Kiedyś Dzyń rozpoczął znakomity skądinąd wątek "tego NIE słucham" od stwierdzenia, że spośród zespołów uznanych nie lubi on i nie słucha Rolling Stonesów i właśnie Dire Straits. Odnoszę wrażenie, że w ogóle rzadko się o Dajerach słyszy na naszym forum.
A wychowałem się w kulcie tego zespołu niemal, bo wujek - przez długi czas mój wielki autorytet w sprawach wszelkich - od zawsze miał Dire Straits jako swój numer jeden (gdzieś tam w pobliżu dobijał tylko Led Zeppelin), a Brothers in Arms i Sultans of Swing to były jego ulubione piosenki.
I pamiętam, ze na jakichś listach w czasach licealnych obaj z Kacprem miewaliśmy ten zespół w pierwszych piątkach!
Dire Straits * * * *
Baaardzo klasyczny rock, bez żadnego pitu pitu, a zarazem w czasach rozkwitu punka wyjątkowo porządny pod względem umiejętności wykonawczych, staranności brzmienia, subtelności różnego rodzaju... Właściwie bez słabej piosenki, choć też poza Sułtanami nie ma tu fajerwerku. Ale w tym zespole nie chodzi o fajerwerk, tylko o solidną muzyczną materię. I to jest.
Best song oczywiście
Sultans of Swing
Communique * * *
Ciąg dalszy tego, co wyżej, tylko drugi raz to samo, więc szkoda że nie trochę inaczej, no i brak aż tak dobrego utworu... Ale ogólnie bardzo przyjemna pozycja, z miejscami może nie zachwycającymi, ale parę razy krew zaczyna krążyć szybciej.
Best song chyba jednak
Once Upon a Time in the West za łamańce rytmiczne.
Making Movies * * 1/2
Niby nawet lepiej, nieco inaczej, jakieś pianinka wchodzą i więcej hitów ewidentnych... ale drażni mnie ta płyta, nie przepadam.
Best song sztampowo
Tunnel of Love, ale tak to bywa, że Dire Straits jest zespołem singlowym i najczęściej najlepsze są właśnie przeboje...
Love Over Gold * * * * +
Po pierwsze wreszcie jakas fajna okładka

Po drugie wreszcie coś NAPRAWDĘ innego. Po najważniejsze - pierwsza strona jest
wybitna. 14minutowe Telegraph Road nie tylko się nie dłuży ani przez chwilkę, ale też w ogóle nie czuć, ze to taki kolos, piosenka sobie płynie, co chwila coś sie tam zmienia, przecudny ten motyw gitarowy w środku, porywające całe instrumentalne zakończenie. I przechodzi w kolejną zachwycającą gitarę, tym razem klasyczną, w Private Investigations, który to utwór niestety, no.. przydałby się jakiś wokalista z głosem
Gorzej jednak, że druga strona wypada o wiele bladziej, pozostawiając wrażenie poważnej nierówności w skali całej płyty.
Best song (w całej dyskografii zespołu):
Telegraph Road * * * * * *
Alchemy * * * * 1/2
Koncertówka z prawdziwego zdarzenia, podobno bez żadnych zupełnie machlojek w studio, żeby lepiej brzmiało. Zarazem świetny "best of" z dotychczasowych płyt. Może tylko Sultans nie brzmi tak idealnie... Ale za to jest piękny temat Knopflera z filmu Local Hero!
Brothers in Arms * * * * *
Płyta, dla której warto było założyć ten wątek
Nie powiem, że jest idealna, bo niewydarzony ten pierwszy utwór, So Far Away, słabizna straszna. Ale dalej się broni po całości. Wbrew pozorom nie przebojowe Money for nothing i Walk of life decydują o brzmieniu płyty, tylko rzeczy jak najbardziej nastrojowe: Your Latest Trick z bezbłędną partią saksofonu, niezwykle ciepłe Why Worry, niepokojące i DOSKONALE zaaranżowane Ride Across the River, wreszcie - najlepszy pozasinglowy utwór Dire Straits , Man's Too Strong, z tekstem o wielkiej sile (kiedyś miałem ideę fix, żeby zrobić film inspirowany tym tekstem!) oraz z motywem gitarowym (po tytułowych slowach), który po prostu mną wstrząsa!!
No ale i tak..
best song:
Brothers in Arms... co tu poradzić na to, że jest to najzwyczajniej w świecie przepiękne?
Money For Nothing (składanka) * * * *
Ważna składanka, bo jak mówiłem Dire Straits to zespół singlowy. Więc zestaw oczywiście w sam raz, ale jest w tym feler a nawet kilka: wersja Brothers obcięta o koniec

, wersja Money obcięta o początek

, wersja Telegraph koncertowa, która jednak dużo traci z perfekcji oryginału
On Every Street * *
Podobno to jest dobre, ale się nie mogłem wsłuchać i mi się nie spodobało. Najbardziej mi przypadła do gustu letko mdła, ale jednak bardzo ładna balladka
You and Your Friend, ale czy faktycznie jest to best song?...
Dla mnie ta płyta to taki Load Dajerów.
Dziękuję za uwagę
P.S. A Mark Knopfler to gitarzysta z mojej pierwszej piątki na sto procent. Spośród gitarzystów nie-czadowych (wliczając w to czady typu Hendrix), cenię go chyba nawet NAJbardziej, za najbardziej rozpoznawalne brzmienie - wielka klasa w tym jest.