Tak, rewelacyjne to jest. I ma też ten satyryczny sznyt, co w Strangelovie czy gdzieś tam, ale on jest na dalszym planie i owszem dużo dodaje, ale najważniejsze jest właśnie to "tak po ludzku", co personifikuje Kirk Douglas (świetny, choć jak go raczej nie lubię).
Prazeodym pisze:
te późniejsze rzeczy są dla mnie jakieś takie obce i dalekie w swojej niewątpliwej arcydzielnosci
Pet pisze:
W jego sposobie prowadzenia narracji, kierowaniu aktorami i obrazowaniu było coś... hmmm... nie wiem jak to ująć... teatralnego? sztucznego? coś co powodowało, ze jego historie oglądało się jakby zza szyby, zamiast wsiąknąć w nią po uszy?
Niewątpliwie. Najbardziej wprost pasuje to do Barry Lyndona (którego zresztą Pet nie widział w momencie zakładania wątku, ale czy nadgonił?...), ale i tam muszę powiedzieć, że w miarę, jak mi się film układał, to coraz bardziej go doceniałem i tych pierwszych, intuicyjnych pięciu gwiazdek nie ruszam. Dr Strangelove również ma tę teatralność, ale cóż skoro jest to teatralność najlepszego rodzaju! A z kolei Mechaniczna pomarańcza jakkolwiek sztuczna by nie była, moi bracia,
never fails to trzepnąć mnie i po głowie, i po najzwyklejszych, wcale nie sztucznych emocjach.
Na spontanie:
1. Odyseja
2. Mechaniczna pomarańcza
3. Dr Strangelove
4. Ścieżki chwały
5. Barry Lyndon
6. Oczy szeroko zamknięte
9. Full Metal Jacket
20. Lśnienie
Spartakus - nie pamiętam.
Lolita, Zabójstwo - nie widziałem