Back in the USSR**
Beznadziejny początek płyty - niby parodia Beach Boys, niby świetnie wykrzyczana, ale mnie jakoś nie porywa. Jeden z najbardziej płaskich numerów Beatlesów.
Dear Prudence***** [!]
Jeszcze bogactwo, ale już nie psychodelia, za to trochę się udao wsączyć zieleni i słońca! Jeden z żelaznych utworów z pierwszej dziesiątki - i BEST MOMENT na płycie: "won't you come out to PLAAY" (w ostatniej zwrotce) i nagle wszystko gaśnie szerokim echem i zostaje delikatna gitara akustyczna. Przepiękny utwór.
Glass Onion*****
Dobra kompozycja genialnie zaaranżowana, charakterystyczny środek ("Oh yeah" na tle wiolonczell) i jeszcze flecik ilustrujący wzmiankę o "Fool on the Hill". Najlepsza aranżacja w historii zespołu.
Obladi Oblada** i 3/4
Piosenka jako tako jaka taka, ale zyskuje bardzo na szczegółach tu i ówdzie... w ogóle, uwielbiam Biały Album za te "oh" "Ha" "hey" "one two three" i tym podobne w lewej słuchawce daleko, za ten cały ozywczy brud i przymrużone oczko... w tym utworze ciagle coś takiego się dzieje w tle - gdy McCartney śpiewa "hand" to Harrison drze ryja "leg!" - i bardzo dobrze
Wild Honey Pie****
Bardzo ciekawe połączenie dowcipu i eksperymentu. na szczęscie krótsze to niż minuta, więc tylko zadziwia, a nie męczy.
The Continuouing Story of Bungalow Bill***
Tutaj opracowanie nie podoba mi się - niepotrzebna Yoko i nietrafione te knajpiane chórki. Bardzo za to świeże wokale Lennona w zwrotkach.
While My Guitar Gently Weeps** i 1/2
(uwaga: wersja akustyczna z "antologii"*****)
Wielka niezgoda z Crazy'm: Clapton zabił delikatność tego numeru, ale i tak nie on tu najbardziej zawinił tylko pomysłodawca zagrania tego w ten meczący sposób. Po co to pianino? Po co te jęki na końcu? Ohydny hi-hat? Szkoda.
Happiness is a Warm Gun****
Nie podoba mi się tekst tego utworu, odniesienia narkotyczne i seksualne są jakieś takie zbyt bezpośrednie, tchnie to publicystyką solowego Lennona. Ale wstęp i zakończenie przednie.
Martha My Dear*****
Wspaniały, mały, podnoszacy na duchu utwór. Kapitalna partia trąbek. Śliczne.
I'm So Tired**** i 1/4
Bardzo dobry, wyrazisty, kąśliwy numer. Trochęnie podoba mi się sposób śpiewania jednego i drugiego w części głośniejszej.
Blackbird*****
Piękna piosenka.
Piggies*****
To taki przypadek albo miłość albo nienawiść. Ja uwielbiam: dobra melodia, aksamitny wokal, stylowe smyczki. I jeszcze jedno: zupełnie nieharrisonowy to numer - nawet nie ma tu gitary. Brawo!
Rocky Racooon* i 1/2
Nuda. Jedna z najgorszych własnych kompozycji zespołu The Beatles.
Don't Pass me By*
To już w ogóle dno. Nic tu nie ma ładnego. a mogło być, bo kompozycja jeszcze by uszła płazem - tylko ta aranżacja, tak toporna że zdycha gadem...
Why Don't We Do It in The Road?***
No, trochę zabawne, trochę energetyczne, ale nic wielkiego. Dobry wokal.
I Will****
Ładna, choć mało kaloryczna śpiewanka. Po poprzednich trzech numerach robi jednak wrazenie arcydzieła.
Julia*****
A tutaj wreszcie coś wzruszającego i ani trochę łzawego. Wręcz dziecięca wrażliwość przemówiła.
Birthday***
Doceniam nowoczesność brzmienia klawiszy i ogólne wrażenie że piosenka wyprzedza swój czas o jakieś kilkanaście lat. Ale to jednak production number - piosenka sklecona w studio z niczego: strasznie to słychać.
Yer Blues***
Doceniam, ale z dala.
Mother Nature's Son*****
Trochę soundropsowy numer, bo słychać w nim jak się łąki przesuwają. To jedno z takich czychś o co mi zawsze chodziło w muzyce.
Everybody's Got Sth to Hide Except for me and My Monkey*****
O, to jest taki rodzaj humoru w muzyce, który odpowiada mi w całej rozciągłości. Najlepszy jest tu dzwonek okrętowy w roli tamburynu; jeden z najlepszych pomysłów aranżacyjnych jakie slyszałem w historii muzyki rozr.
Sexy Sadie*****
bardzo mi się podoba, bo piosenka już bardzo a la lennon solo, ale wykonanie bardzo bardzo beatlesowe (te chórki "see see see see see" albo "ła ła ła ła ła"

). Piękny ton gitary. Barock.
Helter Skelter ****
Bardzo oryginalny pomysł na produkcję: ostry bas z produ i gitary daleko z tyłu - i udało się: brzmi naprawdę ciężko, Nie moje klymaty, ale podoba mi się.
Long Long Long*****
Bardzo lubię takie piosenki o otwartej strukturze, w których można się zgubić...
revolution 1****
Zdecydowanie wolę tę wersje niż tę surową i szybką, ale zdaję sobie sprawę, że ta tutaj nie bardzo oddaje przesłania tekstu. Ale co tam, kto tam słucha tekstów...
Honey Pie***
Fajne, ale to tylko pastisz i nic więcej. Nie wiadomo po co.
Savoy Truffle**** i 1/2
Znowu mało harrisonowy numer, i znowu zwycięski. Świetne solo, ciekawa struktura kompozycji.
Cry baby Cry ****
Urocza piosenka o niczym, bardzo dziwnie wyprodukowana.
Revolution 9 * i 1/4
Przez pierwszą minutę jest to pomontowane tak dobrze, że trzyma w napięciu i momentami olśniewa. Potem jednak ten kolaż zaczyna robić wrażenie coraz bardziej i bardziej bezładnego i zaczyna coraz bardziej i bardziej nużyć. W końcowych fragmentach nie mozna wręcz tego znieść.
Good Night * i 1/4
Nie podoba mi się. Ckliwe i łzawe, bez beatlesowego dystansu i dobrego smaku. Nie warto tu dociągnąć przez Revolution 9.
Uff.