Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pt, 17 kwietnia 2026 11:06:52

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 110 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: pt, 03 marca 2023 23:13:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 18:49:54
Posty: 2371
Skąd: Warszawa
Dla mnie 2022 r. był satysfakcjonujący pod względem jakości obejrzanych filmów. Przede wszystkim korzystałem z owoców pandemii i wsiąkałem w festiwale online. Na nich odbyły się dwie najważniejsze dla mnie retrospektywy. Najpierw na Nowych Horyzontach retrospektywa Jonasa Mekasa, potem na Fesitwalu 5 smaków Edwarda Yanga. Gdybym obejrzał tylko tych kilka filmów w ubiegłym roku uznałbym go za bardzo udany.

Ponadto udało się wygrzebać kilka nieoczywistych i słabo znanych perełek, a także uzupełnić seanse klasyki.

1. Wspomnienia z podróży na Litwę - reż. Jonas Mekas, 1972 r. *****1/2
Chłopiec z ulicy Guling (inny tytuł Jasny dzień lata) reż. Edward Yang, 1991 r. *****1/2

Oba te filmy, skrajnie różne, oglądałem już wcześniej, ale w znacznie gorszej jakości. Mekasowi udało się uchwycić znany w naszym kraju stan, powrotu emigranta do domu, przedstawieniu go bez filtra taniego sentymentalizmu i patosu, za to z ogromną nostalgią (prawie każdy film Mekasa, który widziałem jest nostalgiczny). Przybysza, który pomimo bycia u siebie, bliskości dawno nie widzianej matki, rodzin rodzeństwa, już nie do końca pasuje, jest wyrwany z lokalnego kontekstu.
Formalnie, pomimo prostoty środków, jest to fenomenalnie zrobione. Można byłoby spłycić ten film do wizyty wujka Krzyśka z kamerą u dawno nie widzianej rodziny, względnie filmu imieninowego jakich wiele, kręciło się w Polsce w latach 90. Jednak tam jest znacznie więcej, jest to najprawdziwsze kino - z jednej strony świadectwo czasu, bycia tu i teraz, realistycznego dokumentu chwili, z drugiej tak zmontowane, że to się fenomenalnie ogląda, że ten obraz jest tak uniwersalną historią, tak starą jak kino, chwytającą na początku i nie puszczającą emocjonalnie do samego końca.

Film Edwarda Yanga to jeden z najważniejszych filmów tajwańskiej nowej fali. Przedstawia historię chłopca wkraczającego w wiek nastoletni i doświadczającego typowych dla tego wieku momentów: pierwszej miłości, rówieśniczych nieporozumień i bijatyk. Jak sporo filmów tamtego okresu z Tajwanu i Chin jest to epopeja chwytająca społeczną panoramę, w tym przypadku lat 60 na wyspie. Jest to kino afirmatywne dla Tajwańczyków, korzystające z poluzowanych zapędów cenzorów. To jest film totalny, formalnie dopracowany w każdym calu, jakby Yang miał świadomość, że trzeba wykorzystać ten czas na maksa, powiedzieć wszystko, wyłożyć tożsamość miejscowych, wryć się w historię kina.

2. Tylko aniołowie mają skrzydła - reż. Howard Hawks, 1939 r. *****

Uzupełnianie klasyki. Kapitalny film, wielkiego amerykańskiego reżysera. Główni bohaterowie to samotnicy-romantycy, buntownicy, dla których praca, którą wykonują (dostarczają pocztę lotniczą) jest sensem życia. Balansowanie na granicy życia i śmierci jest ich codziennością. Pięknych kobiet w Barrance niewiele, jak już się pojawia znakomita w tej roli Rita Hayworth to szybko znajduje się w centrum zainteresowania szefa lotników Cary’ego Granta. Wydawałoby się, że w 2022 r. kiedy kino przygodowe, dzięki efektom specjalnym, ograniu klisz fabularnych po tysiąckroć, przeżuło i wypluło już wszystko, film Hawksa będzie robił wrażenie ramoty. Jest zupełnie inaczej, sceny samolotowe robią do dziś wrażenie, plejada aktorów daje popis, a melodramatyczny wydźwięk pasuje jak ta lala. Ekipa polskiej „Bazy ludzi umarłych” na pewno oglądała film Hawksa.

3. Tutaj cały przekrój:

Klasyki

Johnny poszedł na wojnę, reż. Dalton Trumbo, 1971 r. - *****, powtórka, dzięki której znacznie bardziej doceniłem ten film. Ścisła czołówka antywojennych.

Sklep na rogu, reż. Ernst Lubitsch, 1940 r. - *****, moim zdaniem najlepszy film Ernsta Lubitscha – klasyczna amerykańska komedia, którą można stawiać obok najlepszych filmów Franka Capry, przezabawna pomimo stareńkiego już wieku, urocza, znakomicie napisana i kapitalnie wyreżyserowana.

Dowcip, reż. Mike Nichols, 2001 r. - *****, brawurowy film, rozwalił mnie podczas seansu.

Animacje

Miasteczko Halloween, reż. Henry Selick, 1993, - *****, dopiero pierwszy raz to był, film do wielokrotnego oglądania, popisowo wykonany, z kapitalnymi piosenkami, których słuchamy w domu w oderwaniu od seansu.

Ratatuj, reż. Brad Bird, 2007, - *****, mój ulubiony Pixar, jak wyżej to pierwszy seans, córka mnie namówiła

Perełki

Incydent, reż. Larry Peerce, 1967, - *****, bardzo mocny film. Żaden współczesny kryminał/ thriller nie jest w stanie podjąć rękawicy. Z tak potężnie działających filmów to były „Pogorzelisko” Villeneuve’a i trzeba się cofnąć aż do „Siedem”. Fabuła jest bardzo prosta, noc, różni ludzie wracają do domu ze swych nocnych eskapad, w metrze spotykają dwóch agresywnych ludzi, którzy szybko przejmują kontrolę nad wagonem i terroryzują psychicznie pasażerów. Jeżeli lubicie mocne kino i będziecie mieli okazję obejrzeć to zróbcie to koniecznie.

Miłość między kroplami deszczu, reż. Karel Kachyna, 1979, - *****, czarna czechosłowacka komedia, w której jest absolutnie wszystko za co lubię ichniejszą kinematografię – dystans do największych dramatów, pokraczne pierwsze miłości, zero patosu i galeria przedziwnych straszno-śmiesznych, czasami uroczych, prostych bohaterów.

Nos, lub spisek odmieńców, reż. Andriej Khrzhanovskiy, 2020, - *****, animacja na podstawie opowiadania Gogola i opery na jej podstawie, zupełnie unikalna rzecz, która nie każdemu się spodoba.

Pixote: A lei do mais fraco, reż. Hector Babenco, 1981, - *****, film wydany przez Criterion Collection, z serii Martin Scorsese poleca. Bardziej surowe i brudne od „Miasta Boga”, duszny i klimatyczny film opowiadający o młodocianych gangach i brutalnym świecie faweli i zakładów poprawczych, film niepodający ręki widzowi, niedający pokrzepienia i nadziei. Dzieci bez szans na lepszą przyszłość, a fabuła bez wytrychu magicznych rozwiązań, myślenia życzeniowego. Bardzo przygnębiający seans.

Piękna wieś, pięknie płonie, reż. Srdjan Dragojević, 1996 r, - *****, czarna komedia o wojnie serbsko-bośniackiej, politycznie niepoprawna, idąca w poprzek gustów i bardziej „masowej” publiczności i tej „wyrobionej”.

Lost, Lost, Lost, reż. Jonas Mekas, 1976 - *****, ni to dokument, ni fabuła. Urywki czasu utraconego, zaimprowizowane, pocięte i ułożone w elegię wielkomiejską o wykorzenieniu i poszukiwaniu własnej tożsamości w latach 1949-1963. Ujęcia robotników, migrantów przenikają się z postaciami popkultury Nowego Jorku. Autotematyczna nostalgia, ale i skrupulatne filmowanie świata podlegającego ciągłym zmianom. Świata bliskiego i coraz bardziej swojego. 3 godzinny esej, raczej dla zaznajomionych z krótszymi próbami Mekasa takimi jak w wspomniane „Wspomnienia z podróży na Litwę” lub poniżej.

Ścinki z życia szczęśliwego człowieka, reż. Jonas Mekas, 2012 - *****, 68 minut video-pamiętnika, złożony z krótkich scen, dynamicznie zmontowanych, z których wyłania się portret Mekasa – filmowca, człowieka we współpracy, towarzystwie innych zwyczajnych ludzi.

Terroryści, reż. Edward Yang, 1986 - *****, historia opowiedziana z kilku punktów widzenia, momentami ledwie zaimprowizowana, będąca nowo-spotkanym starszym bratem filmów Johnniego To.

cdn

_________________
"Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy krok do przodu!"


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 03 marca 2023 23:46:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 16:29:27
Posty: 8099
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Wielkie dzięki, Adrian!

A za to to już w ogóle! Bardzo mnie zachęciłeś:


Adrian pisze:
Tylko aniołowie mają skrzydła - reż. Howard Hawks, 1939 r. *****

Uzupełnianie klasyki. Kapitalny film, wielkiego amerykańskiego reżysera. Główni bohaterowie to samotnicy-romantycy, buntownicy, dla których praca, którą wykonują (dostarczają pocztę lotniczą) jest sensem życia. Balansowanie na granicy życia i śmierci jest ich codziennością. Pięknych kobiet w Barrance niewiele, jak już się pojawia znakomita w tej roli Rita Hayworth to szybko znajduje się w centrum zainteresowania szefa lotników Cary’ego Granta. Wydawałoby się, że w 2022 r. kiedy kino przygodowe, dzięki efektom specjalnym, ograniu klisz fabularnych po tysiąckroć, przeżuło i wypluło już wszystko, film Hawksa będzie robił wrażenie ramoty. Jest zupełnie inaczej, sceny samolotowe robią do dziś wrażenie, plejada aktorów daje popis, a melodramatyczny wydźwięk pasuje jak ta lala. Ekipa polskiej „Bazy ludzi umarłych” na pewno oglądała film Hawksa.

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

Wszystkie prawdziwe ścieżki prowadzą przez Góry.

Zawsze mieć dojrzałe jagody do jedzenia i słoneczne miejsce pod sosną, żeby usiąść.


My gender pronoun is "His Majesty / Your Majesty".


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 18 stycznia 2024 00:02:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Wydaje się, że za mną kolejny najgorszy rok filmowy, bo wprawdzie dużo filmów dobrych i bardzo dobrych, ale gdzie te, które naprawdę głęboko zapadają?! Czy ja już wszystkie widziałem...? Znajduję jeden plus taki, że mam całkiem długą, konkretną i obiecującą kolejkę tytułów czekających - chyba na to, żeby mi się chciało chcieć, bo mój problem z filmami wydaje się nadal przede wszystkim motywacyjny. Ale czy ta kolejka spełni oczekiwania, okaże się za rok.

W kinie doliczyłem się 21 wizyt - mocno słabawo, ale od czasów kowidowych to niestety norma. Ale chyba to wśród tych kinowych seansów będę znajdował najciekawsze filmowe odkrycia roku. Do tego kilka (może kilkanaście) seansów na dużym ekranie domowym, w ramach DKF lub też w szkole.
I dwa seriale (oczywiście tylko pierwsze sezony) - wielki osiąg ;-)

Treścią tego spisu są filmy, które widziałem w 2023 roku po raz pierwszy. Na końcu dam powtórki - nie były jednak tak znaczące, jak przed rokiem, gdy wręcz zdominowały podsumowanie, a Skrzypek na dachu oglądany z klasą z całą pewnością był filmem roku.


A.
Filmy znakomite, idące w kierunku pięciu gwiazdek - niestety w żadnym z poniższych przypadków nie mam przekonania do pełnej oceny pięciogwiazdkowej; wyróżniam jednak, bo na dziś wydają mi się to trzy najważniejsze filmy obejrzane przeze mnie w ubiegłym roku:

Fabelmanowie, reż. Steven Spielberg - piękny hołd dla kina i chyba najlepszy film Spielberga w XXI wieku (co, biorac pod uwagę, że z wiekiem radykalizuję się w postrzeganiu go jako arcymistrza kina, jest niezłą rekomendacją). Końcowa scena z Johnem Fordem - coś pięknego!

Oczy szeroko zamknięte, reż. Stanley Kubrick - wielka zaległość nadrobiona, z wielką satysfakcją; przeciwnicy mówią, że to ubrany w piękną formę film o niczym - mi jednak nie wydaje się o niczym, choć z pewnością forma górą: tu jest ona naprawdę wyjątkowo kunsztowna a film jako całość zrobił na mnie ogromne wrażenie

Big Lebowski, reż. Joel Coen - tak w całości-całości obejrzany w tym roku po raz pierwszy, w dodatku w bardzo miłych okolicznościach; wreszcie mogę z przekonaniem powiedzieć, że film zasługuje na swoją sławę, nawet jeżeli w jego kultowości to nie ja jestem wyznawcą


B.
Filmy bardzo dobre, okolice czterech gwiazdek. Kolejność niby nieprzypadkowa, ale nie wiem jaka - częściowo chronologiczna, częściowo jakoś tam pogrupowana; zacznę np. od dwóch bardzo dobrych polskich filmów, które widziałem na początku roku:

Niebezpieczni dżentelmeni, reż. Maciej Kawalski - wspaniała zabawa z dekadenckim posmakiem przedwojennego Zakopanego w tle (a może raczej w głównej roli)
80 milionów, reż. Waldemar Krzystek - świetna sensacyjka made in Poland

Teraz kilka seansów kinowych, które bardzo mnie ucieszyły, a na początek te muzyczne:

ABBA: The Movie, reż. Lasse Hallström - ni to dokument, ni to film muzyczny, ale nie tylko muzyka wspaniale niesie film, to również wyśmienita filmowa robota
Moonage Daydream, reż. Brett Morgen - dokument impresjonistyczny, gdzie więcej w głowie zostaje obrazów i dźwięków, niż faktów z życia Davida Bowie, który skądinąd jest jedyną z "gadających głów", jakich zwykle w dokumentach pełno; muzycznie oczywiście uczta!

Wszystko wszędzie naraz, reż. Daniel Kwan i Daniel Scheinert - nie wiem, czy aż Oskar roku, ale jest to film bardzo interesujący i inspirujący - gdyby mi wypadło go drugi raz obejrzeć, skwapliwie skorzystałbym z okazji
Asteroid City, reż. Wes Anderson - podobno nawet zwolennicy Wesa Andersona kręcili nosami, a mi bardzo się podobał, konwencja oczywiście ta, co zawsze, ale mi zabrzmiało świeżo
Osiem gór, reż. Felix Van Groeningen, Charlotte Vandermeersch - piękny, choć nad wyraz smutny włoski film zanurzony w sercu gór i tymi górami autentycznie oddychający; zarazem pokazujący ich piękno i skutecznie unikający wszelkiego pięknoduchostwa
Oppenheimer, reż. Christopher Nolan - z powyższego zestawu poniekąd najmniej satysfakcjonujący, choć jednak należy mu się tu miejsce - film z pewnością bardzo dobry, tylko pod różnymi względami przeładowany, od czasu trwania przez nadmiar bodźców po ilość wątków

za to bez wątpliwości daję to tej grupy:
Fritzi, reż. M. Bruhn, R. Kukula - film dla dzieci, obejrzany na festiwalu dla dzieci oraz z klasą a te dwa seanse były również dla mnie wielką przyjemnością; kino dla dzieci zarazem bardzo mądre, ładnie narysowane i wciągające

i na koniec kinowych odkryć (nie wiem, czy nie powinno być na początek):
Ekstaza, reż. Gustav Machatý - prawie-niemy film z 1933 oglądany w Muranowie z niezwykłą muzyką na żywo, nowoczesną, stającą w poprzek oryginalnej ścieżki dźwiękowej, a jednak wspaniale się komponującą z pełną ekspresji całością

teraz z DKF-u:
Piękności nocy, reż. René Clair - świetna stara komedia francuska stanowiąca (chyba na pewno?) prototyp allenowskiego Midnight In Paris; podobnie dobrze mnie nastroił, co w ostatnich dwóch latach Císařův pekař - Pekařův císař (może jednak z małą przewagą dla czeskiego kolegi)
Tylko kochankowie przeżyją, reż. Jim Jarmusch - może to wydmuszka i ćwiczenie stylistyczne, ale styl wspaniały, klimat niezapomniany, do dzisiaj we mnie siedzi

i inne:
Nieznajomi z pociągu, reż. Alfred Hitchcock - być może sekwencja początkowo-tytułowa jest najlepszym, co filmowo w tym roku obejrzałem; potem jednak też jest bardzo dobrze, choć może nie aż tak elektryzująco
Laputa, podniebny zamek, reż. Hayao Miyazaki - bardzo wczesny Miyazaki, jeszcze sprzed Totoro; bywało potem bardziej efektownie, ale tu jest już wszystko, co trzeba: latanie, przyroda, zachwyt, przyjaźń dziewczynki i chłopca, lęk przed wojną

Tutaj dam również lepszy z dwóch seriali:
Most nad Sundem (Bron/Broen), twórca: Hans Rosenfeldt - po powrocie z Danii musiałem to w końcu nadrobić; świetnie się słuchało akcentów (a raz nawet byli na plaży tam, gdzie my!) i przez większość czasu super, choć kierunek rozwiązania akcji rozczarowujący

oraz zbiór krótkometrażówek Wesa Andersona nakręconych na podstawie opowiadań Roalda Dahla i wrzuconych w 2023 na Netflix, czyli:
Zdumiewająca historia Henry'ego Sugara (to mi się najbardziej podobało, jednak długość >40 minut dała trochę wziąć oddech); Trucizna (to oglądałem trzy razy i nadal mi się podoba, ale intensywnością, męczy); Łabędź (tu mam znaczącą wątpliwość odnośnie braku konkluzji); Szczurołap (tu mam wątpliwość, czy mogę zaliczyć, bo przespałem połowę)

oraz dokument pt.:
Harry Potter 20th Anniversary: Return to Hogwarts - zdecydowanie lepszy od jakiegokolwiek harrypotterowskiego filmu, jaki oglądałem - wzruszający obraz ludzi, którzy owszem zrobili karierę na franczyzie, ale też połączyło ich coś ważnego i dużego; tylko ta idiotyczna nieobecność J.K.Rowling...


C.
Zadowolony jestem również z obejrzenia:

Past Lives (Poprzednie życie), reż. Celine Song - może powinno być piętro wyżej, bo bardzo mi się podobało, ale jakby po tych paru miesiącach nie zostało we mnie wiele z tego filmu, bardzo kameralnego, bardzo refleksyjnego
Jeanne du Barry, reż Maïwenn - zdecydowanie dobre i warto obejrzeć, ale jednak w bezpośredniej konfrontacji z Faworytą, z którą w oczywisty sposób się kojarzy, jednak wyraźnie przegrywa brakiem drugiego dna - ot, dobra, pięknie sfilmowana opowieść z epoki
W trójkącie, reż. Ruben Östlund - niektóre sceny i fragmenty olśniewające, ale po całości to trochę mi się nie kleiło
Sundown, reż. Michel Franco - bardzo ciekawe, pozostał mi w głowie dość unikalny klimat tego filmu; jednakże również dość dziwaczne i właściwie nadal nie wiem, o czym to jest!
Titina, reż. Kajsa Næss - również z festiwalu dziecięcego, tym razem o Umberto Nobile i Roaldzie Amundsenie - fajne, ale to jest taki film, którego samemu, bez dzieci, nie chciałoby mi się oglądać (w przeciwieństwie do Fritzi, o której było wyżej)

(to było w kinie, a teraz domowo):

W starym dobrym stylu, reż. Zach Brass - bardzo przyjemna zabawa o starszych panach, którzy biorą sprawiedliwość w swoje ręce, ale z jakąż gracją ;-)
Chwała, reż. Edward Zwick - trzeba powiedzieć, że film epicki i film ważny, ale jednak zbyt programowy, żeby było z tego arcydzieło
Michael Clayton, reż. Tony Gilroy - zasadniczo świetny w swoim gatunku thriller / film prawniczo-korporacyjny i nie ma się do czego przyczepić, ale właściwie to średnio dla mnie, chociaż spędziłem bardzo miły wieczór przed telewizorem
Broad Peak, reż. Leszek Dawid - wybitny początek, a potem już nie tak świetnie, choć nadal ciekawie - jako dramat przetrwania film ma wielką moc, jako dramat psychologiczny znacznie mniejszą
Johnny, reż. Daniel Jaroszek - podczas oglądania trochę mnie irytował efekciarstwem w środkach wyrazu, ale bardzo dobrze go wspominam i dla mnie to jest chyba najlepsza (!) znana mi rola Dawida Ogrodnika
Diuna, reż. Denis Villeneuve - ma to klimat, ale pozostawiło mnie zbyt chłodnym
Nie czas umierać, reż. Cary Joji Fukunaga - spodziewałem się knota, którego nie dooglądam, tymczasem wciągnęło mnie i obejrzałem z chęcią, mimo tego, że finałowa część filmu trochę taka sobie
Spiderman: Homecoming, reż. Jon Watts - jestem zupełnie nie-targetem, ale nieźle mi poszło przekraczanie strefy komfortu, a szczególnie na plus postać i rola Michaela Keatona
Narzeczona dla kota, reż. Hiroyuki Morita - kiedyś już częściowo widziałem, ale pierwszy raz w całości - niezłe, ładne, ale chyba wszystkie filmy Miyazakiego jednak lepsze
Flip i Flap w Legii Cudzoziemskiej, reż. A. Edward Sutherland - pierwszy seans sylwestrowy, dużo śmiechu, ale jak zwykle z Flipem i Flapem, to jest film na gagi a nie do oglądania w całości
Fantastyczny Pan Lis, reż. Wes Anderson - drugi seans sylwestrowy, przyjemne, ale spodziewałem się, że będzie lepsze - ze wszystkich tegorocznych Wesów Andersonów chyba najmniej mnie przekonał

Dark, twórcy: Baran bo Odar, Jantje Friese - cieszę się, że się udało, bo długo się do niego zbierałem; na początku bardzo mnie wciągnął i intrygował, ale stopniowo gąszcz postaci w różnych wariantach czasowych zaczął mi się robić coraz bardziej obojętny


D.
Rozczarowania:

najpierw trzy filmy, które nie są gorsze od wielu powyższych, a nawet na pewno nieraz są lepsze; ale wspólnym mianownikiem jest, że z różnych względów spodziewałem się Dużo, a dostałem co najwyżej Tak Sobie
rozczarowaniem roku niewątpliwie są więc niewątpliwie Chłopi, reż. Dorota Kobiela, Hugh Welchman - którzy mieli być tym brakującym filmem roku, a obejrzałem obraz, który wzbudził znacznie więcej moich wątpliwości, niż przyniósł powodów do zadowolenia
Elvis, reż. Baz Luhrmann - ten z pewnością lepszy od niejednego z kategorii wyżej, ale to samo: miałem duże oczekiwania, a dostałem film, który nie mógł się zdecydować, jaką historię chciał opowiedzieć i w efekcie pozostawił mnie zupełnie obojętnym
Prosta historia o morderstwie, reż. Arkadiusz Jakubik - filmy polskie z tego czasu, w podobnym niby klimacie, z samym Jakubikiem nieraz w istotnych rolach, cenię bardzo wysoko; ten zaś gubił wątek i po paru miesiącach w ogóle nie pamiętam, o czym był

Wieloryb, reż. Darren Aronofsky - nie zdzierżyłem naturalizmu tego filmu, nie tylko fizycznego obrazu rozkładu, ale przede wszystkim osobowościowego, i wyszedłem z kina
Io, reż. Jerzy Skolimowski - rażący przerost formy nad treścią, zadziwiające niedostosowanie formy do treści i w ogóle nie mam nic dobrego do powiedzenia na temat tego filmu

Dzika banda - totalne gówno, na które zabrałem swoją klasę w ramach festiwalu, gdzie przecież tyle dobrych filmów już z klasami oglądałem; o tym należy czym prędzej zapomnieć i najlepiej przejechać go i wyrównać Dziką bandą Peckinpaha (!). Ale to już temat na ewentualne powtórki w roku 2024.


Natomiast w 2023 powtórek było oczywiście sporo, z czego emocjonalnie chwyciły i artystycznie ponownie zachwyciły następujące:
Pan Tadeusz
Skazani na Shawshank
Walc z Baszirem
Sprawa Kramerów
Rozmowa (Coppoli oczywiście)


Po raz drugi obejrzałem i bardzo okej, ale bez zachwytu:
Silent Twins
Touching the Void (Czekając na Joe)

Te filmy generalnie bardzo wysoko cenię, ale może okoliczności podczas ostatniej powtórki były takie, że się niezbyt wciągnąłem:
Kochankowie z księżyca
Magnolia
A Hard Day's Night
Hero
last but not least Gwiezdne wojny - Nowa nadzieja - bardzo pamiętny seans, ale stosunkowo najmniej ze względu na sam film, który leciał jako pretekst do nietypowego spotkania

A te obejrzałem, bo kółko filmowe, oglądanie z dziećmi, w sumie fajne:
Robin Hood książę złodziei
Akeelah i jej nauczyciel (zwłaszcza to dobrze weszło!)
Wyspa skarbów (z młodym Christianem Bale'm)
Życie Pi

Dziękuję za uwagę.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 18 stycznia 2024 17:28:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 17:14:16
Posty: 7170
Z filmów które zobaczyłeś jak ja w kinie:

Niebezpieczni dżentelmeni - poszłam bo wiadomo - Zakopane, Witkacy i inni, ciekawa byłam jak to pokaże kino schyłku, gdzie dla przeważającej populacji takie nazwiska bardzo późnej młodopolski to już żadna awangarda. Wśród aktorów awet Kasia Figura przebrzmiała już. Otóż - podobało mi się, ale co? Nie pamiętam, bardziej zwracałam uwagę na reakcje córki i syna, oraz na kolację w restauracji chińskiej po seansie. Chcę obejrzeć jeszcze raz!

Oppenheimer - porwana niebywałymi zachwytami stwierdziłam że niestety kręcę się w fotelu i z żalem poganiam czas, choć do dziś nie wiem dlaczego. Film z pewnością wart obejrzenia, tylko że z przerwą na papierosa i gorącą, pełną refleksji herbatkę w barze kinowym. To że po powrocie nie wiedziałam już o co chodzi rozdrażniło mnie i nie wiem czy jeszcze spróbuję. Podobnie miałam z matrixem. Poza tym główny aktor tak bardzo przypominał żółwia że nie mogłam traktować go poważnie.

Elvis - pod wpływem zachwytów dorosłych dzieci. I nie. Nie nie, tio nie mógł być Elvis, mam nadzieję że obraziłby się o to :D

Cdn


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 18 stycznia 2024 17:53:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 17:14:16
Posty: 7170
Whitney Houston - kiedy przypominam sobie to czego dowiedziałam się na jej temat, to jest to głównie złośliwy przytyk, że ona nie umiała tańczyć. Myślę że umiała i tańczyć i śpiewać, ale film raczej ubogi.

Filip - pewnie rola życia pana co to zagrał, okoliczności tyrmandowe, momenty były, do Tarantino daleko.

Barbie. Zaciągnięta przez córeczkę. Od różu rozbolał mnie brzuch. Trochę jak miś colargol w minispódniczce, kino pełne, hannabarbera, odebrało mi mowę i dech na parę dni.

cd


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 18 stycznia 2024 18:11:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 17:14:16
Posty: 7170
Zielona granica. Film który byłby wspaniały gdyby nie czająca się bieżąco za nim żenująca potyczka polityczna. Na początek od razu minus subiektywny - Ostaszwska przerysowana.
Bardzo dobrze zrobione poszczególne sceny, ale też wartość samego dokumentu. Niesamowicie wyraziste epizody pierwsze jak i końcowe. Najlepsze w roku wyjście do kina.

No i zostali mi Chłopi. Ale czy się odważę? :)


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 22 stycznia 2024 16:07:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 22 czerwca 2013 11:27:05
Posty: 5452
Skąd: z lasu
Przedwczoraj byłęm w kinie na Powstaniec 1863. Główną Role zagrał Sebastian fabiański - w roli księdza Stanisława Brzóski. Tak się składa, że przygotowywuje się do lekcji mam o powstaniu styczniowym, mam praktyki w szkole. Puszcze trailer filmu. warto coś zareklamować.


_________________
,,Tak dużo, tak mocno
Nie pytaj już
Nie pytaj
Tak dużo, tak mocno ''


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 08 stycznia 2025 21:39:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 18:49:54
Posty: 2371
Skąd: Warszawa
Tyler Durden pisze:

Wielkie dzięki, Adrian!

A za to to już w ogóle! Bardzo mnie zachęciłeś:

Adrian pisze:
Tylko aniołowie mają skrzydła - reż. Howard Hawks, 1939 r. *****


Oglądałeś może?

Jak zwykle ciąg dalszy podsumowań 2022 r nie nastąpił, 2023 r. nie zaistniał, więc przejdę płynnie do 2024 r - jako żem chory, to może jednak będą ciągi dalsze.

Ponownie kilka dobrych pozycji obejrzałem na Festiwalu filmowym 5 smaków, były to w kolejności od najciekawszej:

0,5 milimetra z 2014 r. - Reżyserka i scenarzystka Momoko Ando opowiada historię Sawy - młodej opiekunki osób starszych pracującej w agencji pośrednictwa opiekunek, która wpada w kłopoty z powodu braku asertywności w stosunkach z córką jednego z podopiecznych. Traci pracę i zaczyna się tułać po miasteczkach i przyczepiać do wybranych starszych mężczyzn. Film wyróżnia się bardzo dobrym scenariuszem, świetną rolą głównej bohaterki, która w desperacji wykorzystuje (nie seksualnie, a finansowo i szantażem) kolejnych starszych panów, jednocześnie wpływając na ich pozytywną przemianę. *****

Strzępy życia z 2021 r. - reżyseria Shujun Wei, kraj produkcji Chiny. Autotematyczny film, w którym mamy kilka płaszczyzn zawiązującej się akcji. Ambicją ekipy filmowej jest stworzenie "prawdziwego, poruszającego, nostalgiczno-sentymentalnego dzieła". Pomóc ma w tym odtwórczyni głównej roli, gwiazda kina chińskiego, pochodząca z miasteczka, w którym trwają zdjęcia (oczywiście małego - Chińczycy zdają się mieć inną maksymę od A. Bursy - prawdziwe życie - tylko w małym miasteczku). Kiedy wydaje się, że wszystko pójdzie w dobrym kierunku zaczynają się problemy: konflikt o wizję reżysera ze scenarzystą, aktorkę dogania przeszłość, w której wolałaby się nie zanurzać, a ponadto scenariusz jest nieskończony, więc trudno budować graną postać. Kolejne warstwy zlewają się, rozmywając rzeczywistość z filmem. *****

Monizm z 2023 r. - reżyseria Riar Rizaldi, kraj produkcji Indonezja (+ Katar). Akcja filmu dzieje się wokół wulkanu Merapi - otoczonego kultem przez miejscową społeczność, badanego przez wulkanologów reprezentujących naukę. Zderzenie tubylczości i folkloru, szamanizmu z badaniami na temat erupcji - w tle gangi, nielegalna działalność niszcząca lokalne środowisko. Jak na teoretycznie fabularyzowany dokument dzieje się w nim bardzo dużo, momentami mamy do czynienia z horrorem i thrillerem. Od strony formalnej jest to sprawnie poprowadzona opowieść, widz otrzymuje od reżysera kolaż skomplikowanych relacji międzyludzkich, wchodzi w strefę rozbieżnych interesów różnych grup społecznych. Film wygrał konkurs festiwalowy - powinien w związku z tym być możliwy do obejrzenia poza festiwalem. Zawiera drastyczne sceny przemocy. ****

Tokyo-Ken z 1995 r. - reżyseria Shinja Tsukamoto, kraj produkcji Japonia. Trio bohaterów - biznesmen, jego antagonista bokser, oraz kobieta - narzeczona biznesmena. Przypadkowe spotkanie męskich bohaterów, znających się ze szkoły, zmienia życie całej trójki. Tsuda - wątły fizycznie, wiecznie przepracowany, konserwatywny, wytrwale dążący do celu. Kojima - jego przeciwieństwo, człowiek bez zasad. Hiruzu wplątana pomiędzy obu bohaterów. W wyniku zazdrości i problemów z własnym ego oglądamy przemianę Tsudy, dążącego do odegraniu się na Kojimie za upokorzenie go przed Hiruzu. Wreszcie bohaterka, z początku stała, dająca oparcie wraz z przemianą narzeczonego oraz relacji z Kojimą zmienia się drastycznie. Od strony materii czysto filmowej, film silnie osadzony w filmografii reżysera - kapitalny, bardzo szybki montaż sprawia, że forma wydaje się momentami surrealistyczna i groteskowa. Strona audialna odgrywa znaczącą rolę, dźwięki uderzeń pięści i krzyki podbijają dodatkowo nastrój. Uczucia przestają się liczyć, dodatkowo atmosfera Tokyo przytłacza. Jak wyżej, film zawiera drastyczne sceny przemocy. ****1/2

Na odległym morzu z 2021 r. - reżyserka Mi-young Kim, kraj produkcji Korea Południowa. Melancholijny, ale ciepły film, opowiadający o trudnych relacjach ojca-artysty, rozwiedzionego, będącego na aucie, z córką, porzucającą szkołę artystyczną i pod wpływem negatywnych relacji z rówieśnikami, nieogarnięciu ojca, zapracowanej matki - często wyjeżdżającej w interesach, łączącą swój los z buddyjskim klasztorem. Uczciwie nakręcony, z przezroczystą, cyzelowaną formą (tutaj zaleta), niespiesznie prowadzący do pokrzepiającego finału. ****

Nad rzeką bez końca z 2023 r. - reżyseria Junta Yamaguchi, kraj produkcji Japonia. Dość szalona komedia sci-fi, mianowicie dochodzi do zapętlenia czasu w pewnym zajeździe, a uwięzieni w niej bohaterowie próbują poradzić sobie z narastającym z każdą pętlą konfliktem wszystkich ze wszystkimi. Za samą synchronizację wielu bohaterów na planie filmowym warto zobaczyć. ***1/2

_________________
"Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy krok do przodu!"


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 22 stycznia 2025 21:43:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Zupełnie nie znam tych pozycji od Adriana :-(


Zabierając się w końcu za moje filmowe podsumowanie roku, stwierdzam, że trzeba by zacząć od spraw ogólniejszych, niż po prostu spis.

Tak więc po pierwsze: był to ekranowo być może najlepszy mój rok od wielu, wielu lat. Po ostatnich trzech chudych latach - wprost szok! Wspaniałe jest odkrycie, że wcale nie tak, że wszystko, co najlepsze, to ja już obejrzałem, że zachwyty już były. No były: w zeszłym roku, liczne!

Po drugie: dawno nie chodziłem tak dużo do kina. To nadal niespecjalnie dużo, bo wychodzi mi, że w 2024 byłem 37 razy, ale to prawdopodobnie najwięcej od bardzo wielu lat, a co najważniejsze, to jakość tych seansów!

Po trzecie: Yorgos Lanthimos, Baz Luhrmann, Stanley Kubrick, Taika Waititi, Sergiej Paradżanow - to reżyserzy, którym poświęciłem dużo uwagi, co w spisie ogólnym może umknąć.

Lanthimosa obejrzałem 4 filmy plus dwie krótkometrażówki, przechodząc od zachwytu do poważnego rozczarowania. Być może dlatego uciekł mi ten faktycznie zeszłoroczny, czego jednak bardzo żałuję.
Luhrmanna obejrzałem tylko dwa, ale w ten sposób skompletowałem całą jego (bogatą, ale nieliczną) filmografię.
Kubricka takoż dwa, ale w ten sposób nadrobiłem dwa filmy spośród absolutnego topu moich pozycji do nadrobienia - w dodatku oba razy z ogromną satysfakcją.
Taiką zajęła się bardzo poważnie moja żona, więc choć obejrzałem też tylko dwa jego filmy (tylko? ale oba świetne!), to mam wrażenie, że dowiedziałem się o gościu całe mnóstwo!
No i Paradżanow - pierwsze spotkania, pierwsze seanse, trzy filmy i kompletnie nie wiem, jak je wpasować w te kategorie, którymi się w rocznych podsumowaniach posługuję, i które lubię. Ale tu nijak nie pasują, bo i te filmy to jest w ogóle jakaś inna koncepcja kina, inna dziedzina sztuki niemal. To nie tak, że wyrażam w ten sposób zachwyt; nie, mam kłopot z wejściem w świat tych obrazów, które same w sobie, wizualnie, dźwiękowo, filmowo, mnie zachwycają rzeczywiście. Ale nie ogląda mi się ich łatwo i na każdym z trzech seansów przysnąłem, bo te wspaniałe obrazy nie sklejają mi się za bardzo w spójną całość. Może jednak to radykalne odejście od struktur narracyjnych nie jest dla mnie?

cdn.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 25 stycznia 2025 23:29:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Bez wątpienia najbardziej niezapomnianym, poruszającym i filmowo satysfakcjonującym seansem roku było:

Męczeństwo Joanny D'Arc w reż. Carla Theodora Dreyera

Obrazek

obejrzane na wielkim otwarciu Timeless Film Festival w Filharmonii Narodowej, ze wspaniałą muzyką Stefana Wesołowskiego wykonywaną na żywo przez orkiestrę i chór Filharmonii. Cała oprawa była idealna, ale w tym wszystkim najlepszy pozostał SAM FILM, o którym potem napisałem, że kto wie, czy nie jest to najlepszy film, jaki kiedykolwiek zrobiono.


Zanim nastał Timeless, zanim mogłem marzyć, że wrócę do Joanny D'Arc w takich okolicznościach, miał miejsce seans w skrajnie odmiennych okolicznościach, po którym nie miałem już wątpliwości, że oto po kilku latach będę znowu mógł opowiedzieć o tym, że zobaczyłem coś, co jest w pełni tego słowa znaczeniu seansem roku. Było to podczas ferii zimowych, w Szklarskiej Porębie, w nocy, na laptopie i słuchawkach.
I z tym istotnym zastrzeżeniem, że to właściwie nie był film, tylko teatr telewizji, a konkretnie:

Portret, wg Sławomira Mrożka, w reżyserii Kazimierza Dejmka.

Obrazek

Nie film, ale oglądałem tak, jak się ogląda filmy i tak też ten seans odebrałem. A był to wstrząs emocjonalny najwyższego stopnia, połączony z niemym zachwytem nad słowem, nad interpretacjami aktorskimi.

Teoretycznie oba te seans były powtórkami. Ale Joannę oglądałem wcześniej z youtuba, a Portret ponad 30 lat temu i być może nawet nie w całości. Wiedziałem, co będę oglądał, ale w obu przypadkach zupełnie nie spodziewałem się, z jaką siłą uderzy.

Poniższy spis z podziałem na kategorie podobania obejmuje tylko filmy, które widziałem po raz pierwszy albo po baardzo długiej przerwie. O powtórkach będzie osobno na koniec.


A.
Filmy wybitne (kolejność trochę chronologiczna, trochę nie):

Siostrzeństwo świętej sauny, reż. Anna Hints - zupełnie magiczny film trochę dokumentalny, trochę poetycki, jak dla mnie to wkraczało w sferę sacrum; pierwszy seans kinowy roku i od razu wiedziałem, że to lepsze, niż cokolwiek w ciągu ostatnich dwóch lat!

Biedne istoty, reż. Yorgos Lanthimos - wizjonerstwo najwyższej klasy w parze z aktorstwem najwyższej klasy; dla mnie arcydzieło.

Barry Lyndon, reż. Stanley Kubrick - owszem, nieco statyczne i chłodne; ale jaki rozmach, jaka swada w opowiadaniu historii i oczywiście wizualna uczta.

Dr Strangelove, czyli..., reż. Stanley Kubrick - moja, być może, największa zaległość filmowa w ogóle - wreszcie zobaczyłem i się nie zawiodłem, bo jest to dzieło porywające, zapadające w pamięć, momentami wisielczo zabawne, i ten Peter Sellers razy trzy (!)

Słońce wschodzi raz na dzień, reż. Henryk Kluba - chyba odkrycie roku, bo nigdy nie słyszałem o tym filmie, który okazał się jednym z najwybitniejszych polskich filmów ever; i o! może tam jest to ogniwo, którego brakuje mi u Paradżanowa, bo pod wieloma (bardzo wieloma!) względami widzę pokrewieństwo podejścia do filmowej materii, ale tu mi się wszystko sklejało idealnie i nic a nic nie nudziło.

Debiutantka, reż. Barbara Sass - to nie aż taki kaliber, tym niemniej gdybym miał dawać ocenę, to pozostaję w pięciu gwiazdkach; świetny portret epoki a na jej tle fascynująca historia bohaterów, mocno niejednoznaczna, mocno popaprana, ale bardzo przekonywująca.

Duchy Inisherin, reż. Martin McDonagh - świetna opowieść z bardzo zaskakującym motywem przewodnim, taka trochę ballada z elementami folkloru, trochę realizmu magicznego, wspaniale oddany nadmorski klimat i bardzo krwiści bohaterowie (krwawiący nawet).
Po Fabelmanach i Biednych istotach dla mnie najlepszy z filmów nominowanych do Oskarów w tej dekadzie.

Furman śmierci, reż. Victor Sjöström - ach to kino nieme! Film kompletny, doskonale poruszający się w estetyce niemieckiego ekspresjonizmu, cóż że ze Szwecji?

Lobster, reż. Yorgos Lanthimos (pierwszą połowę filmu widziałem już wcześniej, ale dopiero teraz całość) - miałem wątpliwości, ale jednak tak: chcę go umieścić wśród filmów wybitnych, choćby ze względu na to, jak silnie wrzyna się w pamięć i wyobraźnię. Niespotykana sugestywność, bardzo celowa teatralność, która jednak nigdy nie traci komunikatywności (do czego wrócimy przy kategorii D...) i bohaterowie, którzy są marionetkami, ale jednak bardzo ludzcy w tym.

dorzucę tu jeden z ulubionych seansów roku:
Pianoforte, reż. Jakub Piątek - nie wiem, czy wybitne, choć na pewno doskonałe wykorzystanie formuły dokumentu, dla mnie to były wielkie dobre emocje i poczucie, że naprawdę mogłem coś przeżyć wraz z bohaterami filmu

i tu dorzucę jeszcze dwa kolejne filmowe seanse teatralne:

Emigranci wg Mrożka, reż. Kazimierz Kutz - ma nawet lepszą prasę, niż Portret, na mnie nie zrobiło AŻ TAKIEGO wrażenia, może oglądałem z większym dystansem, tym niemniej znakomite i poruszające, i świetni Zamachowski i Kondrat (nawet zwłaszcza ten drugi)

Wania - zmieniony w monodram Andy'ego Scotta, obejrzany w kinie, brawurowe i wirtuozerskie i cóż że dla efektu, skoro efekt pierwszorzędny!

a zważywszy okoliczności oglądania powinienem zakończyć kategorię A jeszcze tym:

Mały pływak (aka. Zwariowany weekend), reż. Robert Dhéry - prześmieszny film z Louisem de Funesem, oglądany w zeszłym roku dwa razy, w styczniu i w Sylwestra, chyba został ulubionym filmem naszego syna, a szereg scen (ambona! traktor! pływający kibelek!) jest po prostu do zrywania boków!


B.
cztery gwiazdki i więcej (kolejność tym razem dość celowa - filmów w tej kategorii jest bardzo dużo i ze wszystkich jestem bardzo zadowolony, ale te u góry to takie naprawdę silne 4 i pół gwiazdki):

Co robimy w ukryciu, reż. Taika Waititi - niesamowity czad, o istnieniu którego do niedawna nie miałem pojęcia; zjazd wampirów i ich żywy kolega, filmowanie sekretów ich kuchni, w której nikt nie chce zmywać, ustawki z wilkołakami w parku... W tym przypadku mogło to być i pięć gwiazdek!

Flash Gordon, reż. Mike Hodges - cóż, właściwie tu również każda ocena poza zerem gwiazdek lub ich kompletem wydaje się bez sensu ;-) Film jest absolutnie straszny (czyt.: strasznie zły), ale uzależniająco wciągający - widz zaczyna się zastanawiać, ile jest granic kiczu, które jeszcze można przekroczyć. Flash! - a-aa!

Śniadanie na Plutonie, reż. Neil Jordan - jaki piękny film i mimo wszystkich przeciwności i nieszczęść, jakie spotykają głównego bohatera, mimo wszystko pełen optymizmu i ciepła; cudowna transwestytywna rola Cilliana Murphy'ego.

Prawdziwy ból, reż. Jesse Eisenberg - prawdziwy ból i prawdziwy śmiech, i prawdziwa radość z przedpołudniowej wizyty w kinie :-)

Przesilenie zimowe, reż. Alexander Payne - i podobna radość, choć zapewne wieczorna; w kategorii "feel good movies" bez wątpienia nowy klasyk, bo on nie tylko feels good, ale również feels true.

Gabinet figur woskowych, reż. Leo Birinsky, Paul Leni - świetny plon DKF-u, tym razem niemiecki ekspresjonizm z Niemiec i nieprawdopodobnie ekspresyjny Iwan Groźny!

Droga do zapomnienia (The Railway Man), reż. Jonathan Teplitzky - poruszająca historia powojennej traumy ze wspaniałym zakończeniem, które napisało życie; potencjalnie bardzo duży kaliber i może ten film winien być wyżej, ale jakoś ciut "telewizyjny" mi się wydał, stąd na razie jest tu i półkę niżej, niż Łowca jeleni.

Powrót do marzeń, reż. Isao Takahata - bardzo piękny film z Ghibli o marzeniach, o rozliczeniu z dzieciństwem i nieudanymi relacjami; ciepły i piękny, jak to w Ghibli potrafią.

Setki bobrów, reż. Mike Cheslik - niemożliwe do opowiedzenia pomieszanie z poplątaniem tysiąca różnych konwencji, od niemieckiego ekspresjonizmu po teleranek, nieskrępowana wolność artystyczna i dużo dobrej zabawy.

Perfect Days, reż. Wim Wenders - tutaj bałem się nadmiaru "feel good", a dostałem film daleki od wszelkiej niejednoznaczności, gdzie owszem, pan słucha fajnych kaset i ma w dupie zdobycze cywilizacji, ale z tym szczęściem i perfekcyjnymi dniami wcale nie musi być tak łatwo.

Boy, reż. Taika Waititi - film ujmująco lekki, zabawny i ze wszech miar godzien polecenia, niestety oglądany w dość kiepskiej jakości; bardzo chętnie do powtórki kiedyś.

Labirynt, reż. Jim Henson - przeurocze, prawdziwy klasyk fantasy.

Scott Pilgrim kontra świat, reż. Edgar Wright - niezły odlot, film totalnie komiksowy, ale zrobiony z takim jajem, że przyjemność popatrzeć.

Naprzód, Indie! (Chak de! India), reż. Shimit Amin - wspaniała pochwała kolektywnego trudu dla dobra wspólnego :D Mnie wzruszył i przekonał.

Don't Look Up, reż. Adam McKay - netfliksowy przebój, oczywiście doskonale zrealizowany etc.etc., ale najbardziej jego wartość niesie zakończenie, które uważam za naprawdę wartościowe, a cały film obejrzałem z dużą satysfakcją.

Opadające liście, reż. Aki Kaurismäki - rzecz niespotykanie kameralna, delikatna jak te opadające liście; ciepłe spojrzenie na życiowych nieudaczników. Chyba stuprocentowe przeciwieństwo filmu powyżej, a satysfakcja nie mniejsza, duża.

Jak daleko stąd, jak blisko, reż. Tadeusz Konwicki - bardzo dziwne, bardzo oniryczne i może aż za bardzo obsesyjne, tym niemniej ta poetyka robi duże wrażenie, i aktorzy wielcy.

Roztańczony buntownik (Strictly Ballroom), reż. Baz Luhrmann - po roku od obejrzenia jakoś niewiele pamiętam, ale pamiętam, że bardzo mi się podobał i wtedy postanowiłem obejrzeć Australię i zakończyć filmografię Luhrmanna.

Anatomia upadku, reż. Justine Triet - niektórzy widzą arcydzieło, ja widzę tylko interesującą historię z oryginalnie rozłożonymi akcentami, ale owszem: bardzo dobrze mi się to oglądało, zwłaszcza w letnim kinie plenerowym w Łazienkach, z rowerem pod pachą, był to jeden z fajniejszych seansów roku :-)

Imagine, reż. Andrzej Jakimowicz - niezwykle interesująca historia z problemam ludzi niewidomych i z oryginalnym spojrzeniem na proces nauczania, rozegrana w doskonale wykreowanym klimacie portugalskiego miasteczka nadmorskiego; z jakiegoś powodu oglądało mi się jednak nie aż tak dobrze, haj brzmi powyższy opis, więc daję na koniec kategorii.


Na pewno powinienem też gdzieś tu zmieścić Paradżanowa Barwy granatu i Cienie zapomnianych przodków, ale nie wiem, co z nimi zrobić.


Last but not least - świetne dokumenty, które w zasadzie wszystkie mogłyby też być w kategorii A, tylko ja nie potrafię tak bardzo się zaangażować w dokumenty:

Walka: Życie i zaginiona twórczość Stanisława Szukalskiego, reż. Ireneusz Dobrowolski - fascynujące odkrycie kompletnie nieznanej mi historii dziwnego człowieka

Totalna katastrofa: Woodstock '99, reż. Jamie Crawford, trzy odcinki - fascynujący wgląd w to, co poszło źle na słynnym festiwalu

Spirits in the Forest, reż. Anton Corbijn - fascynujące historie kilkorga ludzi, których z różnych stron świata przyciągnęła miłość do muzyki Depeche Mode

Stop Making Sense, reż. Jonathan Demme - nie wiem, czy jest to "najlepszy koncertowy film świata", ale zaraźliwa energia z ekranu i radość z muzykowania są tu również fascynujące :-)

(skoro już o dokumentach, to napiszę od razu, ale to raczej w dół do kategorii C):

Wanda Rutkiewicz: ostatnia wyprawa, reż. Eliza Kubarska - trudno mi ocenić, czy to film dobry, bardzo dobry, czy nie, ale w naszym przypadku miał nieocenioną wartość edukacyjną (a nawet rodzinno-edukacyjną) ze względu na dzieci.

Fugazi - centrum wszechświata, reż. Leszek Gnoiński - bardzo ciekawy obraz epoki, którą dobrze pamiętam, ale pod wieloma względami byłem wtedy gdzieś obok, więc jednak nie pamiętam...; cenna rzecz.

Na antypodach kategorii B. umieszczam też jedyny obejrzany w tym roku serial:
Mare z Easttown - z doskonałą Kate Winslet jako policjantką nie pierwszej świeżości i wciągającą intrygą kryminalną

oraz

serię bardzo dobrych krótkometrażówek:
W teatrze (The Play House) oraz Policjanci, reż. Buster Keaton - oba znakomite, w tym pierwszym Buster gra całą furę ról dzięki zadziwiającym jak na 1921 rok efektom specjalnym!
Madame a des envies (Madame's cravings), reż. Alice Guy-Blaché - pięciominutowa perełka z roku 1906 (!)
Nimic oraz Necktie, reż. Yorgos Lanthimos - może te nie były aż takie dobre, ale ciekawie uzupełniły obraz greckiego reżysera.

C.
zadowolony jestem również - mniej lub bardziej (góra tej kategorii, to w sumie nadal bardzo!) - z obejrzenia:

Drive My Car, reż. Ryūsuke Hamaguchi - film prawdopodobnie o wiele lepszy, niż na to miejsce w zestawieniu, stylowy, wielowarstwowy i w ogóle; ale z jakiegoś powodu mnie nie przekonuje, a co gorsza usypia.

Strefa interesów, reż. Jonathan Glazer - kolejna kontrowersja, bo dla wielu pewnie film roku; dla mnie mógłby być koncept roku, ale, jak pisałem, to, co w teorii wygląda na doskonały pomysł na opowiedzenie filmu o tak ciężkiej tematyce, w (mojej) praktyce sprawdziło się nie do końca.

Australia, reż. Baz Luhrmann - bardzo, że tak powiem, epicko, ale też i nierówno, bo momentami naprawdę można się zachwycić, ale kiedy indziej idzie to w rejony nieco ... zbyt epickie ;-)

Godzilla Minus One, reż. Takashi Yamazaki - w zasadzie super, i jako film godżillowy z górnej półki, i jako film o Japonii i jej specyfice; muszę jednak przyznać, że bardzo udany seans równie szybko mi wyparował z głowy i nie pozostawił większego śladu - może dlatego, że remake?

Super 8, reż. J.J.Abrams - bardzo fajne kino nowej przygody w wersji retro; to też właściwie remake - jakiegoś filmu, który mógłby zrobić Spielberg ;-)

Buena Vista Social Club, reż. Wim Wenders - ciepło, sympatycznie i bujająco; miałem tylko wrażenie, że historie ludzkie takie trochę pourywane i ostatecznie zapamiętałem bardziej klimat miejsca i muzyki, niż któregokolwiek z bohaterów

Chłopiec i czapla, reż. Hayao Miyazaki - być może gdyby był to pierwszy film mistrza, jaki zobaczyłem, padłbym z zachwytu; a tak, to po pierwszym zachłyśnięciu się, jakie to piękne na dużym ekranie, przeszedłem do lekkiego zniechęcenia wyraźnym przerostem formy nad treścią.

Beloved (Pokochać), reż. Jonathan Demme - tu zaś, hmm, być może gdybym zobaczył film nie przeczytawszy genialnej książki Toni Morrison, też padłbym zachwytu; a może nie - nie umiem jakoś (d)ocenić tej adaptacji, mającej wiele niewątpliwych zalet, ale nie wychodzącej chyba poza formułę ekranizacji lektury (a może wychodzącej?...).

Indeks, reż. Janusz Kijowski - kino moralnego niepokoju w mocnej formie i scenami biorąc, na pewno w wyższej kategorii, ale film jako całość wydaje mi się kiepsko sklejać.

Światła variété, reż. Alberto Lattuada, Federico Fellini - debiut a nawet pre-debiut Felliniego, w którym czuć już wizjonera, są charakterne postaci i ten melancholijny sznyt, który tak lubię u Felliniego, ale jeżeli czasem ktoś mówi, że coś mu przeszkadza w starych filmach, to ja rzadko tak mam, a tu miałem.

Bezdroża (Detour), reż. Edgar G. Ulmer - film noir odmierzony według wzorca z Sevres i może dlatego nie wciągnął mnie tak bardzo, bo aż za dużo tego gatunkowego wzorca.

Ukraińska rapsodia, reż. Sergiej Paradżanow - tego Paradżanowa akurat wiem, gdzie umieścić i to dokładnie obok Felliniego, bo takoż: bardzo wyraźnie czuć już wizjonera kina, ale jednak mi całość oglądało się z trudem, raz z powodu programowości (od której twórca właśnie zaczynał uciekać), dwa z powodu dziwności nie do końca "mojej" (którą twórca właśnie zaczynał odkrywać), trzy z powodu przeszywających śpiewów (które trudno mi wytrzymać).

Jutro będzie nasze - wyszedłem z kina z przekonaniem, że mi się zupełnie nie podobało, po czym rozmowa o filmie okazała się bardzo ciekawa, a film powoli zaczął dojrzewać - może był znacznie lepszy, niż mi się zdawało?

Porządna kobieta (DVD pt. "A Good Woman"), reż. Mike Barker - bardzo przyjemny film z życia wyższych sfer w okresie międzywojennym, fajni aktorzy, ciekawa historia rodzinna.

Prawdziwa historia, reż. Roger Donaldson - Hopkins świetnie gra starzejącego się miłośnika szybkich motocykli, który wcale nie chce się starzeć; bardzo przyjemny film również wylosowany z półki z DVD.

Dream Scenario - to z kolei w kinie, tu z kolei Nicholas Cage świetnie gra, a film niby bardzo oryginalny, ale za to w moim odczuciu bardzo nieprzyjemny.

Mój pies Artur - w kinie z klasą i jako taki bardzo okej, pouczająca historia o przyjaźni i wytrwałości; a sam z siebie to bym wolał obejrzeć coś innego.

Mars Express. Świat, który nadejdzie, reż. Jérémie Périn - na przykład poszliśmy obejrzeć tę nowoczesną animację; ale szału nie było, choć film w porządku.

Carte blanche, reż. Jacek Lusiński - niezły film o nauczycielu, który traci wzrok, ale cała ta historia (mimo że pono oparta na prawdziwej) dość nieprzekonywująca.

Marnie. Przyjaciółka ze snu, reż. Hiromasa Yonebayashi - jak to Ghibli bardzo ładne, ale coś mi ta "przyjaźń ze snu" toksycznie pachniała.

Kung-fu szał, reż. Stephen Chow - obejrzane w złym momencie, bo akurat miałem ogromną niechęć do spraw chińskich (patrz D.), no i nie wszedłem w konwencję; ale chyba fajne?

Pieśń wielorybów, reż. Jean-Albert Lièvre - widziałem w kinie, chyba było fajne, ale obecnie nic a nic nie pamiętam.

Ucieczka z Alcatraz, reż. Don Siegel - niby dobry thriller, ale włączyło mi się dość znaczące odłączenie emocjonalne od pokazywanego materiału.

Wakacje pana Hulot, reż. Jacques Tati - razej nie doceniłem wielkiego klasyka, mi się to zdało mało zabawne (z wyjątkami oczywiście) i dość dziwacznie poprowadzona narracja, nie mogłem się w tym odnaleźć.

Żandarm w Nowym Jorku - no niby zabawne, ale tak jakoś tego...


D.
rozczarowania:

Ferrari - to raczej film do kategorii wyżej, ale oglądałem go plenerowo, za darmo i po prostu mi się znudził, więc wróciłem do domu.

Kieł, reż. Yorgos Lanthimos / Alpy, reż. Yorgos Lanthimos
- zachwycony Biednymi istotami i Lobsterem zapragnąłem zobaczyć te wczesne, greckie klasyki Lanthimosa, niestety odbiłem się od nich jak od ściany; jak wiadomo, lubię dziwność, ale te filmy wydały mi się dziwne i chore w sposób, z którego kompletnie nic nie wynikało, a także całkowicie niekomunikatywne, a na domiar złego wizualnie wprost okropne.

Zła nie ma - reż. Ryūsuke Hamaguchi - najwyraźniej nie doceniłem albo czegoś nie skumałem; dla mnie jednak ten film nie miał rąk i nóg, nie wiem, co obejrzałem i po co.

Blue Jasmine, reż. Woody Allen - okropnie mi się nie podobał Woody Allen na smutno.

Emma i czarny jaguar - podobnie jak Pies Artur widziane z klasą w kinie, ale to było jednak słabe; może nawet nie byłoby aż takie słabe, gdyby nie koszmarny dubbing.

Napad na bank - z Louisem de Funesem - jakieś strasznie głupie.

Atalanta, reż. Jean Vigo - nie jestem fanem Spoilermastera, ale skoro określił on ten film swoim numerem 1 wszechczasów, chciałem go obejrzeć; niestety nie znalazłem w nim ani ułamka czegoś, co mogłoby mi się podobać i dużo rzeczy, które mi się wyraźnie NIE podobały. Mogłoby to być rozczarowanie roku, ale...

Żegnaj, moja konkubino, reż. Chen Kaige - przeżyłem ten film traumatycznie, strasznie mi się nie podobał i wzbudził we mnie uczucia kulturowej nie obcości nawet, ale wrogości. Wyszedłem z kina, ale o wiele za późno. Rozczarowanie roku, a nawet wielu lat.


I jeszcze na koniec rozczarowanie raczej sobą ;-) Poszedłem w ramach Timelessa na świetnie zapowiadający się seans pt. "Dziesiątka Jerzego Armaty", z 10 krótkometrażowymi filmami z czasów PRL-u. Wyglądało to bardzo ciekawie, ale cały czas walczyłem ze zmęczeniem, zasypiałem i budziłem się przy każdym filmiku, w efekcie byłem tak zmęczony, że ledwo dowlokłem się do domu i nie zapamiętałem nic z żadnego z filmów.

--

Oprócz tego było jeszcze sporo powtórek, w tym tak ważne i mocne, jak:

1. W imię ojca, obejrzane po 30 latach, zostałem ponownie rozłożony, znokautowany, zachwycony.
2. Jasminum, obejrzane po raz n-ty, z dziećmi, którym podobało się równie bardzo, a ja powoli dojrzewam, że to jeden z moich ulubionych filmów ever.
3. 2001: odyseja kosmiczna, pamiętana dobrze, ale w kinie po raz pierwszy od liceum, z absolwentami, świetne doświadczenie.
4. Nowy początek, po raz kolejny dobrze i mocno, ale nawet lepiej i mocniej tym razem.
5. Rozmowa, odrestaurowana w kinie, więc uczta wyjątkowa, ale zaledwie rok wcześniej odświeżyłem i już wtedy zrobiło ogromne wrażenie, więc teraz mniej świeżych doświadczeń.

Dużo innych, w tym dwa razy obejrzany Dzień świstaka, klasyka lat 80. z dziećmi (E.T., Gliniarz z Beverly Hills, Ghostbusters, a zwłaszcza Robin the Hooded Man!), wszystkie trzy Władce pierścieni w wersjach reżyserskich...

Takiego roku nie miałem od nie wiem kiedy.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 26 stycznia 2025 10:07:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 28616
:shock:

_________________
I wonder who chose the colour scheme, it's very nice


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 26 stycznia 2025 12:05:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6902
Wow!!!

Parę odniesień na szybko, bo tak się składa, że niektóre właśnie niedawno obejrzałam.

Crazy pisze:
Biedne istoty, reż. Yorgos Lanthimos - wizjonerstwo najwyższej klasy w parze z aktorstwem najwyższej klasy; dla mnie arcydzieło.


Dla mnie też - odświeżające, nieoczywiste, interesujące.
Co do innych Lanthimosa:

Crazy pisze:
Kieł, reż. Yorgos Lanthimos / Alpy, reż. Yorgos Lanthimos
- zachwycony Biednymi istotami i Lobsterem zapragnąłem zobaczyć te wczesne, greckie klasyki Lanthimosa, niestety odbiłem się od nich jak od ściany; jak wiadomo, lubię dziwność, ale te filmy wydały mi się dziwne i chore w sposób, z którego kompletnie nic nie wynikało, a także całkowicie niekomunikatywne, a na domiar złego wizualnie wprost okropne.


Widziałam to lata temu w TV; nie pamiętam już wiele poza, owszem, niezdrową dziwnością. Ciekawe, jak odeberałabym to teraz.
Natomiast widziałam też jego Faworytę - i to super rzecz, polecam, nawet jeśli zakończenie pozostawia pewien może niedosyt. W kontekście "Biednych istot" ciekawie jest też zobaczyć wątki, które się powtarzają, m.in. te zwierzęce. Ale też: kobiece, społeczne, seksualne. Do tego ten szczególny sposób filmowania: przestrzenno-klaustrofobiczny. Wciągające to jest, chociaż też - specyficznie ciężkie momentami; gdy wśród tagów pojawia się "comedy" to jest to jednak czarny dość humor. "Lobster" nie widziałam, ale czytałam ogólnie o pozostałych filmach tego reżysera i się wkomponowuje w ten obraz. Obejrzałabym.

Crazy pisze:
Co robimy w ukryciu, reż. Taika Waititi - niesamowity czad, o istnieniu którego do niedawna nie miałem pojęcia; zjazd wampirów i ich żywy kolega, filmowanie sekretów ich kuchni, w której nikt nie chce zmywać, ustawki z wilkołakami w parku... W tym przypadku mogło to być i pięć gwiazdek!


O, dzięki za przypomnienie o istnieniu filmu, zapomniałam, a jestem fanką serialu, który jednakowoż właśnie się skończył.

Crazy pisze:
Prawdziwy ból, reż. Jesse Eisenberg - prawdziwy ból i prawdziwy śmiech, i prawdziwa radość z przedpołudniowej wizyty w kinie


Wzruszyłam się tym filmem i super się oglądało. Choć przeczytałam już dużo recenzji z oskrażeniami o antypolskość, oczywiście.

_________________
There's a lot of things if I could I'd rearrange


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 27 stycznia 2025 09:45:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 18425
Skąd: Poznań
Jasna kosa, Crazy! :shock: Będzie z czego wybierać.

Słów kilka o Lanthimosie. Wiele lat temu obejrzałem "Kła" i od tej pory mam o tym reżyserze zdanie jak o Larsie von Trierze. Filmy obu zapadają mi w pamięć (czyli osiągają to o co chyba twórcom chodzi), ale jakoś mnie drażnią i nie mam ochoty do nich wracać. Trier ostatecznie potwierdził to "Domem, który zbudował Jack" a Lanthimos właśnie "Biednymi istotami".
Nie wiem, z jednej strony mnie niezdrowo przyciąga, z drugiej odpycha. Na wszelki wypadek zakładam, że to jakiś kryptokomunista i buduję doń dystans :wink:

Crazy pisze:
Przesilenie zimowe


Bardzo polecam! Pięknie opowiedziana historia.
Właśnie w porównaniu z wyżej wspomnianym Grekiem. Ten film to - armijnie mówiąc - droga tam, podczas gdy Lanthimos, mimo całego zestawu wrażeń, to dla mnie trochę droga donikąd.

Crazy pisze:
Anatomia upadku


W pełni zgoda. Żadne tam arcydzieło, po prostu sprawnie opowiedziana historia kryminalna.
Wrażenia pozytywne, ale tak na dłużej po tym filmie zostanie ze mną PIMP :)

_________________
hajfi super star super hit diskdżokej szczerzy kły znad konsolety


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 27 stycznia 2025 21:05:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6902
arasek pisze:
droga donikąd


Nie wiem w sumie, co to ma dokładnie znaczyć - dokąd właściwie ma droga prowadzić (tym bardziej, że nie widziałam filmu dokądś;) - "Przesilenia"). Ale taka "Faworyta" na przykład. Film oparty na faktach, chociaż z twistem, jak się można spodziewać. Czasy królowej Anny Stuart, ale meandry i mechanizmy władzy uniwersalne. I bardzo interesująco pokazane.

_________________
There's a lot of things if I could I'd rearrange


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 27 stycznia 2025 21:35:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 18425
Skąd: Poznań
"Faworyty" nie widziałem.
Spróbuję ją dorwać i może uzupełnię wtedy coś o tych drogach :)

_________________
hajfi super star super hit diskdżokej szczerzy kły znad konsolety


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 110 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group