elsea pisze:
Idea jest taka - "to droga NIE dla wszystkich" - nie masz jak, nie umiesz - NIE IDŹ. Tak?
Właśnie tak. Tj., nikt nikomu nie zabroni pójścia tam nago i boso, ale *informacja* powinna być przekazana w taki sposób, żeby chętny do wybrania się na ten szlak zdawał sobie sprawę, że potrzebny będzie mu określony sprzęt i umiejętność posługiwania się nim. Jak już pisałem - sprzęt jest tani (i byłby pewnie łatwy/tani do wypożyczenia), a nauczyć się go wykorzystywać można błyskawicznie, ale dla wielu *nieprzygotowanych* osób sama _świadomość_ tego, że nie idą na "szlak", tylko na jakąś "ferratę" działałaby jako skuteczny
deterrent.
elsea pisze:
I idea ogólnie wydaje mi się słuszna.
Bardzo się cieszę

elsea pisze:
Ja na 100% nie nadaję się na wszystkie szlaki
Bez żartów... Na szlaki - zdecydowanie na wszystkie. Na ferratach - myślę, że by Ci się bardzo spodobało... Przy okazji - polecam ściankę na Obozowej.
KoT pisze:
Klamry i łańcuhy to półśrodki bezpieczeństwa !!! Najistotniejsza jest kwestia bezpieczeństwa. Chodziłem po ferratach w Dolomitach i czułem się tam znacznie bezpieczniej niż na Orlej Perci, czy Czerwonej Ławce. Co więcej w Tatrach zaczęło mi brakować pewnej asekuracji. Żeby sie wypowiadać w tej kwestii trzeba przede wszystkim zrozumieć, że człowiek idący po ferracie w uprzęży z lążami jest przez cały czas przypięty do punktu asekuracyjnego - stalowej liny. Co by się nie działo zawsze jest się ubezpieczonym. Upadek w tej sytuacji może być groźny i niebezpieczny, ale grozi w najgorszym wypadku ciężkimi obtłuczeniami, a nie utratą życia. Kask na głowie na Orlej perci się przydaje. Wprowadzenie via ferrat spowodowałoby w wielu szczególnie najniebezpieczniejszych miejscach konieczność ruchu jednostronnego co na pewno poprawi prędkość przechodzenia - nie będzie się trzeba mijać z ludźmi idącymi z naprzeciwka. Nawet jeżeli nie spowodowałoby to zmiejszenia natężenia ruchu to warto jednak postawić na bezpieczeństwo.
Właśnie o to chodzi pomysłodawcom wprowadzenia na Orlej Perci via ferraty. Właściwie 90% argumentów "za" odwołuje się do spraw bezpieczeństwa - bo rzeczy takie jak tłok, mijanki itd. ściśle się z tym bezpieczeństwem wiążą.
panek pisze:
Hehe, autor chyba zna się na pijarze
No i chyba o to chodzi - przecież to jest jakaś firma organizująca kursy wspinaczkowe i wyjazdy. Dobrze chociaż, że zamieścili u siebie coś w rodzau takiego (całkiem konkretnego!) poradnika.
panek pisze:
Z jednej strony - to takie trochę elitaryzowanie, robienie z trasy, o dostępności obecnie ograniczonej jedynie samooceną, trasy, o dostępności ograniczonej posiadaniem sprzętu
Kiedy Ksiądz Gadowski budował Orlą Perć, to jego głównym założeniem było stworzenie "elitarnego szlaku" dla śmietanki ówczesnych turystów tatrzańskich. Dzisiejsze zatłoczenie Orlej to po pierwsze efekt umasowienia turystyki, po drugie fałszywe (niekiedy) podwyźszenie samooceny w odniesieniu do umiejętności u wielu użytkowników, a po trzecie mylne przekonanie, że jest to szlak, a jako taki powinien być dostępny dla wszystkich.
Nie jestem *absolutnie* zwolennikiem wprowadzania jakichkolwiek ograniczeń administracyjnych w górach. Sam byłem członkiem grupy "lobbystycznej", która doprowadziła do zniesienia Karty Taternika (tj. do tego, że Karta nie jest już wymagana do uprawiania wspinaczki w Tatrach; wystarcza teraz członkostwo w jednym z polskich lub zagranicznych Klubów Wysokogórskich). Jestem natomoast zwolennikiem tego, żeby masowy ruch turystyczny był w naturalny sposób kanalizowany. Turyści-bigosowcy chodziliby (tak jak i teraz chodzą) do Morskiego Oka szosą i do Ornaku dnem Doliny Kościeliskiej. Turyści z małymi dziećmi chodziliby (tak jak i teraz chodzą) głównie po Dolinkach Reglowych. Turyści "normalni" chodziliby (tak jak i teraz chodzą) wszędzie tam, gdzie prowadzą szlaki. Niewielki procent (jak sądzę) z tych "normalnych"
zrezygnowałby z pójścia na Orlą Perć, gdyby zamieniono ten szlak z łańcuchowego na ferratę. Jestem przekonany, że większość zdecydowałaby się na wycieczkę po kupieniu/wypożyczeniu odpowiedniego sprzętu (dla własnego bezpieczeństwa!!). Myślę, że skutkowałoby to tym, że przejście "Nowej Orlej Perci" stałoby się symbolicznym ukoronowaniem kariery tatrzańskiego turysty. Wielu osobom pozwoliłoby też uwierzyć we własne możliwości i - być może - stałoby się "mentalną przepustką" w góry nieco wyższe, w których ferrat są czymś normalnym.
panek pisze:
teraz mam wrażenie, że skoro jakaś bliżej mi nieznana Orla Perć jest szlakiem, jeszcze z jakimiś ułatwieniami, to mimo braku jakiegokolwiek przeszkolenia wspinaczkowego, powinna być w moim zasięgu. A to pewnie głupie i niebezpieczne
I w tym tkwi sedno sprawy! Wiele osób wybierających się na Orlą Perć jest przekonana, że idzie na kolejny znakowany szlak, w dodatku "ubezpieczony". Po pierwsze - nie jest to "kolejny znakowany szlak", tylko długa, niebezpieczna, eksponowana i wymagająca tura do której żaden polski szlak nie ma porównania (poza *króciutkimi* odcinkami tras na Przeł. pod Chłopkiem i na Rysy). Przeszkolenie wspinaczkowe nie jest oczywiście do przejścia Orlej potrzebne, ale złudna łatwość tej trasy powoduje, że pchają się tam ludzie zupełnie nieprzygotowani. Po drugie - co wynika z pierwszego - nie jest to trasa dla każdego. Ty byś sobie poradził, bo z Aonach Eagach sobie poradziłeś. Niestety dla wielu osób to to trasa nie jest. Od paru lat siedzę (w zw. z fundacją itd.) blisko TOPR i ciągle mam informacje o wypadkach na Orlej Perci. Do prasy docierają tylko wiadomości o trupach, ale naprawdę - wypadków (nie śmiertelnych) na tej drodze jest *mnóstwo*... Wprowadzenie tam ferraty znacznie zmniejszyłoby natężenie ruchu, a korzystającym z tej drogi dałoby znacznie większe bezpieczeństwo i przyjemność z pokonywania trasy...