Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pt, 17 kwietnia 2026 11:38:51

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 845 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: pt, 26 lipca 2024 01:28:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 23797
kopiuję z fb, rzecz działa się w środę wieczorem w klubie 2koła obok Warszawy zachodniej

Grały trzy zespoły, dwa polskie - Latency Point (bardzo fajny, na gitarze i wokalu hydraulik, na basie bardzo oszczędna we wzroście zielonowłosa dziewczyna grająca chwilami akordami zamiast drugiej gitary, perkusista niczym specjalnym mej uwagi nie zwrócił) i Moron's Morons, spoko, wiem, że są fani na sali, też mi się podobało, ale chyba z trzech podmiotów wykonawczych porwali mnie najmniej (to najmniej to nadal ****). Wreszcie wyszły dziewczyny z Rumkicks i zapodały żywiołowy, turbofestyniarski, szybki i radosny punk rock z tekstami po angielsku i koreańsku, na koncercie dużo fajniej i z większym kopem, niż z nagrań. Totalne szaleństwo. Koncert mi się bardzo podobał, zwłaszcza, że byłem przez kolegów cały czas wspomagany browarami; a po koncercie czekałem, aż przewali się tłum przy stoisku Koreanek z merchem, żeby z nimi chwile pogadać, układałem sobie w głowie zdania po angielsku i tu niestety porażka trochę, bo ich angielski gorszy niż mój (a to jest jednak pewne osiągnięcie) i moje pytania za trudne, ale mam nadzieję, że coś tam z moich opowieści do nich dotarło. Bo wiecie, ja tu pamiętam czasy, gdy Korea była totalną egzotyką, gdy ludzie się dziwili, ze ja te filmy oglądam, a tu mamy pierwszy punkowy koncert kapeli z Korei w Warszawie. No ale za wszystko podziękowałem im po koreańsku, one mi również, a potem jeszcze je wyciągnąłem na wódkę, którą Tupak kupił przy barze - tak więc może to wszystko nie oddaje skali moich wzruszeń i emocji, ale było to coś naprawdę niesamowitego, myślę, że jeden z lepszych moich wieczorów (około) imieninowych/urodzinowych w życiu. Kogo spotkałem, było miło spotkać, a kto nie dotarł, niech sobie pluje w brodę

Obrazek

_________________
Mężczyzna pracujący tam powiedział:

- Z pańskim forum jest wszystko w porządku.


Ostatnio zmieniony ndz, 28 lipca 2024 19:45:16 przez Budyń, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 27 lipca 2024 14:59:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
O, to super, wszystkiego najlepszego z okazji imienin!
Widzisz, z tym angielskim, odpowiednio dużo ze mną poćwiczyłeś i zagoniłeś Koreanki w kozi róg ;-)

p.s. nie wiem jak u innych, ale u mnie dość trudno się czytało Twą relację ze względu na znaczące rozciągnięcie ekranu przez zdjęcie (którego widzę zawsze co najwyżej pół)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 28 lipca 2024 19:45:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 23797
no pewnie u każdego, przyciąłem fotę

_________________
Mężczyzna pracujący tam powiedział:

- Z pańskim forum jest wszystko w porządku.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 24 sierpnia 2024 12:18:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 28616
Widziałem tego lata kilka koncertów.

Najpierw Titanic Sea Moon w Poznaniu - Nowe Amore, 29 czerwca. Ale o ile bardzo lubię TSM i podobał mi się wcześniejszy ich koncert, to tu jakoś nie mogłem się odnaleźć. Może to kwestia mojej dyspozycji dnia, ale wydaje mi się raczej, że to miejsce pod niejednym względem było do dupy. Jakoś się męczyłem i wyszedłem przed końcem.

Następnego dnia The Hilgrims - też (my name is) Poznań. Poznań Rock Festival. Był to debiutancki występ tego zespołu, w dodatku w okrojonym składzie – bez perkusji. Ale co, utwory dobre, oryginalne, gitarzysta zadbał o drive, wokalista przykuwał uwagę, pizgał na tamburynie i świetnie śpiewał. Dla mnie super i chętnie wybiorę się jeszcze na Hilgrimsów.

Miesiąc później The Cult w Warszawie - na Letniej Scenie Progresji. Niby krótko i przez to bez mojego ulubionego utworu, ale i tak warto było się wybrać. Ian i Billy w formie, a ich trudno z kimś pomylić. Perkusja trochę odstawała, ale gdy nie poświęcałem jej uwagi, to wszystko było ok. Najbardziej byłem ciekaw gry Duffiego, brzmienia jego White Falconów. No i tu pełna satysfakcja: stałem po właściwej stronie sceny i czułem dreszcze ekscytacji gdy pozwalał sobie przypieprzyć. Publiczność drętwawa, ale co sobie poskakałem to moje. Na Cultów też bym jeszcze poszedł.

Wreszcie wybrałem się do Zdyni, na DIY Fest (9-20 sierpnia). Pojechałem rowerem i trochę tym dałem sobie w kość. Rozbijając namiot wypiłem butelkę piwa z Grybowa, więc zaraz na terenie festiwalu zalała mnie fala entuzjazmu i upojenia chwilą. Ale gdy opadła, to poczułem się osłabiony i introwertyczny, więc mój udział w koncertach był ograniczony ilościowo i specyficzny - odbierałem je z dystansu fizycznego i mentalnego.

Schizma łupała solidnie i zza angażowaniem. Obserwowałem z zainteresowaniem przywiązanie do pewnych hardcore-owych rytuałów, jak dzielenie się mikrofonem z publicznością pod sceną. Seized Up to też twarda muzyka. Mniej oczywista, pokręcona, ale szorstka i konkretna, co budziło mój szacunek.

Potem wreszcie wyjaśniło się dlaczego perkusiści innych kapel musieli się cisnąć po bokach sceny – to zestaw Grabowskiego czekał pod pokrowcem na podwyższeniu w centrum sceny. Dezerter rozwiał resztki wątpliwości co do festiwalowego nagłośnienia – zabrzmieli super. W tej kapeli najbardziej fascynuje mnie gra Robala na gitarze – tu żałuję, że nie wbiłem pod scenę. W ogóle dwa poprzednie koncerty tej kapeli były dla mnie rozczarowaniem, a tu byłem zadowolony. Może niepotrzebnie wciąż porównuję ich występy do totalnego koncertu w 1996, a tu... wiele się zdążyło zmienić. Np. nie ma już Toniego, a Jacek Chrzanowski, choć bardzo sprawny, ale jakoś w Dezerterze mniej mnie przekonuje, zwłaszcza wokalnie. Ale mówię, tym razem było bardzo fajnie. Repertuarowo bardzo przekrojowo, z lekkim przechyłem ku rokowi 1984. Organizm, mimo osłabienia, reagował dość żywo, ale fajnie było też zobaczyć w pewnym momencie, jak na „Spytaj milicjanta” zareagowali dostrzeżeni wśród publiczności Rolf i Smok, bo ich też ewidentnie wzięło :) .

No a potem to niestety poszedłem spać. I zasnąłem tak mocno, że przestały docierać do mojej świadomości dźwięki następnych koncertów festiwalowych, czyli Ignite i Sorrow. A zwłaszcza ten drugi podobno był godny uwagi.

Następnego dnia trochę za późno wróciłem z rowerowej przejażdżki po Beskidzie Niskim, ale zdążyłem na Czerń. Było ciekawie, bo muzyka w duchu mojego jakby ulubionego ostatnio Bolt Throwera, a ja rzadko bywałem na takich koncertach. Potem Komety – też nie widziałem ich wcześniej, a koncert był bardzo fajny. Dużo wdzięku ma ten Lesław, fajnie brzmi mu gitara (przyjemny pogłos plus zbite szkło), grają sprawnie, nienachalnie, a ich piosenki mają, jak wiadomo, bardzo dużo uroku. No, podobało mi się, choć nie zagrali „Teraz wreszcie jesteś w ciąży…”.

Dalej Ye.stem. Kiedy miałem ochotę odpuścić tegoroczną Zdynię, to mówiłem sobie „ale przecież Ye.stem”. Nie odpuściłem. No i co? No i w dechę! Ja uwielbiam ich płytę, a zastała zagrana z czadem i w prawie całości. Ona sama w sobie brzmi bardzo organicznie, ale wersje na żywo i tak miały większego kopa. Bardzo cieszyłem się słuchając jak Smok używa swojego Gibsona, niekonwencjonalnie i stylowo zarazem. Leciutkie zastrzeżenie do studyjnej realizacji wokali tu nie istniało, a pojawił się jeszcze Wojtas (kiedyś Sanctus Iuda). Tak że dla mnie emocjonujące wydarzenie, warto było ruszyć się do Zdyni. Kiedy Dymitr dedykował moją ulubioną „Tatianę” kobietom, w tym swojej żonie, dołączył się Rolf ze znaczącą dedykacją dla „patologii, która wczoraj zgubiła tu dziecko”. Teren festiwalu z włączeniem pół namiotowych jest dość rozległy, bardzo zielony, kręci się tam kilkaset (sanctus) luda, często w stanie lekkiego upojenia, klimat bardzo zrelaksowany i przyjemny, ale jak widać i pogubić się łatwo :) .

Przy zapadających ciemnościach zagrali sądeccy Awariat Nato – ich występ miał walor spotkania z publicznością po długiej rozłące, co było bardzo fajne, ale za dużo zajmowałem się innymi sprawami, kręciłem tu czy tam, więc nie zaliczam sobie tego koncertu. Trochę lepiej było z Booze & Glory, bo z dystansu, ale i owszem, i w sumie wciągało ich granie, człowiek się kiwał i przytupywał. Dopracowane widowisko, z puszczaniem baniek mydlanych :wink: . W domu bym pewnie wyłączył, choć przyznam – nie próbowałem, ale na żywo to całkiem fajna imprezka i nie dziwię się ich popularności.

Potem na scenie zainstalowali się Orphanage Named Earth. Centralnie, co mnie zaskoczyło, Rolf ze swym basem i wzmacniaczem. Po jego bokach, lecz oddaleni na skraje sceny, gitarzyści – też każdy przy swoim wzmaku. W głębi, znów symetrycznie dwóch bębniarzy. A kiedy pojawił się wokal – znów Wojtas z Sanctus Iuda – to… przechadzał się swobodnie. Ale jego obecność sceniczna, nawet bez dawania czadu z gardła, sama w sobie robiła wrażenie. Ogólnie koncepcyjna sytuacja. No i był to przeskok w zupełnie inną rzeczywistość. Kolejne segmenty dźwięków. Przytłaczający, jakby trochę popsuty walec, ale wciąż skuteczny w szerzeniu zniszczenia. Obrazy świata, w którym człowiek ze swoim ciepłem, jest mgnieniem jeno. Naprawdę mocny, dobrze pomyślany katartyczny koncert.

Tak, Zdynia nie tylko punkiem i hardkorem stoi. Miały to jeszcze pokazać dwa ostatnie koncerty. Tym razem nie miałem żadnego problemu, żeby dotrwać do końca pod sceną.

Omega Tribe, ta nazwa nic mi nie mówiła. Dopiero następnego dnia wyczytałem, ze zdziwieniem zresztą, że zespół ma korzenie crassowo-anarchopunkowe. Pewnie chodzi o szczupłego lidera, któremu towarzyszyła damsko-męska sekcja. Wyróżniłbym perkusistkę, bo wzbogacała piosenki o harmonie wokalne. No właśnie – piosenki. Całkiem zgrabne – tu nie było anarchołupania. W teksty zaś za bardzo się nie wsłuchiwałem, gdyż moją uwagę przykuwało brzmienie Les Paula lidera. O kurde. To było super, stałem na wprost jego wzmacniacza, a moje ciało pławiło się w tych dźwiękach. Aż bywałem niezadowolony gdy ciął krótkie akordy, nie pozwalając im wybrzmieć. Na szczęście wybrzmiewania było też w brud.

Tekla Goldman dała znak już podczas próby dźwięku, kiedy basista na swym Rickenbakerze zagrał motyw z "White Rabbit". Co prawda nie było coverów ani sześćdziesiony, ale był odjechany klimat i sporo dynamicznej, przyjaznej słuchaczowi psychodelii. Dwa wokale, zwłaszcza dziewczyna super sprawnie, do tego pazurki na gitarze, dobry bas i bardzo dobry drive na perkusji. Trochę odjazdów i sampli z klawisza, ale... to też było dobre. Tak że bardzo fajna i mało punkowa przedłużająca się na życzenie niedobitków publiczności zabawa na koniec festiwalu dopiero jakoś przed trzecią zadowolony wróciłem do namiocika.

A następnego dnia w upale znów długa droga rowerem. Po drodze gdzieś w Boguszy kupiłem litr mleka. Cztery kilometry przed domem musiałem zatrzymać się na przystanku na ponad pół godziny odpoczynku. Mleko pyszne, po 30 latach przerwy stałem się znów mlekopijem. Ale wreszcie dojechałem i mogę powiedzieć, że całość wydarzeń związanych ze Zdynią spowodowała, że jeszcze kilka późniejszych dni lekko unosiłem się nad ziemią.

Tak, Zdynia DIY Fest jest w pytę - dobry festiwal w dobrym miejscu - ciekaw jestem co będzie za rok 8-) .

PS. A gdyby komuś było mało informacji, ciekawy był szczegółów, to proszę pytać :) .

_________________
I wonder who chose the colour scheme, it's very nice


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 24 sierpnia 2024 21:13:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 28616
To może jeszcze kilka zdjęć. Na koncertach, to albo pomyślę o 20 sekundach na zdjęcia, albo też nie pomyślę. Niektórych kapel szkoda, że nie mam. Ale sporo jednak mam, o.

Titanic Sea Moon. Proszę nie zniechęcać się moim opisem, patrzcie jaki odlot:

Obrazek

The Hilgrims:

Obrazek

The Cult:

Obrazek

Zdynia, Dezerter:

Obrazek

Czerń:

Obrazek

Komety:

Obrazek

Ye.stem:

Obrazek

Awariat Nato w oddali:

Obrazek

Teklaaaaaaaaaaaaaaaaaa Gooooooooooooooldman:

Obrazek

_________________
I wonder who chose the colour scheme, it's very nice


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 29 sierpnia 2024 19:22:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 13 czerwca 2010 23:53:10
Posty: 1262
Skąd: Frakcja Astralna
A rok temu byłeś w Zdyni? Chyba Śmierć wtedy tam grała...

_________________
...sailin`on...


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 29 sierpnia 2024 19:54:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 28616
Byłem. Ale Śmierć tam nie grała. Chyba że ta odwieczna ze swoimi melodiami :wink: .

W zeszłym roku najlepsi byli młodzi ludzie z UNBEATEN!

_________________
I wonder who chose the colour scheme, it's very nice


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 29 sierpnia 2024 20:46:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 18:55:19
Posty: 3933
Skąd: Poznań
antiwitek pisze:
Ye.stem:

Dymitr chyba wdzianko od Lecha pożyczył.

_________________
Gram reggae z płyt | Zbieram szablony
Każde zwierzę koi dotyk.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 29 sierpnia 2024 22:10:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 21599
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
zasada pisze:
Dymitr chyba wdzianko od Lecha pożyczył.


Raczej od tego gościa:

Obrazek

_________________
Sometimes good guys don't wear white


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 30 sierpnia 2024 13:36:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 18:55:19
Posty: 3933
Skąd: Poznań
Lech czyli gitarzysta zespołu Miasto, występował czasami w takim dwukolorowym wdzianku. Nie mogę znaleźć zdjęć ale wyglądało dość podobnie.
O taką miniaturkę tylko wygrzebałem:
Obrazek

_________________
Gram reggae z płyt | Zbieram szablony
Każde zwierzę koi dotyk.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 07 września 2024 22:37:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
7 września, Progresja

- świetny koncert dali Tinariwen. Dopiero na żywo w pełni mogłem doświadczyć i docenić, jak bardzo opierają oni swoje brzmienie na gitarach. W muzyce afrykańskiej przewijają się te różne marimby, kory i inne ngoni, w afrobeacie mamy bardzo ważną rolę sekcji dętej, a także elektrycznego pianina, no i wszędzie oczywiście rytm, perkusjonalia! W Tinariwen jednak "instrumentów różnych" nie ma, a perkusyjne wprawdzie są, ale bardzo wyraźnie na drugim planie, tylko dla akompaniamentu. Przez cały koncert pięciu-sześciu panów stało z przodu i każdy z nich miał gitarę (!) - jedna akustyczna, jedna basowa, reszta normalne elektryki - i tylko w różnych fragmentach koncertu zmieniała się osoba prowadząca, czyli pan, który lokował się przy centralnym mikrofonie, prowadził główny śpiew i grał gitarę prowadzącą. Te gitary wypełniają przestrzeń muzyczną w różny sposób: czasem chciało im się rockowo przyłożyć (co spotykało się z entuzjastycznym przyjęciem), kiedy indziej grali typowy "blues pustynny". Raczej nie bawili się w wirtuozerkę, choć od czasu do czasu pokazywali, że umieją w te klocki. Zaskoczyli mnie też ruchem scenicznym: wprawdzie większość stoi dość nieruchomo w tych swoich niesamowitych turbanach i szatach, ale zwłaszcza jeden gość animował tłum do zabawy niemal jak Denat na koncertach Lao Che ;-) A publiczność zaskoczyła mnie niezwykle wprost gorącym przyjęciem - rzadko się widzi taki entuzjazm utrzymujący się przez cały czas trwania występu, a przecież nie wiedziony żadnymi przebojami, bo takich nie ma (umówmy się, że wszystkie utwory są identyczne).

I mi też się bardzo podobało!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 13 września 2024 08:47:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 21599
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Wczoraj byłem na takim koncercie, że pierwszy raz w życiu mam na palcach dłoni siniaki od klaskania (serio!) i zakwasy w kolanach od twistowania, co może nie zdarza mi się pierwszy raz w życiu, ale niewątpliwie jest niezwykle rzadkim przypadkiem (serio, serio!). Wszystkiemu winni Rzymianie z Giudy (czysty, glam'n'rollowy ogień z dupy, po linii The Slade) i Warszawiacy z The Stubs (The Stubs, to The Stubs -proste).

A że o których koncertach nie ma się co rozpisywać, tylko trzeba ich posłuchać, to posłuchajmy.

phpBB [video]


phpBB [video]


A dzisiaj w tym samym miejscu swoje kazania będzie wygłaszał Wielebny Beat Man i obawiam się, że gorzej nie będzie. Moje biedne rączki. :cry:

_________________
Sometimes good guys don't wear white


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 16 września 2024 07:50:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 21599
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Pet pisze:

A dzisiaj w tym samym miejscu swoje kazania będzie wygłaszał Wielebny Beat Man i obawiam się, że gorzej nie będzie. Moje biedne rączki.


No i wykrakałem sobie. Miałem jednego siniaka na łapkach, a teraz mam trzy. Wszystko przez tego szemranego typka w środku:
Załącznik:
rev2.jpg


Tak robił:
phpBB [video]


Zresztą grające przed nim glamowcy ze Swayzee też dorzucili swoją cegiełkę:
phpBB [video]


Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
Sometimes good guys don't wear white


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 05 października 2024 10:28:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 21599
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Odkrycie muzyczne wczorajszego dnia - Tranzyt
Garaż, psychodelia, rock, punk, a wszystko na pełnym fuzzie. Odpowiadają za to młodziaki z Olsztyna. Sekcję rytmiczną to bym ozłocił, a perkusistę ozdobił jeszcze diamencikami. Ale cały zespół wart najwyższej pochwały. Jeśli będziecie mieli kiedyś okazję zobaczyć ich na żywo, to nie przepuśćcie.

phpBB [video]


A o gwieździe wieczoru, Timmy’s Organism, to chyba osobny wpis skrobnę.

_________________
Sometimes good guys don't wear white


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 05 października 2024 10:59:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 26 marca 2006 08:01:48
Posty: 19918
Skąd: z prowincji
Przez dłuższy czas szukałżem basisty.

_________________
Obrazek
"Niewole robią z nas ponurych i złych"
"Nie ma przypadków, są tylko znaki"


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 845 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group