|
Tak, i jak się nad tym dobrze zastanowić, to tamte lądowania na Księżycu to był totalny hardkor. Warto też przyjrzeć się temu wszystkiemu przez pryzmat upływu czasu. Mam taką książkę s-f (chociaż, czy to można nazwać s-f, czy raczej jednak fantasy?) z roku 1908: Gustave Le Rouge - Więzień na Marsie. Jej bohater poleciał na Marsa w kapsule, która pokonała ten dystans dzięki... psychokinetycznej sile hinduskich joginów! Istotnie, idea rakiety wówczas jeszcze w powszechnej świadomości nie istniała, choć prawdopodobnie pierwsza naukowa, jakkolwiek trzymająca się kupy, póki co rzecz jasna czysto teoretyczna, koncepcja pojazdu zdolnego wylecieć w kosmos pojawiła się już odrobinę wcześniej, bo w roku 1903. Było to ruskie dzieło, znane głównie w swojej ojczyźnie, 'Eksploracja przestrzeni kosmicznej dzięki urządzeniom odrzutowym' Konstantina Ciołkowskiego. Jednak dopiero w 1942 r. skonstruowano pierwszą rakietę, której udało się dotrzeć do przestrzeni kosmicznej - był to niemiecki pocisk balistyczny V-2. Od tego momentu do roku 1969, kiedy pierwszy człowiek stanął na Księżycu, minęło zaledwie 27 lat! I tylko 19 lat do lotu w kosmos Gagarina w 1961. Do pełnego obrazu dodam jeszcze fakt, że misje bezzałogowe, których celem był Księżyc, zaczęły się w roku 1958, czyli zaledwie 11 lat przed lądowaniem Apollo 11. Większość z nich zakończyła się mniejszą lub większą, wcześniejszą lub późniejszą katastrofą, za sukces można było uznać przypadki, kiedy sonda pieprznęła w Księżyc i zdołała jeszcze przesłać jakieś zdjęcia. Pierwsze udane miękkie lądowanie na powierzchni Księżyca miało miejsce dopiero w 1966 r, a później, przed pierwszym załogowym, takich udanych lądowań było tylko 6. Lista misji z różnych względów nieudanych jest o wieeele dłuższa. Nieco więcej udanych misji polegało jedynie na okrążeniu Księżyca, w tym również dwa załogowe - w 1968 i 1969 r. I teraz pomyślcie sobie, że od ostatniego załogowego lądowania na Księżycu w 1972 r. minęły aż 54 lata, rozwój technologii posunął się do przodu niesamowicie, a taki Artemis 2 nawet nie wylądował. I czy nie jest to rozczarowujące? No i dopiero teraz widać, jakim szaleństwem jednak były te pierwsze loty i lądowania! Z jednej strony to musiało się odbyć na fali niesamowitego zachłyśnięcia się możliwościami technologii, takie hip hip hurra, z drugiej strony wiadomo - przede wszystkim wyścig między USA i ZSRR, ważniejszy niż bezpieczeństwo i naukowe uzasadnienie tamtych misji.
_________________ Mam niebieskie futerko i uwielbiam wciąż latać
|