Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pt, 17 kwietnia 2026 09:18:35

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 129 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 5, 6, 7, 8, 9
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 29 czerwca 2012 11:34:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 24907
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
arasek pisze:
Niestety „Mordoplanu” nie wydano dotychczas na CD

Już wydano. :)

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 22 listopada 2013 22:33:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 20 stycznia 2008 13:09:14
Posty: 5375
Dzisiaj napiszę o moim prywatnym KISS :D



Cheap Trick. Długo myślałem, że to jakaś lamerska kapela z Ameryki, która gra słodkie niby hardrockowe piosnki. Później przypadkiem zetknąłem się z pierwszą płytą. Później stali się jednym z najczęściej słuchanych przeze mnie zespołów.
Jest to zespół, w którym trudno mi odnaleźć jakieś wysokie artystyczne aspiracje. Cenię w nim coś innego - każda z klasycznych płyt brzmi jak greatest hits, a połowa utworów mogłaby wyjść na singlach. Są oni esencją feelgoodowej siedemdziesiony, przesyconej melodiami, świetnymi zwrotkami, refrenami, mostkami, chórkami. To całkiem sporo.
A jaka jest sama muzyka? Cóż, grupa powstała w Ameryce w latach 70 i ma sporo wspolnego z owczesnym hard rockiem. Ale z drugiej - lider zespołu, Rick Nielsen ukształtował swój gust na sprowadzanych z Wielkiej Brytanii winylowych singlach. Brytyjska inwazja, z Beatlesami, The Who i The Move (coverowali ich jeden utwór) wyraźnie wpłyneła na sposób pisania melodii. Z drugiej - wśród importowanych rzeczy znajdowały się tez pierwsze single Sex Pistols, które sprawiły, iż gitara Nielsena brzmi momentami ostro jak żyleta :)
Kiedy ukazywało się "Nevermind" Nirvany, wiele osób zauważało Beatlesowskośc tej muzyki. Jeżeli uznać, że Nirvana zagrała Beatlesów w wersji "scena niezależna lat 80", to Cheap Trick przełożył ich w podobny sposób 15 lat wcześniej na język hard (w sumie nie aż tak bardzo hard) rocka. Nic dziwnego, że Cobain sam lubił się do nich porównywać.
Płyty: znam pierwsze trzy i koncertówkę z Budokanu. Jedynka jest najbardziej surowa, tak jakby wyszli prosto z garażu. Najbardziej lubię cover Terrego Reida Speak Now Or Forever Hold Your Peace, coverowane potem przez Big Black He's Whore i dla ironii zupełnie niebeatlesowskie :D Taxman, Mr. Thief. Druga płyta to zespół w gładkiej, wręcz upupionej wersji, ale hit leci za hitem i całościowo to najrowniejsza rzecz. Trójkę mam najmniej osłuchaną, ale wydaje sie być czymś pomiędzy. A "Budokan"? Świetna koncertówka, bez zbytniego rozwlekania.

ObrazekObrazek

_________________
gdzie znalazłeś takie fayne buty i taką fayną głowę?


FORZA NAPOLI SEMPRE!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 23 listopada 2013 12:33:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 24907
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Prazeodym pisze:
Długo myślałem, że to jakaś lamerska kapela z Ameryki, która gra słodkie niby hardrockowe piosnki.

A niby nie?

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 23 listopada 2013 12:42:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 20 stycznia 2008 13:09:14
Posty: 5375
Super numer :D

_________________
gdzie znalazłeś takie fayne buty i taką fayną głowę?


FORZA NAPOLI SEMPRE!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 17 stycznia 2014 18:31:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 20 stycznia 2008 13:09:14
Posty: 5375
Mamy na forum nowe wątki z głosowaniem na poszczególne roczniki i jest to dla mnie dobry pretekst, żeby napisać coś o zespole, który zajmie u mnie niekwestionowane pierwsze miejsce w roczniku bieżącym tj. 1974. Zespół nazywa się Big Star.

Obrazek

Gdybym urodził się w latach 60 ten post zaczynałby się od "kiedyś ktoś puścił w Trójce...", gdybym urodził się w latach 70 "w Tylko Rocku był artykuł...". Niestety albo stety, urodziłem się w latach 90, więc moja historia z wieloma kapelami zaczęła się dość prozaicznie. Z tą było podobnie. Byłem regularnym czytelnikiem blogera znanego jak Pan Mietek, który raczył gusta czytelników straszną awangardą, starym polskim jazzem i innymi zaskakującymi rzeczami. Bardzo mi ten miszmasz odpowiadał, a wiele z tej dziwnej muzyki mam ponagrywanej w równie dziwnych konfiguracjach na różnorakich CD-kach własnej roboty (na jednej mam np. Warszawską Orkiestrę Perkusyjną połączoną z demówkami Breeders z innego bloga). Pewnego dnia ten oto bloger napisał, że umarł Alex Chilton, lider grupy Big Star, która nagrała Radio City - jedną z najwspanialszych płyt w historii rock'n'rolla.

Lekko sceptycznie, właczyłem całość.

Usłyszałem to

Posłuchałem raz, dwa, siedem razy.

Cholera, to serio była jedna z najlepszych płyt w historii rock'n'rolla.

Ale zachowajmy chronologię. Najpierw była pierwsza płyta. Nie mam do niej serca, chociaż bardzo ją cenię, ale dwójka - z racji tego, że pierwszą ją poznałem - zawsze będzie najwazniejsza. Na pierwszej płycie grali Alex Chilton, Chris Bell, Jody Stephens, Andy Hummel. Najważniejsza jest pierwsza dwójka: Chilton w latach 60 był gwiazdą pop-soulowego Box Tops, potem olał sławę i wrócił do rocka. Bell grał covery Beatlesów, Yardbirdsów i Whosów ;) w różnych amatorskich kapelach. Razem stworzyli twórczy tandem. Był rok 1972, Memphis, dookoła działo się różne rzeczy, a panowie wydali "#1 Record". Wydawnictwo typowo siedemdziesionowe, w zasadzie emanujące Ameryką i duchem swoich czasów (przynajmniej tak ja sobie go wyobrażam) - z drugiej strony delikatne i mentalnie zakorznione w szeździesionie, utrzymane w piosenkowej, trochę przebojowej, trochę melancholijną formule. To jedyna płyta, na której śpiewał Bell. Z jakichś powodów tandem twórczy przestał działać, Chris odszedł. Później uzalenił się od heroiny, a w 1978 rozbił się w środku nocy samochodem na drzewie i zginął. Po latach ukazała się składanka jego solowych nagrań.

Tymczasem pozostałe trio grało dalej. Pod koniec 1973 nagrane zostało rzeczone Radio City. Znam każdy szczegół tej płyty - wysokie tony (dużo kompresji) tnącego rytmicznie na Fenderze Chiltona, potężna perkusja Stephensa, słodkie harmonie wokalne, czasem nieco gorzkie piosenki. Siedemdziesiona znów miesza się z szeździesioną zerkając o 20 lat do przodu, Robert Christgau zastanawiał się czy płyta może jednocześnie być tak chwytliwa i dziwna (może). Dużo dobrych numerów. Pewnie dawali wtedy dobre koncerty. A wytwórnia dawała ciała. Dwukrotnie schrzaniono sprawy promocyjne, a nazwa zespołu (która przecież mogła byc prawdą) stała się dośc ironiczna. Chilton i Stephens (bez Hummela, ale z innymi różnymi ludźmi) zaczeli tworzyć nowe wydawnictwo. W zasadzie to nie wiadomo czy to miała być nowa płyta Big Star czy pierwszy solowy album Chiltona czy w ogóle dzieło nowej grupy (na taśmach istnieje nazwa "Sister Lovers" - tak zatytułowane są niektóre reedycje). Powstało dziwne, mroczne, wyciszone wydawnictwo, dalekie od powerpopowych dwóch pierwszych płyt. Jeden z utworów nosił tytuł "Holocaust". W pewnym momencie Chilton chyba stracił serce do tego projektu, bo poszedł on na półkę. Całość sesji ukazała się w 1978 jako płyta Big Star "Third". Jest to ten album Big Star, który najbardziej ukochali krytycy. Dośc ironicznie bo nawet nie ma on jednoznacznej tracklisty - każde wydanie ma inną.

A potem? Potem trochę tak jak z Velvetami i Stoogesami, tylko na mniejsza skalę. Kult w świecie indie rocka, rózne ar-i-emy się przyznawały do fascynacji. Pojawili sie nawet jednoznacni naśladowcy. Grupa reaktywowała się, a jakże - w składzie z Chiltonem, Stephensem i dwoma fanami z grupy The Posies. Nawet nagrali płytę, ale to już było mniej fajne...coś jak Houk z Ahimsą ;) Ale nie mam pretensji, cieszę się, że wreszcie mogli się cieszyć z grania i być docenionym, nawet po latach. W 2010 Chilton zmarł z powodu ataku serca. Nie udało mu sie wystąpić w powstającym już chyba wtedy filmie, który niedawno ukonczono - "Nothing Can Hurt Me". Bardzo chciałbym zobaczyć, może kiedyś się uda.

Big Star - Back of Car

Chris Bell - I Am the Cosmos

trailer filmu

_________________
gdzie znalazłeś takie fayne buty i taką fayną głowę?


FORZA NAPOLI SEMPRE!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 17 stycznia 2014 23:33:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 28616
Obrazek

dość radykalna okładka, no i ta nazwa :)
i w ogóle, super, ciekawa historia, zespół o którym nigdy nie słyszałem

sprawdziłem na razie tylko
Prazeodym pisze:
to

i może nie jest to jakaś moja estetyka, ale w sumie fajne :)
i może się mylę, ale takie jasne brzmienie gitary lubi chyba Kameleon (?)


i jeszcze to ciekawe -
Prazeodym pisze:
Gdybym urodził się w latach 60 ten post zaczynałby się od "kiedyś ktoś puścił w Trójce...", gdybym urodził się w latach 70 "w Tylko Rocku był artykuł...". Niestety albo stety, urodziłem się w latach 90, więc moja historia z wieloma kapelami zaczęła się dość prozaicznie. Z tą było podobnie. Byłem regularnym czytelnikiem blogera znanego jak Pan Mietek

- ja mogę powiedzieć, że najwięcej rzeczy, nowych dla mnie, wyszukałem przez ryma... a były takie, co mi się przez songpopa spodobały w takich dwusekundowych odsłonach :wink:

dziwne czasy :)


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 17 stycznia 2014 23:39:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
antiwitek pisze:
i może się mylę, ale takie jasne brzmienie gitary lubi chyba Kameleon (?)

pyszne!

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 17 stycznia 2014 23:44:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 28616
no proszę, trafiłem :)

_________________
I wonder who chose the colour scheme, it's very nice


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł: Re: MISZMASZ
PostWysłany: wt, 20 stycznia 2026 21:49:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Słowo o Michelle Shocked.

Pod koniec lat 80. i na przełomie dekad byłem regularnym słuchaczem audycji RadioMann i do dziś mam mnóstwo rzeczy na kasetach, zwłaszcza z dziedziny szeroko rozumianego bluesa. Wykonawczynią, która mi się szczególnie kojarzy z tamtym czasem jest Michelle Shocked. Od zawsze ujmował mnie jej pastelowy głos połączony w nieoczywisty sposób z zadziornością intepretacji, przede wszystkim zaś niezwykle podobały mi się piosenki z płyt Short, Sharp, Shocked (1988) i Captain Swing (1989). Mam je na kasetach, jak również zapisane w głowie, natomiast w sieci nagrania Michelle są niemal zupełnie niedostępne i tylko czasem pokazują się na jakimś allegro.

Przed Świętami byłem w antykwariacie i natknąłem się na wydania jej płyt, o których wcześniej czytałem (wydawcą jest Mighty Sound, czyli wytwórnia, którą Michelle sama sobie założyła) - kupiłem te dwie płyty, które znałem i na chybił trafił jeszcze Mexican Standoff. Tej ostatniej jeszcze nie słuchałem, to jakaś późniejsza płyta. Natomiast Short Sharp Shocked i Captain Swing goszczą w odtwarzaczu co chwilę i nie mogę się nacieszyć :-)

Co to za muzyka? Pani Michelle jest też niewątpliwie rasowym singer-songwriterem. Jej muzykę zapewne należałoby przypisać do gatunku: folk. No a jak amerykański folk, to nie da sie odżegnać od elementów country. Ale te dwie płyty mają, jak dla mnie, inne dominanty. Short Sharp Shocked bardzo silnie stoi bluesem. Część piosenek ma wyraźnie bluesową chrapkę, inne to bardziej takie folkowe "songi". Zaskoczyło mnie w ogóle, jak charakterne są teksty w tych piosenkach, wcześniej nie zwróciłem na nie większej uwagi. A przecież Michelle śpiewa niezwykle wprost wyraźnie, z tą właśnie zadziorną interpretacją, o której pisałem (ale bez wchodzenia w aktorstwo) i śpiewa o sprawach czasem ogólnie ważnych, czasem bardzo osobistych. Bardzo mi teraz "wchodzi" piosenka VFD (musiałem sprawdzić, że skrót oznacza Voluntary Fire Department), która jest nieco łotrzykowskim wspomnieniem dziecięcych zabaw z ogniem, where there's smoke, there's sure to be a fire, tu akurat głównie gitara akustyczna robi całą robotę, ale ogólnie aranżacje są dość zróżnicowane, mandolina, banjo, cymbały, ale też klasyczny bluesowy skład w tych bardziej bluesowych numerach, a ostatni utwór to w ogóle niespodzianka - punkowa łupanka.

Z kolei Captain Swing, zgodnie z tytułem, bardzo wyraźnie swinguje, z porządną sekcją dętą. Piosenki są wyraźnie inne, niż na poprzedniczce, a czasem wydaje mi się, że nawet lepsze. Swoistym łącznikiem jest utwór "Sleep Keeps Me Awake", w którym dość prosty osobisty tekst (matka czeka w nocy na dziecko, które długo nie wraca do domu) pasujący do jakiegoś rasowego bluesa, został zaaranżowany z dość ekspresyjnymi partiami instrumentów dętych, jednocześnie z zachowaniem bluesowej pulsacji i nerwu. Bardzo mi się to zawsze podobało, ale znowu: nigdy wcześniej nie zwróciłem uwagi na to, o czym ona tam śpiewa, bo też i aranżacja skłania ucho ku muzyce, a nie słowu. Ale na tych wydaniach z Mighty Sound jest też mnóstwo dodatkowych nagrań - na Captain Swing właściwa płyta stanowi mniej niż 50% czasu, potem są różne inne wersje i też inne utwory. Sleep Keeps Me Awake pojawia się tam w wersji oszczędnej, już bardziej typowo folkowej i nagle cała ta nocna historia wychodzi na wierzch i uderza trafnością oddania odczuć tej martwiącej się matki.

Należy się spodziewać, że przy okazji jakichś wizyt, będę Wam próbował prezentować panią Michelle :-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 129 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 5, 6, 7, 8, 9

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group