Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pt, 17 kwietnia 2026 10:59:13

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 191 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 9, 10, 11, 12, 13  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: pn, 06 maja 2024 21:18:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 23797
No mniej więcej tak to sobie wyobrażałem w sumie.

_________________
Mężczyzna pracujący tam powiedział:

- Z pańskim forum jest wszystko w porządku.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 23 listopada 2024 14:09:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 23797
phpBB [video]

_________________
Mężczyzna pracujący tam powiedział:

- Z pańskim forum jest wszystko w porządku.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 24 listopada 2024 17:27:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 23797
De Press


Norwegia, 1981 - Block to block *****

Bardzo mocny debiut. Zimna i nowa fala, post-punk, gitarowe ska (ale ska niewesołe!), elementy góralskie. Każdy numer albo jest przebojem (Kalhoz, Kic mi Russia, Bo jo cie kochom, Moniuments), albo niby przebojem nie będąc i tak wkręca się w głowę tak mocno, że przy drugim czy trzecim słuchaniu wydaje się, że zna się to od zawsze (Dobl Steyshen, Kejk) – a więc wręcz archetypowe dźwięki. Wszystko bardzo mocno naznaczone rysem indywidualnym przez głos Dziubka, ale też tę wielojęzykowość – angielski, polski, norweski, rosyjski, a wszystko z niepowtarzalnym, górskim nalotem. To samo miesza się też w warstwie tekstowej – zimny, totalitarny i industrialny obraz, w którym wschód spotyka północ Europy. Odbija się to w awangardowej pisowni tytułów. Trochę „polskiej”, trochę fonetycznej. A, ciekawostka, w kończącym płytę „Conveyor Belt” pojawia się na chwile trochę tylko zmieniony motyw z „Bo jo cie kochom”, ale to nie jest zbyt wesoły numer, choć niby ma wesołkowaty refren.
Jeśli coś miałoby mnie na tej płycie nie przekonywać, to „Velvet walz”, smutny instrumentalny żart. Myślałem, że może to było zakończenie strony A winyla, wtedy miałoby to większy sens, ale nie, po nim była na stronie jeszcze jedna piosenka, „Peyshens”. To ja nie wiem. Poza tym jednak to chyba najlepsza, najpełniejsza i najbardziej spójna propozycja zespołu. Ta spójność jest o tyle ważna, że potem, zwłaszcza we wcieleniu polskim, był z nią według mnie pewien problem.

Norwegia, 1981 - Lars Hertervig (SP) **** (sam utwór tytułowy ******)
Singlami nie planuję się zajmować, ale z tym jednym wyjątkiem. Dwa proste, rock’n’rollowe i bardzo jak na De Press wesołe kawałki, „Fiskepudding” i „Chicken” są w porządku, ale dla mnie stanowią tło do utworu tytułowego. Patetyczny, monumentalny, przeszywający – no dla mnie najlepsza rzecz z pierwszego okresu działalności zespołu. Lars Hertervig był norweskim malarzem, którego skaliste, surowe pejzaże musiały bardzo do Dziubka i jego tęsknot góralskich trafiać.

Norwegia, 1982 - Product ****1/2
Kontynuacja debiutu, muzycznie bardzo podobne, ale z jakby lekko wygładzonym (a może tylko rozmytym) brzmieniem. Na pierwszej płycie krawędzie dźwięków są kanciaste, a same dźwięki szorstkie, tu natomiast mamy wszystko trochę bardziej rozmyte, przestrzenne, pogłosowe. Symbolem tej zmiany może być odejście od dadaistyczno-futurystycznego zapisu tytułów, tym razem mamy tu już klasyczny angielski. Z poszczególnych piosenek najbardziej w uszy rzuciły mi się otwierający płytę „Fatal day”, powolny „Crowded room”, wpadający wręcz w proto-techno, może też dance punk, „Signals” (trochę sobie potem pożyczą tę muzykę na płycie „Myśmy rebelianci”). I też od „Signals” płyta się trochę rozkręca, nabiera ciężaru gatunkowego i melodii. Kolejne kawałki są bardziej w stylu debiutu. Apogeum płyty wydaje mi się wchodzące w głębszy patos i ciekawie płynące „Heaven”, po którym dostajemy jeszcze wolniejsze „Total corruption”, którego echa słychać w wielu polskich kawałkach nowej fali. Wreszcie koniec, jedyny na tej płycie polskojęzyczny utwór - „Świnty spokój”, napisany do wiersza Norwida, z którym zespołowi potem będzie wiele razy po drodze. I jeszcze jedna rzecz: ciekawe, że „Passages”, choć niby nie jest góralskim folkiem, jest zapowiedzią tego, co z muzyką De Press stanie się 10 i więcej lat później.

Norwegia, 1983 – On the other side ****
Koncertówka, zamykająca pierwszy rozdział historii zespołu. Najważniejsze rzeczy z pierwszych dwóch płyt, „Lars Hertervig” i kilka wcześniej nieopublikowanych utworów. Tylko trzynaście kawałków, ale można potraktować to jako dobre koncertowe podsumowanie nowofalowego okresu w twórczości zespołu.

Norwegia, 1991 – The Balshov Trio *** albo ****
Płyta, która jest powrotem zespołu na scenę norweską. Równocześnie w dużym stopniu repertuarowo pokrywa się z płytą „3 potocki” i to są w większości te same wersje utworów. To, co się powtarza, omówię więc przy okazji płyty polskiej. Poza repertuarem z „3 potocki” (choć akurat ta jedna piosenka różni się trochę od nagrania z polskiego debiutu, z którego zniknął kawałek tekstu) jest jednak jeszcze kilka utworów angielskojęzycznych, które ukazały się tylko w Norwegii. „Bridge of love” mógłby grać The Cult (i choć lubię ten zespół, tu akurat nie jest to pochwała), co gorsza o kolejnych numerach po angielsku mógłbym napisać to samo. To właściwie pop-rock, nawet jeśli gitary udają ostre. Sytuację zmienia trochę „Rabina”, wycieczka w stronę rosyjskiego folku, przy czym to też jest muzyka miła dla ucha, nie słychać tu za bardzo starego De Press, choć oczywiście pozostał z niego niepowtarzalny wokal. Potem dwa kawałki z „Potocków”, „Frajerecka” i „Lelija”, „Love effect”, który może chciałby gonić stare De Press, ale znów wykłada się miejscami na rockowej mieliźnie, a na koniec „My wygnani”. To ciekawostka, jedyny numer po polsku, którego jednak nie ma na polskim odpowiedniku „The Balshov Trio”. To znów Norwid i utwór, który będzie jeszcze powracać, choć w innych wersjach, na kolejnych płytach. I znów – dla mnie trochę za bardzo rockowo. Gdybym był norweskim fanem, to by mnie ta płyta chyba rozczarowała. Ba, jako polskiego fana rozczarowuje mnie również, zwłaszcza, ze to, co na niej najlepsze znam już innej płyty…

Polska, 1991 - 3 Potocki *****
Pierwsza polska płyta. Myślę, że jedyna w swoim rodzaju i wyjątkowa w dyskografii zespołu. Choć nagrana równolegle z „The Balshov Trio” wygrywa z nią o kilka długości dzięki dopingowi w postaci tych kilku utworów z pierwszego, norweskiego etapu, tu nagranych na nowo, z dużym gatunkiem emocji. „Bo jo cię kochom”, „Kis me Russia”, otwierający płytę „Ostavind” (którym rozpoczynał się również koncert z „On the other side”), a do tego rzeczy świeże, oparte w dużo większym stopniu na motywach góralskich. Czasem mamy tu w tekstach sporo mroku (tytułowy, „Zmora”), czasem też ten mrok dość nieoczekiwanie przenika do muzyki („Frajerecka”, która choć to erotyk, budziła we mnie niepokój zgoła nieerotyczny), a z drugiej strony góralszczyznę radosną i przebojową („Serce”) czy wprost religijną („Świnty Ojce”). Do tego trochę hałasu, sporo patosu („Men at work”) i humorystyczna końcówka w postaci „East block to step”, który, choć nie jest podobnie sklejonym kolażem, jakoś kojarzy mi się z „45-89” Kultu. Może to po prostu duch epoki.
Przyznam, że nie umiem tej płyty ocenić w pełni obiektywnie, być może dlatego, że był to dla mnie pierwszy kontakt z De Press. Być może poznając płyty chronologicznie, miałbym podobny problem, co z norweską siostrą tej płyty – w nowych piosenkach nie ma tak dużo z ducha starego De Press, a utwory nagrane na nowo też brzmią inaczej, choć wciąż porywająco.

Norwegia, 1993 – Vodka Party **
No nie wiem. Pasuje to do De Press, z drugiej strony to chyba trochę skok na kasę fanów i efekt chwilowej mody. Większość materiału z tej płyty to klasyczne rosyjskie i sowieckie melodie (Oczi cziorne, Podmoskownyje wieczory), wykonane po rosyjsku, często bez przesadnych eksperymentów, zaśpiewane częściowo przez wokalistkę imieniem Nadieżda. W środku płyty schowany jest jeden numer po polsku, który mógłby być klasycznym kawałkiem późnego, rockowego De Press, a czym jest faktycznie, pojęcia nie mam, jest tylko napisane, że Andrzej Dziubek jest autorem polskiej wersji tekstu. Poza tym numerem na plus wyróżnia się jeszcze „Polusjko”, smutny i kojarzący się jakoś z pierwszymi płytami kapeli utwór.

Polska, 1994 – Groj skrzypko graj **1/2
Pamiętam, że tak, jak „3 potocki” pokochałem, tak ta płyta mnie rozczarowała. Gdy wyszła, podobał mi się na niej tylko numer, „Krywaniu”, choć wtedy nie miałem jeszcze pojęcia, że to jeden z niewielu momentów gdy nowe, polskie De Press jakoś tam styka się z tym starym, norweskim. Powiedzmy, że kasetę przewijałem sobie jeszcze na wcześniejszy „Kwiotek”, też w sumie bliski starszym rzeczom Dziubka, z racji wycinającej ska gitary. I po latach mam z ta płytą ten sam problem, choć dziś lepiej mogę go zdiagnozować. Po pierwsze, „3 potocki” były płytą ponadgatunkową i bardzo fajnie zrealizowaną. „Groj…” jest w porównaniu z nią uboższe i muzycznie, i brzmieniowo. Ot, zespół postanowił trzymać się tego, co się sprawdza, przy czym ludzie się bawią i za co chętnie płacą. Z nowej fali De Press przeszło więc w rockową, czasem punkową i energetyczną, ale jednak cepelię. Czasem, gdy dochodziło do fragmentów bardziej religijnych, nawet bardzo jest to oczywiście szczere i przejmujące („Frasobliwy”), bardzo wchodzący w głowę i też mający w sobie dużo starego De Press, , reszta natomiast mnie niezbyt przekonuje. Wszystko tu oczywiście siedzi, zapewne na koncertach mogło też brzmieć bardzo czadowo, tyle, że to chyba najmniej dla mnie z bogatej oferty De Press. Przebojem z tej płyty były bardzo taneczne i w sumie prekursorskie „Cyrwone gorole”, z których początek wzięła chyba cała późniejsza taneczna, nowoczesna scena góralska. Aha, niestety na koniec mamy jeszcze jakieś country, i to już trochę za dużo dla mnie.

Polska, 1996 – Potargano chałpa ****
Danie główne pozostało to samo, jednak pamiętam, że po kilku latach zespół odzyskał tą płytą moje zaufanie. Stało się tak dlatego, że mimo wszystko jest tu momentami ciężej, a czasem też szybciej. O ile na „Groj” mieliśmy do czynienia głównie z fol-rockiem, tu jednak bardziej jest to folk-punk, czasem bardzo energiczny/energetyczny („Nie zabijaj koguta”, „Potargano chałpa”, „Gorzołka”, „Janicek”, bliski już konwencji, w której sprawnie w swoim czasie poruszały się Piersi) Do tego czasem udaje się pożenić góralszczyzne z klasycznym, post-punkowym De Press („O-ju-jo”, „Króliczek”, „Zielna”). Do tego znów poruszające momenty religijnego uniesienia w „Matce jaworzyńskiej”, jakieś eksperymenty z udawanym elektronicznym brzmieniem („Haluś”). Tej mniej dla mnie fajnej góralszczyzny, jakby z poprzedniej płyty, trochę się przedostało w ostatniej części płyty. Na szczęście koniec jest znów bardzo mocny. „Drzewko” i otwierający płytę nowofalowy „Poeta” tworzą dla mnie bardzo zgrabną klamrę i muzycznie, i w warstwie tekstowej, w której mamy jakąś smutną religijność. Wiedziałem, ze było ok, ale to nawet lepsza płyta, niż ją zapamiętałem.

Polska, 1998 – Dwie tęsknoty **** (ale to składanka)
Dość długo to trwało, nim wydawca De Press wraz z zespołem uznali, że pora wypełnić kolejne białe plamy z historii kapeli. „Dwie tęsknoty” to nagrane na nowo kawałki, w większości wzięte z pierwszego norweskiego okresu aktywności De Press. Odegrane raczej wiernie, choć brzmiące nowocześniej, pełniej, na pewno lepiej zagrane, zaśpiewane i zaśpiewane. Jak zawsze można uznać, że coś za coś – coś się w takich sytuacjach zyskuje, coś (wiadomo – pierwotną spontaniczność, jakąś część dawnych emocji) traci. Ale nie ma co narzekać, to są przyzwoite, wciąż poruszające wersje starych numerów – trochę, jak wcześniej było ze starymi rzeczami powtórzonymi na „3 potockach”. „Kalhoz”, który promował płytę w radiu, doczekał się drobnej aktualizacji w postaci dodatkowej zwrotki. I tak kultowe „Rabotajem w kalhozie”, spuentowało „Niet raboty w kalhozie”… Ogólnie trzeba przyznać, że wybór kawałków jest bardzo sensowny i tylko zamieniłbym „East block to step”, grany tu zresztą inaczej, niż na „potockach”, na mojego ulubionego „Herterviga”. Choć może tak jest lepiej. Poza utworami DE Press jest tu też jeden utwór z repertuaru Holy Toy, „Lada nada: i w sumie w tym przypadku wersja z „Dwóch tęsknot” wchodzi mi lepiej. Jest tu wreszcie utwór tytułowy, znów z półki „góralski rock”, ale na tyle przyjemny, że nawet mi go puszczali na weselu. Gorzej z „Orawski chlebie”, bo tu już trochę tego dobra z gór dla mnie za dużo.

Polska, 2000 – Śleboda *1/2
Nie lubię tej płyty i już. Poza bardziej energetycznym i punkowym kawałkiem „Brzozy”, schowanym gdzieś na końcu płyty, nie ma tu dla mnie zupełnie nic. A co jest? Jest wezwanie, by Polska była katolicka (wiadomo, ale nawet to mnie do muzyki nie przekona), mnóstwo muzyki góralskiej, a jakoś mało rocka, o punku czy nowej fali nie mówiąc, jedno jakby psychobilly („Zbójnicki”), no i tyle, nie przekonam się chyba nigdy. No może mógłbym się zastanowić nad przyjęciem do wiadomości wieńczącego płytę „Co mnie tak dzierży przy Tobie”, ale już przy refrenie mija mi na to ochota.

Polska, 2001 – Russian Party *1/2
„Śleboda” tak mnie do De Press zniechęciła, że nawet nie wiedziałem wiele lat o ukazaniu się tej płyty. To powtórzenie pomysłu, a częściowo też repertuaru z płyty „Vodka party”. I powiem wam, że dla mnie jest chyba nawet gorzej, niż za pierwszym razem.

Polska, 2002 – Cy bocycie świnty Ojce (EP) składanka – b/o
Tym razem to po prostu zbiór kilku religijnych numerów, zebranych z polskich płyt i wydanych na singlu z okazji ostatniej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Dobre numery, ale w tych samych wersjach, więc po prostu mini-składanka tematyczna i okolicznościowa.

Norwegia, 2006 – Rekyl ***
Pierwsza od 15 lat płyta wydana w Norwegii. Piosenki jakby znajome. I nie chodzi tu nawet o „Pust wsiegda…”, czyli sowiecki klasyk. Niektóre z motywów z tej płyty potem posłużyły przy składaniu kompozycji na płytę z wierszami Norwida. Inne przewijały się przez równolegle wydawane płyty polskie. Mimo tego jest to materiał dość spójny, a myślę, że też bliższy temu, co Norwedzy mogli zapamiętać jako muzykę De Press sprzed lat, niż na poprzedniej norweskiej płycie. Z rzeczy niepowtarzalnych zwraca uwagę punkowe „Model America”. Nowością jest pojawienie się w Dziubkowym uniwersum lingwistycznym języka czeskiego („Janik”, zresztą też kolejny fajny numer, znowu jakby niewesołe ska). Z ciekawostek, pojawia się tu tekst „Elektryczny baca”, ale piosenka pod tym tytułem ma inną, mniej fajną muzykę, niż jej polski odpowiednik, który pojawi się za kilka lat. I chyba to jest charakterystyczne dla tej płyty, ma swoje dobre momenty (poza już wymienionym przede wszystkim dwa norweskojęzyczne kawałki, które potem zostaną przypisane do Norwida, „Lenglsa Bydge Katedralar” i „Til Dei Fredaele”), ale jako całość jest poprawna. Dobre wrażenie zostaje po niej dzięki wieńczącemu dzieło kawałkowi tytułowemu, gdzie znów mamy patos wyśpiewany po norwesku – a to sprawdza się u Dziubka zawsze.

Polska, 2008 – Żre nas konsumpcja ***1/4
Ostatnia płyta De Press, która zamieszała w mainstreamie, zapewne dlatego, że zaraz potem Andrzej Dziubek określił się politycznie bardzo mocno i nie po tej stronie, po której wolno się w Polsce artystom bez konsekwencji angażować. Nie uprzedzajmy jednak faktów. „Żre nas konsumpcja” to płyta mocno niespójna, mamy tu zarówno pierwsze sygnały nadchodzącej nowej rebelii artysty (utwór tytułowy), jak i folkowo-punkowe potupajki („Pod kolibom”). Czasami jest przebojowo trochę na granicy kiczu/komercji („Zosia Paniusia”), co ja dzięki gitarowemu charakterowi całości wybaczę, ale nie wiem, czy każdy wybaczy. Wraca „Elektryczny baca”, tym razem w porządnej, punkowej wersji w stylu młócek z „Potarganej chałpy”, punkowy, choć specyficznie, jest też „Juhas”, w którym Dziubkowi towarzyszy ładna (co pamiętam z Opola, warto znaleźć ten występ, by docenić rebeliancki potencjał tego radiowego hitu), lecz trochę irytująca wokalistka, wreszcie chyba moje ulubione z tej płyty, groźne „Kto pije”. Pod koniec płyty jeszcze „Tako jako” wpada w tę szufladę. Wyróżnia się jeszcze ciężka wersja „Idzie dysc”, którym pewnie każdego katowano w szkole – choć liczyłem tu na więcej czadu. Jest wspomniany już, w sumie dość dziwny utwór tytułowy, zarazem przebojowy i niemedialny. Jest kolejny utwór z nurtu religijnego, „Matko Bolesno”. Ale pomiędzy tym wszystkim jest sporo kawałków, których mogłoby nie być. I gdy o tej płycie myślę, to wydaje mi się, że bardzo ją lubię, ale potem, gdy już ją włączę, to jednak sporo kawałków przebijam. Na tej płycie kończy się według mnie polski, folk-punkowy okres twórczości zespołu.

Polska, 2008 – Kolędy ***
Wydawałoby się, że to płyta do pominięcia. Ot, taka, żeby sobie faktycznie poleciała w Boże Narodzenie, nie za głośno, z drugiego pokoju, gdy rodzina już przy stole. Sztuka użytkowa. Ale i tu dzieją się ciekawe rzeczy. Pierwsze trzy kolędy zagrane są dość zachowawczo, po góralsku, ale już „Nam się dziś stała wielka nowina”, to całkiem konkretny łomot. Potem znowu kolędowa tradycja niczym z telewizora, ale… „Przybieżeli do Betlejem” to już punkowa młócka. I potem jest tak bardziej na przemian: tradycja/łupanka, z przerwą na „Wigilię” Norwida. Tak więc ta płyta ma swoje uzasadnienie artystyczne, nie tylko użytkowe. Co ciekawe, wikipedia o niej nie wie.

Polska, 2009 – Myśmy rebelianci ****
Tą płytą De Press skazał się na los kapeli częściowo przynajmniej wyklętej, co przypieczętował na dobre kilkanaście lat później (o czym za chwilę). Równocześnie znalazł sobie nową, patriotyczną niszę, korespondująca z antykomunizmem i prawicowymi, konserwatywnymi poglądami Andrzeja Dziubka. „Myśmy rebelianci” to płyta wydana przez IPN, poświęcona żołnierzom wyklętym, z których twórczości wzięła się cała (poza pochodzącą z czasów Powstania Warszawskiego „Czerwonej zarazy”) warstwa tekstowa płyty. Muzycznie jest trochę inaczej. Ciężej, czasem też szybciej, czasem w klimacie martial folku, czasem po prostu punkowo czy post-punkowo. I, po latach przerwy, znów surowo, choć to surowość polskich lasów i katowni, nie norweskich skał i wybrzeży. Płyta trafiła w początek subkulturowego, oddolnego zainteresowania tematem, tej wielkiej mocy, która wezbrała, by trochę podupaść (co nie do końca w sumie paradoksalne) w czasie rządów prawicy – gdy straciła trochę swój buntowniczy również wobec współczesności wymiar. Tak czy inaczej płyta cieszyła się dużym zainteresowaniem, a utwór tytułowy stał się całkiem sporym przebojem. Niestety materiał nie istnieje w streamingach, ale na YT oficjalna wersja teledysku dorobiła się prawie 800 tysięcy odsłon, a oprócz niej jest jeszcze wiele innych wrzut, niektóre też po kilkadziesiąt tysięcy odsłon. Napisałbym, że nie znalazło się tu za bardzo miejsce na góralszczyznę, ale przecież to nieprawda – bo do piosenki o Kurasiu „Ogniu” aż się prosi. Ale nawet tu jest ostrzej, niż na wcześniejszych płytach. Płyta promowana była koncertem, który z kolei ukazał się na DVD, było też widowisko telewizyjne (fun fact: zapowiadający, chyba Artur Orzech, pomylił się w konferansjerce i była ona nagrana jeszcze raz, po koncercie). Poza utworem tytułowym, jeszcze kilka innych można uznać za przeboje – choć to słowo nie całkiem tu gra. „Wiernie iść”, „Marsz oddziału Zapory”, „Patrol” (w którym pogrywa motyw z „Signals” z „Product”), „Bij bolszewika”, „Wilki” – w sumie każdy z płyty.

Suplikacja, Pieśń konfederatów barskich (Bez wydania)
W 2010 roku De Press nagrał „Suplikację”, która ukazała się jako ścieżka dźwiękowa i promocyjny teledysk filmu dokumentalnego „Mgła”. Porywająca i bardzo mocna muzycznie. Z kolei w 2010 do jego kontynuacji, filmu „Pogarda” w tej samej konwencji De Press nagrało „Pieśń konfederatów barskich”. Obie na *****

Polska, 2010 – Norwid *****-
Wydaje mi się, że przy pierwszym przesłuchaniu byłem trochę zawiedziony, że nie poszli dalej w czad i jeśli chodzi o poziom hałasu, to krok w tył w porównaniu z „Myśmy rebelianci”. Trudno, to i tak jedna z lepszych (zastanawiam się, czy nie najlepsza) płyta De Press w jego polskiej odsłonie. Dziubek z Norwidem się, jeśli można tak powiedzieć, rozumie bardzo dobrze i nieraz dał wcześniej temu wyraz. Tym razem z okazji roku norwidowskiego przyszła kolej na cała płytę. Trochę (ok, jak posłuchałem Holy Toy, to wyszło, że więcej, niż trochę) już było gotowe, jak już wspomniałem, zespół sięgnął po dwa utwory z „Rekyl”, do tego „Święty spokój”, „Wygnani”, „Psalm Wigilii” i „Moja piosnka” były już na innych płytach, choć tu mają nowe, myślę, że lepsze („Wygnani” i „Moja piosnka” tu na pewno są dużo lepsze) wersje. „Do wroga” było grane przez Holy Toy i tu akurat mamy wersje dość zbliżoną. Całość utrzymana jest w konwencji, której najbliżej do debiutu ze wszystkich dotychczasowych polskich płyt De Press, choć oczywiście słychać, że minęło wiele lat. Mamy tu jednak sporo bardzo chłodnej, gitarowej nowej fali, przetykanej punkowymi ścianami dźwięku w średnich jednakże tempach. I to wszystko bardzo pasuje, do tego płyta brzmi spójnie, co zwłaszcza w polskich materiałach nie zawsze się udawało. Trudno mi wskazać mój ulubiony utwór, bardzo cenię sobie rzeczy z początku płyty („Tymczasem”, „Do wroga”), bardzo lubię też spokojne „Po balu”, a przecież rzadko lubię aż tak spokojne rzeczy; wreszcie bardzo podoba mi się to wykonanie „Krzyża i dziecka”, gdzie znów mamy taki DePressowy patos, a do tego bardzo przyjemną gitarę (choć tu skojarzenie idzie w dość dziwną stronę, mianowicie kawałka „Rachela” z pierwszej płyty Wilków). I tylko na sam koniec wrażenie lekko psuje mi drażniąco sztuczna perkusja w „Do spółczesnych”. Ale to drobiazg.

Polska, 2011 – Amen **
Od płyty „Myśmy rebelianci” zaczął się okres płyt nagrywanych „dla sprawy” lub „w sprawie”. „Amen” to druga już płyta, dedykowana Janowi Pawłowi II, będąca płytą-cegiełką dla fundacji „Dzieło nowego tysiąclecia”. To spokojne i bardziej folkowe oblicze zespołu, a więc znów – niekoniecznie moje. Większość kawałków bym docenił, jeśli nie dla muzyki, to dla sprawy zastrzeżeniem, że to kompletnie nie moja wrażliwość i nie moja estetyka. Niestety, „Boogie-woogie dla Ojca Świętego” osiąga poziom krindżu, zbliżony do piosenek Andrzeja Rosiewicza dla jego kolejnych politycznych idoli. Jednak De Press nie byłoby De Pressem, gdyby nie przyłożyli w końcu w którymś momencie i tak, nagle wjeżdża w to wszystko szybkie, punkowe umpa-umpa, całkiem fajny numer „Hej hej Podhale”. Obiecująco zaczyna się też „Spotkanie”, bo mamy tu warstwę folkowych zawodzeń, na które walą się ciężkie gitary. I choć numer najfajniej rozkręca się dopiero pod koniec, jest chyba jednym z ciekawszych momentów tej płyty. Ok, o reszcie nie będę już pisać. To nie był materiał dla mnie, ale pewnie są i tacy, którzy go bardzo docenią, może poza tymi dwiema piosenkami, które doceniłem ja.

Polska, 2014 – Sex spod Tater ***1/2
No, ładny przeskok, tu papież, tu seks po góralsku. Trochę nie wiadomo, o co tu biega. Niby można by uznać tytuł (i kilka kawałków przy okazji) za ironię i kpinę z komercji, może trochę w duchu żartów Kukiza z „Pirackiej płyty” Piersi, tyle, że te kawałki znakomicie siedzą w swojej roli i są po prostu dość bezczelnie przebojowe, jak „Radio spod Tater” czy „Podhalanka”. Zresztą, De Press tak przecież już grał. Powiedzmy więc, że jest to miła dla ucha ostatnia jak dotąd próba powrotu do konwencji folkpunkowej. Mam wrażenie, że tytuł jednak na wielu podziałał odstraszająco, ba!, sam się trochę przestraszyłem. Kapela pokazuje, że wciąż może nagrywać płyty bez poważnego przekazu i wielkiej sprawy na sztandarach, a raczej do tańca, choć i różańca czasem też. Ja tę płytę lubię, brzmi fajnie, choć nie jest to może wybitne dzieło sztuki. Najczęściej wracam do numerów „Jare żytko” i „Dwie tęsknoty” – przy czym, nie wiem, o co chodzi, czy to błąd, czy tak po prostu jest, ale to zupełnie inna piosenka, niż „Dwie tęsknoty” z płyty pod tym samym tytułem, szybka, punkowa piosenka o dziewczynie, która wykonuje skazańca spod szubienicy niczym ciotka Jaga zbója Łamignata. Przyjemnie wypada też „Pockoj pockoj”, ubarwiony klawiszami, może więc przez to nawet trochę Straglersowy punk. Co ciekawe, w te wszystkie folkpunki wciska się kawałek „Goodbye image”, który bardziej pasowałby do drugiej, bardziej awangardowej kapeli Dziubka, czyli Holy Toy. Zresztą na tej [płycie pojawia się piosenka „Ciupazecka” grana przez tamten projekt, co ciekawe, inaczej, niż można się spodziewać, to wersja HT jest energetyczna i przebojowa, a ta nagrana przez De Press dość ponura i przygnębiająca, choć co najmniej równie udana. Wraca też „Janik”, ambasador Czech z płyty „Rekyl”, tu jednak numer gna szybciej i z większą mocą. Jak zawsze musimy mieć mocny akcent religijno-tożsamościowy, tym razem będzie to „Na zjazd Orawian”. Nie przekonuje mnie natomiast „Góralu, czy nie żal”, któremu brak mu mocy i brzmi to jak odegranie pracy domowej…

Polska, 2016 – ’56 ***
Koncept album o poznańskim czerwcu ’56, zamówiony i wydany przez Polskie Radio. Teksty z epoki, więc w pewnym sensie formuła bliska płyty o Wyklętych. Muzycznie zresztą też mamy tu raczej mocne punkowe ciosy. Mamy też jednak fragmenty spokojne i właśnie przez ten spokój przeszywające. „Rozstrzelano moje serce w Poznaniu” do słów Iłłakowiczówny, oraz „Roman”, wiersz Wojciecha Byrskiego, pisany z pozycji ojca zabitego Romka Strzałkowskiego, czekającego bezskutecznie na powrót syna do domu. Tu chyba można się poryczeć. Niestety smutno słucha się też numeru „Pasożyty”, jedynego ze współczesnym tekstem. Dziubek odgraża się tu ubekom, że właśnie kończą się ich przywileje emerytalne, a tu cóż, właśnie wróciły. Na szczęście płyta jeszcze jest na Spotify. Na koniec mamy jeszcze kawałek „Nie do zmiażdżenia”, śpiewany najpierw po polsku, a potem po węgiersku. Bardzo przebojowy, ale coś mi w nim zgrzyta. Ogólnie natomiast płyta się broni, choć takiego sukcesu, jak „Myśmy rebelianci” już nie odniosła.

Norwegia, 2019 – Body manifest ****1/2
Tym razem płyta norweska i, moim zdaniem, z płyt norweskich po reaktywacji najlepsza. Dużo tu postpunkowych protest-songów. Dużo motywów góralskich, ale z dawno nie słyszanym patosem. Ogólnie można pomyśleć, że zespół zatoczył koło i wrócił do początku swej drogi, ale z bagażem umiejętności i doświadczeń. Gdy „Pudding procesjon” włączało mi się na Spotify, byłem pewien, ze to piosenka z wczesnych lat 80-tych. Zresztą i pisownia tytułu jest tu pewnym ukłonem w stronę dalekiej przeszłości. Warte wyróżnienia sa jeszcze szybkie, punkowe „Condom nation”, jeszcze szybsze, choć nie za wesołe „Contaminated zone”, po angielsku, ale z Jabłonką w refrenie, „La la”, w którym powtarza się tylko ta jedna sylaba, ale za to do fajnej muzyki, przypominającej trochę wczesne płyty Świetlików. Zresztą cały ten żart jest w stylu Świetlików. W końcu kiedyś wydawali się w jednej krakowskiej firmie. Niestety są też wycieczki w góry w postaci smętnego „Kiedy by nie te” (tu w ogóle mam problem, powracający na wielu płytach: wolałbym, żeby Dziubek do śpiewania tekstów dziewczęcych zatrudniał wokalistkę/wokalistki, tak, jak robił to na płytach z ruskimi przyśpiewkami) i bardziej energetyczne, zbójnickie „Skurcysyny”, zaopatrzone zresztą w animowany teledysk i promujące płytę… w Norwegii. Na koniec siedem minut wolnego, lejącego się „Gift from Stalin”, nie wiem, czy to musiało być tak długie, ale swój klimat – i to klimat bardzo DePressowy – ma.

Polska, 2020 – Pokłon Orawie ?
Płyta, wydana przez Dziubkową gminę, mało kto ją ma, mało kto ją słyszał, ja nie słyszałem. Wygląda na to, że jest to składanka, na której jest kilka rzeczy nowych i kilka starszych na temat Orawy. Pewnie bym jej nie ocenił jakoś bardzo wysoko, ale jak mówię, nie słyszałem

Polska, 2024 – Europa płonie ****
Płyta wyklęta. Nikt nie chciał jej wydać, w końcu wyszła w punkowo-skinowskim Olifancie. Teksty mocno wchodzące w publicystykę i bieżącą („Europa płonie”, „walcie się”, i historyczną („Renesansu dzieło”, „Starty wojenne Polski”), dużo o II wojnie światowej i odpowiedzialności Niemiec, dużo o kondycji dzisiejszej Europy. W wielu momentach powraca temat wojny na Ukrainie, a z drugiej strony jest też opowieść o Ogniu, a więc kontynuacja historii żołnierzy Wyklętych i dwa wiersze Norwida (jeden tylko na winylu). Dla mnie czasem nawet zbyt dosłownie i wprost, ale co tam, nie to, żebym się nie zgadzał z wnioskami autora. Do tego muzyka, która potwierdza kierunek z „Body manifest”, choć nagrana w innym składzie, w większości tylko jako duet z gitarzystą, wspomagający się automatem i samplami. Sporo punka, dużo nowej fali i ska, więc znów, prawie jak Norwegia w 1981. Na koniec płyty w wersji CD dostajemy dwa utwory okołoreligijne: jeden, poświęcony papieżowi Polakowi (o tyle uderzający, ze pisany z pozycji kogoś zupełnie pomijającego fakt, że kult Jana Pawła II w społeczeństwie mocno niestety oberwał), drugi, będący porywającą pieśnią maryjna, muzycznie wyprowadzoną z cytatu z utworu Holy Toy „Armageddon” z płyty „Panzer and rabbits” w stronę poruszającej modlitwy z czasem pandemii koronawirusa w tle.

Przed nami płyta "Góral znad Bałtyku", która dotrze do mnie na dniach, w Norwegii natomiast kilka miesięcy temu wyszedł jakiś nowy, szybki i punkowy singiel, więc i w tamtym wcieleniu coś się dzieje.

_________________
Mężczyzna pracujący tam powiedział:

- Z pańskim forum jest wszystko w porządku.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 24 listopada 2024 17:33:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 23797
Holy Toy

Perfect Day (EP, 1982) ****

Pierwsze wydawnictwo Holy Toy jest zaskakująco skoczne. Dla mnie to taki trochę bardziej elektroniczny, nie związany żadnymi gatunkowymi ograniczeniami De Press. Całkiem miło się tego słucha. Automat, bas i klawisze. I oczywiście wokal Dziubka. Doceniam mrugniecie okiem w tytule: przecież druga (i wtedy ostatnia) studyjna płyta De Press zaczynała się kawałkiem „Fatal day”. Na tej epce znajdziemy dwie znane potem pozycje: „Do wroga” z tekstem z Norwida, potem w dość wiernej wersji granego przez De Press na norwidowskiej płycie i „Dwa portrety”, depresyjna pocztówka dźwiękowa.

Soldier Toy/Lada Vada (EP, 1982) ****
A tu już słyszę to, czego się po Holy Toy spodziewałem. Instrumentarium to samo, ale jest już dużo smutniej. Dalej klimat specyficznego, totalitarnego przygnębienia. Trochę dysonansów, nawet mikrosłuchowisko, schowane w pierwszym kawałku. Drugi kawałek na tym singlu jest wesoły, ale na specyficzny, irytujący sposób – to grane potem również przez De Press „Lada Vada”. Coś z tego kawałka przeniknęło mam wrażenie do muzyki Kultu, wielokrotnie na przestrzeni lat, a nie wiem, czy i „Wiesz rozumiesz” Apteki czegoś z tego klimatu nie wzięło.

Warszawa (LP, 1982 wydanie na CD 1989) ****
To jest na swój sposób niesamowite: Dziubek w Norwegii nagrał płytę, która chyba bardziej, niż cokolwiek, co powstało wówczas w Polsce, oddaje atmosferę stanu wojennego. Mamy tu utwory znane już z singli, do których dochodzi porcja nowych ponadczasowych strzałów: „Marmur”, „Wojtek”, oba ultra depresyjne, przy czym jeden opisujący obraz ogólny, zmilitaryzowany, zimny i bezduszny; drugi dramat indywidualny, śmierć uznanego za chorego psychicznie kolegi. Oba też na swój sposób filmowe, jeden jednolity, drugi wręcz przeciwnie, pełen kontrastowych obrazów i skojarzeń.

Panzer and Rabbits (LP, 1984 wydane na CD 1990) ***
Robi się bardziej awangardowo, muzyka staje się chyba jeszcze bardziej oszczędna, choć pojawiają się śladowo instrumenty inne niż bas i klawisze, słychać gitarę i (chyba) waltornię. Są zapadające w pamięć okruchy melodii (przede wszystkim we „Fresh news – Larve” i „Captain Bom Bom”, szkoda, ze tak krótkim), na ogół jednak są to raczej proste komunikaty. Charakterystycznym momentem jest specyficzny manifest w „Last ledder”, uwagę zwraca tez „Telegram 1”, odegrany po kilku latach przez Dezertera na płycie „Wszyscy przeciwko wszystkim”. Mamy też Norwida („many of them” to znany wiersz o wojskach i generałach).

Czemu Nie W Chórze?/Why Not in Choir? (LP, 1985) ***1/2
Tu już awangarda na pełnej. Robi się ciężko, transowo, industrialnie, trudno właściwie wyłowić z tej całości jakieś konkretne melodie czy piosenki – to najtrudniejsza z dotychczasowych produkcji. Przytłaczającą muzykę dodatkowo dociążają jeszcze bardzo nieprzyjemne sample pochodzenia zwierzęcego, głównie odgłosy świń. Czyżbyśmy trafili do rzeźni? I tylko na koniec, jako chwila oddechu, tytułowy wiersz Norwida.

Pakt of Fact (LP, 1987) ***1/2
Choć nadal trudno mówić tu o piosenkach, to jednak ta płyta jest trochę łatwiejsza w odbiorze. Jest mało melodyjna, zgrzytliwa, męcząca – ale jednak daje słuchaczowi trochę więcej szans, niż „Czemu nie w chórze”. W powodzi dziwnych klawiszowych dysonansów i męczących, nieludzkich rytmów automatu perkusyjnego, można łapać się przynajmniej wokali. A chwilami wraca klimat z pierwszych płyt, jak choćby w zwrotkach „Last dinner” (wbrew pozorom po polsku)

Dummy Cruise Missile Wanted for Artistic Purposes. Phone 47 2 20 64 89 (LP, 1989) **1/2
Nagły zwrot akcji. Trochę góralszczyzny, dużo Norwida a jeszcze więcej rapu. Rapu, który dziś się nie broni, ponieważ podkłady brzmią archaicznie. Głos dziubka też słabo do rapu pasuje i myślę, że te niewielkie dawki, jakie potem przeniknęły do De Press to była optymalna proporcja – a tu za dużo. Nie wiem, czy była to gra ze słuchaczem, czy też było to motywowane komercyjnie – ale nie wygląda to niestety najlepiej. Na plus pierwsze chyba podejście do norwidowskich „Syberii”, tyle, że to akurat miniaturka, niecałe dwie minuty.

Yes and No (LP, 1989) b/o
Jedyna płyta, której nigdzie nie ma, więc oceny też nie ma. Prawdopodobnie podobna do poprzedniej.

Psychic Overdrive (LP+CD, 2013) *****
Bardzo mocny powrót. Przewaga treści duchowych, spory eklektyzm, czasem nawet dużo niszowej, trudnej przebojowości (ta wewnętrzna sprzeczność najlepiej opisuje takie kawałki jak „Mroczny hymn” czy śpiewany wbrew tytułowi po polsku „Garden of Love”). Sporo tu księdza Baki, a w muzyce dzieje się bardzo dużo. Obok typowych dla Holy Toy eksperymentów, mamy tu nawet coś w rodzaju black metalu! Technika poszła do przodu, mamy więc sporo elementów techno i transu, tyle, że obudowanych w odpowiednio hałaśliwe dźwięki, co chyba można uznać wręcz za schranz. Warto dodać, że kawałek „Europa” tekstowo jest taką zapowiedzią „Europa płonie”, tyle, że jeszcze bez przegięć z publicystyką.

Mental Castration (CD, 2014) ****1/2
Zaczyna się naprawdę dobrze. „Laboratorium” łączy stare (takie naprawdę stare, z czasów „Warszawy”) i nowe Holy Toy w naprawdę przebojowy sposób. Dziubek krytykuje tu eksperymenty na zwierzętach, czyniąc to z pozycji chrześcijańskich, do tego przy melodyjnej, a zarazem w odpowiednio do tematu niepokojącej muzyce. W kolejnych numerach mamy rozwijanie znanych już z muzyki zespołu wątków, czasem jest więcej patosu, jak w następujących po sobie utworem tytułowym i „Even dogs”, mocno osadzonego w latach 80-tych, nawet, jeśli w warstwie rytmicznej do głosu dochodzi nowoczesność. Co ciekawe, drugi z utworów daje początek przywołującej Jana Pawła II „Procesji”, instrumentalnej i patetycznej, wyprowadzonej z motywu z „Even…”, wzbogaconej o sample z głosem papieża. Potem mamy właściwie powtórkę z płyty poprzedniej. Dość nowoczesne podkłady i melodyjne, momentami patetyczne śpiewy Dziubka. Wyłamuje się „Ludowa śląska”, śpiewana przez wokalistkę i faktycznie ludowa. A potem jakoś wszystko się wykłada, choć niby jest tak samo – jakby na końcówkę płyty poszły jednak zapchajdziury i wypełniacze.

Close all doors (LP, 2021) ***1/4
Znowu długa przerwa, a po niej, niestety, częściowa zniżka formy. Pojawiają się tu utwory z poprzedniej płyty, chyba w tych samych wersjach („Mental castration” i „Laboratorium”), pojawiaj się nowe rzeczy, z których wyróżnia się dla mnie smutne, góralskie „Scarolezsmie Boze”, choć trochę dziwi mnie taka a nie inna pisownia tytułu. Drugi mocny punkt, „Love kulturklisje” to chyba najbardziej punkowy muzycznie kawałek w historii projektu, choć oczywiście osadzony mocno w technice. Punkowe (na swój sposób) jest też „Wake up”, ale mało w nim słychać…. Holy Toy. A tak – wszystko jest na swoim miejscu, są kawałki wolne i dołujące, są techniawy i tylko niczego specjalnego tak naprawdę nie ma. Oczywiście nie ma też tragedii, niemniej to najsłabsza z trzech płyt z ostatniego jak dotąd okresu twórczości Holy Toy. Trochę w tym wszystkim zaskakuje jeszcze hippisowski w duchu „Peace”, ale czy to pozytywne zaskoczenie? Nie jestem pewien.

powyższe pisanie to efekt przygotowań do długiej rozmowy na kanale Radykalnego Pasywisty

phpBB [video]

_________________
Mężczyzna pracujący tam powiedział:

- Z pańskim forum jest wszystko w porządku.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 24 listopada 2024 22:33:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 13 czerwca 2010 23:53:10
Posty: 1262
Skąd: Frakcja Astralna
Budyń - dzięki za wpis. Miód na serce mojej Dziubko-manii!!!

Płyt solowych nie dorzucisz? :wink:

Gdybyś kiedyś miał okazję z Czarkiem Krysztopą rozmawiać, to możesz podpytać go o koncert De Press w Białymstoku, chyba w 1991? 1992? roku... :piwo:

_________________
...sailin`on...


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 25 listopada 2024 10:46:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 23797
słuchałem tylko płyty "Total blaga" i nie było to jakieś bardzo budujące doświadczenie, jeden numer tylko mi się spodobał. Reszty nie słyszałem.

_________________
Mężczyzna pracujący tam powiedział:

- Z pańskim forum jest wszystko w porządku.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 01 grudnia 2024 21:41:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 23797
phpBB [video]

_________________
Mężczyzna pracujący tam powiedział:

- Z pańskim forum jest wszystko w porządku.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 02 grudnia 2024 10:21:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 18425
Skąd: Poznań
O kurde, teraz dopiero zdałem sobie sprawę ile tego jest... Swoją drogą - to jest trochę problem De Press: za dużo słabo odsianego materiału. Z tych ponad 20 płyt mogła by być połowa....
Przyznam, że zakończyłem słuchanie De Press w okolicach "Potarganej chałpy". Może jeszcze spróbuję z tymi nowiznami.

A, jeszcze ktoś mi kiedyś puścił "Suplikację" - no i to było potężne! Z tym, że jakoś się nie przełożyło na powrót do Dziubka w moim wypadku.

_________________
hajfi super star super hit diskdżokej szczerzy kły znad konsolety


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 02 grudnia 2024 20:30:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 20 stycznia 2008 13:09:14
Posty: 5375
Zaryzykowałbym stwierdzenie, że nie ma drugiego takiego artysty, u którego rozstrzał między wydawnictwami, które najbardziej cenię i tymi, które najmniej cenie, byłby tak duży jak u Andrzeja Dziubka.

_________________
gdzie znalazłeś takie fayne buty i taką fayną głowę?


FORZA NAPOLI SEMPRE!


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 05 grudnia 2024 12:25:07 

Rejestracja:
czw, 14 marca 2013 11:24:05
Posty: 125
Myślę, że z Dziubkiem jest taki problem, że nagrał za dużo płyt. Pierwsze norweskie płyty, a także 3 Potocki i Groj mi skrzypko groj są świetne. Późniejsza zmiana oryginalnego składu nie była dobrą decyzją, od tej pory De Press zaczął tracić charakter. Podobnie pierwsze krążki Holy Toy są dobre, później trochę odlecieli z eksperymentami. Ale zdarzały się i później perełki, np Gromy i pyłki (choć fakt, to w dużej mierze stary materiał). Ostatnie piosenki o reparacjach to ciężkie przeżycie.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 30 stycznia 2025 18:51:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 23797
https://dziennikpolski24.pl/andrzej-dzi ... 2-27210129

_________________
Mężczyzna pracujący tam powiedział:

- Z pańskim forum jest wszystko w porządku.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 12 marca 2025 14:10:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 23797
warto odnotować, że pojawiły się wreszcie na Spotify dwie ostatnie płyty De Press, o których w swoim czasie sporo pisałem i gadałem. Z jakichś ważnych powodów nie ma ich na głównym profilu związanym z kapelą (tam są za to jakieś nowości norweskiego składu), a na nowym: https://open.spotify.com/artist/05OLkIY ... 6-xQGKOq8A

_________________
Mężczyzna pracujący tam powiedział:

- Z pańskim forum jest wszystko w porządku.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 08 maja 2025 09:10:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 22 czerwca 2013 11:27:05
Posty: 5452
Skąd: z lasu
Na youtube jest cały album DE PRESS,,Harnaś już nie żyje''

na stronie sklepu oriflant można kupić

https://olifant.com.pl/sklep/de-press-h ... e-zyje-cd/
https://voiceshop.pl/pl/producer/APOLLON-RECORDS/805

_________________
,,Tak dużo, tak mocno
Nie pytaj już
Nie pytaj
Tak dużo, tak mocno ''


Ostatnio zmieniony czw, 08 maja 2025 09:19:20 przez Muzzy'84, łącznie zmieniany 2 razy

Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 08 maja 2025 09:16:50 

Rejestracja:
czw, 14 marca 2013 11:24:05
Posty: 125
Nie nadążam za aktywnością wydawniczą Dziubka...


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 08 maja 2025 13:13:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 23797
się nazbierało po prostu. Europa płonie czekało kilka lat na wydanie, jak znalazł wydawcę to nagrał od razu nowy materiał, a teraz wrócił do Norwegii i zadziałał tam - no ale sporo tego, fakt

_________________
Mężczyzna pracujący tam powiedział:

- Z pańskim forum jest wszystko w porządku.


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 191 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 9, 10, 11, 12, 13  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group