Kiedyś nagrałem sobie z TVP Kultura
ten koncert i jakoś dziś rano przyszedł czas na jego obejrzenie. Koncert na 10-lecie Lado ABC, a więc z roku 2014, na którym wystąpiło 19 składów, od jednoosobowych (
Masecki, Szamburski, Zemler), po wielki ensemble składający się z samych
Mitchów 
a kolejni muzycy pojawiają się co i raz w różnych składach i grając na różnych instrumentach. Generalnie wspaniała sprawa!
Wystąpili (kolejność z TVP Kultura, w linku z youtuba jest nieco inna, nie wiem czemu):
Alte Zachen, czyli
Raphael Rogiński, Bartek Tyciński, Macio Moretti, Ola Rzepka brzmiący genialnie (te gitary!!), wspierani przez
Miłosza Pękalę podgrzewającego atmosferę na bongosach i
Pawła Szamburskiego grającego na klarnecie klęcząc na podłodze

- galopujący psychodeliczny chasydzki czad! Wymarzony początek, po takim początku chce się od razu obejrzeć wszystko.
LXMP - dla mnie za dużo elektroniki, w dodatku brzmiącej jak dziecięca zabawka albo muzyka do starej gry komputerowej; ale fajnie się patrzy, jak
Macio Moretti (dopiero co grał na basie) tutaj jedną ręką (i nogą) czaruje na perkusji, a drugą obsługuje syntezator; i fajny moment freejazzowy
Marcin Masecki solo z jakimiś elektronicznymi zabawkami, nie dla mnie
Mitch & Mitch - wspaniała zabawa, wszyscy z radością do przodu i jak to słychać! Doskonały występ Miłosza Pękali, tym razem na wibrafonie.
Potem zupełnie mi nieznany
Hokei Zodiak - bardzo mi się podobał wykonany przez nich utwór, taki transowy noiz z ekspresyjnym wokalem
Efekt Moozgu - jak free jazz tylko na syntezatorach (z dodatkiem głosu): każdy wydaje całkowicie dowolne dźwięki w bardzo wysokim tempie

Trwa to ledwie dwie minuty i całe szczęście, ale jako takie bardzo mi się podoba!
Paweł Szamburski solo - ze skrajności w skrajność: każdy dźwięk jest podany z największą pieczołowitością i skupieniem, i oszczędnością. Paweł jeszcze młody, nie przekonany o swojej wielkości

, ufający, że jednym cichym instrumentem i pięknem muzyki można zaczarować słuchaczy.
Baaba - nie lubię; słyszę ich wysokie kompetencje muzyczne, ale dla mnie to jest brzydkie w brzmieniach i formalnie pokomplikowane po nic
Wovoka - ojej, dawno nie słuchałem Wovoki i zapomniałem, jak mine to totalnie wkręca - głośniki w moim telewizorze strasznie spłaszczają i czułem, że to nie to, więc odpaliłem na lepszych, gdzie cała potęga brzmienia wyszła na jaw i chyba teraz będę słuchał Wovoki przez całe ferie
Pictorial Candy - kolejny zupełnie mi nieznany skład; to chyba dla zwolenników specyficznego rodzaju damskiej wokalistyki z dodatkiem elektronicznych dźwięków, ale to chyba nie ja
Arszyn/Duda - dziwne połączenie saksofonu z elektroniką, same trzaski i stukoty, musiałem przewinąć
Slalom - ci też mordują syntezatory i też mi się nie podobało
Ed Wood - a tu pan morduje swoje gardło (krzyki torturowanego Golluma?), a w ogóle wszyscy mordują swoje instrumenty, na dłuższą metę bym nie zniósł, ale jako przerywnik od syntezatorów przyjąłem z dobrodziejstwem inwentarza
Polpo Motel - jakoś zupełnie nie podobał mi się wokal pani, a tych elektronicznych podkładów zaczynam mieć poważnie dość
Tupika - zupełna zmiana klimatu, bo skrzypce, klarnet, kontrabas; brzmienie zdecydowanie bardziej dla mnie, ale niezbyt podobało mi się to, co grali
Profesjonalizm - w zasadzie całkiem tradycyjny jazz, tylko że co i raz wyskakują jakieś awangardowe niespodzianki; w składzie m.in.
Michał Górczyński i Marcin MaseckiHubert Zemler - perkusja i perkusjonalia (incl. instrumenty wibranofowate) solo, bardzo bogate i interesujące
Paristetris - znowu ta argentyńska pani teraz chyba z jakimś efektem nałożonym na głos i jak dla mnie również z większym wyrazem; ale znowu trochę muzyka jak z pozytywki, a ten kierunek Lado zdecydowanie mi nie podchodzi, choć tutaj plejada wybitnych muzyków ladowskich
A tutaj niespodzianka, bo
Małgorzata Sarbak gra na szpinecie (taki klawesyn) utwór barokowy Jeana-Philippe'a Rameau i robi się koncert muzyki dawnej; ta pani specjalizująca się w muzyce klasycznej na instrumentach historycznych nagrała też płytę w Lado i, choć reprezentuje całkowicie odmienną stylistykę, niż ktokolwiek (Bastardy jeszcze nie było...), znalazła swoje miejsce na tym koncercie i została przyjęta z owacją
Na koniec
Jerz Igor, czyli dwóch panów śpiewających niezbyt ciekawe dla mnie harmonie wokalne, ale po ich niemal samotnym, oszczędnym wykonaniu, zaczynają grać niemal wszyscy na sali i dochodzi do bardzo ciekawego finału.
Ogólnie świetny seans na sobotni poranek
