Chętnie się odniosę do tej wymiany postów!
Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że to właśnie w tym wątku w styczniu 2008...
Prazeodym pisze:
Witam - mój pierwszy post tutaj.Mam nadzieje, że długo jeszcze będę pisał na tym forum
Tak, to dziwaczny album.
"Sie sciemnia" dla mnie jak ciasto z zakalcem, właściwie nieudane, wszystko po drodze szło nie tak, nie wygląda, płaskie ale jednak ze zdumieniem człowiek po spróbowaniu stwierdza, że to nawet smakuje.
Po "Mental cut" (odniosę się osobno - w każdym razie płyta bardzo dobra) miałem duże oczekiwania co do dalszej twórczości Maanamu. To się jeszcze powiększyło po wydanym pod koniec 1986 singlu "Jesteśmy ze stali/Ty - nie ty". Szczególnie ten pierwszy kawałek (zresztą przebój, 2 miejsce na LP3) wskazywał, że nadal jest dobrze. A potem nastąpiła ponad dwuletnia cisza. Zastanawiałem się wtedy co jest, znowu komuś podpadli czy co...
No ale już Prazeo napisał co to był za czas w Maanamie. Wolę sobie nawet nie wyobrażać atmosfery na próbach - wycofany Olesiński, będący na wylocie Markowski, sfrustrowany i
wczorajszy Jackowski, Kora z kręcącym się obok Sipowiczem który zapewne (nie dziwota) działał Jackowskiemu na nerwy...
Całe szczęście z dzisiejszej perspektywy, że wzięli sporo wcześniej pieniądze z góry za kilkanaście koncertów i za nową płytę. Bo gdyby mieli ją nagrywać na zasadzie chęci do jej nagrania, to zapewne by nie powstała.
No i powstał album, który jest bodaj najbardziej "osobny" w całej dyskografii grupy.
Jest w nim coś bardzo melancholijnego w stylu późnej jesieni. W brzmieniu chłodniejszy, bardziej jarzeniówkowy jest "Derwisz i anioł" a tekstowo więcej niepokoju bywa w "Nocnym patrolu". Ale w ogólnym rozrachunku to "Sie sciemnia" oferuje najwięcej wrażeń w smutnym odcieniu blue. Nawet gdy przełamuje to muzyka ("Bądź taka nie bądź taka") to trzyma ów klimat tekst. Gdy przełamuje tekst ("Lata dziecinne") to trzyma muzyka.
"For Your Love" - ja już sam nie wiem na ile to inspiracja Yardbirds, na ile bezczelny plagiat a na ile po prostu rozbudowany cover. W każdym razie słucha się tego świetnie, sztuczna perkusja galopuje jak szalona, no po prostu kawał dobrego przeboju (choć nie przebił się w mediach).
"Caliope" - chłodna piosenka o miłości, długi czas to opuszczałem a kiedyś nagle uznałem, że to ma świetny instrumentalny refren a w ogóle to znacznie większy czad niż się pierwotnie wydaje!
"Bądź taka nie bądź taka" - tu jest chwila gdy jakby wraca stary Maanam. Robi się rock'n'rollowo, Kora śpiewa drapieżnie, Soyka daje doskonałe zmiany - czuje się chemię tych wokali. Bardzo lubię ten utwór, jest jak dobra kawa.
"Kadyks" - to właśnie idealny przykład zakalcowatego kawałka, który na początku mnie odrzucał, a z czasem zaintrygował. Chyba nigdy wcześniej ani później Maanam nie grał takiego minimalu. Przecież tam prze 3/4 utworu jest tylko melorecytacja Kory, bas i perkusja! Trudny orzech do zgryzienia ale odwdzięcza się gdy się od razu nie rezygnuje.
"Życie za życie" - ależ to jest zagrane, przecież tam aż przelewa się ten upał letniego popołudnia. Ładny, metaforyczny tekst Kory, jeszcze bez tego świecidełkowatego blichtru z końca XX wieku. Plus piękne klawisze, które są tam trochę z tyłu ale robią dużą część atmosfery. I jeszcze to - "gdy skrzywdzisz mnie to zginiesz", do dziś robi na mnie wrażenie.
"Lata dziecinne" - zwrotki może trochę słabsze, ale refren muzycznie wyśmienity. Tu Kora jakby trochę radośnieje, któż nie lubi
tej pory o zmierzchu gdy świat wygląda jak przekrojona pomarańcza? Bardzo nastrojowe a zarazem nie rozwlekłe, jest w tym jakaś ukryta energia.
"Sie sciemnia" - już dużo napisano o tym utworze. Oczywiście, to jest absolutna petarda. Coś co łącznie wychodzi kompozycyjnie, tekstowo, aranżacyjnie raz na wiele lat. Tekst pokazuje jak niewiele czasem trzeba napisać by to walnęło. To jest jeśli chodzi o porę dnia nadir tego albumu, choć paradoksalnie dopiero się ściemnia, jego - cytując za Lemem -
silnia najspoistsza. Bardzo dużo tu elektroniki, tych dziwnych dźwięków, glisand - na granicy, ale się bronią. No i końcówka gdy Kora tylko krzyczy. To jest dramatyczne kilkanaście sekund, słowa już nie wystarczają, jest już tylko krzyk - nie wiem: gorzki? zrozpaczony?
"Jedyne prawdziwe tango Maanam" - trochę przypadek "Kadyksu". Tango? Gdzie tu tango, utwór wydaje się na początku jakimś odrzutem. A jednak nie - Kora wciąż w wysokiej formie tekstowej ("jednak oddycham, jednak żyję/choć śmierć spokojnie kaptur szyje") a refren z mruczandem to znów popis talentu Jackowskiego do znajdowania oryginalnych zestawów akordów. Trwało to trochę, ale bardzo zaprzyjaźniłem się z tym dziwnym tangiem - nietangiem.
No i coś co w ogóle wymyka się spod oceny czyli "„Wszystko w porządku więc od początku”. Jest to utwór tak potworny, że nie zasługuje nawet na jedną gwiazdkę. Ratować by go mogło tylko to że to jakaś do potęgi autoironia. Bo wszystko w porządku? Przecież tam nic nie było w porządku, a początku też nie bardzo - duet Kora&Marek przypuszczali raczej wtedy, że to ostatni album Maanamu. No więc Ciempiel i Joriadis skomponowali coś co jest tak straszliwie dalekie od okej - gdy ufam, że celowo to nawet nie jest tak źle
Ogólnie - całkiem dobry album, który po latach nie tylko dobrze się broni ale nawet obrósł rodzajem interesującej patyny.