Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pt, 17 kwietnia 2026 14:02:48

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 461 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16 ... 31  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 25 maja 2011 08:30:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 28616
O, jeszcze ten Haskell. On tym swoim pojawieniem się współcześnie bardzo zaszkodził Lizardowi (w moich uszach). Wprost nie znoszę tego jego męczenia, a niestety dostrzegam link między tym co robił kiedyś a obecnie. Mało czego tak nie lubię! (Na szczęście coraz mniej pamiętam te jego niedawne piosenki.)

_________________
I wonder who chose the colour scheme, it's very nice


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 28 maja 2011 10:05:29 

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2005 17:35:01
Posty: 781
A King Crimson Project - A Scarcity Of Miracles
Nie podoba mi się, brzmi to trochę jak jakiś smooth jazz. :?


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 28 maja 2011 11:10:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
Artur pisze:
Nie podoba mi się, brzmi to trochę jak jakiś smooth jazz.

Dodajmy: to nie jest King Crimson, a stosowanie słowa ProjeKct jest nadużyciem.

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 05 czerwca 2011 20:32:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
Islands (1971)
Okładka brytyjska i europejska:
Obrazek

Okładka kanadyjska i amerykańska:
Obrazek

Frippowi po raz kolejny rozleciał się zespół. Na posterunku został Sinfield oraz Collins. I ten drugi wziął na swoje barki znalezienie muzyków do kolejnego składu. Jego determinacja była tak wielka, że do roli basisty zaproponował Boza Burrella, który przed przystąpieniem do King Crimson nie potrafił grać na basie. „Islands”, po zwariowanym „Lizardzie” jest powrotem do muzyki prostszej i oszczędniejszej. Swobodna muzyka, często pozbawiona dusznej atmosfery może się podobać. „Formentera Lady”, pierwszy utwór na płycie to powiew swobody, letniej atmosfery, długi, wielowątkowy oparty na grze instrumentów akustycznych. Po 10 minutach przechodzi w najbardziej gwałtowny „The Sailor’s Tale”. Tutaj mamy już tylko pędzący pełną parą kwartet z doskonałym solem gitary i saksofonu oraz potężne uderzenie mellotronu. „Islands” może robić wrażenie albumu zlepionego z różnych, nieprzystających utworów. Jest nawiązujący do bluesa „Ladies Of The Road”, jest klasycyzujący „Prelude: Song Of The Gulls”, czy też piękny, zwiewny utwór tytułowy. Rozstrzał stylistyczny jest spory, ale wszystko brzmi spójnie. Może nie przy pierwszym czy drugim odsłuchu, ale z czasem można docenić zaproponowaną przez zespół różnorodność.
Płyta, choć odmienna od poprzednich, wydaje się najlepszym albumem od czasu debiutu. Na mój odbiór ma pewnie wpływ to, iż „Islands” był pierwszym kompaktem King Crimson, jaki stanął na mojej półce.
Ocena: ****1/2

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 05 czerwca 2011 22:10:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 28616
Hehe, ale mieli okładkę za oceanem! :)

Dośżeś skrutowo napisał :) . Ale ja Islands też bardzo lubię. Lubię właśnie tę różnorodność płyty, a poza tym ona nieraz na mnie działała, w taki sposób, że zostawiała coś ze swojej atmosfery, co miło było czuć jeszcze jakiś czas po odsłuchiwaniu. Się nieraz wyciszałem pod jej wpływem. Co prawda najpierw nie doceniałem tytulaka, ale z czasem bardzo wysunął się do przodu. I w ogóle te numery, które na początku najbardziej ceniłem ("Ladies...", a zwłaszcza "Letters"), ustąpiły miejsca innym, a w tej liczbie Gullsom. Ów prelud z czasem przestał wydawać mi się nijaki, odkryłem w nim bardzo dużo uroku, takiej przezroczstości czy coś. Ma ta płyta też sporo muzycznej magii, lubię to, że te klapki w instrumentach tam stukają, że tyle w tym wszystkim ciszy i jakiegoś lekko rozmarzonego skupienia (znaczący jest tu też ten bonusik, co się stroją i szykują do zagrania Gulsów :) ). Do tego bardzo udana okładka - ta europejska - niby trochę banalny pom, ale zawsze dobrze się patrzy. Tak więc dla mnie też pod pięć gwiazdek - może być, że właśnie 4,5 :) . To tyle, tak bez słuchania (mam gdzieś tylko starą kasetę).

_________________
I wonder who chose the colour scheme, it's very nice


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 06 czerwca 2011 11:36:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
antiwitek pisze:
Dośżeś skrutowo napisał

Co więcej pisać? :) Ładnie uzupełniłeś!

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 06 czerwca 2011 15:42:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 22 stycznia 2005 20:06:28
Posty: 1114
Skąd: z Catanu
Z "Islands" najbardziej podoba mi się ostatni utwór. Mam wrażenie, że trąbka i fortepian, zgodnie z tematem tekstu, opowiadają o miłości.

Całą płytę bardzo lubię. Mój zachwyt ma krótką przerwę w trwaniu, kiedy wchodzą niepoważne "Ladies of the Road", ale nie jest tak źle, żeby nie dało się przeczekać.

_________________
Czuję tu zapach chrześcijanina


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 06 czerwca 2011 16:17:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 28616
Te "Ladies..." mają też w sobie jakąś słabość, sądzę, że ten utwór mógłby być bardziej zintegrowany, żeby poszczególne elementy lepiej "siedziały". Nie wiem czy wiecie o co mi chodzi :) . Bo humor dla mnie akurat jest ok.

_________________
I wonder who chose the colour scheme, it's very nice


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 06 czerwca 2011 16:29:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
antiwitek pisze:
Hehe, ale mieli okładkę za oceanem!

:D mała żygowinka ?

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 07 czerwca 2011 15:07:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
elrond pisze:
mała żygowinka ?

Autorstwa Petera Sinfielda! :)

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 09 czerwca 2011 21:02:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
„Earthbound” (1972)
Obrazek
Po jesiennej trasie w 1971 roku ze składu został wyrzucony Peter Sinfield. Na tamtych koncertach był odpowiedzialny za światła oraz obsługę syntezatora VCS 3. Próby odbywające się po tych występach zakończyły się rozłamem. Collins, Burrell oraz Wallach postanowili opuścić zespół. Głównym powodem był brak zgody Frippa na to, by koledzy mogli komponować. I pewnie ten skład King Crimson odszedłby w niebyt, gdyby nie to, że na luty i marzec 1972 roku była zakontraktowana kolejna trasa po Stanach Zjednoczonych. „Earthbound” powstało zatem w niezbyt sprzyjających okolicznościach. Zespół wydał płytę, by zadowolić wytwórnię. A że płyta była niezbyt dobra, to już inna sprawa. Z tego powodu przez lata Fripp ociągał się z kompaktową reedycją. Ta trafiła na rynek dopiero w 2002 roku.
„Earthbound” nie jest wymarzoną koncertówką. Razi przypadkowym doborem materiału, kiepską jakością , kiepskimi wykonaniami… Przejdźmy do rzeczy. Całość odpala „Schizofrenik” w jednej z najlepszych wersji jakie dane mi było słyszeć. Tutaj jest ogień, nie odczuwa się, że gra zespół, którego już właściwie nie było. „Peoria” jednak ściąga nas na ziemię. Funkowa improwizacja bez jaj. Podobnie jest w przypadku „Earthbound”.
Pomiędzy nimi znajduje się rzeźnicko pokrojony „Sailor’s Tale”. Finałem płyty jest „Groon” (druga strona singla „Cat Food”). Monstrualne i bardzo nudne solo perkusyjne… Po powrocie z trasy, pomimo chęci dalszej współpracy ze strony muzyków akompaniujących, Fripp zamknął ten rozdział w twórczości zespołu. Nadchodziło nowe.
Ocena: **1/2 (Zaznaczam, że nota jest lekko zawyżona. Zwykły odbiorca oceniłby ten album na **)

O ile ten album koncertowy można uznać za nieudany i mało reprezentatywny, to należy wspomnieć, że ten skład też potrafił grać z ogniem. Najlepszym dowodem koncertówka KCCC 9 „Live At Summie Studio”, gdzie muzycy zagrali obłędnie. O tym jednak później. Teraz mogę tylko dodać, że Fripp na swojej stronie internetowej udostępnił większość nagrań z tej trasy w formie elektronicznej. Kilka innych wyszło w serii KCCC.

Tracklista, czas trwania, miejsce, data:
1. "21st Century Schizoid Man" (11:45), Armoury, Wilmington, DE, USA, February 11, 1972
2. "Peoria" (7:30), The Barn, Peoria, IL, USA, March 10, 1972
3. "Sailor's Tale" (4:45), Baseball Park, Jacksonville, FL, USA, February 26, 1972
4. "Earthbound" (7:08), Kemp Coliseum, Orlando, FL, USA, February 27, 1972
5. "Groon" (15:30), Armoury, Wilmington, DE, USA, February 11, 1972

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 10 czerwca 2011 08:57:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 29 maja 2006 07:57:07
Posty: 10786
Skąd: Gdynia
pilot kameleon pisze:
Całość odpala „Schizofrenik” w jednej z najlepszych wersji jakie dane mi było słyszeć. Tutaj jest ogień, nie odczuwa się, że gra zespół, którego już właściwie nie było.
I ten piekielny wokal - ileż agresji, ile jadu.

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 11 czerwca 2011 14:06:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
“Ladies Of The Road” (2002)
Obrazek
W 1997 roku na rynku pojawiła się płyta płyta „Epitaph” (przypominam: archiwalia z 1969 roku). Chwilę potem „The Night Watch” (koncert z 1973 roku) oraz „Absent Lovers” (koncert z 1984). Takiej płyty nie doczekał się wtedy skład który nagrał „Islands”, choć zdecydowanie należało mu się to. Temat powrócił kilka lat później. Koncertówka się pojawiła, ale została zmontowana według innej zasady niż te wyżej wymienione. Tym razem nie oparto się na jednym koncercie, a postawiono na wybór nagrań opublikowanych już w serii King Crimson Collector’s Club. Płyty wydawane w tej serii zawierają przede wszystkim koncertowy materiał z całego dorobku zespołu. W tym momencie seria liczy 45 tytułów.
Tak więc jakby nie było, „Ladies Of The Road” zawierał mniej premierowego materiału niż można było się spodziewać.
Minusem jest dobór materiału z różnych koncertów. Wyczuwalne są niewielkie różnice w jakości. W większości jednak bazowano na nagraniach o co najmniej dobrym poziomie. Płyta ładnie obrazuje zespół z tamtego okresu na scenie, szkoda tylko, że niektóre utwory są skrócone, a finał płyty urywa się w brzydki sposób. Porywająca wersja „Formentera Lady” (dla ciekawskich: w partiach gitary można wyłapać dźwięki, które pojawią się na płycie „Larks’ Tongues In Aspic”), świetne „Picture Of A City”, bluesowe (tak!) i niestety niekompletne „The Court Of The Crimson King” oraz bardzo dobra reszta materiału wprowadzają w znacznie lepszy nastrój niż „Earthbound”.
Nie wspomniałem jeszcze o tym, że wydawnictwo jest dwupłytowe. Druga płyta zawiera długaśnego „Schizofrenika” posklejanego z różnych koncertów. Nic specjalnego, ale posłuchać zdecydowanie warto.

Dokładna zawartość płyty przedstawia się następująco:
Disc 1
1. "Pictures of a City" (8:46), “Live at Summit Studios
2. "The Letters" (4:42), Live at Plymouth Guildhall
3. "Formentera Lady" (6:41), abridged, Live in Detroit, MI
4. "The Sailor's Tale" (5:43), abridged, Live in Detroit, MI
5. "Cirkus" (7:58), Live in Detroit, MI
6. "Groon" (6:52), abridged, Live at Summit Studios
7. "Get Thy Bearings" (8:33), Live at Plymouth Guildhall
8. "21st Century Schizoid Man (8:57), Live at Summit Studios
9. "The Court of the Crimson King" (0:48), Live in Detroit, MI

Disc 2
1. "21st Century Schizoid Man" (1:44), Baseball Park, Jacksonville - February 26, 1972
2. "Schizoid Men" (edit 1) (4:46), Baseball Park, Jacksonville - February 26, 1972
3. "Schizoid Men" (edit 2) (3:12), Sound Track, Denver - March 14, 1972
4. "Schizoid Men" (edit 3) (5:15), Kemp Coliseum, Orlando - February 27, 1972
5. "Schizoid Men" (edit 4) (6:22), Armoury, Wilmington - February 11, 1972 (Late Show)
6. "Schizoid Men" (edit 5) (3:56)
7. "Schizoid Men" (edit 6) (5:13), Grande Ballroom, Detroit - February 17, 1972
8. "Schizoid Men" (edit 7) (3:18), Armoury, Wilmington - February 11, 1972 (Early Show)
9. "Schizoid Men" (edit 8) (5:01), Sound Track, Denver - March 13, 1972
10. "Schizoid Men" (edit 9) (3:23)
11. "Schizoid Men" (edit 10) (4:56)
12. "Schizoid Men" (edit 11) (5:42)


Kiedyś
Crazy pisze:
Wczoraj miałem zaszczyt uczestniczyć w odsłuchu znacznych fragmentów jakiejś chyba dość nowowydanej, ale starozagranej płyty koncertowej (?) Crimsonów pt. Ladies of the Road. Odsłuchujący dwaj panowie byli przekonani, że obcują z czymś wybitnym, ja natomiast byłem i jestem przekonany, że obcowałem z czymś pomiędzy jedną gwiazdką a półgwiazdką.
Było to równie okropne, co owo Refugee, które kiedyś przez pomyłkę pożyczyłem w opakowaniu od Larks Tongsów.


Do tej pory nie rozumiem o co mu chodziło… To był ten album KC? Jesteś o tym przekonany?

A chwilę później
pilot kameleon pisze:
Nie będę bronił tego albumu, bo on z założenia jest zły. Wielokrotne wydawanie tego samego materiału to jego specjalność.

Głupio napisałem. To był chyba czas, kiedy byłem na odwyku. King Crimson wyłaził mi bokiem. A może chodziło mi o to, że Fripp znów naciąga fanów na kaskę?

Ocena: **** (z małym minusikiem)

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 12 czerwca 2011 08:32:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
Peter Sinfield „Still” (1973)
Obrazek
Wyskakujemy na chwilę w przyszłość, by pozostać na moment w przeszłości. Peter Sinfield zaprosił zgraję gości i postanowił nagrać solowy album. Nie obyło się oczywiście bez muzyków King Crimson. Jest Wallach, Burrell, Collins i Tippet. Zjawił się też Wetton, który zagrał na basie. I najważniejsze: Lake, który wspomógł kolegę wokalnie. Muzycznie ten materiał jest znacznie poniżej poziomu King Crimson. Największą wadą jest niestety bezbarwny wokal Sinfielda, który męczy swoją nijakością. I nawet jeśli muzyka wydaje się słuchalna, to niestety każdorazowe wejście wokalisty psuje efekt. Sinfield potrafi zaproponować koszmarki w country’owym stylu („Will It Be You?”) czy też fatalne boogie („Wholefood Boogie”). Udział Lake’a również nie należy do najwybitniejszych. Potrafił chłop lepiej śpiewać. Należy jednak dodać, że płyta pomimo ewidentnych mielizn jest całkowicie słuchalna. Coś w tym wszystkim jednak nie gra…

Pierwsza i jedyna płyta Sinfielda jest ciekawostką i prawdę powiedziawszy, kto jej nie słyszał, niewiele stracił. Działalność Sinfielda po King Crimson to raczej pisanie tekstów. Współpracował z ELP, PFM, a także Cliff Richard, Celine Dion i Cher. Wyprodukował również debiut Roxy Music.

Ocena: **1/2

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 12 czerwca 2011 08:46:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 28616
Pamiętam, że ta płyta dawniej miała dobrą prasę (np. Beksiński), byłem jej ciekaw. Ale też dość mocno sie rozczarowałem, ostatnio dałem jej dwie gwiazdki. Nimniej spróbuję jeszcze raz posłuchać :) .

pilot kameleon pisze:
W tym momencie seria liczy 45 tytułów.


A ile z tego poznałeś?

_________________
I wonder who chose the colour scheme, it's very nice


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 461 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16 ... 31  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group