Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pt, 17 kwietnia 2026 09:30:40

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 7814 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 516, 517, 518, 519, 520, 521  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: ndz, 25 maja 2025 09:20:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Prazeodym pisze:
jestem ciekaw, jak Ci się spodoba (jeśli podejdziesz) "Samuraj" i "W kręgu zła"

"W kręgu zła" - ode mnie pięć gwiazdek. Koronkowa filmowa robota, z najwyższej półki: te zbliżenia, ruchy kamery, rytmiczny montaż. Również koncentracja na detalach przy jednoczesnej teatralności (a może lepiej: symboliczności) gestów, świetne wrażenie to na mnie zrobiło. No i ten piękny niedobór dialogów!
W zasadzie w tym nieszczęsnym "Glinie" też to było, ale raz że przedobrzone, a ważniejsze, że po nic - tam nic nie wydawało się służyć dramaturgii filmu i wszystko było jakoś tak... nie wiadomo po co. Tutaj natomiast bardzo ładnie rozwijane jest napięcie i kwestia tych przypadkowych spotkań, których los chciał. Jest w tym filmie jakiś wręcz antyczny fatalizm, film mocno niedzisiejszy, bardzo stylowy (poczynając od tego, że wszyscy zawsze są w tych nieskazitelnych garniturach i kapeluszach). Bourvil zadziwiająco smutny, Alain Delon z kamienną twarzą baardzo przekonywujący.

Będę eksplorował dalej, obejrzałem też wczesnego "Ryzykanta" i zdecydowanie mi się podobał. Niestety akurat Samuraja nie ma w takim boksie, który ma pan w wypożyczalni, ale może znajdzie się gdzie indziej.


p.s. Jakiś absurd z tytułem: Le cercle rouge, Czerwony krąg - zgadza się z mottem tego filmu, podobno wziętym od Buddy (choć gdzieś czytałem, że Melville sam go sobie wymyślił), zgadza się z sensem... skąd taki polski tytuł?!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 25 maja 2025 09:30:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 20 stycznia 2008 13:09:14
Posty: 5375
Super. Szkoda, że Azbest już dawno poza forum, ucieszyłby się :)

_________________
gdzie znalazłeś takie fayne buty i taką fayną głowę?


FORZA NAPOLI SEMPRE!


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 30 maja 2025 09:39:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 18425
Skąd: Poznań
"Samotny jeździec": western z 1959 roku, bez udziwnień i kombinacji - taka klasyka gatunku, to było dobre na wieczór.

_________________
hajfi super star super hit diskdżokej szczerzy kły znad konsolety


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 08 czerwca 2025 08:49:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:53:29
Posty: 15126
Skąd: wieś
O wszystko zadbam *

Długo nie chciałem tego oglądać, ale jak zobaczyłem w dziale nagrodzone filmy na Netfilixie, to pomyślałem, że może coś tam jest.
Niestety to 2 godziny straconego czasu. Zostałem z jakimś wkurzeniem na niesprawiedliwość itp. Natomiast opowieść samego filmu jest tak słaba, że zamknęłaby się w 2-3 zdaniach. Mało relacji między ludzkich, mało ładnych ujęć, napięcia czy akcji.

_________________
Youtube


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 19 czerwca 2025 13:04:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Kiedyś opowiedziałem taką oto długą historię o tym, jak nie obejrzałem filmu Moonlight. W końcu go obejrzałem. Ale nie wiem, czy wzmiankowana historia nie wydaje mi się mimo wszystko ciekawsza ;-) To nie jest zły film w żadnym razie, ale jakiś taki... mdły? Rozumiem, że chodzi o empatię z głównym bohaterem, który miał pod górką od małego, ale bohater ten wypada okropnie żałościwie i jedyny moment, w którym mogłem zdobyć się na tę empatię, to jak trzasnął tamtego gościa krzesłem. Rozumiem, że nie chodziło w tym filmie o materiał mocny, szarpiący emocjami, lecz o bardziej poetyckie, osobiste studium. Ale nie przekonało mnie ono, podobnie jak metaforyczny tytuł nie dźwiga metafory całego filmu (podejrzewam, że w sztuce "In Moonlight Black Boys Look Blue", na podstawie której stworzono scenariusz, mogło to być bardziej wyraziste), jak niezbyt wiele wynika z ostatniego kadru, który cofa nas do początków, kiedy bohater był dzieckiem.
Film jest ogólnie w porządku, ma swój charakter, opowiada historię, która coś znaczy, tylko w moim odczuciu jest to takie na pół gwizdka.

Spokojnie dobre trzy gwiazdki, ale na pewno nie trzy oskary.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 19 czerwca 2025 13:41:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 28616
Jaś w żłobku? Ale jestem rozczarowany, że w linku z linka nie było następnego linka :wink: .

_________________
I wonder who chose the colour scheme, it's very nice


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 21 czerwca 2025 22:17:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 18425
Skąd: Poznań
Wczoraj po raz drugi "Upadek" (Der Untergang). Znów mi się podobało.

_________________
hajfi super star super hit diskdżokej szczerzy kły znad konsolety


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 22 czerwca 2025 08:40:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Jest to wybitny film. Obejrzałem go po latach, dopiero w trakcie covidu i pozostaję pod wrażeniem do dziś.

Ostatnio udałem się do wypożyczalni DVD, gdzie oddałem trzy filmy i wypożyczyłem trzy następne. Te, co oddałem, uprzednio obejrzawszy, to:

Postrzyżyny, czyli Jiří Menzel na podstawie Hrabala, z 1981, doskonała rzecz, pięć gwiazdek i zachwycająca Magda Vášáryová:

Obrazek

Szpicel, czyli kolejny Melville, tym razem z Belmondo zamiast Delona (i dla mnie to jest zmiana na lepsze!), a film znów bardzo dobry, nie aż tak, jak "Cercle rouge", ale zdecydowanie tak!

Podróż na sto stóp, czyli feel-good familijny film o dobrym jedzeniu w pięknych okolicznościach przyrody. Kuchnia hinduska vs kuchnia francuska, reżyseria Lasse Hallström, w głównej pozahinduskiej roli świetna Helen Mirren. Oczywiście same banały, ale bez pretensji do czego innego, a niezwykle sympatyczne.


Pożyczyłem zaś dość grube kalibry: Księgi Prospera (Greenaway), Ścieżki chwały (Kubrick), Śmieć (Daldry). Dam znać.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 10 lipca 2025 15:56:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
O Ścieżkach chwały pisałem w wątku kubrickowym.
Wątku greenawayowego nie ma, a Księgi Prospera muszę sobie na razie przetrawić, pierwsze wrażenia bardzo pozytywne.

No i ten Śmieć. Stephen Daldry to reżyser filmów dla mnie bardzo ważnych i takich, po których długo długo rozmawiałem ze współoglądaczami: Billy Elliot, Godziny, Lektor. Z drugiej strony wiedziałem, że tutaj z definicji jest mniejszy kaliber, a z drugiej strony przedsięwzięcie nietypowe, bo Dladry kręcił to w całości w Brazylii - w sumie zupełnie nie wiedziałem, czego się spodziewać. Trzej chłopcy z faweli Rio de Janeiro (grani przez totalnych amatorów) znaleźli na wysypisku śmieci coś bardzo ważnego dla wpływowego skorumpowanego polityka i postanawiają zgłębić tajemnicę, przy okazji konfrontując się z brutalnością policji. Hmm. Mój problem z tym filmem jest taki, że nie wiem, co to właściwie miało być. Rozstrzał pomiędzy raczej ponurą społeczną fabułą z brazylijskich slumsów a baśniową historią o uzdrawianiu świata, gdzie momentami nawet skręcamy w kierunku feel-good movie, mi jednak wydaje się nie zdawać egzaminu. Oczywiście nie jest to ani żadne Miasto Boga, ale jednak ta gangsterska policja jest pokazana nie-dla-dzieci i wiele obrazów jest raczej brr. Z drugiej strony nie jest to też familijność kalibru Podróży na sto stóp, o której pisałem wyżej, już bardziej Uwolnić orkę, jeżeli już ;-) Ale i tak miałem tam ciągły dysonans. Na dodatek film zrealizowany jest dość teledyskowo, bardzo dynamiczny montaż, czasem przeskakujące płaszczyzny czasowo-miejscowe, niby kompetentnie to zrobione, nie ma się do czego przyczepić, ale jednak wydało mi się bez pazura. Ogólnie film dobry lub niezły i nie żałuję seansu, pokazuje jakiś zupełnie inny moment w karierze swojego twórcy.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 10 lipca 2025 17:02:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:53:29
Posty: 15126
Skąd: wieś
Ja ostatnio miałem dość Netfilxowego standardu i wróciliśmy do bardziej klasycznych reżyserów.

Zabawa, zabawa - mocne, dobre. *****

Liczba doskonała, Zanussiego. Jako to Zanussi, warsztat doskonały, treść też dobra... ****

_________________
Youtube


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 10 lipca 2025 20:19:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 16:29:27
Posty: 8099
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
We wtorek po - lekko licząc - 34 latach: Wybór Zofii. Mocna rzecz.

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

Wszystkie prawdziwe ścieżki prowadzą przez Góry.

Zawsze mieć dojrzałe jagody do jedzenia i słoneczne miejsce pod sosną, żeby usiąść.


My gender pronoun is "His Majesty / Your Majesty".


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 25 sierpnia 2025 10:25:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Ptaszki, sieroty i głupcy, reż. Juraj Jakubisko (1969)

W końcu udało mi się skorzystać z przeglądu filmów czechosłowackich w Kinotece i poszedłem na jeden z najbardziej szalonych filmów, jakie widziałem. Piszą, że "hipisowski", zgoda, no bo i czas powstania filmu się zgadza, i bohaterowie żyjący w swoistej komunie... ale jaka to jest ultrabarokowa komuna :!: Dla mnie to jest przede wszystkim film "fellinistyczny", bo u żadnego chyba innego twórcy nie widziałem inscenizacji tak bezwstydnie bogatej a jednocześnie rozbieganej, fruwającej (nomen omen, tam wszędzie te ptaszki nie wiadomo po co!), tysiąc planów a w każdym coś się dzieje. Owszem, z punktu widzenia współczesnego widza dość ciężkie jest patrzenie na zwierzęta, które miejscami potraktowane są jak element scenografii, z którym można zrobić wszystko (jeżyk chodzący z palącymi się świeczkami w kolcach... oj) - ten sam problem miałem u Paradżanowa, który rzucał kurami, bo świetnie wtedy wyglądały. Niewątpliwie świetnie, ale dziś by to nie przeszło i chwała Bogu. Tym niemniej wiem, jakie wtedy było podejście i traktuję to jako znak czasów (i tak to wszystko nic w porównaniu do bawoła w Czasie apokalipsy, a i przepiórek do Uczty Babette zaszlachtowano podobno co niemiara). Film robi jednak wrażenie estetyczne na mnóstwo różnych sposobów i jest się czym delektować.
Treściowo też jest to mocne: pierwsza, o wiele dłuższa część filmu, to szaleństwo, błazenada (w tytule zdecydowanie powinno być Ptaszki, sieroty i BŁAZNY, zresztą tak jest w oryginale), hipisostwo i totalny brak zasad, również artystycznych. Nigdy nie wiadomo, co właściwie jest naprawdę, co jest wyobrażeniem, wariacją (wariacja jest tam wszechobecna). Montażowo rozegrane po mistrzowsku. Druga część, krótka, ale nadzwyczaj wyrazista, idzie nieoczekiwanie w kierunku szekspirowskiej tragedii zazdrości i jest to pewien szok.

Podobno można film potraktować również jako alegorię polityczną: że wolność Praskiej Wiosny vs. nagła interwencja i posypanie się wszystkiego. Na pewno tak, rok 1969 wskazuje na to jasno, zapółkowanie filmu w Czechosłowacji również. Ale ta polityczna interpretacja nie wydaje mi się pasować do surrealistycznego, wręcz abstrakcyjnego klimatu filmu, więc niespecjalnie mnie interesuje.

Last but not least, częścią intrygującego trójkąta miłosnego sportretowanego w filmie jest Magda Vášáryová, którą drugi raz w krótkim czasie widzę na ekranie. Zaczyna swoją rolę jako umorusany stwór, o którym trudno powiedzieć, czy jest chłopakiem czy dziewczyną, aż stopniowo przekształca się w tę piękną damę, która w kikanaście lat późniejszych Postrzyżynach będzie jedną z najpiękniejszych kobiet, jakie widziałem na ekranie.

Super seans, choć jakże dziwny.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 05 września 2025 10:58:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 18425
Skąd: Poznań
A ja podczas urlopu:

- "Drugie życie pana Alaina": nieco kontrowersyjne, bo czy można śmiać się z wpadek człowieka po udarze mózgu? Ale ta jazda po bandzie jest kontrolowana, a z czasem przeradza się we wzruszający finał.
- "Gambit. Jak ograć króla": po kilku latach ponownie, nadal bawi choć jakieś arcydzieło to nie jest
-"Poznajmy się jeszcze raz - La belle époque": crossover s-fi, komedii romantycznej i społecznej groteski. Silne skojarzenia z "Truman show". Duży budżet, wiele rozbuchanych scen. W sumie całkiem dobrze się broni.

_________________
hajfi super star super hit diskdżokej szczerzy kły znad konsolety


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 05 września 2025 13:52:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:53:29
Posty: 15126
Skąd: wieś
Boska Florence ****
Obejrzeliśmy przez przypadek. Bardzo mi się podobało. Ciekawa metafora kiczowatych filmów/seriali, które lubimy dlatego że lubimy. No i trochę relacyjnych rzeczy dla ludzi w średnim wieku. Zaskakujące, że oparte na faktach, chociaż ciekawe, jak dalekiej transpozycji one uległy

_________________
Youtube


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 17 września 2025 15:10:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 18:49:54
Posty: 2371
Skąd: Warszawa
Pod starym dębem (2023) reż. Ken Loach - **1/2

Reżyser za ten film otrzymał dwie nagrody w 2023 - w Cannes - "Nagrodę Jury Ekumenicznego", oraz w Locarno "Nagrodę Publiczności".
Loach w swoim stylu podejmuje ważny społecznie temat - tym razem jest to przyjęcie uchodźców z Syrii przez społeczność małego angielskiego miasteczka, które załamało się po zamknięciu kopalni przez rząd Thacher. W mieszkańcach jeszcze nie zagoiły się rany ze strajków, pamiętają czyj ojciec był łamistrajkiem, spotykają się w pubie "Pod starym dębem", który najlepsze lata ma już dawno za sobą. Stali bywalcy oddają się codziennemu rytuałowi picia piwa i rozmowy na tematy bieżące, narzekaniu na coraz gorszą sytuację. Głównym bohaterem jest właściciel pubu TJ Balantine, samotny, opuszczony przez najbliższych mężczyzna przed 60, który po robocie angażuje się w akcję charytatywne pobliskiego kościoła (pomimo deklarowania braku wiary).

Mieszkańców aktywizuje przyjazd Syryjczyków. Reżyser pokazuje spektrum postaw jakie lokalsi przyjmują wobec gości/obcych. Na pierwszym planie umieszcza TJ-a i Yarę - młodą dziewczynę, mówiącą po angielsku i spełniającą rolę tłumaczki i załatwiaczki dla przyjezdnych. Niestety, o ile TJ jest ciekawym bohaterem, bardzo dobrze zagranym przez Dave-a Turnera, o tyle Yara jest już postacią plakatową, ideą. Zderzenie kulturowe ludzi niemających nic i uciekających przed wojna z ludźmi niemającymi prawie nic poza swoimi domami i bezpieczną, ale na niskim poziomie, egzystencją jest pokazane w filmie w sposób tabloidowy - tak jakby twórca wierząc w słuszność tego co robi, postanowił pójść na łatwiznę i zamiast socjologicznego spojrzenia, zrobił ze swojego filmu wyciskacz łez. Trudno mi to wybaczyć, ponieważ dość uważnie śledzę karierę Loacha i do tej pory nie widziałem tak prostego przedstawienia skomplikowanych losów jego bohaterów. Niemniej uważam, że film warto zobaczyć.

_________________
"Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy krok do przodu!"


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 7814 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 516, 517, 518, 519, 520, 521  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group