardzo dobre i bardzo brudne w wizji Dzikiego Zachodu

Prawdziwe męstwo, reż. Joel Coen – pół wieku późniejsze, lecz niezwykle pokrewne powyższemu klasykowi

Emilia Perez, reż. Jacques Audiard – film jako film byłby w kategorii niżej, bo niezły, ale nic wielkiego, natomiast fakt, że jest musicalem, przy całym zupełnie nie musicalowym jego charakterze, i jeszcze że jest tak udanym musicalem – istotnie podnosi ocenę

Podróż ślubna do Jijli, reż. Hynek Bočan – niezwykle pogodny, sympatyczny i zabawny film o podróży przedślubnej dwojga ludzi, którzy nie są pewni, czy chcą wziąć ślub

Szpicel, reż. Jean-Pierre Melville – kolejny bardzo dobry gangsterski Melville, tym razem z Belmondo, jest napięcie, jest klasa

Księgi Prospera, reż. Peter Greenaway – film urzekający pięknem na wielu poziomach i John Gielgud zjawiskowy; czy ja jednak w sumie rozumiem, co właściwie obejrzałem?...

Fenicki układ, reż. Wes Anderson – kolejny taki sam film Wesa Andersona, który znowu bardzo mi się podobał; może nawet nie do końca taki sam, bo relacja na linii biznesmen-wychodzący-cało-z-zamachów i jego córka zakonnica jest bardzo osobliwa

Donnie Brasco, reż. Mike Newell – bardzo dobry film gangsterski z wątkiem niechcianej przyjaźni na pierwszym planie, Pacino i Depp wspaniali; ważna zaległość jeszcze z lat 90.

Sirāt, reż. Óliver Laxe – bardzo oryginalne i bardzo mocne, choć estetyka nie moja; tkwią we mnie jednak obrazy i dźwięki z tego filmu, jak i dojmujące wrażenie, że stało się coś ważnego i niedobrego

Ennio, reż. Giuseppe Tornatore – bardzo piękny hołd dla mistrza, jakkolwiek jak na dokument to według mnie stanowczo za długie

Do tej kategorii również, i to wcale nie na jej końcu:
Heweliusz, reż. Jan Holoubek – bardzo solidny miniserial idący raczej w kierunku dramatu sądowego, niż filmu katastroficznego, ale i sceny katastroficzne naprawdę klasa; do tego ze świetnie odtworzonymi czasami, które przecież dobrze pamiętam…; nie zachwyciłem się tak jak niektórzy, ale mogę każdemu polecić

C1.
zadowolony jestem również z obejrzenia:

Rok 1984, reż. Michael Radford – to jest film dziwaczny, momentami aż karykaturalny, można by argumentować, że nieudany, ale siły rażenia nie mogę mu [nie było to pierwsze oglądanie, ale pierwsze po tylu latach, że nie daję do powtórek, bo było to bardzo świeże doświadczenie]

Człowiek z Dzikiego Zachodu, reż. Anthony Mann – właściwie poprawny western i tyle, ale jednak niezwykły przez głównego bohatera (Gary Cooper), trochę antybohatera, i przez ogólnie pesymistyczny ton; grunt pod czasy antywesternu się przygotowywały…

Pierwszy gol, reż. Taika Waititi – ciekawa historia drużyny piłkarskiej z Samoa Amerykańskiego, trochę taki film motywacyjny, ale nie wzruszył mnie tak, jak choćby zeszłoroczny „Chak de! India”, nie mówiąc o „Bend It Like Beckham”

Dziwolągi, reż. Tod Browning – bardzo doceniam historycznie, tak pozahistorycznie to trudno mi się było wczuć, no ale nadal doceniam, zwłaszcza, że wizualnie bardzo to świetne

Nikt się śmiać nie będzie, reż. Hynek Bočan – pierwszy (chyba) film czeskiego reżysera, miejscami wprost doskonały, ale całościowo jakby czasem gubił wątek

Ryzykant, reż. Jean-Pierre Melville – wczesny film Melville’a, już bardzo stylowy i dużo dobrego, ale – jak wyżej – jakby czasem gubił wątek

Śmieć, reż. Stephen Daldry – film w dziwny sposób łączący ponurą wizję brazylijskich slumsów z baśnią o dzieciach, ale jednak nie dla dzieci… rzecz interesująca, nietypowa, ale zostawiła mnie z wątpliwościami

F1, reż. Joseph Kosinski – doskonała rozrywka, a jednocześnie film mocno schematyczny; a jednak chciałoby się, żeby Formuła 1 właśnie tak wyglądała!

Góra mocy, reż. Rachel House – bardzo fajny film młodzieżowy z rozpoznawalnym sznytem Taiki Waititiego (choć formalnie on tam tylko exekutywnie produkował), że historia poważna i potencjalnie ponura staje się feel-good i optymistyczna

Księżniczka Kaguya, rez. Isao Takahata – mówią, że arcydzieło, a ja mam problem z tym filmem, może jest za bardzo prawdziwie japoński dla mnie-Europejczyka? przerabianie dziewczynki na księżniczkę było dla mnie ciężkim doświadczeniem, ale cieszę się, że obejrzałem, choć być może nie doceniłem

T2: Trainspotting, reż. Danny Boyle – w zasadzie jest to udana kontynuacja po latach; przede wszystkim Dwójka nie próbuje doścignąć oryginału, w ogóle nie jest zresztą o narkotykach, raczej o rozliczeniu z przeszłością po latach; brakuje tylko temu filmowi charakteru, przez co jest to jak najbardziej dobry film, który jednak szybko wypada z pamięci

Na noże: Żywy czy martwy, reż. Rian Johnson – bardzo fajna rozrywka, w dodatku w nieoczekiwanie poważnym tonie

C2.
z przyjemnością obejrzałem również (choć gdybym nie obejrzał, to bym nie żałował):

Teoria wszystkiego, reż. James Marsh – aktorsko wybitne, ale poza tym jakoś trochę nijakie

Moonlight, reż. Barry Jenkins – tak jak napisałem na forum, trzy gwiazdki tak, ale trzy oskary? jak dla mnie dość niewyrazista próba zrobienia kina poetyckiego, mnie nie przekonała

Mufasa: Król lew, reż. Barry Jenkins – jako prequel remake’u (jakoś tak?!) zdecydowanie daje radę; sam bym nie poszedł, ale z klasą fajnie

Uwolnić orkę, reż. Simon Wincer – tu z kolei z własnymi dziećmi i też fajnie, a przy okazji własne licealne sentymenty się odświeżyły

Tajemniczy świat Arietty, reż. Hiromasa Yonebayashi – sympatyczna, ale trochę nijaka ghibli-adaptacja świata Rodu Pożyczalskich

Sanatorium pod klepsydrą według braci Quay, reż. Stephen Quay, Timothy Quay – interesujące, ale jak dla mnie za dziwne i za eksperymentalne

Gaucho Gaucho, reż. Michael Dweck, Gregory Kershaw – byłem na tym filmie w kinie, zdaje się, że bardzo ładny i w ogóle, ale jakoś nic nie pamiętam

Podróż na sto stóp, reż. Lasse Hallstrom – bardzo sympatyczny film kulinarny, jakkolwiek jest to kino familijne i to zasadniczo wyczerpuje temat

Szyfry, reż. Wojciech Jerzy Has – z interesującymi elementami, ale nie przekonał mnie ten film i nie bardzo wiem, o czym właściwie miał być

Rob Roy, reż. Michael Caton-Jones – trochę jak w Robin Hoodach, trochę jak w Nieśmiertelnym, trochę jak w (późniejszych) Piratach z Karaibów, ale coś w tym, skądinąd niezłym, filmie mi nie grało – jak na przygodówkę za mało polotu, jak na poważny film za mało sensu

Honey, reż. Natasha Arthy – w familijnym stylu o poważnych sprawach (poplątane więzi w rodzinie), bardzo dobre do obejrzenia z szóstą klasą, ale nie jest to film, który mi zapadł w pamięć (poniekąd podobny „Cały świat Romy”, który wspominam w powtórkach – znacznie lepszy)

Tenacious D: kostka przeznaczenia, reż. Liam Lynch – dobra, obejrzałem, mniej więcej pół na pół się uśmiałem / zażenowałem i powstrzymałem się przed wpisaniem do kategorii niżej

D.
rozczarowania – dużo tu tytułów, ale nie ma wśród nich takich naprawdę srogich rozczarowań; w sumie część z tych tytułów mógłbym spokojnie umieścić i w kategorii wyżej:

Jedna bitwa po drugiej, reż. Paul Thomas Anderson – nic ten film do mnie nie powiedział, a zrobiony może ciekawie, ale w estetyce, która mi też nie odpowiadała

Rodzaje życzliwości, reż. Yorgos Lanthimos – powrót do nieprzyjemnej dziwności wcześniejszych filmów, poza tym dla mnie (poza pierwszą nowelą) o niczym

Rodzinka Yamadów, reż. Isao Takahata – podchodziłem na kilka razy, ale skeczowa forma w połączeniu z grafiką a la komiksowe paski z gazety mogłaby, wydaje mi się, wystarczyć na świetną 10-minutową krótkometrażówkę; w formacie pełnego filmu mi się nie sprawdziła

Sisu, reż. Jalmari Helander – tu też bardzo dobrze mówią, ale ja tam poza niesłychanie ponurą twarzą głównego bohatera i wielką ilością krwi i flaków nic dla siebie nie znalazłem; absurdalna przemoc trochę w stylu komiksowo-tarantinowskim, tylko że tutaj to jest jak upijanie się na smutno

Dziedzictwo. Hereditary, reż. Ari Aster – wszyscy mówią, że świetny, na naszym DKF-ie też mówili ciepło, ale ja niestety ledwie przeżyłem :-)

Król Artur: Legenda miecza, reż. Guy Ritchie – tu nie wiem, co mówią, ale dla mnie była to wielka kupa (niepotrzebnie wydanych pieniędzy) i na szczęście nieco mniejsza zmarnowanego czasu, bo gdzieś w połowie (może i pierwszej) wyłączyłem i udało się niesmaku pozbyć względnie szybko

XXI-wieczne krótkometrażówki Lyncha oglądane na Timelessie – to się jednak trochę nie dało (choć jedna była fajna)

Glina, reż. Jean-Pierre Melville – na początek znajomości z tym reżyserem niewypał, film nie wiadomo o co i po co, dla mnie nic się tam z niczym w sensowny sposób nie łączyło

Tańczący jastrząb, reż. Grzegorz Królikiewicz – film awangardowo-eksperymentalny made in Poland, ale dla mnie nieoglądalny

Sekcja powtórek
– najpierw te, które były dla mnie szczególnie ważne:

Prosta historia obejrzana w ramach DKF-u i honorowania Lyncha po śmierci, zachwyciła mnie po raz kolejny i wzruszyła głęboko
Bulwar zachodzącego słońca obronił swoją pozycję jednego z najlepszych filmów amerykańskich ever
Zabij to i wyjedź z tego miasta w końcu powtórzone i w końcu mogę dać pięć gwiazdek z przekonaniem
The Rocky Horror Picture Show po raz pierwszy w kinie i doskonała zabawa, mimo że publiczność nie byłą z tych tańcząco-rzucających ryżem
Dr Strangelove w kinie, żeby przekonać się, że nadrobiona w poprzednim roku zaległość była rzeczywiście jedną z najważniejszych zaległości, jakie miałem do nadrobienia
Rogue One obejrzany świątecznie, doceniłem chyba bardziej, niż kiedykolwiek
I wreszcie – Forrest Gump obejrzany, by Marcin mógł się utwierdzić, że to jego film numer jeden, a ja mogłem mu towarzyszyć, myśląc sobie jak blisko jest tam również do mojego numeru jeden.

A skoro mowa o oglądaniu z dziećmi, to dodam tu również Robina z Sherwood i Alternatywy 4, świetnie mi się je oglądało z młodym pokoleniem.

Poza tym sporo innych udanych powtórek, z czego część oglądana, żeby pokazać komuś:
Stop Making Sense, King’s Speech, Brzdąc, Królik Roger, Cały świat Romy, Za jakie grzechy dobry Boże, Niedźwiadek, Dwaj bracia, Trzech mężczyzn i dziecko, Across the Universe, Yesterday, Mrs Doubtfire, Happy Feet, Indiana Jones i ostatnia krucjata, Lot nad kukułczym gniazdem, Człowiek bez przeszłości (jedna z lepszych powtórek!).

Inne oglądane dla własnej chęci powtórki: Nędzne psy (w kinie – świetne, ale po latach nie aż tak świetne, jak pamiętałem), Szpieg, Beetlejuice, Goldeneye, Vinci, różne odcinki Gry o tron.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 04 stycznia 2026 13:43:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 28616
Crazy pisze:
Zabij to i wyjedź z tego miasta w końcu powtórzone i w końcu mogę dać pięć gwiazdek z przekonaniem

Też dałem!

Crazy pisze:
dodam tu również Robina z Sherwood i Alternatywy 4, świetnie mi się je oglądało z młodym pokoleniem

A jak oglądało się młodemu pokoleniu? :)

_________________
I wonder who chose the colour scheme, it's very nice


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 110 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 4, 5, 6, 7, 8  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group