|
Piekło na Centralnym 2006-08-11 17:39
Centralny od dawna nie jest już wizytówką stolicy. Nadal jednak spełnia swoją funkcję - przyjeżdżają tu i odjeżdżają stąd pociągi. Ale to nie wszystko. Centralny to przede wszystkim wielki supermarket, w którym sprzedaje się narkotyki, przytulisko bezdomnych i miejsce spotkań prostytutek płci obojga.
Strzykawki i prezerwatywy
Monar prowadził na dworcu akcję polegającą na rozdawaniu strzykawek narkomanom, stowarzyszenie Tada działające na rzecz profilaktyki AIDS rozdawało prezerwatywy gejom i prostytutkom. Dwie noce w tygodniu wolontariusze poświęcali na to, by każdy, kto musi dać sobie w żyłę lub zarobić trochę na prostytucji, mógł zrobić to bezpiecznie - narkoman przy pomocy czystej strzykawki, prostytutka używając prezerwatywy.
- Kiedy poszedłem pierwszy raz na dworzec myślałem, że po strzykawki i prezerwatywy przyjdzie może jakieś 40 osób – mówi Paweł Gąska, który pracował jako wolontariusz. - Ze wszystkich zakamarków i dziur wydostało się, jak policzyliśmy, 609 osób, ale nie byli to wszyscy mieszkańcy dworca - tylko ci, którzy biorą narkotyki lub potrzebują prezerwatyw. Kiedy ich zobaczyłem, byłem przerażony. Jeśli ktoś myśli, że wie, jak wygląda narkoman lub prostytutka, powinien tu przyjść. Przekona się, że nie wie nic.
Halina ma 38 lat i wygląda jak zabiedzona nauczycielka z prowincji. Śpi w wylocie tunelu w zachodniej części dworca, ubiera się w podniszczoną jesionkę z wyliniałym kołnierzem z lisa i odrapane kozaczki, nosi to bez względu na porę roku. Jest narkomanką. Bierze wszystko co akurat jest do wzięcia, wącha też klej. Kiedy przychodzi po strzykawki, już z daleka krzyczy i przeklina, zwraca na siebie uwagę. Halina jest wyjątkiem wśród mieszkańców dworca - uważa, że najważniejsze to dbać o siebie. W porównaniu z innymi narkomanami wyróżnia się tym, że... jest umyta.
Najgorzej wyglądają ci, którzy mieszkają w koczowiskach przy dworcu Ochota – mówi Paweł Gąska. - Żyją w legowiskach z folii i tektury, czasem przychodzą po strzykawki, ale rzadko. Używają brudnych. Nie wiem, czy są nosicielami HIV. Nikt nie robi sobie przecież badań.
Na dworcu śmierdzi, najgorsze są końcówki peronów - skrajne odcinki sektora 1 i 3. Śmierdzi moczem, wymiocinami i niemytym ciałem. Tu najczęściej przesiadują bezdomni. Zwyczajnym pasażerom, którzy nie chcą wąchać smrodu, pozostaje w oczekiwaniu na pociąg tylko sektor 2 peronu, ten w środku. Tutaj jest w miarę normalnie, ale tłoczno.
Narkotyki przy Jana Pawła
Policjant w dworcowym komisariacie nie powie niczego bez zgody zwierzchnika, a zwierzchnik jest na urlopie. Młodzi funkcjonariusze patrolujący pasaż handlowy, początkowo z oporami, ale mówią.
- To, co się tutaj dzieje, przechodzi ludzkie pojęcie. Pedały umawiają się pod kioskami z kasetami porno - takie stałe miejsce spotkań. Narkotyki sprzedają przy Jana Pawła II i od strony Marriotta. Dziwki kręcą się po całym dworcu, bezdomni tak samo. Nawet jeśli kogoś aresztujemy, bo rozrabia, za tydzień znowu jest na dworcu.
Od strony ulicy Jana Pawła II nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Jacyś mężczyźni siedzą na murku, widać, że są trochę brudni - na pierwszy rzut oka zwykłe lumpy. Po jakimś czasie podochodzi do nich chłopak i próbuje niezauważenie włożyć jednemu z nich zwitek banknotów do kieszeni. Mężczyzna odwraca się i podaje coś chłopakowi, wyciągając rękę z drugiej kieszeni. Tak wygląda handel narkotykami pod dworcem.
Na trzecim peronie, w sektorze pierwszym, siedzi na ławce dziewczyna z plecakiem. Przed nią rozłożone jest sreberko z opakowania czekolady, na nim spora ilość białego proszku. Dziewczyna porcjuje proszek przy pomocy karty telefonicznej. Po sąsiednim peronie przechadza się patrol Służby Ochrony Kolei. Patrzą na dziewczynę, ale chyba nie chcą jej zauważyć.
Dworzec nabiera kolorytu latem. Jest mnóstwo podróżnych, więcej kieszonkowców i pełno młodzieży. Także takiej, która uciekła z domu. Młodzi ludzie najczęściej padają ofiarami handlarzy narkotyków, sutenerów i złodziei. Wiele młodych osób przyjeżdża jednak na dworzec specjalnie po to, by się prostytuować. Większość prostytutek na centralnym to chłopcy, często dwunastolatki. Wystarczy zajrzeć do męskiej toalety, by przekonać się, że jest to skrzynka kontaktowa gejów. W każdej kabinie jest co najmniej kilka ofert. Oferty są nagryzmolone długopisem na drzwiach lub wyskrobane czymś ostrym w tynku ściany. Wszystkie mają pewien standard - składają się z opisu usług, które wykonuje oferent oraz zestawu akcesoriów, których do tego używa. Na końcu zawsze jest numer telefonu komórkowego.
Jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby robili to w kabinie – mówi pani z toalety przy wschodniej ścianie dworca. Zaczepiają jeden drugiego, prawda. Umawiają się i robią te swoje zachęty, ale żeby te rzeczy, to nie. Wszystko bym słyszała.
Mieszkanie przy dworcu
Nie lepiej niż sam dworzec wyglądają dziś jego najbliższe okolice. Al. Jerozolimskie, ul. Jana Pawła II, Chałubińskiego i Emilii Plater to przecież warszawski pigalak, po godzinie 19.00 prostytutki stoją sobie spokojnie na ulicy i zaczepiają klientów. Na Chałubińskiego machają na samochody jak na trasach szybkiego ruchu. Aleje pełne są agencji towarzyskich, które reklamują się bez żenady w oknach mieszkań. Na odcinku od placu Zawiszy do skrzyżowania z Jana Pawła II jest takich reklam, wymalowanych na szybach, dziesięć. Wystarczy zostawić tu samochód na pół godziny, by za wycieraczką znaleźć kilka reklamówek agencji towarzyskich. Jest ich pełno również na chodnikach.
Mieszkam od niedawna w kamienicy przy al. Jerozolimskich - mówi Maciej Kiryczyński - Wydawało mi się, że samo centrum stolicy wygląda inaczej, że nie będzie tu takiego brudu. Niestety jest - dosłowny i metaforyczny. Z kontenerów przy dworcu WKD śmieci się wysypują, stale coś jest rozlane na chodniku i wydziela nieludzki zapach, po drugiej stronie ulicy, tam gdzie mieszkam, też jest nielepiej. Śmieci i brud. Całe szczęście, że wszystkie kamienice w tym kwartale ulic mają grube bramy i domofony. Za bramą jest już zupełnie inny świat, coś z przedwojennej atmosfery - marmury, lustra na ścianach i winobluszcz.
Na dworzec po pistolet
Na dworcu można oberwać, szczególnie jeśli człowiek wałęsa się bez wyraźnego celu i trafi na pijaków. Wyszynk alkoholu jest co prawda zabroniony na terenie samego dworca, ale zakaz nie obejmuje podziemia handlowego przy dworcu WKD. Jest tam kilka knajpek, gdzie serwuje się piwo, są sklepy spożywcze i jeden supermarket, w którym też jest alkohol. Właśnie po podziemiu handlowym kręci się najwięcej pijanych, którzy zaczepiają przechodniów. Tutaj także jest najwięcej luksusowych sklepów, głównie z odzieżą i bielizną. Na dworcu ruch jest ogromny, więc wszystko jest droższe niż gdzie indziej i obroty nie spadają. Można tu kupić praktycznie wszystko, ale to co przykuwa uwagę od razu, to pistolety w kioskach. Oczywiście jest to broń gazowa, ale wygląda jak prawdziwa. Poza tym wiadomo, że przerobienie pistoletu gazowego na ostrą amunicję nie stanowi żadnego problemu. Broń jest jednak droga i nie każdy może ją kupić. Za to prawie każdy może sobie kupić procę. Proca kosztuje 150 zł. Jest bardzo solidna, ma metalowe widełki i grube gumy. Żeby z niej wystrzelić, trzeba oprzeć ją na łokciu przy pomocy specjalnego wspornika. Do procy dołączony jest woreczek z amunicją - ciężkimi metalowymi kulkami, takimi jakie są w łożyskach. Proce można sprzedawać bez ograniczeń, cóż to za broń? Jednak każdy z odrobiną wyobraźni wie, że zabicie człowieka z takiej procy nie stanowi żadnego problemu. Wystarczy trafić w głowę.
Legendy i mity Dworca Centralnego
Różne historie opowiadają o Dworcu Centralnym – mówi Paweł Gąska. - Podobno mieszka tu wśród bezdomnych profesor z uniwersytetu, który miał dosyć normalnego życia i wybrał los kloszarda. Nie wierzę. Wierzę natomiast w to, że dworzec jest podzielony na żebracze strefy wpływów, każdy kontener ma swojego opiekuna lub kilku opiekunów. Wkroczenie na czyjś teren oznacza zemstę, nierzadko krwawą.
Z dworcem wiąże się jeszcze jedna historia. Tak dramatyczna, że trudno w nią uwierzyć, a jednak prawdziwa. Na dworcu mieszkała Chinka. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ale historia tej dziewczyny jest niezwykła. Jechała z Pekinu do Berlina, była studentką, miała przesiadkę w Warszawie. Musiała poczekać kilka godzin. Prawdopodobnie była narkomanką, albo próbowała kiedyś narkotyków. Nie wiadomo jak to się stało, ale "wsiąkła" w dworzec i była przetrzymywana przez grupę sutenerów i handlarzy narkotyków, którzy puszczali ją w obieg i zarabiali na tym egzotycznym towarze niezłe pieniądze. Spędziła na centralnym dwa lata. Uratowali ją ludzie z Monaru.
Tomasz Wesołowski/o2.pl
_________________ Auto, winda, kibel, molo Ławka, kino,basen, szkoła
|