Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pt, 17 kwietnia 2026 12:55:07

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1373 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35 ... 92  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 05 maja 2006 15:11:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Monika, to ja w Twoje ślady, bo też utknąłem przed Magicalem...

Magical Mystery Tour - płyta dla mnie na * * * * chyba, ale w całości nie do oceny. W przeciwieństwie do miłośników nie umiem przejść do porządku dziennego nad jej niespójnością.
Mam tu pierwsze sześć piosenek, a więc film, i to jest ta część lepsza, bo spójna, a potem część singlowa czy tam epkowa, której raczej nie lubię choć powiedzmy że szanuję.

Magical Mystery Tour * * * * 1/4

K.T.W.S.G. pisze:
Roll up, roll up! Świetnie się to zaczyna i rozkręca. Przebogaty instrumentalnie, a zwłaszcza WOKALNIE utwór! Wielogłosy, chóry, fultry na mikrofonach, zmiany tempa! Super wykorzystane możliwości studia - te wszystkie efekty, lądujące samoloty, szumy... Nic tylko * * * * *


w zasadzie bardzo mi się podoba opis Kacpra, mogę się podpisać, i tylko podsumowanie inne, bo choć wszystko świetne, to efekt końcowy aż tak mnie nie zachwyca; może przerost formy nad treścią widzę, a może zgiełkliwość tych wszystkich efektów albo niedostatek melodii?... nie no, ale podoba mi się, podoba.

Fool On The Hill * * * * 1/2

to bardziej, choć nadal nie jest to zachwyt. widocznie cała ta płyta nie gra na mojej strunie dusznej ;-) Tym niemniej trudno się mi przyczepić do czegokolwiek, a do tego:
Gero pisze:
Czy to jest utwór smutny czy radosny? Czy ten gupiec ma rację czy nie?

tekst faktycznie doskonały!

Flying * *
sorry, ale...! - rozumiem skojarzenia łąkowo-walkmanowe jak Kacper chodził sobie z psem, ale... co to w ogóle za utwór? :? Jasne, że w filmie się świetnie sprawdza, jako muzyka ilustracyjna bardzo dobry, w filmie wykorzystany bardzo pomysłowo. Ale na płycie coś takiego to jest dla mnie NIC.

Blue Jay Way *
permanentna choroba lokomocyjna :x :x :zygi:
Silna konkurencja na mój najmniej ulubiony utwór The Beatles.

Your Mother Should Know hmm... jakoś w sumie * * * 1/2
Najpierw bardzo tego nie lubiłem. Wydawało mi się okrutnie tandetne. Ale po obejrzeniu filmu wydało mi sie nagle strasznie fajne :D
W sumie jednak jest to taki sobie utworek, który dobrze robi na koniec filmu i wolałbym, żeby był na końcu płyty,a w każdym razie nie przed Walrusem, bo jakoś mi ten układ nie pasuje...

I Am The Walrus * * * * * *

Coś przepięknego. Nie umiem chyba o tym napisać, w kazdym razie sa takie utwory, gdzie czuje się przypływ geniuszu i to właśnie jest to! Wreszcie arcybogactwo formy spotkało się równym mu bogactwem treści muzycznej, jest w tym szaleństwo i rozmach, i śmiech, ale i kruchość, zagubienie, i neuroza. Nigdy nie rozbierałem tekstu tak, żeby dojść do wniosku, że chodzi tylko o "I'm cryyying", ale bardzo to ciekawa konstatacja. Chociaż...
Morella pisze:
To nie jest ta piosenka która śpiewamy na manewrach- wtedy jest za wesoła.

... ja chyba jednak wolę tę manewrową od tej niby prawdziwej ;-)

----------

Hello Goodbye * * *
nie odejmuję za jak dla mnie zupełnie nie na miejscu przeskok nastrojowy, ale ta piosenka choć miejscami ładna jest jednak dość bzdetna :? A melodia raczej banalna. Na plus można za to powiedzieć, że jest miła i ciepła.

Strawberry Fields Forever eeee ..... eeee ... eee

nie chcę nikomu podpaść, kto chciał, ten widział w innym miejscu tego forum moją ocenę tego powszechnie uznanego arcydzieła. Niestety ono arcydzieło do mnie nie trafia jak w ścianę groch.

Penny Lane * * * *

podoba mi się dzyniowa koncepcja awersu-rewersu tej piosenki i jej poprzedniczki. Zawsze wolałem tę, choć niby gorsza. No gorsza, ale jakaś mi bliższa. Very strange najlepiej oddaje jej zdystansowany, nieco ironiczny charakter.

Baby You're A Rich Man * 1/2

ale słabe. już o tym pisałem.

All You Need Is Love * * * * 1/2

dobre określenie Gera: luzacki hymn, który się sprawdza. Uderza w tej piosence jej szczerość i autoronia zarazem. Hymn flower-power, gdzie na końcu śmieją się z She Loves You i Yesterday. Fajne, a najfajniejsze może te połamańce rytmiczne w zwrotkach, których człowiek by się zupełnie nie spodziewał.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 05 maja 2006 15:22:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
postaram się nadrobić Pieprza i Magicala w najbliższych dniach.
i od razu zaznaczę, że Strawberry Fields Forever to od zawsze mój najulubieńszy numer Bitli!!!!

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 05 maja 2006 15:41:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6902
Fajna recenzja, Crazy i choć w paru miejscach się nie zgadzam, to widzę, że jesteśmy united w chorobie lokomocyjnej przy Blue Jay Way, hehe :piwo: (choć u mnie nie jest to aż tak nisko - bo wyżej niż "Baby you're a rich man")

Strawberry & Flying cenię dużo bardziej, ale też..."Your mother should know" i "Hello goodbye". Piszesz, że tandety i bzdety, ale to są przecież takie sympatycznie radosne piosenki! Ale coś mi się wydaje, że Ty bardziej lubisz taką radość z powerem jak u wczesnych Bitli, a wesołość przytłumiona to już nie - czy nie jest tak (no i w ogóle takie przytłumienie - Strawberry też to ma w sumie)? Taka myśl mi się nasunęła a propos tych dwóch piosenek, ale też Rubber Soul poniekąd.

A tak w ogóle to przez tę moją dzisiejszą recenzję Magical Mystery Tour, mam teraz smaka na Beatles i jednak rozważam napisanie loopowej recenzji Peppera :)

_________________
There's a lot of things if I could I'd rearrange


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 05 maja 2006 16:09:21 
Hmmm.... bardzo dziwne te Twoje oceny Krejzi. Nie wiem jakim cudem wychodzi Ci ocena czterogwiazdkowa za całość płyty, skoro z samej średniej wychodzi nieco ponad trója :shock: Dziwi mnie też to, że rozbijasz płytę na dwie połówki - pierwszą oceniając jako lepszą (a masz w niej utwór na jedną gwiazdkę (!) i utwór na dwie), a drugą na gorszą (ocenianą zaś - pomijając Walrusa - wyżej). Nie jestem też w stanie pojąć tak dramatycznie niskiej oceny wystawionej Blue Jay Way, który jest jednym z najlepszych utworów The Beatles w ogóle (!!)... No i odwieczny kwas z oceną Strawberry Fields, który to kawałek jest w bitelsowskiej superlidze. Generalnie strasznie żeś zjechał ten album w szczegółach, a w sumie wystawił ocenę przyjemnie wysoką. Nic z tego nie rozumiem ;-) Szkoda też, że tak nisko cenisz przepiękną psychodelię której na tej płycie jest tak dużo :-( No nic. Twoje oceny Twoimi ocenami.


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 05 maja 2006 16:18:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 12 listopada 2004 13:02:17
Posty: 5451
Skąd: Skąd:
Crazy! :shock: :shock: :shock:
Blu Jay Way :shock: :shock: Strawberry :shock: :shock:
no to popłynąłeś...
i tylko tu się zgadzamy :D
Crazy pisze:
Flying * *
sorry, ale...! - rozumiem skojarzenia łąkowo-walkmanowe jak Kacper chodził sobie z psem, ale... co to w ogóle za utwór? Jasne, że w filmie się świetnie sprawdza, jako muzyka ilustracyjna bardzo dobry, w filmie wykorzystany bardzo pomysłowo. Ale na płycie coś takiego to jest dla mnie NIC.

chcialoby się napisać <piącha> ale co się będę narażać? :lol:
PS. Dobrze, ze chociaż Walrusa ochroniłeś...

_________________
Bez zbroi wychodzić się boję.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 05 maja 2006 18:37:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6902
PEPPER

Miałam o tej płycie nie pisać, ale Magical Mystery Tour wciągnęło mnie na tyle, że nabrałam ochoty na powrót do Pieprza.

Początek niezbyt mi się podoba...dopiero przy "Lucy in the sky with diamonds" wszystko nabiera kolorów... I to jakich! Jak w kalejdoskopie... Snuje się powoli i hipnotyzująco. Ulubiony fragment:

Newspaper taxis appear on the shore,
Waiting to take you away
(!!!)

Tylko ten refren ciężki i kanciasty, niestety...

"Getting better" niby w porządku, wesoło i w ogóle, ale nic szczególnego. Początek jest ok., ale ogólnie...nuuuuda jednak.

"Fixing a hole" lubię. Za sympatyczny klimacik, choć nie jest to nic wybitnego. Where it will goooo...

"She's leaving home" ooooo...wreszcie coś pięknego! Zdecydowanie jeden z jaśniejszych momentów tej płyty, a na pewno najlepszy do tej pory! Miło w uszy (duszy) robi ta słodycz. Ulubione momenty:

She goes downstairs to the kitchen
clutching her handkerchief

i
bye bye
a także to, co dzieje się po
Daddy our baby's gone

"Being for the Benefit of Mr. Kite" - ładnie! (Po raz pierwszy podobają mi się dwa utwory z rzędu na tej płycie...). Szaleństwo, oddech, przestrzeń! ...And of course Henry The Horse dances the waltz!

"Within you without you" - no i znów podoba mi się! Ślicznie snuje się i unosi... Tekst też ładny...

about the space between us all...
i
With our love - We could save the world - if they only knew...
a także (przede wszystkim)
And to see you're really only very small, and life flows on within and without you

When I'm Sixty Four - nieprzyjemnie wybija z nastroju w tym miejscu. I generalnie też wzbudza mieszane uczucia - zwrotki raczej mnie drażnią, ale za to barrrrdzo podoba mi się ten niepokojący moment w You'll be older too...

"Lovely Rita" ... Nothing can come between us... - nic szczególnego, ale podoba mi się ta bezpretensjonalna energia.

"Good Morning" - energetycznie znów .... i bardzo dobrze. Lekkie nabuzowanie przed rozpoczęciem dnia. Po raz kolejny zwrotki dużo lepsze od refrenu.

Everyone you see is half asleep.
And you're on your own you're in the street


Sgt pepper's lonely hearts club band - lepiej, niż na początku. Co nie znaczy bynajmniej, że jest to czołówka tej płyty.

A Day in the Life ...I'd love to turn you onnnn... - tu już brak mi słów. Doskonałość. Zgadzam się z przedmówcami. A zwłaszcza z przedmówczynią :)


Dziwna ta płyta. Nie jest w stanie wprowadzić mnie w tak miły nastrój jak Rubber Soul czy Magical Mystery Tour - zbyt nierówna jest - ciągle mnie coś irytuje lub nudzi, choć przecież częściej jest dobrze. Chyba po prostu niektóre momenty niszczą mi nastrój w sposób na tyle drażniący, że nie jestem w stanie Peppera polubić bardziej. Ale gdy tak patrzę na to, co spisałam, to widzę, że przecież dużo tu rzeczy, które lubię...Hm. Może zadziałałaby składanka, na której nie byłoby kilku piosenek? Trzeba będzie poeksperymentować.

Jeśli chodzi o płyty, które oceniłam dotychczas, to mój subiektywny ranking ulubionych płyt wygląda następująco (nie ma tu wczesnych Beatlesów - oni jednak na samym końcu gdzieś - w kategorii albumów):

1/2. Rubber Soul / Magical Mystery Tour

W sumie praaawie ex aequo, ale jednak ze wskazaniem na "Rubber". Wiem, że obiektywnie (hehehe) to dość kontrowersyjny wybór, ale to właśnie <ona> jest niezmiennie najbliższa memu sercu :)

3. Revolver

oraz...

4. Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band

_________________
There's a lot of things if I could I'd rearrange


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 05 maja 2006 20:37:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
monika pisze:
coś mi się wydaje, że Ty bardziej lubisz taką radość z powerem jak u wczesnych Bitli, a wesołość przytłumiona to już nie - czy nie jest tak

w muzyce - w każdym razie Beatlesów - zdecydowanie tak jest!

Kacper, co do oceny i dziwnej nieadekwatności pomiędzy piosenkami a całością - słuszna uwaga oczywiście, ale myślę, że na ocene płyty (i moje wolenie jej pierwszej części) wpłynął film, nie potrafię nie słuchac tej płyty przez pryzmat filmu, który BARDZO mi się podobał. Np. Flying jako utwór oceniam zupełnie nisko, ale jednak kiedy pomyślę o nim w kontekście całości "płyta+film", to wcale nie zaniża oceny; tym bardziej Your Mother. Bo co do Blue jaya to sorry, ale nie mogę.

A Strawberry - nie jest tak, że nie lubię, tylko dla mnie zupełnie przereklamowane. Powiedzmy, że kiedy ktoś mówi, że to jego numer jeden (a takowych znam całkiem sporo, tu też się objawili), dziwi mnie to podobnie jak Ciebie, kiedy mówie, że moim numerem jeden jest Help. Myślę, że to dobre porównanie! Tak jak Ty z Help, tak ja nie moge zrozumieć zachwytów, ale w sumie dość mi się podoba.

Monika - a co do Peppera w miarę się zgadzamy, tylko że ja chyba ogólnie wszędzie nieco wyżej. Lubię tę płytę. Kiedyś było mi bliżej do takiej mocno krytycznej oceny, jak Twoja, ale Iza trochę mi ją polubiła ;-)
Po raz kolejny muszę się dziwić, jak ktokolwiek kiedykolwiek może woleć wersję utworu tytułowego Reprise zamiast tej podstawowej, fajnej, ładnej :shock:

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 05 maja 2006 21:19:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 12 listopada 2004 13:02:17
Posty: 5451
Skąd: Skąd:
no to też się zebrałam...

Taxman
Lepszy początek płyty niż Drive my car, ale podobny kaliber. Moim zdaniem za długi, dość monotonny. Funkcję ma niewdzięczną, bo zachęcającą do dalszego odsłuchu. Ale zachwycić nie powinien, bo obowiązek płyty to rozpędzać się, a nie zwalniać. W tej roli spełnia się świetnie, dlatego **** i poklepanie po plecach

Eleanor Rigby
Moje obsesyjne zwracanie uwagi na początki... No ale czy nie jest tak, że aż się chce usiąść i wysłuchać??? Uwielbiam ten wstęp i smyki i pewien smutek w głosie w czasie opowieści. Nie wiem dlaczego irytuje mnie „Father McKenzie”, ale jest na tyle charakterystyczny dla utworu, że toleruję. Eleanor Rigby i opowieść trwa. Drugi utwór może powalać, jak Fool on the Hill. Idealnie wpisane, piękne, zrównoważone, a na poziomie *****

I’m only sleeping
No chyba banałem jest powiedzenie, że zgrzyty i przeciągi zgrzytów to po prostu miazga. Płaczliwy zaśpiew, płaczliwe zagrania, niepokój, balladowość i słychać taką gitarę ogniskową w jednym momencie (Crazy!!! :piwo: ) In the middle of a dream... może być lepiej? Nie zawsze chcę takie sny, ale takie zasypianie zgrzytające zębami owszem *****

Love You To
Biegnę za wielbłądem Dobry bieg. I toruńska pizza u „Sułtana” a na poważnie, za to, że nie zawsze mam ochotę na ten klimat, ale klimat jednak jest ****

Here There and Everywhere
Zastanawiam się, czy mniej ckliwe zaśpiewanie tego dużo by zmieniło.... Bo rozmiękcza mnie, gdy szisbisajdmiiii.... i w ogóle rozmiękcza i pięknie można by na ławeczce wokół zieleni i motylki i ptaszki i powietrze i przejrzystość... No, pięknie, choć kurcze, ckliwie... **** i pół

Yellow Submarine
Przykro mi, nie mogę... przypomina mi to szanty i do tego sparodiowane. Za historyczność ** :/ Ale to tylko litość. Tak naprawdę psuje wszystko...

She said She said
Po Yellow jeszcze zniesmaczona. No, niby jakieś, ale nie do końca. Parę ładnych momentów i takie sprzeczające trochę i tłumaczące, ale jakoś nie do końca... Fajnie jęczy muzycznie, ładnie kończy ****-

Good day Sunshine
Tak sobie wymyśliłam, że to dobry utwór na początek płyty. Może tendencyjnie ze względu na tematykę, ale jak miło to usłyszeć i pozytywnie się nastawić, szczególnie, gdy wchodzi pianinko... To jak Lemon Tree o poranku lub Velvetowe Sunday Morning. I do tego pluski i plaski! Za zdolność wywołania uśmiechu manoola ****i kawałek 

And Your Bird Can Sing
No i jak tu dalej nie cieszyć się? Wiosna na Revolverze. Gupkowata troszku, ale tak być powinno być. Beztroska i małe zamyślenie jednak. W słońcu. **** i uśmiech.

For No One
Proste uczucia. Proste wyznania. Jakoś tendencyjnie. To chyba jednak dobrze. Szczególnie, kiedy glos fajnie współgra z wystukiwanymi na klawiszach tatatatatatatatttataattatatata O jaaaaaa! Dla mnie super super. Na ***** -

Dr Robert
Well well weeeeeell Nie przepadać. Wysłuchać, ale nie poruszać. Fajne chórki wszakże. I ta gitarka między nimi. Fajne, lecz bez miażdżenia. Może być między czszy a czszery
PS. Dr mi się jakoś z Freudem teraz zawsze kojarzy czyli na minus

I Want To Tell You
A tu mi się pianino podoba. Zaśpiew już zwyczajny po wszystkim Bitlowy zupełnie. Tu wolę muzykę, bardziej ciekawi, wciąga, intryguje, nadaje głębi. Rzadko coś szarpie mną ze względu na dźwięki tylko. Za to mogę ****i czy czwarte (końcówka znów na plusa)

Got To Get You Into My Life
Dziwnie wpasowane. Mało wpasowane. Ale dzięki Got to get you into my life!!!! fajnie się robi, szczególnie gdy się wie, na co się czeka. I trąbi całkiem pobudzająco. Jak już się przekonuję, to nawet ****i czy czwarte (i znów niedopowiedzenie na końcu, jak ja to lubię)

Tomorrow Never Knows
Łooooo, takie prawie bludżejłejowe.... się ciągnie i mam wrażenie, że strasznie próbuje się wwiercić i wymęczyć i udowodnić nienienie ojjjj! Myślisz, że tu już fajne rzeczy na płycie były i teraz już będzi erówno i lepiej i gorzej i bez zaskoczeń BÓMMMM!!!! I płosze płoszę...it is believingggggg Łoooooo Progress *****

PS.
Pet pisze:
Eeeee?
Tego zdania, to juz ni w zab nie rozumiem

Dobra, z lennono naj to Love, Imagine i Jelous Guy niestety... ale i tak wiemy swoje:)

_________________
Bez zbroi wychodzić się boję.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 05 maja 2006 22:07:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
monika pisze:
Natomiast MAGICAL MYSTERY TOUR ... ooo....to co innego!

:piwo: ...toć to najlepsza plyta bitelsów *****...( rewolwer to najgorsza - półtora gwiazdki *+)

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 05 maja 2006 22:17:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
Pet pisze:
Akurat ta sytuacja nie jest zadnym wyjatkiem: wystarczy spojrzec na przypadki Johna Simona Ritchiego (znanego tez jako Sid Vicious) i Nancy Spungen, czy Kurta Cobaina i niejakiej Courtney Love
...dokladnie tak !!!! sa to heroiny wysysające siły zyciowe.....przy czym w przypadku Lenona jest to chyba najbardziej jaskrawe ( toć to genialny artysta był ....i nagle..........??????? ...poznał japonkę... :cry: )

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 05 maja 2006 22:47:25 
elrond o Magical Mystery Tour pisze:
toć to najlepsza plyta bitelsów


z tym bym się PRAWIE mógł zgodzić..... Uwielbiam tą płytę!

elrond pisze:
rewolwer to najgorsza - półtora gwiazdki *+


ale Z TYM !!!! NIGDY!!!! Uważam, że Revolver to chyba (!) NAJLEPSZA płyta The Beatles!!! W każdym razie jedna z trzech najlepszych!!!!!!!

---

Z uwagami na temat Yoko, Nancy i Courtney jako wysysaczek sił życiowych zgadzam się jak najbardziej, bo wszystkie czy to złe kobiety są/były...


elrond pisze:
.i nagle..........??????? ...poznał japonkę...


...ale Japonki są spoko :-)


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 05 maja 2006 23:29:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
e tam i tak najlepsza jest Abbey Road :)

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 06 maja 2006 08:40:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 12 listopada 2004 13:02:17
Posty: 5451
Skąd: Skąd:
elrond pisze:
Natomiast MAGICAL MYSTERY TOUR ... ooo....to co innego!

...toć to najlepsza plyta bitelsów *****...( rewolwer to najgorsza - półtora gwiazdki *+)

pod pierwszym się podpisuję, ale drugie???? Nie nie nie!!! :nonono:
u mnie w czołówce razem z rubber i magical i zawsze się waham przy tym drugim miejscu.

_________________
Bez zbroi wychodzić się boję.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 06 maja 2006 17:56:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
Właśnie skończył się Pieprz

Sgt. Pepper Lonely Hearts Club Band ‘67
Sgt. Pepper Lonely Hearts Club Band **** przyzwoity początek, niezły numer, dobry na otwarcie płyty, choc sam w sobie bez przesady, jest trochę kombinacji w tle ale nic ponadto. Solidnie.
With A Little Help From My Friends **** też niezły numer, choć przez mnie przez długi czas jednak słuchany mocno w kontekście późniejszego wykonania Joe Cockera, bo najpierw poznałem tamto. Ale się broni.
Lucy In The Sky With Diamonds ****1/2 to mi się zawsze bardzo podobało, bardzo dobre zwrotki, takie lekko spowolnione z fajnym, nieśpiesznym motywem basowym, potem tez niezgorszy refren, całość bardzo udana
Getting Better ***1/2 niezłe ale w sumie nic specjalnego. Niby nie ma się do czego przyczepić ale jakoś trudno mi tu znaleźć jakiś fajniejszy punkt zaczepienia
Fixing Hole ***1/2 patrz wyżej, tak sobie niespiesznie leci ale nie ma tu nic specjalnego, no może ciekawsza jest solówka gitarowa w trakcie, ale to mało ciągle
She’s Leaving Home ****1/4 próba po raz kolejny przywołania klimatu Eleonor Rugby, niby udana ale jak się porówna do tamtego utworu to tutaj to jednak bladziej wygląda
Being For The Benefit For Mr. Kite! **** a to mi się podoba, chyba Lennon na wokalu, choć do końca nie jestem pewien, ale w każdym razie wokal ciekawy, wstaweczka w środku też ciekawa i nawet pasująca klimatem,
Within You Without You ***** to juz rzecz, która mi się zdecydowanie podoba, ktoś narzekał na te orientalne motywy zapodawane dość regularnie przez Harrisona ale według mnie one bardzo udanie ubarwiają poszczególne płyty i stanowią ich bardzo mocne punkty
When I’m Sixty Four *** nie no, co to ma być? taka knajpa! może być niby ale po co, po odleconym utworze poprzednim to mocne lądowanie na glebie, choć dęciaki nawet przyjemne
Lovely Rita ***1/4 a to taki kolejny utwór niby niezły, fajny motyw fortepiano w środku tylko niewiele z tego wynika
Good Morning, Good Morning **** no tak motyw obudzenia nasuwa się sam, ale ogólnie utwór budzący też jakieś emocje w końcu, znacznie lepszy od dwóch poprzednich, może trochę przeładowany dęciakami ale to zamierzone, no i niezła gitara w trakcie się pojawia
Sgt. Pepper Lonely Hearts Club Band (reprise) **** niezła powtórka choć na pewno nie lepsza od pierwszej, ale może być, logiczne w kontekście całości
A Day In The Life ***** utwór kompletny, w końcu, jak dla mnie bez niego płyta byłaby wręcz słaba, tu jest wszystko za co cenię Bitli. Jest liryzm, wokalne harmonie w części początkowej ale jest i sporo kombinowania w części dalszej. I piekne wybrzmienie na koniec. To taki dobry wstęp do Floydów :). Utwór bardzo dobry ale zdecydowanie nie najlepszy, nawet nie najlepszy samych Beatlesów
Płyta **** no i ocena spadła, jak sobie słuchałem przed nabyciem Revolvera i Magicala to mi się lepsze wydawało, ale tam jest o wiele więcej utworów, które mnie chwytają.

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 06 maja 2006 21:07:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
marecki pisze:
Sgt. Pepper Lonely Hearts Club Band **** (...) jest trochę kombinacji w tle ale nic ponadto.


ja myślę, że to, co jest najważniejsze, to nie w tle, ale jak najbardziej na wierzchu - energia i przykop! (i dlatego jest znakomitym openerem)

marecki pisze:
Being For The Benefit For Mr. Kite! **** (...) chyba Lennon na wokalu

o, Lennon jak cholera! :D (hehe, pewnie zaraz ktoś mnie poprawi, że Harison, ja w sumie ich często mylę; ale dla mnie to wzorcowy Lennon)
Bardzo lubię.

marecki pisze:
When I’m Sixty Four *** nie no, co to ma być?

:-( :-( :-( :-( :-(
czy tylko ja i moja żona chcemy sobie na starość dawać walentynki, składać życzenia urodzinowe, nawzajem się potrzebować i karmić?... buuuu, nikt nie lubi tej piosenki
(ale przez to tym bardziej staje się ona moim cichym faworytem na tej płycie, oczywiście o Day'u nie mówię)

Swoją drogą interesujące, że niby to ta najsławniejsza największa płyta, a generalnie wszyscy jej się tu czepiają (ze mną włącznie)?
Przerost formy nad treścią chyba jednak.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1373 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35 ... 92  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group