|
Długo zwlekałem, może nawet trochę za długo, ale korzystając z chwili urlopu spędzanego w pociągu z dostępem do zasilania, postanowiłem skrobnąć tu kilka słów o (wciąż) nowym materiale 2TM2,3... Nadmienię, że dane mi było być już na dwóch koncertach po wydaniu płyty, czyli promujących nowy materiał. Trochę jednak słychać, że zespół nowe kawałki gra trochę z mniejszą dozą luzu niż stare ograne kawałki (z perspektywy czasu pamiętam, że po roku "Ósemki" zażarły, a po trzech latach rozwalały system koncertowy... Nie mam jednak złudzeń - koncertów w ilości jaka była po płycie 888 - z pewnością nie będzie, a więc o ograniu ich w warunkach bojowych też łatwo nie będzie (obym się mylił). Ale co do płyty... przesłuchałem ją wzdłuż w wszerz, przy różnych okazjach - od jazdy samochodem, przez bieganie w lecie, bieganie na bieżni, przy śniadaniu, kolacji, obiedzie - w drodze do pracy i z powrotem, a także podczas samotnych spacerów. Najlepiej jednak sprawdza się przy bieganiu...
Płytę rozpoczyna niesamowity riff, który za każdym razem powoduje we mnie szybsze bicie serca. Wokal Maleo + Litza, ale od pierwszych dźwięków słychać jak bardzo litzowy jest ten kawałek. Generalnie wspomnieliście tutaj panowie, że trochę ten tekst o związaniu zgrzyta... Dla mnie to mocne nawiązanie do pieśni "Akeda", gdzie Abraham dokonuje związania/ofiarowania, co jest zapowiedzią męki i śmierci Chrystusa... Myślę, że można to dalej rozważać w kluczu nieustannego umierania Chrześcijan - każdego dnia dla innych -> "bądź wola Twoja" - ale to już moja osobista interpretacja tego tekstu. Absolutny koncertowy killer...
"Amen odwagi" - Budzy w świetnej formie, choć czuć echa drogi obranej na płycie Der Prozess/Toń i nie jest to z mojej strony zarzut. Koncertowo - tak jak przypuszczałem" - bardzo mocne uderzenie!
"Jesteś wierny"... - utwór z lekka przypominający mi "Eli Eli Lamma Sabathani" z płyty "Źródło". Wydaje mi się, że to byłby świetny kawałek do promocji płyty, ma w sobie przebojowy, może nawet popowy potencjał. Jest to dla mnie jeden z ulubionych kawałków na płycie. Uwielbiam tę tłumioną gitarę w tle i generalnie chórki, całą dramaturgię tej pieśni i to, że Darkowi ciągle się chce - i ja to słyszę szczególnie w tym kawałku.
"Woda i Krew" - szybko, do przodu, Litza - tak byłoby najkrócej o tym kawałku. Podobno Slayer - jest to bardzo możliwe. Generalnie gdy Litza śpiewa o otwieraniu serca (albo jak na wcześniejszej ósemkowej płycie - "dam wam serce nowe") - zawsze włącza mi się ten aspekt dosłownej interpretacji serca w kontekście operacji Litzy, no dobrze mi to się wrzystko skleja - bo idealnie pasuje do śpiewania tego tekstu.
"Kocham Cię" - pozornie prosty kawałek - ale właściwie to jest absolutny top tej płyty... zaczynając od tekstu, przez wokale Maleo/Budzy i te dośpiewywane fragmenty Litzy. Płytowo po prostu uwielbiam ten utwór. Koncertowo niestety nie wypadł dla mnie aż tak dobrze, ani za pierwszym, ani za drugim razem, choć bardzo na to liczyłem....
"Abba Ojcze" - dobry kawałek, choć początkowo mnie nie przekonywał (może poprzez sąsiedztwo, a może przez zbyt... to aż dziwne w przypadku tego zespołu i mojego odbioru, "religijny format"... ale teraz już go nawet lubię.
"Ten sam Bóg" - kawałek, który z każdą minutą się "rozkręca"... super rzeczy dzieją się w gitarach na drugim planie, chórki, słychać tutaj współpracę trzech wokalistów, a bridge gitarowy jest po prostu świetny.
"Mikha'El" - utwór z tych, które mogłyby trwać nawet i trzy razy dłużej... Brakowało takich kawałków przez ostatnie dwadzieścia lat w 2TM2,3 - przynajmniej mi. Utwór tak ważny, że stawiam go chyba wyżej niż uwielbiany przeze mnie "Zwiąż mnie". Kocham takie granie i cieszę się, że TEN tekst z TĄ muzyką są na TEJ płycie.
"Miłość Chrystusa" - bardzo fajne, płynne przejście z wcześniejszego utworu do nieco armijnego stylu z ostatnich kilku(nastu?) lat. Ważny tekst, bardzo lubię spokojne wokale Budzego na tym albumie, dają one poczucie pewnej stabilności we wszechświecie, choć przecież "to co stare minęło, a wszystko jest nowe"...
"Niewiasta" - bardzo zyskuje na koncercie, gdzie to ten główny riff wiedzie prym, a bębny tak wspaniale się uzupełniają.
"Otwórz się niebo" - niej jest to jakiś mój faworyt na płycie, choć - jak warto podkreślić - wspólne śpiewanie trzech głównych wokalistów jest tu naprawdę super, końcówka bardzo na tak.
"Psalm 150" - pozorny czteroakordowiec, prawie w stylu "Słuchaj Izraelu", ale za tym kawałkiem drzemie taka moc, którą można by wykorzystywać na stadionach... powszechne, chóralnie odśpiewywane przez publikę "Alleluja", nawet długo po zakończeniu utworu, świadczy o tym chyba najlepiej. Płytowo rewelacyjnie grają te bębny. Litza używa tutaj zdaje się efektu distortion Plasma (jeśli dobrze kojarzę), a może to jakiś inny, podobny efekt- ma to swój urok.
Reasumując: bardzo udana płyta, na którą czekałem, nie zawiodłem się, choć wciąż całym sercem kibicuję zespołowi, to tych koncertów jest niestety niewiele... Rozpoznawalność zespołu wśród młodzieży: minimalna lub zerowa, starym dziadom - jak ja - często nie chce się ruszyć tyłka na koncert, a jak już pójdą, to zamieniają się w jury malkontentów (udało mi się namówić kilka osób na ostatni koncert i mam wrażenie, że z naszej ekipy najbardziej podjarany byłem ja i moja żona). Sam czuję, że popadam w ten pesymistyczny ton, ale na szczęście są jeszcze ludzie, dla których muzyka jest ważna, a ten zespół ma jeszcze sporo do przekazania. Cóż więcej napisać? Niech to trwa...
|