MTJ dość skąpo informuje kupujących o tym co kupują.
Za mastering wydania 2 cd (tzw wersji deluxe) odpowiadał Damian Lipiński. Za wersję SACD również. MTJ twierdzi, że wydanie SACD jest kompaktybilne z odtwarzaczami cd - co jest oczywiście prawdą. Natomiast nie ma informacji o tym, że mastering na warstwę cd w wydaniu SACD jest ten sam co w wersji 2 cd. Jeżeli ktoś nie ma odtwarzacza SACD, a posiada wydanie 2 CD to nie ma sensu kupowania najnowszej wersji.
Poniżej jeszcze informacje od Damiana Lipińskiego na temat masteringu płyty (pierwotne źródło -
http://www.vinylmagic.pl/):
Cytat:
Materiał został pozyskany z oryginalnej taśmy BASF 911 Studio Master (tej samej z której w 1986 roku został wytłoczony album winylowy – SX-T73). Taśma pochodziła z przepastnego archiwum firmy A.A. MTJ – wydawcy opisywanej reedycji. Tor analogowy to magnetofon masteringowy STUDER A-820 (kilka informacji o nim tutaj a zdjęcia prawdziwego Studera w akcji "Siekiera" znajdziecie w Galerii) oraz zewnętrzny moduł redukcji szumu Dolby A. Tor cyfrowy to najnowszy system Pro Tools HD. Ucyfrowienie zostało wykonane z częstotliwością próbkowania równą 192kHz o długości słowa bitowego wynoszącej 24 bit.
Zastosowane rozwiązanie gwarantowało największą możliwą jakość a przede wszystkim wierność kopii cyfrowej w stosunku do analogowego pierwowzoru.
Dlaczego zdecydowano się na ponowne ucyfrowienie materiału? Odpowiedź jest prosta. Wszystkie wydania cyfrowe Nowej Aleksandrii obarczone są mniejszymi lub większymi mankamentami.
Wydanie SONIC prawdopodobnie zostało zgrane z zastosowaniem niewłaściwego typu reduktora szumu (być może Dolby SR a być może jakiegoś szerokopasmowego) lub nawet jeżeli użyto Dolby A to zostało ono nieodpowiednio skalibrowane. Objawia się to praktycznym wycięciem overhead-ów. Najlepiej to słychać w utworze "Idziemy przez las", gdzie w momencie wstawki perkusyjnej praktycznie nie słychać wszędobylskich talerzy – została tylko kombinacja stopa – werbel. Na wydaniu tym również sztucznie, a przede wszystkim niepotrzebnie, rozszerzono scenę stereo. Mimo wszytsko bez właściwego poziomu odniesienia wydawnictwo to "po japońsku daje radę"... Późniejsza reedycja SONICa to wydanie pierwotne nienaturalnie pogłośnione.
Wydanie Tonpress i kolejne MTJ (24BIT Digitally Remastered(sic!)) to zupełnie inna bajka – poczynając od tego, że materiał zgrano bez Dolby A (kto sobie dzisiaj zajmuje czas czytaniem opisów na taśmach, ba - kto dziś umie czytać? a kto jeszcze czytać ze zrozumieniem?) co objawia się nienaturalnie brzmiącą górą, takim „tłuczeniem” na wysokich częstotliwościach (brak deemfazy) to jeszcze ma zamienione kanały lewy z prawym lub prawy z lewym – jak kto woli:-)
Wspominane Dolby A to nieomalże słowo a bardziej sprzęt "klucz" w tej i poprzednich reedycjach. Coś co odpowiada nieomalże za wszystko, wszystkie nieszczęścia, a takie jest niepozorne - nie tylko z nazwy:-). Co to takiego można poczytać w wikipedii. Natomiast znalezienie takiego unitu w Polsce i to wciąż działającego, strojącego, graniczyło nieomal z cudem... Cud się spełnił na całe szczeście:-).
Nie ma róży bez ognia… niestety z przykrością należy stwierdzić, że decyzja o zastosowaniu na taśmie master systemu redukcji szumów nie była szczęśliwą. W mojej opinii nie było zupełnie takiej potrzeby a jeżeli była to nie w tym miejscu. Drugim mankamentem nagrania jako takiego jest nagranie go ze zbyt cichym poziomem jak na taśmę masteringową. To w połączeniu z Dolby A niestety czyni dźwięk „wyzutym z uczuć”. Brakuje nagraniu „powietrza”, nośności, nagranie „oddycha łapiąc powietrze, którego nie ma”, uwydatniają się sybilanty, giną dalsze plany, itp. Cóż – taka to jest nasza „rzeczywistość zastana”, zastana po 27 latach i której nie da się zmienić – trzeba by cofnąć czas… Choć – żeby nie popaść w malkontenctwo – być może w części taka kombinacja odpowiada za „chłodne” brzmienie całości – a być może o to właśnie chodziło realizatorom? Któż wie…
Nie załamujmy rąk – założyłem sobie, że finalnie chcę uzyskać nagrania, które „kopią w d…” za przeproszeniem. Są pomostem brzmieniowym pomiędzy tamtymi czasami a teraźniejszością. Po wielu próbach, w większości nieudanych, uzyskałem rezultat, o który mi chodziło – rezultat ponad miarę możliwości materiału źródłowego, rezultat, który jest całkiem inny od tego co do tej pory można było usłyszeć. Nagrania „zasuwają”, stopa kopie, bas zaczął być selektywny i słyszalny, gitara prowadząca jest przestrzenna i wyrazista, syntezatory rozdzierają serce a całości dopełnia w końcu wyraźnie słyszalny głos wokalu. Wreszcie również wyraźnie rysują się plany – powiedzmy do drugiego, trzeci już słychać mizernie – ale słychać… Mimo tego, że nagrania starają się sprawiać wrażenie uporczywie monotonnych to w rzeczy samej takimi nie są. Aranżerzy, osoby miksujące całość wykonały kawał dobrej roboty – choć czasem trzeba pomóc nagraniom aby tą robotę usłyszeć. Korzystając z dobrodziejstwa edycji spektralnej z nagrań w „magiczny” sposób zniknęły wszystkie stukoty, „krzywe” klejenia taśmy i tym podobne irytujące „drobiazgi”. Nagrania wciąż mają ducha tamtych czasów, teraz pozbawionego nalotu kurzu, pajęczyn, odcisków pomiętych starych prześcieradeł prezentują się w pełnym świetle brzmienia jakiego nigdy nie było im do tej pory doświadczyć.
Mam nadzieję, że jako słuchacze będziecie zadowoleni z opisywanej re-edycji deluxe.
Kilka słów o dysku drugim. Na niego składają się 4 nagrania studyjne w tym nie publikowane wcześniej „Serce”. Dysk uzupełniają nagrania będące świadectwem historii. Brzmią jak brzmią – nie o to w nich chodziło. Chodziło o pokazanie historii prawdziwej. Taśmy demo, nagrania koncertowe, zarejestrowane gdzieś jakimś radiomagnetofonem, nagrania, które krążyły w drugim, trzecim obiegu. Dzisiaj zebrane w jedną spójną całość czynią dysk drugi.