Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pt, 17 kwietnia 2026 09:12:55

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1455 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43 ... 97  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 24 lipca 2009 12:27:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 31 maja 2007 22:28:36
Posty: 1082
Skąd: W-wa
Fengari - bardzo ciekawie opisałaś swoją wyprawę, przyjemnie się czytało :)

Fengari pisze:
O północy, kiedy już położyłam się spać, patrzę, a tu coś ciekawie świeci za oknem. Zaintrygowana podniosłam się, odsunęłam firankę... kurde! GWIAZDY!!!

Jak jeździłem kiedyś do Murzasichla, to wieczorami nie mogłem się napatrzeć - piękne to było, dopiero widać jak wygląda naprawdę niebo :) A Crazy nocując wysoko w górach był jeszcze bliżej ich :wink:

elsea pisze:
a tu na serio napiszę - nie ma obiektywnego czynnika wskazującego na "imponujący wyczyn".

Też tak myślę. Kiedyś planowałem i przechodziłem trasy bardzo długie (ok. 14h czasu przewodnikowego), ale wtedy to nie był dla mnie żaden wyczyn - po prostu moja kondycja i warunki fizyczne pozwalały mi na to, było to dla mnie normalne - kierowała mną chęć maksymalnego wykorzystania czasu i zobaczenia jak największej ilości miejsc. Teraz już bym na pewno nie dał rady :(
Fengari pisze:
Tatry bez widoków z wysoka są nieważne!

Kiedyś też tak myślałem, nie wyobrażałem sobie nie wejść na szczyt, zawrócić z wybranej trasy, zmienić plany - bywało to czasem źródłem konfliktów :wink:
Teraz dużo radości dałby mi również spacer płaską doliną, np. Małą Łąką (którą zresztą bardzo lubię z powodu widoku jaki elsea zamieściła powyżej).


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 24 lipca 2009 14:21:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 28616
Fengari :) , bardzo fajnie! Myślę, że to jedna z moich ulubionych tatrzańskich relacji :) .

W sprawie słabości i zawrotów głowy: pierwsze co sobie pomyślałem to kwestia zmiany ciśnienia i aklimatyzacji a nie pożywiania się czy starości :wink: . Na takie sprawy reaguje się bardzo różnie! Może następnego dnia już byś śmignęła na jakąś Górę?

_________________
I wonder who chose the colour scheme, it's very nice


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 24 lipca 2009 18:12:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
ale ja nadal nie wiem, co to za użytkownik Zabramk!! (i piosenki też nie znamy, chyba że chodzi o jakąś piłkarską ;-))

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 24 lipca 2009 21:17:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 11078
elsea pisze:
ale poziomice jak były? blisko siebie?

No, owszem, ale tak jakoś zapomniałam, że poziomice blisko siebie wskazują nie tylko na wysokość i stromość, ale i odległość. :oops: :wink:
No, ale faktem jest, że muszę trochę z mapą pochodzić, żeby się nauczyć ją odczytywać właściwie. A tak na pierwszy dzień to mi wyskakują takie kwiatki! :)

elsea pisze:
ale wcześniej napisałaś, że (...)

No, to nie było zaprzeczanie sobie, tylko takie przekomarzanie się z Tobą. :wink: Powinnam była napisać 'A właśnie, że prawda!'

elsea pisze:
musisz mieć WIDOK jako ukoronowanie wysiłku

Owszem, mam tak, że jeśli wysiłek był (czyli wspinaczka), to i widok też musi być! Jeśli to był spacer dolinką, to nie musi. Ale, jak już pisałam, całego wyjazdu tylko w dolinkach też nie mogłabym spędzić, bo w góry jadę właśnie przede wszystkim dla widoków i wysokości! A Ścieżka nad Reglami, swoją drogą, fajna. Ale też duży wysiłek z nią się nie wiąże (oczywiście, pod warunkiem, że się nią idzie tak, jak ja kiedyś - czyli po kawałku a nie całą na raz). :wink:


elsea pisze:
tak jakoś do siebie to wzięłam

Ej, no chyba nie sądzisz, że mam o Tobie takie złe zdanie! :wink:

Crazy pisze:
Z relacji Twej wynika mi jasno, że wybrałaś sobie mało dogodny punkt mieszkania

Chciałam w samym Zakopanym, ale nie mogłam znaleźć nigdzie wolnej jedynki, na co klęłam zresztą na forum. :wink: A z tym Witowem to wyszło tak, że nie wiedziałam, gdzie on właściwie jest. Najpierw trafiłam na stronę jakiejś kwatery z adresem Witów, ale oprócz tego w adresie jej znajdował się również Biały Potok, co spowodowało, że umiejscowiłam Witów pod samymi górami (w czym pomogła mi jeszcze zamieszczona na tamtej stronie mapka). Potem, jak znalazłam kolejną kwaterę w Witowie, uznałam, że to też gdzieś tam. Ponieważ okazało się, że mają wolny pokój, zarezerwowałam cała szczęśliwa i dopiero później zorientowałam się, gdzie to tak naprawdę jest. :lol:

Antonio pisze:
Jak jeździłem kiedyś do Murzasichla, to wieczorami nie mogłem się napatrzeć - piękne to było, dopiero widać jak wygląda naprawdę niebo

O tak, w Murzasichlu też kiedyś byłam i tamto niebo też było czaderskie, faktycznie! :)

antiwitek pisze:
pierwsze co sobie pomyślałem to kwestia zmiany ciśnienia i aklimatyzacji a nie pożywiania się czy starości

Myślę, że w moim przypadku to jednak jest kwestia pożywienia i starości. :wink: Z aklimatyzacją nie mam i nigdy nie miałam żadnych kłopotów. A z braniem pierwszego dnia łatwiejszej trasy 'na rozgrzewkę' to już różnie bywa. Często więcej sił mam właśnie pierwszego dnia, jak jestem jeszcze 'świeża', niż drugiego, czy trzeciego, kiedy zaczyna dawać się we znaki zmęczenie. Ale fakt, że po dłuższym (ale to musi być min. z tydzień) pobycie, jak już mi się wyrobią mięśnie w nogach, chodzi mi się trochę inaczej - inną techniką i lepiej na długich dystansach.

Crazy pisze:
ale ja nadal nie wiem, co to za użytkownik Zabramk!!

Nie ma takiego! :D Ale tu właśnie o piosenkę chodzi a nie o ksywkę użytkownika. To przez piosenkę dolina skojarzyła mi się z forum. Nie wiem, czy jest piłkarska (może i tak), bo nie rozumiem tekstu ze słuchu. I na pewno ją znacie! * :) Chyba, że se jaja ze mnie robicie, że nie wiecie? :wink:

Edit: *Oczywiście, nie jestem stuknięta i nie zakładam, że znacie każdą piosenkę, o której była kiedykolwiek mowa na forum (sama nie znam większości :oops: ), co oznacza, że istnieje ważny powód, dla którego zakładam, że znacie akurat tą (choć wspomniana była może raz)!

_________________
Mam niebieskie futerko
i uwielbiam wciąż latać


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 24 lipca 2009 22:38:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:10:43
Posty: 3722
Fengari pisze:
A Ścieżka nad Reglami, swoją drogą, fajna. Ale też duży wysiłek z nią się nie wiąże (oczywiście, pod warunkiem, że się nią idzie tak, jak ja kiedyś - czyli po kawałku a nie całą na raz). Wink

:-) duży nie, ale Grzybowiec (!!) i zaskakująca mnie przełęcz Kominiarska (pomiędzy Doliną Kościeliską a Chochołowską) - szłam od Kuźnic do Chochołowskiej jednym ciągiem właśnie, czyli, jeśli masz mapę, przyjrzyj się poziomicom zwłaszcza pod Grzybowiec w tę stronę ;)

Fengari pisze:
Owszem, mam tak, że jeśli wysiłek był (czyli wspinaczka), to i widok też musi być!
ja mam zupełnie inaczej - po pierwsze wspinaczka (rozumiem, że nie chodzi tu o właściwą wspinaczkę, tylko o wędrówkę szlakiem turystycznym poprzez skały) nie jest wysiłkiem, wysiłkiem są podejścia na grzbiet, a widoki są dla mnie w ogóle nie takie istotne... Może to przez wadę wzroku ;-)


Fengari pisze:
Ale tu właśnie o piosenkę chodzi a nie o ksywkę użytkownika.
ja nadal nie mam pojęcia o co chodzi, bo niemożność zrozumienia ze słuchu wykluczyła "nie strzelił tego gola". No, naprawdę nie wiem. :-)


Antonio pisze:
Kiedyś planowałem i przechodziłem trasy bardzo długie (ok. 14h czasu przewodnikowego), ale wtedy to nie był dla mnie żaden wyczyn - po prostu moja kondycja i warunki fizyczne pozwalały mi na to, było to dla mnie normalne

:paker: :) Ja tam wierzę, że jeszcze przede mną dużo długich tras.

Nawet powoli nabieram ochoty na opisanie swojej przedostatniej samotnej wędrówki, która miała miejsce 9 lipca... :)


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 24 lipca 2009 22:48:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 31 maja 2007 22:28:36
Posty: 1082
Skąd: W-wa
elsea pisze:
Nawet powoli nabieram ochoty na opisanie swojej przedostatniej samotnej wędrówki, która miała miejsce 9 lipca...

Chętnie o niej poczytam :)


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 24 lipca 2009 23:56:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 11078
elsea pisze:
szłam od Kuźnic do Chochołowskiej jednym ciągiem właśnie

No skoro tak, to faktycznie, wysiłek miałaś spory, przyznaję. Ja ją pokonywałam znacznie krótszymi fragmentami...


elsea pisze:
ja mam zupełnie inaczej - po pierwsze wspinaczka (rozumiem, że nie chodzi tu o właściwą wspinaczkę, tylko o wędrówkę szlakiem turystycznym poprzez skały) nie jest wysiłkiem, wysiłkiem są podejścia na grzbiet, a widoki są dla mnie w ogóle nie takie istotne...

Mówiąc 'wspinaczka' miałam na myśli ogólnie wejście na szczyt, niezależnie w jaki sposób. Ale zgodzę się z Tobą, że wędrówka przez skały jest znacznie mniej wyczerpująca, niż podejścia. Natomiast dla mnie widoki same w sobie są najważniejsze, wchodzenie jako takie mogłoby nie istnieć. Wchodzę, bo chcę zobaczyć widok! Tzn. bardzo lubię i cenię wszystko to, co wchodząc mijam po drodze - skałki, kwiatki, drzewa, strumyki, kamienie i wszelkie tym podobne cuda - ale to wszystko sprowadza się do wrażeń wizualnych właśnie (czasem jeszcze zapachowych tudzież słuchowych). Natomiast forma wysiłku polegająca na wchodzeniu pod górę zupełnie mnie nie kręci.

Cytat:
ja nadal nie mam pojęcia o co chodzi

W takim razie postaram się dostarczyć podpowiedź na jutrzejszym koncercie (o ile dotrę :? ).

elsea pisze:
Nawet powoli nabieram ochoty na opisanie swojej przedostatniej samotnej wędrówki, która miała miejsce 9 lipca...

Dawaj! :D

_________________
Mam niebieskie futerko
i uwielbiam wciąż latać


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 25 lipca 2009 16:30:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Fengari pisze:
dla mnie widoki same w sobie są najważniejsze, wchodzenie jako takie mogłoby nie istnieć.

całkowicie stoję w tym KONFLIKCIE po stronie elsei! proponuję mecz: wchodzacze vs. widokowcy :mrgreen:

a tak na serio, to już pisałem o tym - dla mnie nie ma większego problemu z chodzeniem w okolicznościach zachmurzono-mgielnych. Owszem, kiedy jest pełne zachmurzenie, z którym nic się nie dzieje, to jest to trochę nudne. Ale nieraz, kiedy mgły i chmury krążą, to co prawda nie dają zobaczyć widoku takim, jakim normalnie jest, ale czasem dają nawet efekty lepsze!

Największym problemem z brakiem ładnej słonecznej pogody jest to, że nie da się swobodnie położyć na trawie ;-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 25 lipca 2009 17:00:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 11078
Crazy pisze:
proponuję mecz: wchodzacze vs. widokowcy

:gool:
:wink:


Crazy pisze:
a tak na serio, to już pisałem o tym - dla mnie nie ma większego problemu z chodzeniem w okolicznościach zachmurzono-mgielnych. Owszem, kiedy jest pełne zachmurzenie, z którym nic się nie dzieje, to jest to trochę nudne. Ale nieraz, kiedy mgły i chmury krążą, to co prawda nie dają zobaczyć widoku takim, jakim normalnie jest, ale czasem dają nawet efekty lepsze!

Pod tym akurat to mogę się w 100% podpisać! Szczyty wyłaniające się to tu to tam spomiędzy chmur i mgieł to jest bezkonkurencyjna absolutna bajka! A już jak uda się trafić na poziom ponad chmurami - brak słów!!! Ale takie coś to raz mi się tylko udało i nawet nie mam na zdjęciu. :( Ale to wszystko to właśnie jest dopiero WIDOK!

_________________
Mam niebieskie futerko
i uwielbiam wciąż latać


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 26 lipca 2009 22:35:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Na czym to skończyłem... na świstakach... trzy dni wycieczek minęły, potem przejście z plecakami z Żarskiej Chaty do Zverovki. Na zachętę zdjęcie z polany, bezpośrednio spod schroniska - bardzo urokliwe miejsce:

Obrazek


O, a tu poniżej zdjęcie tejże polany, ale zrobione całkiem z góry, a mianowicie ze Spalonej (jeden z czerwonych budynków to Zverovka):

Obrazek


Należy więc teraz opowiedzieć o wycieczce, która nas m.in. na tę Spaloną zaprowadziła. W kronice nazwałem ten dzień etapem królewskim, bo rzeczywiście była to chyba największa wycieczka, jaką wykonaliśmy - najdłużej na grani i duże odległości jednocześnie. Elsea mówiła potem, że dla niej w ogóle był to best moment wyjazdu, mi chyba nie przebiła zielonych kotlinek, ale z odcinków graniowych na pewno podobała mi się najbardziej.

Zrealizowany, choć nie bez przygód, plan dnia wyglądał tak:
długie i strome wejście na Brestovą - granią przez Salatyn, Spaloną, Pacholę do Banikovskiej Przełęczy - w dół Doliną Spaloną, po drodze zorientować się, w którą stronę najlepiej iść do Rohackich Stawów dnia następnego...

Tego dnia po raz pierwszy udało nam się wyjść tak, jak lubi Iza, czyli przed śniadaniem [kilka postów wyżej można o tym przeczytać ;-)]. Pierwszy etap długiej drogi na Brestovą, podejście na grzbiet zwany Przednim Salatynem, jest bardzo stromy i męczący, ale jak dla mnie to bardzo piękny szlak, wiodący wprost w górę gęsto zarośniętym żlebem, niemal cały czas wzdłuż strumienia. Iza po raz kolejny stwierdziła, że nie lubi, gdy roślinność jest zbyt gęsta, ponadto niestety użądliła ją osa, nie był to więc zapewne "jej" szlak.

Stopniowo stawaliśmy się coraz bardziej głodni, ale doczekaliśmy ze śniadaniem do osiągnięcia grzbietu, gdzie zgodnie z opisem u Nyki czekała na nas trawiasta łączka wręcz stworzona do tego celu. Przez chwilę byliśmy sami, ale w końcu doświadczyliśmy na tym miły siodełku największego tłumu na tym wyjeździe: na popas zeszła się tam szokująco duża (kilkadziesiąt osób!) i baaardzo rozciągnięta (schodzili się, jak krasnoludy do Beorna) grupa Polaków, którzy nie wiedzieć skąd trafili na ten kraniec Tatr, gdzie chyba w ogóle mało kto dociera. Grupa była nad wyraz wesoła, częstowali nas nawet gorzałką, której grzecznie odmówiliśmy, ale kiedy ruszyliśmy dalej, śmiali się, że jeszcze nas dojdą i wtedy nie przepuszczą. Nie doszli, oprócz paru osób, bo na szczycie Brestovej mieli, zdaje się, odbić w inną stronę. My zaś ruszyliśmy w kierunku Salatyna.

Nazwa ta, jako jedyna na zachód od Rohaczy, była mi znana od dawna, zawsze bardzo mi się podobała i intrygowała. Pierwsze wrażenie nie było najlepsze - rozwalone, osypujące się zbocze, do wchodzenia dość beznadziejne. Ale na górze... bajka! Połogie trawiaste stoki idące na jeszcze dalszy zachó przypominały mi Pyszniańską Przełęcz i w ogóle nie chciało mi się stamtąd iść. W istocie pozostaliśmy na Salatynach całkiem długo, nawet zostawiając po sobie pewien ślad... W końcu ruszyliśmy w kierunku Spalonej, a tam czekały na nas kolejne atrakcje. Szlak na graniach po obu stronach Spalonej wytyczał ktoś obdarzony fantazją i czystą radością iścia ostrzem grani, mimo że bez żadnego problemu dałoby się je obejść "familijnie". Wszędzie zresztą są te obejściowe ścieżki i sądzę, że większość osób z nich korzysta. Tym razem większość stanowiliśmy my, bo od Brestovej do podnóży Pacholi nie spotkaliśmy ani nawet nie widzieliśmy NIKOGO, oprócz grupki starszych Słowaków, którzy zdawali się urządzać piknik pośród skałek. Brykaliśmy więc sobie wesoło wśród skałek na ostrzu grani, aż w końcu zaczęły się na serio zbliżać burzowe chmury. Niestety przed przełęczą Banikovską, z której mieliśmy schodzić, wyrastała jeszcze całkiem niepotrzebnie najwyższa góra na trasie, Pachola. Bardzo się z nią nie polubiłem i obdarzałem niewymyślnymi epitetami, kiedy w moim mniemaniu pioruny łaskotały mnie już po piętach. Na szczęście burza ta nie zaatakowała zbyt blisko, a i deszcz trwał krócej i był znacznie lżejszy niż poprzedni (ale znów ten Banikov... nie lubi nas!).



Tak więc stresik był. Tym razem jednak - po wgramoleniu się na Pacholę - mogliśmy niezależnie od deszczu czy burzy po prostu schodzić w dolinę, podczas gdy przy poprzedniej burzy byliśmy uwięzieni wśród skał.

Najważniejsza była tak czy inaczej grań, którą przeszliśmy - wspaniałe te przejścia ostrzem grani, nic trudnego, niezbyt przepaściście, ale jednak skałki i jednak ostrze grani, więc emocje były. Ale takie emocje z radością. Bajkowo na Salatynie, nie mieliśmy tam dobrej widoczności, ale ech! te trawy! żeby rozbić namiot i zamieszkać :D

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 31 lipca 2009 19:12:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 11078
Crazy pisze:
Szlak na graniach po obu stronach Spalonej wytyczał ktoś obdarzony fantazją i czystą radością iścia ostrzem grani, mimo że bez żadnego problemu dałoby się je obejść "familijnie".

Ech, takie szlaki są najlepsze! Jaka szkoda, że większość z nich leży poza zasięgiem mojej kondycji... Ale nie da się ukryć, że iście czymś takim to faktycznie fantazja i czysta radość!

A co z moją zagadką? Crazy mimo uzyskania ewidentnej podpowiedzi poddał się całkowicie (chociaż podpowiedź mogła nieco wprowadzać w błąd, bo piosenka jest z innego albumu, niż ten, który miałam na koszulce).
W takim razie pozostaje mi liczyć już chyba tylko na Karolinę (jeśli jeszcze czyta ten wątek i nie dała sobie autobana) :wink: . A jak nie, to ja się poddam i zdradzę odpowiedź.

A póki co, jak ktoś chce, to może sobie obejrzeć moją galerię:
http://www.pixelhost.pl/gallery.php?id= ... bc2dcafc0a

_________________
Mam niebieskie futerko
i uwielbiam wciąż latać


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 31 lipca 2009 23:36:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
no i nie udaje mi się dokończyć opowieści.. że godzina jest taka, jaka jest, to powiem już tylko w skrócie, że przedostatniego dnia, po poprzednich wyczynach graniowych, zrobiliśmy wycieczkę, która nie wychodziła na żadną grań, ale była jedną z najpiękniejszych: Stawy Rohackie. Najpierw do góry obok bardzo fajnych wodospadów (kiedyś pewnie zdjęcia...), potem Stawy, przeurocze miejsce, potem w dół do Bufetu Rohackiego (nie przeurocze miejsce), a potem świetny powrót przez nasze ulubione sedlo Zabrat.

Zabrat czy Zawrat?
Hm...

A ostatniego dnia przeszliśmy przez góry, przez Grzesia, z powrotem do Polski. Dla mnie to była może nawet najlepsza wycieczka i chyba jednak kiedyś ją opowiem ze szczegółami, zwłaszcza, że akcenty armiowe się przewinęły.

Jeszcze następnego dnia padało i jakoś zeszliśmy do Zakopanego.

A jeszcze następnego to ja już byłem w domu, a elsea dokonała
elsea pisze:
swojej przedostatniej samotnej wędrówki, która miała miejsce 9 lipca...

Można się domyśleć, że potem była jeszcze ostatnia :-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 03 sierpnia 2009 19:17:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 11078
Crazy pisze:
chyba jednak kiedyś ją opowiem ze szczegółami, zwłaszcza, że akcenty armiowe się przewinęły.

To może też jakieś zagadki odnośnie tych akcentów? :wink:

A ja się ze swoją poddaję i rozwiązanie jej jest tu (poz. nr 15).

_________________
Mam niebieskie futerko
i uwielbiam wciąż latać


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 10 sierpnia 2009 17:04:29 

Rejestracja:
sob, 17 stycznia 2009 22:28:03
Posty: 20
Skąd: Lublin
I ja odwiedziłam w tym roku nasze najwyższe góry. Za dużo nigdy po nich nie chodziłam, tylko jakieś kilkugodzinne wycieczki, Grześ czy Kasprowy. A moja kondycja jest raczej przeciętna, w życiu nawet nie pokonałam w całości żadnej ścianki spinaczkowej, mam też trochę lęku wysokości i ogólnie jestem strachliwa. I tak jednego dnia wyszłam z młodszym bratem bez większych planów. Dobrze nam się szło, wcześnie było, więc spojrzałam na mapę i wymyśliłam, że dojdziemy z Zawratu do Czarnego Stawu Gąsienicowego i potem do Kuźnic zamiast wracać tą samą drogą .Gdybym wiedziała wcześniej, jak to zejście wygląda, to pewnie wolałabym dołożyć 20 km, albo nocować gdzieś w kosodrzewinie. Uszliśmy z życiem, ale do teraz bolą mnie ręce i na samą myśl trzęsą mi się nogi;) Poza tym czuję się cholernie nieodpowiedzialna. No i tu wyrazy podziwu dla ludzi, którzy w pełni świadomi pakują się w te wszystkie łańcuchy, przepaście i inne wykrzykniki:)


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 10 sierpnia 2009 17:30:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 18 listopada 2005 19:20:58
Posty: 3939
Skąd: miasto Książąt
ja jutro wyruszam na kilka dni w Tatry. ostatni raz latem byłem ładnych parę lat temu. nie wiem jak z kondycją i w ogóle. żadnych planów na razie nie mamy, wszystko pewnie będzie zależało od pogody.

_________________
kocham cię extra mocno, kocham cię luksusowo


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1455 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43 ... 97  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group