Mój rok (kolejność chronologiczna z odstępstwami):
1.
Andrzej Bobkowski, Szkice piórkiem. Francja 1940-1944 – jego opus magnum. Odpowiednie dać rzeczy słowo – Bobkowski to potrafi, a ja, dochodzę do wniosku, że nie. Trudno mi jest opisać te dzienniki i do nich zachęcić. On w sposób swobodny, a sensowny przechodzi od tematu do tematu – kultura francuska, polskość, dzieje Europy, komentarze do bieżących wydarzeń na froncie i do przemian cywilizacyjnych (wiele z nich jest aktualnych i dziś) z jednej strony, a z drugiej życie codzienne w okupowanym Paryżu z żoną Basią, wakacje na wsi francuskiej i przede wszystkim opis kilkumiesięcznego powrotu do Paryża na rowerach z południowej Francji, a w tym wszystkim naprawdę przeżywana radość życia, przeżywanie chwili. Dla mnie dodatkową zaletą jest też zetknięcie się pierwszy raz z tematyką polskiej emigracji wojennej i powojennej.
2.
Andrzej Bobkowski, Notatnik 1947-1960 – czytam na fali „Szkiców piórkiem”. Ale tu wpisy są już bardzo wybrakowane, podróż Bobkowskich statkiem do Gwatemali, gdzie osiądą na stałe oraz dziennik przedwczesnego umierania Bobkowskiego – smutne i przejmujące.
3.
Andrzej Bobkowski, Listy do Aleksandra Bobkowskiego 1940-1961 – listy do stryja, byłego wiceministra przedwojennego, który swoją drogą budował kolejkę na Kasprowy Wierch (podobno zwaną do dziś przez najstarszych górali „bobkociągiem”) w latach 30. Obrazy prozy życia na emigracji i kontaktów ze środowiskiem Instytutu Literackiego Giedroycia.
4.
Andrea Camilleri, Wycieczka na Tindari – współczesna seria kryminalna dziejąca się na Sycylii. Tytuł wybrałam przypadkowo i niestety rozczarowanie, tj. mało klimatu, topografii Sycylii, a dużo współczesnych problemów ludzi, choć sama intryga wciągająca.
5.
Damian Hadaś, Alaska. Przystanek na krańcu świata – taka podstawowa wiedza o tej krainie, mi w zupełności wystarczyło jak na początek, nie jest to żaden wybitny reportaż podchodzący pod literaturę piękną, część zdjęć zrobionych przez autora.
6.
Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata – powtórka po szkolnych latach. Ponad zło, sowiecką Rosję, dzieje miłości bohaterów i historię Jeszui wybija mi się cyrkowa, kolorowa wędrówka Behemota i jego kolegów przez Moskwę. Może to dobrze, a może źle…
7.
Ota Pavel, Śmierć pięknych saren – doceniam, podobało mi się, ale nie aż tak, jak to sobie wyobrażałam i jak to opisują miłośnicy twórczości tego Czecha.
8.
Olga Tokarczuk, Bieguni – całościowo rozczarowanie, natomiast niektóre fragmenty przykuwające uwagę, na czele oczywiście historia o biegunach – obrazy zostają w pamięci jak idę rano pod rondem Kaponiera do pracy. Przy okazji posłuchałam w końcu mowy noblowskiej Tokarczuk – i tu podobnie jak w książce – jakby w jednym tekście chciała umieścić zbyt wiele tematów. Wyławiam to, co dla mnie ciekawe.
9.
Olga Tokarczuk, Prowadź swój pług przez kości umarłych – dałam jej szansę, bo latem byłam w Ziemi Kłodzkiej. Prześwietna historia kryminalna z drugim tematem i bohaterowie z krwi i kości. Wciągnęłam się całkowicie (ale zaznaczam, że nigdy nie czytałam nic z kryminałów skandynawskich dziejących się współcześnie na wsi, na bezdrożach – może Tokarczuk się nimi inspirowała)
10.
Colson Whitehead, Rytm Harlemu – znowu dobra historia kryminalna z bardzo rozbudowaną topografią Harlemu (dla obecnych mieszkańców gratka pewnie) początku lat 60. Przekonujący główny bohater, który naprawdę ma dobrą wolę uwolnić się od gangsterskiej przeszłości swojej rodziny, ale proza życia jest trudna… Po cięższe rzeczy Whiteheada jeszcze sięgnę.
11.
Zbigniew Nienacki, Pan Samochodzik i tajemnica tajemnic – i kolejna dobra historia kryminalna, no, detektywistyczna, a to ósmy tom plus piękne ilustracje nie Kobylińskiego, a Stylo-Ginter.
12.
Andrzej Stasiuk, Opowieści galicyjskie – cóż, nie da się ukryć, że potrafił opisać świat popegeerowski i biednych ludzi w tym wszystkim. Trochę zapomniałam o Stasiuku w swoich wyborach czytelniczych w ostatnich latach.
13.
Aldous Huxley, Uśmiech Giocondy; I odtąd już zawsze byli szczęśliwi – książeczka z serii Koliber, potrzebowałam coś do pociągu – niby staromodne, ale pewne rysy charakterologiczne przekonujące do dziś. Z s.f. go nie znam.
14.
Stefan Zweig, 24 godziny z życia kobiety – też Koliber, ale to jednak dziś trąci myszką (wtedy podobno odważne i w ogóle)
15.
Emily Dickinson, Wiersze wybrane (tłum. Barańczak) – czytałam pierwszy raz w życiu zainspirowana podkastem „Dobrze się wierzy literaturą” z prof. Koziołkiem. Potęga, dotknięcie sedna, arcyparadoksy – ale te wiersze należy dawkować, części nie przeczytałam. Patrząc tylko pod kątem historii literatury, to ona chyba wyprzedziła epokę o sto lat (najbardziej mnie rozśmieszyło we wstępie Barańczaka, że podobno, pierwsze wydania były mocno poddane korekcie ortograficznej – choćby kwestia wyrazów pisanych wielką literą, że niby Dickinson robiła błąd za błędem..)
16.
Umberto Eco, Imię róży – najpierw przeczytałam, potem obejrzałam – i dzięki Bogu, że taka kolejność, bo choć film bardzo dobry, to wielu kwestii nie porusza lub tylko liźnie i dziwiłabym się, dlaczego niby ta książka jest tak dobra. Przeczytałam ją w dobrym momencie życia (w okresie studenckim bym jej nie doceniła), ważne rzeczy rozgrywają się tu w dialogach, w szermierce argumentami, w oświecaniu pacholęcia Adso przez mistrza, Wilhelma z Baskerville (docenić tez trzeba tłumaczenie). I racje są po obu stronach tych sporów.. .Wspaniała, wielokontekstowa powieść.
17.
Pamela L. Travers, Mary Poppins – czyli wchodzę w chilloutowy czytelniczo grudzień (to, co poniżej też w grudniu) Brytyjska klasyka dziecięca, a więc jak się można spodziewać historie przemawiające też w dorosłości. Wzruszające wejście w rysunek na chodniku czy rozmowy niemowląt z ptakami. Sama Mery – konkretna i z ciętym językiem

18.
Frederick Forsyth, Pasterz – bożonarodzeniowa historia lotnicza, coś z klimatu Saint- Exupery.
19.
Maciej Słomczyński, Zbrodniarz i panna – kryminał milicyjny ze sporą dawką opisów psychologicznych głównej bohaterki z kompleksami. Nieźle uchwycone niektóre kwestie. I dzieje się latem nad morzem.
20.
Kazimierz Wierzyński, Wiersze wybrane – sięgnęłam po nie, bo Bobkowski prowadził z nim korespondencję po wojnie. Zrozumiałam i doceniłam skamandrytów, a jego wiersze powojenne są równie dobre, choć już ciemniejsze. Losy skamandrytów to gotowy scenariusz kolorowej historii czterech mężczyzn wchodzących w dorosłe życie po 1918 roku, a potem gorycz powojenna (dwóch zostało na emigracji, dwóch wróciło do Polski Ludowej)
Książką roku bezsprzecznie i w zasadzie od początku zostają „Szkice piórkiem” Bobkowskiego.
Niespodziewanie jednak ex aequo przyznaję „Imieniu róży” za
wewnętrzną krytykę własnej siły i atrakcyjności.