antiwitek pisze:
Zestawienie okładki nowej płyty z okładką pierwszego wydawnictwa Armii (singiel Aguirre) zdaje się potwierdzać hipotezę Juliusza, jak myślicie?
Nie wiem, czy powinienem sam odpowiadać na to pytanie, ale moim zdaniem tak, bez wątpienia, ale o tym poniżej.

Przesłuchałem płytę i postanowiłem napisać taką wstępną recenzję, może coś jeszcze potem dodam, ale na razie wygląda to tak:
Początkowe "Wołanie", bardzo przestrzenny, nieco walcowaty utwór, o poczuciu wezwania. O tym, że jesteśmy przyzywani
do rzeczy wyższych przez Najwyższego, zarówno w typowe dla Niego sposoby, jak słowa i sny, jak i otaczający świat,
piękny świat. Fraza "daleki śpiew" zawsze będzie mi się kojarzyć z "dalekimi śpiewami" z płyt Acid Drinkers, tak kojarzyły mi się tam nakładane pogłosy na wokal, ale tu chodzi pewnie o śpiew aniołów.
Dalej zaś mamy maszerujący muzycznie i to szybko maszerujący "Obcy w domu", jak już słusznie zauważył Jar, polemika z Sartrem, ale też z brakiem miłości względem różnie pojętych obcych. Zarówno migrantów, jak i nas samych, bo każdy z nas jest jakoś obcym, "nasza ojczyzna jest w Niebie". Pojawia się derprozzesowe wołanie: "pomóż mi, by żyć" Tu napomina Budzy, nawiązując niejako do utworu o bitwie pod Grunwaldem:
pamiętaj kochać, pamiętaj żyć, pamiętaj umierać. By nie zapomnieć i nie przejść bezmyślnie.
Kolejny utwór to również znany "Wielki Las" (notabene, miks płytowy zdaje się różni się od miksu singlowego, ale nie jestem tego pewien, poza "Wołaniem", gdzie jest ewidentnie inne intro, z ukrytym w nim "orekoreooooo"

) Ten utwór można by zagrać, a przynajmniej intro perkusji, parowozem, takim Ok1 na przykład, przy swoim układzie osi powinien to wystukać kołami.

To zdaje się dość czytelna inspiracja Gojirą, ale też bardzo przejmujące doznanie wielkiej ciemności, to oczywiście może być wiązane z sytuacja na granicy polsko - białoruskiej, tak samo jak i "Obcy w domu", ale też może być odczytane bardziej uniwersalnie, jako doświadczenie złego, czasem obecnego w nas samych.
Bardzo ujęło mnie następne na liście "Ja tylko wspominam" w którym niezwykle mocno się odnajduję. Utwór jest nieco "wyżej" zagrany, niż poprzednie, tak samo jest z wokalem, w ogóle te utwory są bardzo spójne muzycznie, to oczywiście nieco przesadzona przenośnia, ale ośmielę się stwierdzić, że są trochę jak zrobione z klocków Lego, można wyjąć fragment, zamontować gdzie indziej i też będzie pasował, mi ta spójność się, muszę przyznać, podoba. Nie ma jakichś przełamań stylów, wszystko jest monolityczne, co oczywiście nie oznacza, że wszystkie utwory są takie same - są różne niuanse, elementy elektroniki, zmiany tempa i tak dalej, ale o tym pewne niewielkie wzmianki będą później.

Wracając zaś do utworu - bardzo poruszający tekst o
zagadce powodzenia bezbożnych. Jesteśmy otoczeni przez sforę psów, możemy wspomnieć o cudach i rzece dzieciństwa, ale towarzyszy nam
płonąca katedra i cierpienie niewinnych, co oczywiście odnosi się do wydarzeń z ostatnich lat, w ogóle, teksty z tego albumu chyba najmocniej ze wszystkich dotychczasowych odnoszą się do wydarzeń bieżących, czego wcześniej Budzy zdecydowanie unikał. Tu jednak pojawia się element nadziei, która jest motywem przewodnim, słynne "gwiazdy nadziei" zdobią prawie każdą stronę książeczki, tak samo jak jaskółki, zwiastuny nadchodzącej wiosny, Budzy na okładce chyba specjalnie dał dwie (bo jedna wiosny nie czyni

), połączone na stałe, jak człony w ET42, tak, że nie mogą od siebie odlecieć, muszą tak wirować do końca, do prędkości światła, włączając się w to może i końcowe wirowanie świata. I tu jest ponowione wezwanie do zakochania się, do umiłowania, które jest drogą do wolności.
Potem następuje łagodnie zaśpiewane "Nas nie ma". Budzy zwraca się tu do wprost do siebie samego, jako do Toma Bombadila, do ukrycia się, do tego, że
nie mamy nic, ale mamy wszystko, w utworze powtórzony jest motyw ze "Wspaniałej nowiny" Armii (który, notabene, też jest cytatem, z tego, co wiem

), bardzo przestrzenny i unoszący i rzeczywiście dający nadzieję, partie waltorni bardzo dobrze słychać, bo w większości utworów są trochę cofnięte i schowane. Nawet śmierć może być piękna,
mamy to, poszukiwanie Piękna i Dobra, z niepokojącym "nas nie ma", znaku walki duchowej i ciągłego poszukiwania, wreszcie jest i "wypisz i wymaluj".
Kolejna rzecz, "Przyjaciel", traktuje o przyjaciołach człowieka, jakim są płacz i wstyd i wołaniem, pragnieniem cofnięcia czasu, wielkim cierpieniu doświadczania błędów, które mogą być nieodwracalne, mimo doświadczania ziemi obiecanej, mimo obdarowania, wciąż ciążą. Muzycznie chciałbym tu zauważyć rytm perkusji, bardzo ładnie wystukujący tempo.
Utwór następny, to jest nawiązujący muzycznie do "Braci Bum" "Dzień Ojca", traktuje z kolei o pamięci, o pragnieniu bycia pamiętanym, trudnych doświadczeniach,
do końca. Tu też dosłownie pada cytat iż "nasza ojczyzna jest w niebie", ale i niezwykle ważne w kontekście charakteru albumu i całej twórczości Armii "nadszedł nasz czas"; jak się okazuje, to, co podejrzewałem, zostało tu dosłownie wyrażone. To teraz, tak rozeznał Budzy (ale o tym jeszcze na końcu). No i wśród powtarzanego, znanego z "Toni" "tam gdzie kończy się kraj" jest wezwanie, by pośród otwartych ran, płynącej krwi i wody, być odważnym, "do końca", jak dopowiedziałby poeta, "w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy".
Jednak tu liczą się także inne kwestie, co opowiada następna pieśń, "W każdą stronę". Muszę tu przyznać, że ta ostatnia grupa utworów jest najbardziej poruszająca, a wręcz wstrząsająca, przynajmniej dla mnie. I ten właśnie, drugi z niej, jest pod względem wymowy, jednym z najbardziej radosnych, najbardziej pełnych nadziei, traktuje o zerwaniu więzów, zapłaconym długu. A także drodze do kogoś, i do nikogo. Ja to rozumiem tak, że są w naszym życiu drogi do kogoś, kto nas buduje, relacje, które ubogacają, drogi do kochania i bycia kochanym oraz takie, które są tylko po to, by użyć lub zostać użytym. "Chodźmy do kogoś w każdą stronę" - tu pobrzmiewa mi tekst końcowego utworu Izraela z "Dża ludzi", choć oczywiście, Pismo też jest obecne, we fragmencie o "żyjącym słowie" ale i słowie umarłym, którym możemy być my. Ale to Słowo Żywe przywraca nas do życia. Nie można też nie zwrócić uwagi na wezwanie "idź", też można to odczytać jako nawiązanie, do "bądź wierny idź".
Kolejno następują "Ciche dni", utwór o sporze, z ewidentnym nawiązaniem do startowego motywu "Wyludniacza" na początku (nawiązanie do "Triodante" jest bowiem wyczuwalne w tym albumie), oraz trochę nowofalowo - vangelisowo elektronicznym dudnieniem. Nad gniewem Autora zaszło już słońce, inaczej się dzieje, niż mówi Pismo. "Jest czwarta nad ranem", co może być odebrane jako nawiązanie do słynnego utworu SDM, ale też i do tekstu Herberta o Cornelisie Trooście z "Martwej natury z wędzidłem". Jest i o różańcu bez granic, co jest też i nawiązaniem do słynnej niegdyś akcji "Różaniec do granic", której to nazwę twórczo przetwarza tu Budzy. I kolejny raz pojawia się motyw zakochania, fraza "tylko zakochani są niepokonani", przypominającą słynne "tylko nawrócona jest zadowolona", przyznaję, że jak dla mnie jest ona co najmniej na miarę "hej, hej, Niezwyciężony"!

A
życie ma sens i
miłość jest możliwa Na końcu jest parowozu może nie gwizd, a trąba, lub raczej syrena, co brzmi dość amerykańsko, ale ponoć Ty51 - 223 z Wolsztyna miał taką syrenę, więc jakoś pasuje.
Pozostają zatem trzy utwory. Pierwszy z nich, "Pielgrzymka", o wyjściu z ciemności do światła. O tym, że wszystko jest możliwe, prawdziwe i piękne. O wyzwoleniu od zła, bólu i cierpienia. O wyjściu na
światło. Tu przypomina mi się końcówka filmu Paula Greengrasa, "United 93", w której pasażerowie tytułowego lotu toczą bitwę z terrorystami i w jej trakcie wszyscy giną, po tym, jak samolot zderza się z ziemią. Ich ostatnie starcie też może być odczytane w różnych kluczach, też jako bycie odważnym do końca, jako droga do niebieskiego Jeruzalem. Utwór jakoś tu przypomina mi "Walkę" "Izraela" w sposobie zaśpiewania.
I właśnie o tym traktuje "Niebo nad niebem", z bardzo ładną linią basu. Że nad nami wszystkimi jest Niebo. Może i cierpimy na
delirium wszechmocy, ale
niebo jest po naszej stronie. Jeruzalem zstępuje. To koniec, w najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nic już więcej się nie wydarzy.
Amen, przyjdź, Panie Jezu. Łaska Pana Jezusa jest ze wszystkimi - część rękopisów dodaje "świętymi". Amen. Wiadomo, różnie to można odczytać, może bardziej jako przeczuwanie, niż pewność, Pismo przestrzega wszak, przed tymi, którzy twierdzą iż "nadszedł czas". Ale tu i ja przeczuwam, że nie o takie postępowanie, które jest pełne pychy, chodzi Tomaszowi, ale raczej o przeczuwanie Obecności i rozpoznawanie znaków czasu, nieobce i choćby mnie, jak i innym uczestnikom temu forum, a także pozostającym poza nim żołnierzom Niewidzialnej Armii.
Na końcu zostaje tylko "Wiatr w drzewach", instrumentalny, jak przewidywałem. Morze pewnie też jest, ale przede wszystkim wiatr, który wieje tam, gdzie chce. Outro '25.
I tak, to jest, wszystko na to wskazuje, pożegnanie z twórczością Armii, widać to, jak już zauważył Witek, po samej okładce, która po raz pierwszy od czasu "Triodante" (biorąc tu pod uwagę albumy studyjne w sensie stricte, nie licząc "Antologii", bo to trochę inna historia) ma "logo kanoniczne" i jest czarno biała. Tak samo jest w warstwie symboliki, dwanaście utworów na dwunastym albumie studyjnym, wobec dwunastu bram i dwunastu warstw fundamentu Miasta. To "Wojna i pokój". Skoro więc pokój, Armia może odpocząć.
I tak by to na ten moment wyglądało.

Dodać można na koniec, że wyczułem nawiązania elektroniczne jakby do Vangelisa, Tiltu, do armijnego "Ducha", "Drogi" no i także do wspomnianego "Triodante". Choć wiele by tu można powiedzieć, wiadomo, że takich nawiązań jest faktycznie dużo na ostatnich płytach Armii. Aby zaś, przynajmniej na razie, nie przeciągać: bardzo mi się podoba, bardzo, coraz bardziej. Jestem niezwykle poruszony tym albumem. Bardzo wysoko stoi, i muzycznie - brawo Staszek, (który notabene popisał się typowym dla historyków dowcipem i na płycie podpisał jako "Stalin", no faktycznie, jest pewne podobieństwo...

), brawa dla reszty zespołu (tu jeszcze wyróżniłbym świetne pomysły Amade) i tekstowo - brawo Tomasz Budzyński! Naprawdę, świetna sprawa.

Pamiętam jeszcze, jak swego czasu pytałem Budzego na Facebooku, czy gdy
nadejdzie nasz czas, to powie, że tak jest. Nic wtedy na to nie odrzekł. Ale najwyraźniej uznał, że gdy zrozumie, że tak jest według swojego rozeznania, to powie. I powiedział teraz.
