Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest ndz, 19 kwietnia 2026 11:58:36

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 237 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10 ... 16  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 10 lipca 2008 18:40:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 26 maja 2006 19:29:43
Posty: 6699
elrond pisze:
...bo borsuk też naszym przyjecielem jest !

:hahaha: :D

azbest23 pisze:
Embryo "Opal" ***1/2

:D tzn, że może coś mi się spodoba jeszcze!

_________________
http://freemusicstop.com


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 10 lipca 2008 21:20:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
KRAFTWERK -KRAFTWERK 2 ***(1972)
Tak jak poprzednio mamy do czynienia z dziełem czysto instrumentalnym. Więcej elektroniki i awangardy. Na początek intro na instrumentach szklanych przechodzące w pogodny elektroniczny trans w średnim tempie z dodatkiem żywego fletu..."Klingklang"...pojawiają jednak dośc irytujące -to zwolnienia to przyspieszenia taśmy....utwór podzielony jest na 3 części: średnio -wolno -szybko (pojawia się chyba wiolonczela) w efekcie wchodzimy w ładne szybowanie nad jakąś elektryczną pustynią. Nastepny utwór "Atem" to przez około trzy minuty oddechy śpiącego olbrzyma. Znowu ktoś przewraca gitarę i przez jakiś czas sprawdza czy stroi...w zasadzie można powiedziec ,że stroi i zaczyna utwór "Strom" czyli :w miarę spokojne plumkanie na gitarze i basie w jakiejś zielonej jaskini. Nastepny utwór nagrany jest z pewnością na tajemniczej szpuli czwartej :"Spule 4"...jest to kojąca chińska muzyka grana na gitarze z użyciem tzw. wajchy i syntezatora. Nastepny utwór "Wallenlange" to 5-minutowe polifoniczne buczenie syntezatora.Na końcu "Harmonika " - minimalistyczna medytacja na bas i gitarę z maksymalnie spuszczonymi strunami + pukanie w coś. Płyta jest bardzo spokojna i bardziej "ludzka" niż poprzednia. Nie powiem ,że można wpaśc w jakiś stupor katatoniczny , ale prawie.
Obrazek
trzy minus

KRAFTWERK -RALF UND FLORIAN ** (1973)
Znowu znajdujemy sie w kosmosie , obok nas przelatuje własnie rój lunaszków , podziwiamy go machając doń przyjaźnie. Rój odpowiada nam miłą ,prostą melodyjką "Elrktrisches roulette" ..kojarzy mi się to nieodparcie ze scieżką dźwiekową do jakiejś dobranocki. Nabiera to nawet pod koniec tempa i mocy !!!. Nastepny utwór -"Tongebirge" to dialog żywego fletu z elektrofletem. Krótka rozmowa między człekiem a machiną..tylko czy coś z tego wynika? Nastepny utwór to krystalicznie czysta melodyjka na smutnym syntezatorze z sequencerem w tle.....opadania i wznoszenia ...aby zniknąć w krystalicznej dali... stąd tytu -lowe " Kristallo"..ale nie ! nagle wszystko sie cofa i wpada w ładną - krótką nerwową ekstazę. Spokojny ,kontemplacyjny ,żywy fortepian wprowadza nas do "Heimatklange" Tu odpoczywamy po wycieczce w zaświaty słuchając żywego fletu. Następny utwór to "Tanzmusic" czyli elektroniczna muzyka do tańca z zapatrzeniem się w jakis punkt w oddali . To porywa...Na końcu Suma -sumarum!! podsumowanie wszystkich wątków w jednej "Ananas Symphonie"...Symfonia obfituje w zmiany tempa i nastroju a tekże brzmień -elektronicznych i analogowych. Wszystko w jednym. :D Płyta jest mocno elektroniczna (nie ma w ogóle żywej perkusji) a brzmienie momentami dość plastikowe,ale patrząc na okładkę odnoszę wrażenie ,że kochani Ralf i Florian dopiero co przeżyli nirwanę !
Obrazek
dwa plus

_________________
ooooorekoreeeoooo


Ostatnio zmieniony czw, 10 lipca 2008 22:49:25 przez elrond, łącznie zmieniany 7 razy

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 10 lipca 2008 22:28:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:33:35
Posty: 4932
kończę przesłuchiwać płytę Soundtracks Can

bardzo dużo radości przyniosła mi ta muzyka, kojarzy mi się z manewrami i wakacjami (i to jest w samej muzyce, nie tylko w okolicznościach przesłuchań), wydaje się że nie jest to radość wymuszona ani nawet specjalnie narkotyczna

najbardziej podoba mi się utwór "Don't turn the Light on", leave me alone - podoba mi się barwa wokalu i linia melodyczna
(zdecydowanie wolę Suzukiego od Murzyna)
ale świetna jest też gitara - na całej płycie zresztą - czasem wydaje się że on nie do końca dociąga do pożądanego dźwięku, bardzo to ożywcze w porównaniu do angielskiej poprawności, jedyny który tak grał to Syd Barrett, oczywiście nie uwidzisz takich w Giutar Łerldzie...

Mother Sky mimo 14 minut tego samego rytmu nie jest nudny, partie dysonansowe trochę przypominają Interstellar Overdrive, ale też pojawiają się fragmenty śpiewane i inne, charakterystyczne jak się zdaje dla krautrocka, nagłe zwroty akcji, bas niby cały czas gra to samo kółko, ale nie jest to monotonne, jak to możliwe? Dla mnie to nie jest trans tylko galop, dobrze! ogień!

na początku dwa utwory, które przy dobrej woli można nazwać piosenkami :) - też mi się podobały, bo nie przypominały niczego innego

ostatni numer trochę ciężkawy humor, może zbyt wyraźny tekst i jak dla mnie za mało aksamitny wokal :), ale w gitarach jak zawsze dużo się dzieje



na gwiazdki na razie za wcześnie

_________________
The Hilgrims spotify


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 11 lipca 2008 07:32:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 21599
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Tak czytam ten wątek i się nad jednym zastanawiam: ile krałtroka (który jak wiadomo rzondzi) przeniknie na najnowszą płytę Armii? O ile w ogóle przeniknie... :uszol:

Zdrówka życzę

_________________
Sometimes good guys don't wear white


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 16 lipca 2008 18:56:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 29 maja 2006 07:57:07
Posty: 10786
Skąd: Gdynia
Obrazek
Amon Duul "Psychedelic Underground" ****

Amon Duul nie był typowym zespołem. Pod tą nazwą ukazywały się nagrania dokonane przez anarchistyczną hippisowską komunę z Berlina. Z tego powodu trudno w nim szukać wirtuozów. Bardziej liczyła się spontaniczność niż umiejętności. W wyniku konfliktu kilku muzyków opuściło kolektyw i założyli własny zespół Amon Duul II.
Amon Duul to dość zagadkowy twór. Nawet daty wydania płyt różnią sie w zależności od źródeł. Większość nagrań grupy zostało nagranych w czasie jednego zbiorowego jamu w 1968 roku (choć spotkałem się też z wersją 1969). Z tej też sesji pochodzi "Psychedelic Underground".
Płytę wypełnia transowa, improwizowana muzyka. Głównym składnikiem improwizacji jest surowy i maksymalnie uproszczony rock'n'roll. Zredukowany do jednego pierwotnego rytmu, brzmi jak zapis jakiegoś plemiennego rytuału. Amon Duul zbliża się do brzmienia The Velvet Underground. Podobnie wyrazista jest perkusja i równie hałaśliwe są gitary.
Brzmienie płyty jest surowe i nieco brudne. Anarchizm grupy słychać w jej muzyce. Wyrazem tego są pojawiające się różnego rodzaju zabawy dźwiękiem. Utwór nagle zamiera i wchodzi coś zupełnie innego: partia fortepianu lub melodia ludowa, by po chwili zniknąć i ustąpić pola pierwotnemu utworowi. Chwilami słychać coś co brzmi jak rytm wybijany na butelkach.

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 17 lipca 2008 10:22:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
..przechodzimy do bardzo sławnych płyt!

KRAFTWERK -AUTOBAHN **** (1974)

Ta nagrana już w kwartecie płyta to często punkt wyjścia dla artystów tworzących dziś elektro pop ,ambient czy techno.
Na poczatek 22 minutowa, wieloczęściowa, tytułowa Autostrada.Na tle seqencera pojawia sie motyw przewodni- zgrabna melodyjka przewijająca sie przez cały utwór.Pojawia sie wokal, zachęcający do słonecznej podróży przez Niemcarnię. Pogodne melodyjki wydobywane z przeróżnych syntezatorów wprowadzają nas w dobry nastrój, a wzorowo poprowadzone drogi budzą podziw całej europy! Jednostajny rytm jest modulowany i filtrowany na różne sposoby ,ciekawe brzmienia..Melodie śpiewane są na głosy ! Utwór mógłby być manifestem nowoczesności ,postępu i pracy socjalistycznej - śpiewają go młodzi ludzie odpowiedzialni za swoją ojczyznę !!! W zdrowym ciele -zdrowy puls !
Nastepnie przenosimy się w przestrzeń kosmiczną "Kometenmelodie 1" Powolny rytm ,wśród świstów przelatującej komety. "Kometenmelodie 2" to dalszy ciąg obserwacji i nasłuchu naszej komety ,ale pełen entuzjazmu i werwy....choć jak dla mnie trochę przydługi. Nastepny utwór to "Mitternacht". Jest tajemniczo i groźnie. Podążamy gdzieś w ciemnościach, otoczeni przez chmary latających elektro-nietoperzy...w dali wyje wilk-robot... a krople elektrycznej wody odbijają się echem o ściany jaskini. Nagle -pobudka ! Z tego pełnego grozy snu, budzą nas elektroniczne ptaki i żywy pasterski flecik....jesteśmy na jakimś łonie przyrody "Morgenspaziergang"....po dźwiekach rozpoznajemy daleki wschód..Chiny ? Japonia ? Zdrowa, poranna gimnastyka przy otwartym oknie ! :D ..I kto by powiedział ,że źle być Niemcem !...słonko ,mercedes,przygoda......................
ps.samtajms łor
Obrazek

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 17 lipca 2008 19:12:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 26 marca 2006 08:01:48
Posty: 19919
Skąd: z prowincji
Czas na tych co w wyszli z komuny, o której pisał azbest, tych, którzy umieją grać, czyli na zespół Amon Düül II.

Obrazek

Amon Düül II - "Phallus Dei"
1969
****1/4
01. Kanaan - 4:02
02. Dem Guten, Schönen, Wahren - 6:13
03. Luzifers Ghilom - 8:34
04. Henriette Krötenschwanz - 2:03
05. Phallus Dei - 20:47

Pierwsza płyta zespołu i od razu kawał porządnej, ciekawej, konkretnej i zakręconej (ale bez przesady) muzyki.
Zaczyna się od utworu "Kanaan" z orientalnym, sitarowym motywem , który bardzo podobnie brzmi do wstępu "Wherever I May Roam" Metalliki.
Następny "Dem Guten, Schönen, Wahren" trochę pompatyczna linia wokalna, śpiewają po niemiecku, nie mam pojęcia o czym, ale jakoś niedrażniąco. Poza "normalnym" śpiewem jest równieź nienormalny, trudny do opisania. Fajna solówka gitary.
Dalej "Luzifers Ghilom" pojawia się miejscami coś zalatującego jakąś dawną muzyką, taka mini suita - 8,5 minuty ale nie dłuży się, dużo się dzieje.
"Henriette Krötenschwanz" króciutki utwór z wokalistką i marszowym werbel w rolach głównych.
Czas na tytułową suitę. Zaczyna się niepokojącymi mało muzycznymi eksperymentami dźwiękowymi, od czwartej minuty rozpoczyna się 3 minutowe transowe granie, z gitarą w roli głównej, potem pojawiają się głosy, poznane już wcześniej. W połowie zmiana nastroju, wchodzą skrzypce, za chwilę milkną i mamy same instrumenty perkusyjne a na ich tle jakieś plemienne okrzyki. Po nich wraca fajne normalne jak na tą płytę rockowe granie. Skrzypce rzondzą. W finale pojawia się operowaty wokal. Koniec.
Jak dla mnie na płycie proporcje pomiędzy rockiem (miejscami jazzrockiem) progresją i eksperymentami są dobrze wyważone.
Brzmienie bardzo dobre (chyba juz tradycja w krautrocku).
Nie sądzę, by dzisiaj lepiej to nagrano.

Płyta więcej niż dobra. Wskazane zapoznanie się.

PS. no to pierwsze sieknięcię zaliczone ;)

_________________
Obrazek
"Niewole robią z nas ponurych i złych"
"Nie ma przypadków, są tylko znaki"


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 23 lipca 2008 21:27:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 28620
CAN MONSTER MOVIE

Super ten rozpętany przez Elronda bum na krautrock, zwłaszcza że zbiegł sie on z moim przekopywaniem szafki z kasetami za różną eksperymentalną muzyką. Złapałem sie więc nań.

Co za dziwna ekipa z tych Kanów. Muzyka taka nieprzejrzysta, tajemnicza, jak z... najbliższego otoczenia. Stary kontynent, uciążliwość i dziwna uroda.

Obrazek

Sześćdziesiąty ósmy, zaczynają od razu dziwnie (Father Cannot Yell) i wcale nie tłumacza dlaczego. Zwraca uwagę wokal, nie sprawdzałem czy to Crass czy Subhumans ale kojarzy mi się z tego typu radykalnymi punkami. To
elrond pisze:
nagłe buuuum

świtne! Ogólnie oszałamiająca, dziwna, szeroka forma, w której co rusz coś się zmienia. Uciążliwe dźwięki (gitara, ale też klawisz) trochę jak z Welwetów. Taka antyestetyka, a wszystko opiera się - to chyba ważne w CAN - na dziwnym, barbarzyńskim rytmie. Pod koniec jednak ślady nostalgicznej harmonii, która w muzyce CAN wróci pieczołowiciej ujęta. Mocny numer.

Dalej trochę kolczastego, smętnego klimatu - Mary, Mary So Contrary. Pomysł na szorstką i oszczędną muzę (ta gitara rytmiczna!) oddającą konkretnie nastrój i aurę. Czuć zapachy polnego zielska i inne, dzicz. A wszystko przechodzi/płynie/zapada się w jakąś harmonię, symfoniczność.

Dalej a żywo! :) Outside My Door (wiadomo, przygoda), riff przywodzący na myśl Astronomy Domine Syda, ale harmonijka taka świetlista, ogólnie czadzik, jest chyba najbardziej sześćdzisionowato (refren, organki) a recytacja jakbym Strummera słyszał. Czym dalej w las tym ostrzej i mniej wesoło, można by coś zdemolować.

No i dwadzieścia minut na koniec (You Doo Right). Objawia się to co w muzyce CAN chyba znów istotne: trans. Muzycy zaciskają oczy (zwłaszca Mooney) i włażą w swoje mózgi nie przejmując się reakcją otoczenia. Takie to ludzkie dosyć jest :P . To chyba w ogóle tak jest w tym krautrocku, co? Muzyka nie ma być skończonym ładnym podziwianym dziełem a takim wehikułem, środkiem. Tu jest tak twardo, prymitywnie, ale pojawiają się bliższe człowiekowi chwile, potem te plamy kolorów z klawiszy i gitar. Bębny, dziwne dźwięki, co się dzieje? A nagle znajdujemy się w kuchni o piątej rano :) , jeden wali drewnianą łyżką w nogę taboretu, drugi powiedzmy melorecytuje. Na szczęście to tylko na chwilę. No i tak to się toczy, rytm, można sie wciągnąć, choć wymaga to odrobinę aktywności, no i żeby się nie bać :wink: . Trochę straszno, trochę zabawnie i niezbyt, jak to się mówi, zdrowo.

Surowa, radykalna muzyka, można się wciągnąć. Ale jak to ustawić względem innych znanych płyt z tamtego okresu? Nie wiem, ale dla mnie super.


PS. Ale pierwszy numer podoba mi się najbardziej!!!!!

_________________
I wonder who chose the colour scheme, it's very nice


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 23 lipca 2008 21:54:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
..Witek !!!! :D ....ja też uważam ,że to jest pank rok !

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 23 lipca 2008 21:56:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:33:35
Posty: 4932
antiwitek pisze:
Muzyka nie ma być skończonym ładnym podziwianym dziełem a takim wehikułem, środkiem


o, bardzo trafne spostrzeżenie!

KRAUTROK JEST ANTYGWIAZDORSKI

_________________
The Hilgrims spotify


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 23 lipca 2008 22:08:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
antiwitek pisze:
Zwraca uwagę wokal, nie sprawdzałem czy to Crass czy Subhumans ale kojarzy mi się z tego typu radykalnymi punkami.


antiwitek pisze:
a recytacja jakbym Strummera słyszał

ciekawe co Pet na to powii.. :wink:

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 24 lipca 2008 07:22:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 21599
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Na razie nic, bo jeszcze nie słyszałem "Monster Movie". Musze nastawić ucho pod tym kątem jak już dorwę płytę :)

Zdrówka życzę

_________________
Sometimes good guys don't wear white


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 24 lipca 2008 09:29:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 26 marca 2006 08:01:48
Posty: 19919
Skąd: z prowincji
Obrazek
Amon Düül II - "Yeti"
1970
*****
01. Soap Shop Rock - 13:43
02. She Came Through The Chimney - 3:00
03. Archangels Thunderbird - 3:32
04. Cerberus - 4:23
05. The Return of Ruebezahl - 1:40
06. Eye-Shaking King - 5:41
07. Pale Gallery - 2:16
08. Yeti (Improvisation) - 18:13
09. Yeti Talks To Yogi (Improvisation) - 6:15
10. Sandoz in the Rain (Improvisation) - 8:59
11. Rattlesnakeplumcake - 3:19
12. Between The Eyes - 2:27


Płyta świetna.
Oryginalnie wydana jako podwójny LP.
Pierwsza część dość rockowa z dość normalnymi kompozycjami.
Na drugiej zaczęły działać chyba jakieś grzybki i mamy same improwizacje.
Wersja CD zawiera jeszcze dwa bonusiki- nic szczególnego.
Płyta, którą każdy krautrockowiec poznać powinien.
Dla mnie najlepsze fragmenty to otwierająca suitka Soap Shop Rock, Archangels Thunderbird (ale wokal) - normalnie hit oraz Eye-Shakin King - jakby przygotowanie słuchacza do części improwizacyjnej.
Trzy improwizacje trzeba samemu przeżyć, ja ich opisania się nie podejmuję.

_________________
Obrazek
"Niewole robią z nas ponurych i złych"
"Nie ma przypadków, są tylko znaki"


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 26 lipca 2008 13:46:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 28620
CAN EGE BAMYASI

...czyli niepo koleji...

Holger, czekaj!!! :shock:

...ale za późno, znów zaczęli - bez słowa wyjaśnienia...!

Od razu dzisięciominutowy numer (Pinch) (lubię takie początki płyt) od początku widać nie ma umizgów, trza słuchać. Rytm, rytm, bez zatrzymania, wciągająco, stale a niejednakowo, niejednowymiarowo - tła i dalsze plany (gitara), dziwne dźwięki, zaskakujące gwizdy,stuki, Suzuki. Oddala się, przybliża, i do końca żadnej solówki! Kończy się i dalej bez części teoretycznej :wink: .

Dalej trzy piosenki, ale żadne tam zwyczajne. One są bardzo tajemnicze, pojedyncze, panowie wcale nie chcą nam wszystkiego powiedzieć, wiele zostawiają dla siebie! Sing Swan Song - granie canowe, ale pieczołowicie właśnie oddaje klimat, tworzy nostalgiczną aurę dziwną i znaną zarazem. Trochę łabędzich dźwięków (jak z No Quarter), w ogóle to brzmienie jest bardzo fajne, taki biotop dźwięków. One More Night to w ogóle jakieś rytmiczne urządzonko :wink: . Trochę kojarzy mi się z numerem Squire'a o rybce. No i Vitamina, wciąż rytm - super perkusja - ale ten rytm chyba może roztrząść człowieka. Te zaśpiewy i partia klawiszy w końcu. Bardzo dobre.

A potem Zupa, która - gdy juz się zacznie na dobre - wygląda na dziwnie zmutowany rockowy numer, ale z czasem się zmienia, dziczeje. Jakieś zawroty głowy, krzyki, świdrujące dźwięki - polubiłem to nawet :P . A na pewno nie zakończyłem jeszcze swej znajomości z nim.

Potem już z górki i niby lajtowo: I'm so green. Choć wbrew pozorom nikt tu formy nie domyka, o nie. Spoon zaczyna się przedziwnie, najpierw jakieś elektro, za sekundę coś na kształt kobzy - takie brzmienie, a w następnej Can a la Monster Movie i wreszcie zaczyna się zwrotka. Elrond klimat tego utworu bardzo trafnie opisał - to tu spotykamy leśne zwierzęta! :P Zielono, zielono, zgniłozielono bo już chyba jest jesień. Te dwa ostatnie numery łatwo zgubić, bo są tak na końcu, a są świetne!

Wciąż mam podejrzenie, że taka płyta mogłaby spodobać się Kamikowi.


PS: Z wikipedii: Czukay was born in the Free City of Danzig (now Gdańsk) - ooo! I to w 1938!

_________________
I wonder who chose the colour scheme, it's very nice


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 26 lipca 2008 21:25:07 
antiwitek pisze:
Wciąż mam podejrzenie, że taka płyta mogłaby spodobać się Kamikowi.

O, ciekawe, bo ja się teraz boję takich panów z uwolnionymi gitarami i wolę fortepiany o chłodnych umysłach, a gorących sercach, albo fujarki...


Na górę
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 237 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10 ... 16  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group