Obiecałem o Białym albumie.
Niestety mam problem techniczny taki, że albumu nie mam, a przegrałem sobie tylko to, co mi sie kiedyś spodobało, a więc ani nie umiem ocenić tego, czego nie mam, ani nie jestem pewien, czy moja opinia by sie nie zmieniła... co prawda nie dawno miałem okazję słuchać w całości i zupełnie identyczne miałem odczucia jak lata temu, ale to moze być efektem, że podobają mi się tylko te piosenki, co juz słyszałem
Back in the USSR * * * * 1/4
Gero napisał: "beznadziejny początek płyty (...) niby świetnie wykrzyczana, ale mnie jakoś nie porywa".
Zupełnie się nie zgadzam!! Właśnie zwłaszcza jako początek płyty jest to znakomite, notę daję prawie taką samą jak dla Taxmana, bo uważam, że podobnie udane są te początki. I nie da się ukryć, że jest świetnie wykrzyczane, a mnie wtedy prawie zawsze porywa...
Dear Prudence * * * * * -
Na marginesie dyskusji o obektywnej subiektywności powiem, że ten numer obiektywnie jest po prostu wybitny

Jednocześnie przebogaty i... niezwykle oszczędny w środkach wyrazu, ja nie wiem jak to jest możliwe w ogóle

Ale subiektywnie nie aż tak bardzo lubię, więc minusik
Glass Onion * * * * * -
Zgadzam się, że aranżacja nad wyraz udana, ale nie uznałbym tego utworu za arcydzieło, gdyby nie przepiękne motywy autobitelsowskie
the walrus was Paul... to dodaje utworowi mocy, której samemu w sobie mogło by mu zabraknąć. Prudencja, Onion, Eleanor .. hehe, i Till There Was You .. to są takie moje bitelsowe piątki z minusami.
Obladi Oblada * * * * 1/2
A ja bardzo lubię!

Super pioseneczka z dużym poczuciem humoru i energią.
Gero napisał: "uwielbiam Biały Album za te "oh" "Ha" "hey" "one two three" i tym podobne w lewej słuchawce daleko, za ten cały ozywczy brud i przymrużone oczko... w tym utworze ciagle coś takiego się dzieje w tle - gdy McCartney śpiewa "hand" to Harrison drze ryja "leg!" - i bardzo dobrze". Też coś takiego zauważyłem, też bardzo cenię!
The Continuouing Story of Bungalow Bill * * * *
Zwrotki świetne, refreny no niby celowo, ale trochę wkurzające. Wolę nieładny refen na jaju jak tu, niż tak jak w Lucy, ale jednak chropowato wychodza te przejścia.
While My Guitar Gently Weeps * * * * *
!
Wersję z Antologii znam i jest piękna, ale ta o wiele mocniej oddziałuje na mnie emocjonalnie. Tamta to jest taka melancholijna melodia z tęsknota w tle, tu jest ta sama wspaniała melodia (o, to słychać!) a melancholia i tęsknota są nadal, tylko że nie w formie lekko-pół-smętnej, tylko z nerwem, z takim
anxiety. Daje to właśnie pianino, i jeszcze ta dziwna perkusja... jest to fenomenalne wedug mnie, w tej wersji oprócz tęsknoty jest tam jeszcze taki wręcz fizyczny ból... uch.
A autentycznie łkająca, najbardziej łkająca ever gitara... to jest SZEŚĆ!!!
Martha My Dear * * * * 1/4
Co ja powiem, po prostu bardzo ładne.
Blackbird * * * * 1/2
Tylko że jeszcze ładniejsze.
Piggies * * * * 3/4
Jeszcze bardziej lubię, wystęuje tu taka super tendencja wznosząca, te trzy spokojne, malo efektowne utwory pod rząd (Marta, Blackbird, Świnki.. u mnie są pod rząd

).
Piggies to barok w pełnym tego słowa znaczeniu, zresztą świetna paraklawesynowa partia przed
everywhere there's los of piggies podkreśla to wyraziście. Rozwija się kawałek jak trzeba, melodia główna bez zarzutu, intro instrumentalne powtarzane potem kilkakrotnie pierwsza klasa, kolejne smaczki (chrum chrum

)... no mniód!
Rocky Racooon * * * *
Tu była kiedyś wielka moja niezgoda z Gerem, bo był to dla mnie szczyt tej tendencji wznoszącej, co pisałem. Ale problem z tym utworem, którego początek jest dla mnie genialny, mam taki, że po pierwszym przejściu się przez temat główny, potem nastepuje dwadzieścia razy to samo... jest to pewien problem
I tu kończy się moja kaseta pt. moje ulubione fragmenty Białego albumu. W innych miejscach ostały mi się jeszcze nastęujące utwory:
I Will * * * 1/2
Pioseneczka, któa pasowałaby dobrze na With the Beatles, choć przy Till There Was You, All My Loving, Not a Second Time a nawet Don't Bother Me, byłaby jednak nieco słabsza, no ale ten styl. Na tej płycie jest ni przypiął ni przyłatał.
Julia * * * ?
Łzawe rzeczywiście nie, ale dla mnie osobiście - za mało wyraziste. Dawno nie słuchałem, ale chyba nie za bardzo lubię.
Birthday * * * 1/4
Gero napisał i się z nim zgadzam: "piosenka sklecona w studio z niczego: strasznie to słychać". Ale niezłe jako początek płyty, stąd ekstra ćwiartka
Yer Blues * * * * 1/4
Gero napisał: "Doceniam, ale z dala."
A ja z bliska!

(chociaż bez przesady, bez uwielbienia)
Helter Skelter * * * *?
Też dawno nie słuchałem, bo zapomniałem gdzie mam nagrane

Pamiętam wrażenie niezłego czadu, ale i hałasu może trocdhę za dużego. Bardziej pamiętam wersję U2, która mi się podoba jak cholera
Honey Pie * * *
Gero napisał: "Fajne, ale to tylko pastisz i nic więcej. Nie wiadomo po co"
Jak wiadomo nie rozumiem takiego podejścia do pastiszu, ale w tym akurat przypadku nie jestem zachwycony efektem.
O Rewolucjach i Dobranocce nie ma co pisać, bo i słuchać mi się nie chce.
Dziwnie nie zapamiętałem ani My Monkey (EGSTHEFMAMM

) ani Sadie. Hmm, dziwne. Przy okazji nadrobię.