Oba koncerty na których byłem razem ze swoją siostrą Inverness tj. w Kraśniku i w Lublinie świetne! Koncerty bardzo mi się podobały pod względem instrumentalnym. Płyta Dementi i promująca ją trasa koncertowa jest kolejnym dowodem na to, że zespół 2Tm2,3 tworzą wspaniali muzycy niesamowicie utalentowani, wszyscy bez wyjątku! To były moje pierwsze koncerty akustyczne Tymka, byłem ciekaw jak "to" gra, no i okazuje się że gra rewelacyjnie!! Poraz pierwszy miałem możliwość na żywo usłyszenia wokalu Angeliki - rewelacja, wspaniały głos, wspaniała kobieta!! Rozencwajgowa wspaniale tańczyła wśród przeszkadzajek, no i wokale bezbłędne, Elrond, Maleo i podśpiewujący Robertino, Nepti na gitarach, wszyscy wspaniale współgrali, no i jeszcze Pospieszalscy od wielu lat są dla mnie wspaniałymi muzykami i zawsze kiedy grają w Tymku wnoszą coś wspaniałego do tego zespołu, Stopa również, zawsze wysoko ceniłem twórczość tych Panów szczególnie widoczną w Voo Voo i to co robią w Tymoteuszu też jest rewelacyjne! Świetnie współgrał także kwartet.
Jak już ktoś wcześniej trafnie zauważył, ta muzyka po prostu płynie, nie bazuje wyłącznie na emocjach, ale wnika w głąb i skłania do refleksji, głębokich przemyśleń szczególnie w okresie Wielkiego Postu, zarówno muzyka jak i Słowo. Chciałbym jeszcze toważyszyć muzykom w trasie koncertowej, ale niestety "real live" mi na to nie pozwala, ale jak tylko będą w okolicy kolejne koncerty z pewnością nieomieszkam zawitać. Wielkie dzięki za płytę i koncerty!
Co do różnic między obydwoma koncertami to w Kraśniku nieco bardziej podobało mi się oświetlenie, w Lublinie trudniej było ustawić oświetlenie ze względu na to, że scena była "płytka" i na auli KULowskiej było dość jasno. ale pomimo tego i tak było dobrze, no i jak już wspomniał Smok nad zespołem wyświetlana była z projektora bardzo dużych rozmiarów okładka płyty, ciekawe byłyby eksperymenty z wyświetlaniem różnych sekwencji, które nawet Lafjoy miał przygotowane, ale nie miógł się rozdwoić (obsługiwał nagłośnienie sceny). Co do publiczności to publika Lubelska jest rewelacyjna!! Nie ujmując nic tej Kraśnickiej, czy jeszcze innej, ale Lublin to Lublin, już po pierwszym utworze chciało mi się szepnąć muzykom: gracie u siebie

, reakcja publiki na nowe utwory doskonała, pomimo że praktycznie wszystkie utwory były nowe, Lublin reagował tak jak by już je znał, bardzo żywiołowa i bardzo pozytywna reakcja!! To udowodniło, że Lublin jest szczególnym miejscem w którym muzycy tego zespołu (Armii oczywiście także) mogą poczuć się wyjątkowo, jak w domu. Muzycy również w Lublinie byli nieco bardziej swobodni i spontaniczni.
Jeżeli chodzi o nagłośnienie - Robertino wspaniały zestaw który rewelacyjnie się sprawdza, to było na prawdę dobre posunięcie

(pomimo paru lekkich zgrzytów

). Oświetlenie też świetnie dobrane zarówno do płyty jak i okresu liturgicznego.
Całość - muzyka, nagłośnienie, oświetlenie sprawiało wrażenie wspaniałej uczty pod względem estetycznym!
Jeszcze raz wielkie dzięki za płytę i oba koncerty!!
Moja relacja nie byłaby pełna gdybym nie wspomniał o wspomnianej już podróży

. Mój już wiekowy kredens (fiat 125p) już od jakiegoś czasu sprawiał wrażenie jakby coś w nim było nie tak. W drodze do Kraśnika to wrażenie się spotęgowało, przy prędkościach ok. 80 - 100km/h było w nim tak głośno jak we wschodniej produkcji dwupłatowcu
żeby się z kimś porozumieć trzeba byłoby w zasadzie prawie krzyczeć, jednak przy prędkości ok. 110km/h jakby się lekko uspokajało

, jako że koniecznie chciałem zdążyć na ten koncert trzymałem się tej prędkości. Do Kraśnika dojechaliśmy na czas. W drodze powrotnej było już coraz gorzej, bałem się że możemy nie dojechać. Na drugi dzień wyprawa do Lublina..., już myślałem coby pojechać busem, ale jako że chciałem jeszcze się załapać na Eucharystię w Lublinie zaryzykowałem i pojechaliśmy kredensem, było już znacznie gorzej, optymalna prędkość to 70km/h, powyżej tej prędkości auto sprawiało wrażenie jakby zaraz miało się rozpaść - Inverness miała nietęgą minę

, ale jakoś dzięki Bogu udało się dojechać, zdążyliśmy zarówno na Eucharystię jak i na koncert. Po koncercie, zaraz po tym jak rozstaliśmy się z Elrondem i jak tylko wyjechałem z KULowskiego zamkniętego parkingu, wsiadła reszta moich towarzyszy tj.: Smok, Smoczyca, Kurtmayer, no i oczywiście Inverness, no i wtedy satało się... Huk i koniec jazdy, słyszałem tylko dźwięk ciągnącego się po asfalcie wału napędowego. Niestety nie wytrzymał krzyżak który już od jakiegoś czasu dawał o sobie znać (mój błąd że go w porę nie wymieniłem) i urwał się wał napędowy. Pytanie co robić, trzeba było znaleź kogoś kto by nas sholował, ale o tej godzinie i w taką pogodę? Na szczęście na koncercie był też Shema i wystarczył tylko telefon i jest!! Na drugi dzień też mi pomógł holując mnie do Chełma, Shema - wielkie dzięki

. Podczas powrotu trzy razy musiałem wchodzić pod samochód żeby podczepić wał, coby się nie ciągnął po asfalcie, ale na szczęście jakoś się udało dotrzeć do domu. Na szczęście jest szansa że jeszcze na jakieś koncerty przyjadę swoim legendarnym kredensem

.
Pozdro dla wszystkich spotkanych forumiaków, szczególnie dla Smoczycy, Smoka, Kurtmayera (dzięki za nocleg), Shema no i dla Inverness., dzięki za towarzystwo!
P.S.
Elrondzie wielkie dzięki za płyty Luny limited edition, no i dla Edyty za to że je wysłała do Lublina
Do następnego razu...
P.S. 2
fotorelacja z obu koncertów wkrótce... (muszę jeszczpo trochę popracować nad fotkami, a to jest trochę czasochłonne)