Hej! Odcinek 12, o którym wyżej piszecie, był dość słabawy istotnie, przy czym miał też znakomite momenty, mianowicie schizy Sary Palmer oraz świetną, choć mało charakterystyczną scenę rozmowy szeryfa Trumana z Benem Hornem. Pod koniec zaczęło się robić całkiem nieciekawie, z bardzo rozczarowującą (chociaż...? *) sceną wprowadzającą Audrey i najgorszą jak dotąd sceną w Roadhouse (kompletnie bezsensowna rozmowa nie wiadomo kogo z nie wiadomo kim o milionie osób, które nie wiadomo kim są i nie mają żadnego znaczenia ze słabą piosenką w tle).
Odcinek 13 niestety nie był wcale lepszy - tym razem z przykrością muszę powiedzieć, że wszystkie najgorsze sceny rozegrały się w samym Twin Peaks. Nie podobała mi się zupełnie scena Nadine i Jacoby'ego, przepraszam, ale miałem odczucia podobne, jak oglądając Czteredziestolatka 20 lat później albo jakiegoś Rysia

- starzy lubiani bohaterowie pozbawieni jaj i sensu... Sceny w RR raczej po nic i nudne, Shelly gada z córką przez telefon, obiecuje to nawet interesującą scenę (lubię postać tej jej pokopanej córki), ale żadnej sceny nie ma, była wcześniej, ale nie pokazali

... Bobby coś tam mruczy o znalezisku sprzed iluś odcinków, z którego coś wyniknie chyba na następne święta

... co mnie obchodzi mleko organiczne w plackach Normy

... i nie rozumiem kompletnie, czemu się czeka 13 odcinków z wprowadzeniem tak popularnej postaci, jak Ed, po to, żeby umieścić go w scenie, w której nic się nie dzieje, on nie jest do niczego potrzebny i nie ma nic do zrobienia...... (chociaż... **).
No i Audrey - kolejna kiepska scena z nią niby, tylko że:
* coś tu mi śmirdzi i to chyba nie jest wszystko tak, jak się wydaje... te ich sceny są tak zupełnie poza wszystkim, że czuję, że są nierealne. Może ona wciąż w śpiączce i ma to tylko w głowie? Sceny same w sobie wydają się póki co marne, ale liczę na to, że coś tu jeszcze stanie na głowie i przy drugim oglądaniu okaże się znacznie mocniejsze.
Sceny ulokowane w samym Twin Peaks w tym odcinku wyjątkowo mi nie podeszły (nie po raz pierwszy niestety), ale muszę powiedzieć, że "Roadhouse proudly presents..." to był tym razem prawdziwy czad
No i:
** ostatnia scena, właściwie tylko ujęcie, Ed siedzący samotnie, była jak dla mnie best momentem odcinka.
A co do ostatnich scen i best momentów, to hej!:
ta scena jest wybitna! Pięć gwiazdek jak cholera.
Przy okazji podlinkuję też
długą, wolną wersję tego pięknego utworu, który zdaje się, jest jedynym realnym wkładem Angelo Badalamentiego w tę serię, nie? Piękne.