Katowice, wczoraj.
Mniej więcej raz w roku robię taką wycieczkę, pod pretekstem wizyty u lekarza. Jadę wtedy pociągiem, bo lubię i cały wolny czas chodzę gdzie nogi poniosą.
Nie znam tego miasta i dlatego nie lubię. Przez kilkanaście lat przyjeżdżałam tu tylko na Ravę Blues, stąd - dotąd. Dworzec PKP - spodek. Jeszcze pomnik obok, to wszystko. Jakieś 10 lat temu trochę się zmieniło. Właściwie od koncertu Rimbaud w kinie Rialto zaczęłam traktować Katowice sentymentalnie. Lubię popatrzeć na plakaty w witrynach, usiąść na ławeczce z posągiem Ligonia przy radiu Katowice.
Pierwszą stacją jest peron w Zabrzu. Rzadkie doświadczenie gdy podróżuje się głównie autem, każdy wyjazd pociągiem to małe święto. Wagonem już nie trzęsie jak kiedyś. Słucham sobie o czym rozmawiają studenci, patrzę przez okno. Droga mija błyskawicznie. Już bez zainteresowania mijam dworcowy luksusowy pasaż i wychodzę bokiem przez rozsuwane drzwi.
Katowice! Wybrałam ulicę Kochanowskiego, tym razem prawą stronę. Idę, dochodzi 9-ta skoro świt. W bramach śmieci, nieciekawe powietrze, a na chodniku zmęczeni od rana ludzie, jak wszędzie. Ktoś idzie z kotem, ktoś się skrada bokiem. Górą przepiękne stare kamienice. Odkrywam zacieniony park ze stadami gołębi, na pewno tu wrócę.
Ni stąd ni zowąd jestem już w przychodni. Znów zadziwiają mnie przyjacielskie rozmowy pacjentów pod gabinetem usg, jakby siedzieli tam non stop i zwierzali się sobie na okrągło. Wychodzi lekarz i prosi o ciszę! Po wizycie jestem tak zdeprymowana, że muszę postać chwilę przy oknie w kibelku i ochłonąć. wreszcie idę do tego parku!
Po drodze kafejka, a właściwie klubokawiarnia, jak pisze. Widzę przez szyby książki i wygodne fotele, wchodzę na kawę. Ale trudno jest zdecydować się na kawę, nawet w klubokawiarni. Machiatto takie, siakie, espresso doppio, guppio, duppio - gupieję. Biorę doppio i zapadam się w fotelu. Wybór jest dobry, dostaję siekierę w filiżaneczce z wodą dla oczyszczenia kubków smakowych. Czyszczę kubki i przysłuchuję się rozmowom z prawej i z lewej. Z prawej korpo, z lewej studentki. Można się zorientować że mam do czynienia z ludźmi sukcesu! Co cieszy i nawet imponuje. Po kawie muszę się wysikać.
Siedzę już w parku, czytam cudowną książkę "Rodzeństwo". Kończę już, po "Rozwodzie " i "Teściowej". Wspaniała Szwedka, Moa Herngren. Czytać nie bardzo mogę mimo zachwytu, bo ciągle patrzę co się dzieje. Przechodzą ludzie, każdy inny, jak to? Starsze panie karmią gołębie, dlaczego to przeważnie starsze panie? Jem śniadanie na ławce w parku i nie wyrzucam ani okruszka, co uświadamiam sobie odnosząc torebkę do śmietnika. Patrzę jeszcze na małe targowisko i obchodzę je, żeby utracić siły.
Pod wpływem tego zmęczenia przymierzam 11 par butów w sklepie obuwnuiczym. Kupuję dwie i wychodzę całkiem wykończona. A obok jeszcze sklep indyjski, a obok jeszcze pączkarnia i precle...Zmiłuj się nad sobą...
Dopadam dworca i słyszę że odjeżdża mój pociąg. Sprint trwa parę sekund zanim doprowadzam się do opanowania. Zawsze dostaję coś w zamian, gdy z czegoś rezygnuję. Obywam się bez i mam w zamian! Nie dziś. Na peronie wyją maszyny i nie da się oddychać. Wcinam się na ławkę w wolne miejsce i za chwilę widzę rozżaloną minę kobiety która wstała na chwilkę. Ona nie rozumie co mówię do niej Przyjeżdża pociąg do Berlina, kobita znika z wózkiem bagażowym, zostawiając mnie z poczuciem winy. Chłopaczek macha żarliwie do odjeżdżających okien gdzie znika jego ojciec i nawet już nie patrzy. Te pożegnania!
Bolą mnie nogi, w torbie ciążą precle z ziarnami, na rękach indyjskie bransoletki. Czy to na pewno mój pociąg? Od lat marzę o tym żeby nie, ale denerwuję się tak samo. Załęże, Świętochłowice, Chorzów Batory, Ruda Śląska. I najgorszy etap - centrum przesiadkowe. Zanim przyjeżdża autobus, zamieniam parę słów z dziewczyną zaburzoną psychicznie, rozkładam książkę i cierpię w upale całe półgodziny, na 20minutowym bilecie. Koło domu kupuję ogórki kiszone i po namyśle desperadosa.
Wieczór dobry

Dzień też.
I jeszcze martyrologia. Czytam tablicę na budynku przychodni wojewódzkiej, a tam - w tym budynku w latach 1939 - 1945 mieściła się siedziba gestapo.
A potem siedziba urzędu bezpieczeństwa.