Ostatnią myślałem jak popieprzoną historię, dziwną i absurdalną historię ma samochód marki FSO Polonez.
Po kolei. Od 1967 roku Polska produkowała licencyjnego Polskiego Fiata 125p. Był całkiem spoko samochodem, sto razy lepszym niż cokolwiek, co produkowano dotąd w Polsce. Był to jednak generalnie zlepek różnych modeli włoskiego Fiata (przez to, że nie miał 1:1 włoskiego odpowiednika, Fiat nie miał nic przeciwko, żebyśmy opychali go na zachodzie i w ogóle na świecie, co było bardzo korzystne i faktycznie był naszym hitem eksportowym), nowoczesnych i mniej nowoczesnych elementów. Najmniej nowoczesnym elementem były silniki 1.3 i 1.5, technologia z lat 50. No ale był jaki był ten Fiacior, dawał radę.
Po kilku latach Polacy zdecydowali się z Włochami ugadać na nowy model. I prawdopodobna teoria jest taka, że Włosi sprzedali nam prawa do swojego niewykorzystanego projektu, luźnego projektu, który porzucili nawet nie dlatego, że był jakiś kiepski czy coś, po prostu firmy tego typu robią pewnie od cholery rzeczy, które ostatecznie nie wchodzą do produkcji. I tak narodził się Polonez, który generalnie jest włoski (choć stworzony przy pewnym udziale Polaków, ale to jednak detale), którego pierwsze prototypy Włosi sami zbudowali i przysłali do Polski, i to są potwierdzone fakty, żadne mity itd. Ale jednocześnie istnieje teoria, że bardzo możliwe, że Fiat i PRL zawarły cichą ugodę, że generalnie cicho sza, że to włoski, licencyjny pomysł, to jest nasze, polskie, sami go stworzyliśmy, propaganda sukcesu itd. Więc polskie media bardzo pompowały temat, że to jest nasz, oryginalny polski projekt, choć prawda była zgoła inna, i tylko wtajemniczeni wiedzieli o co cho.
Polonezy były projektowane od początku pod włoskie silniki: 1.6, 1.8. 2.0 DOHC, stosowane w licznych modelach Fiata, które były dużo nowocześniejsze, bardziej dynamiczne, lepsze i w ogóle sto lat do przodu. Szybko jednak się okazało, że o ile wprowadzenie nowego modelu do produkcji jest trudne, o tyle wprowadzenie tych silników DOHC do produkcji w Warszawie to już za gruba akcja. W FSO zdecydowano, że zajmą się tym w drugim etapie, w 1978 roku (kiedy produkcja Poloneza ruszała) podpisano (zrobił to osobiście Gierek!) nawet nową umowę z Fiatem, a na razie, na momencie, zupełnie tymczasowo, wsadzimy, hmm, wsadzimy do tych Poldków już mocno przestarzałą jednostkę z poczciwego Fiata 125p, która już 10 lat wcześniej była przestarzała, a teraz miała napędzać większy, cięższy pojazd. Ale spoko, to tylko na chwilę, na momencik. Zaraz przecież wejdzie nowy etap licencji, i będziemy mieli docelowego Poloneza, z włoskimi silnikami DOHC.
W międzyczasie jednak pojawił się taki problem, że gospodarka Polski się załamała, w międzyczasie pojawiła się też Solidarność, stan wojenny i sankcje. Silniki z Fiata 125p przetrwały w Polonezie luźno do 2002 roku.
(tu warto dodać, że od czasu do czasu Włosi przesyłali nam jednak od siebie trochę tych silników DOHC, które montowano głównie w milicyjnych i dyrektorskich Polonezach; po latach wśród fanów tego samochodu zrobiła się zresztą moda, żeby DIY uczynić Poloneza tym czym miał być od początku i montować te silniki samemu - ponoć wtedy zyskiwał on nowy sens)
Dalej. Włosi przysłali nam swój odrzucony projekt, który stał się Polonezem, w wersjach takich, jakie generalnie były projektowane na rynek włoski: takiej jaką wszyscy znamy, takie samej ale trzydrzwiowej oraz Coupe - dużo bardziej luksusowy, elegancki, zwiewny i obdarzony nieco sportowym wyglądem wariant wersji trzydrzwiowej. Polacy mogli wzruszyć ramionami: o ile wersja pięciodrzwiowa była bardzo przydatna, o tyle te pozostałe na polskim rynku mogły wydawać się fanaberią. Na cholerę nam jakaś luksusowa, niby-sportowa trzydrzwiowa wersja? W Polsce to jakieś kombi, może jakiś sedanik, a to to po co komu potrzebne?
Skok do przodu. Są lata 1981 - 1983. Dół kompletny, stan wojenny. FSO pracuje pełną parą, bo nawet te nieudaczne Polonezy takie jakie wprowadzono do produkcji i tak są hitem eksportowym zagranicą, i to nie tylko w demoludach, ale np. we Francji czy Wielkiej Brytanii, gdzie generalnie niektórzy są zachwyceni, że ten produkt wygląda z grubsza jak normalny, rodzinny, duży samochód, a jest tani jak cholera. Praca w fabryce idzie non-stop, do tego stopnia, że w PRLu słynącym z raczej nadmiaru zatrudnionych, nagle w fabryce brakuje ludzi do wyrabiania normy, więc kierowani są tam np. żołnierze i więzniowie, co zresztą fatalnie odbija się na jakości. Na rynek krajowy jednak samochodów brakuje, a żeby Polacy cokolwiek w tych Polmozbytach mieli, to FSO wypuszcza na PRL wersję C, pozbawioną wszystkich zbędnych elementów, listew, fragmentów zderzaków, innych pierdół. Jest stan wojenny, czasy są ciężkie, samochód i tak jest luksusem, okej?
...i nagle w tym samym momencie z fabryki wychodzi (i zostaje w Polsce) kilkadziesiąt, może więcej? sztuk luksusowej fanaberii Włochów, modelu Coupe. Ot tak, wyprodukowali sobie Poloneza dla VIPów. Po co, dlaczego, czemu akurat w tym momencie historii, tym momencie polskiej gospodarki? Cholera wie. Najbardziej prawdopodobna teoria, to, że samochody te były przeznaczone, no, na łapówki dla ludzi, którzy coś mogli dla tej fabryki załatwić. Tak to bywało.
Jak można się domyślić Polonez Coupe to obecnie totalny biały kruk i rarytas, prawdopodobnie w całej Polsce zachowało się kilkanaście egzemplarzy. Ale i wtedy wyprodukowano ich w gruncie rzeczy jednak niewiele. Ale żeby było ciekawiej - jest jeden materiał wideo, w którym widać produkcję Poloneza Coupe, widać jak idzie po taśmie w FSO, wśród innych, zwykłych Polonezów, jego niepolakierowane nadwozie. Gdzie jest to wideo? Ano, w serialu "Siedem Życzeń" o gadającym kocie, gdzie ojciec bohatera jest pracownikiem fabryki. Dobry przypadek

Skoro wersja trzydrzwiowa i Coupe, były fanaberiami, to warto było skupić się na wersjach bardziej przyziemnych. I to FSO...poszło to dość średnio. W 1988 roku, po wielu naprawdę dziwnych prototypach, udało się stworzyć wersję dostawczą, popularnego Trucka. Przy okazji wykorzystano trochę szyb z wersji trzydrzwiowej. W 1982 roku FSO szykowało się żeby poprodukować więcej trzydrzwiowych Polonezów, ale wycofało się z tego pomysłu, zdążyło jednak wyprodukować od cholery szyb, które nie pasowały do zwykłej wersji. Ale pasowały do Trucka, więc pierwsze ileś tam tysięcy egzemplarzy z 1988 roku miało 6-letnie szyby z 1982 roku. Ot tak

Ale najbardziej urocze są perypetie z sedanem i kombi. Wersje te zapowiadano już w 1978 roku, nawet w gazetach o tym pisano, że by się przydały, że fabryka ma tego świadomość. Miała. Sedana udało się wprowadzić do produkcji w 1996 roku, kombi w 1999 roku. Wspaniały refleks
