New Model Army - Today is a good day ****+
Wreszcie bardzo dobra płyta mojego ulubionego zespołu ! Jak już napisałem podoba mi się bardzo i moim zdaniem jest bardzo że się tak wyrażę Newmodelowa... nie jest to przełom w twórczości zespołu na kształt Der Prozzess w dyskografii Armii... Właściwie nie jest to żaden przełom... To jest powrót do tego za co ten zespół cenię... a może decydujący wpływ na mój odbiór tej płyty miało to, że żadnych większych nadziei z nią nie wiązałem...
Siłą tej płyty jest duża różnorodność (w takim znaczeniu jak różnorodne były Impurity i The Ghost Of Cain) oraz chwytliwe zapadające w pamięć melodie... Mi bardzo podoba się jej brzmienie, zwłaszcza brzmienie gitary Marshall'a Gill'a. Szczególnie w porównaniu do poprzedniego albumu (High) na którym gitara mi zupełnie nie leżała, zwłaszcza, że na koncertach Marshall ewidentnie wnosi nową jakość (choć wolałem gitarkę Bloomberga)... Właśnie... dla mnie nie sposób nie porównywać tego albumu do poprzedniego... chyba najsłabszego jaki zespół nagrał (cenię go chyba wyłącznie za teksty)... Poprzedni album był cały zaśpiewany na maxa... słuchając go widzę Justina z pulsującymi żyłami na napiętej szyi... i o ile to żadna nowość, bo on właśnie tak śpiewa mocne kawałki na koncertach, to album był tak zaśpiewany niemal od początku do końca... Na tej płycie już tak nie jest... są balladki, jest melorecytacja, są piękne zapadające w pamięć refreny...
Today is a good day
Zaczyna się utworem tytułowym - mocne otwarcie płyty chyba najmocniejsze od czasów takich otwieraczy jak Here comes the war i Wonderfull way to go... Ciężka gitara nie kojarzy się zupełnie z NMA... numer na koncertach wydawał mi się zupełnei nie w estetyce zespołu i na płycie też tak brzmi, ale o dziwo wcale mnie to nie razi...
Autumn
Znakomity utwór z niespiesznym tempem i chórkiem w refrenie to coś wspaniałego - Everything is beautiful Because everything is dying... Gitarka akustyczna i tamburyn... Zespół bardzo dawno nie nagrał czegoś równie zapadającego w pamięć... i ten jesienny tekst i coś co nazwałbym nawiązaniem do mojego ulubionego utworu NMA - Ballad of Bodmin Pill - fragment o ognisku nad morzem... tyle że tam był klimat poruszenia a tu jest toast za śmiertelność... Ten utwór chodzi mi po głowie nieustannie i będzie niekwestionowanym przebojem tegorocznej jesieni...
Peace is only
Ten numer stoi w opozycji do poprzedniego i w moim odczuciu nawiązuje do No Rest For The Wicked - zaczyna się od I'm always restless, a kończy na Peace is only for the dead and the dying... Mi bardzo podoba się refren - And when the grass goes through the concrete shows me way to follow...
States radio
To taki numer w klimacie ostatnich dokonań zespołu ale o klasę lepszy... transowy właściwie bez refrenu, ale za to ze świetnym rifem gitarowym...
God save me
Większa część tego utworu to gitara i głos Justina... takich pieśni nie było na płytach NMA od dziewięciu lat... i piękny tekst... i może sobie Justin mówić, że jest poganinem, bo wierzy w naturę... ale dla mnie ten tekst jest głęboko chrześcijański w swoim przekazie... Boże chroń mnie przed tym czego naprawdę pragnę, przed tym co naprawdę czuję, wszystkim co miałem powiedzieć, zniszcz niepokój duszy... (ja sobie tak ten tekst tłumaczę)... W drugiej części pięknie rozwija się muzycny motyw... napięcie rośnie żeby niespodziewanie opaść i się wyciszyć...
Disappeared
Sekcją rytmiczną i gitarami przypomina rzeczy z High taki One Of The Chosen na przykład (jeden z jaśniejszych momentów na tamtym albumie)... Podoba mi się melorecytowana zwrotka i wystrzeliwujący refren...
Ocean Rising
Z tym utworem na płycie mam problem... to znakomity kawałek ale z solowej płyty Sullivana.. może i jest nagrany na tą płyte w ciekawszej wersji przypominającej wspaniałe wersje koncertowe z trasy Justina i przyjaciół (sekcja rytmiczna), ale niebardzo rozumiem w jakim celu... po to żeby fani NMA nie znający solowej twórczości Justina go poznali ? No w każdym razie w moim odczuciu jest to utwór z innej płyty i nie moge się z tego otrząsnąć słuchając go na nowej płycie NMA... pewnie Justinowi szkoda było tego utworu jak Budzemy szkoda Kfinto z repertuaru Armii... Co by nie napisac mocny punkt albumu...
Mambo queen of the Sandstone City
Fajna skoczna melodia, fajny refren... przytłumiona girarka... nic specjalnego, ale refren da się podśpiewywać pod nosem...
La push
Normalnie walczyk... Niby bez rewelacji, ale moja nóżka chodzi i znowu fajny refren...
Arm yourselves & run
Świetny motoryczny numer... zwykłe rokowe granie z chwytliwym refrenem...
Bad harvest
Ten kawałek znowu mógłby znaleźć się na poprzedniej płycie znowu oparty na pracy sekcji rytmicznej i girarce wyjącej w tle... jeden ze słabszych momentów płyty..
North Star
Ten utwór mógłby się z kolei znaleźć na solowej płycie Sullivana, zwłaszcza, że tekstowo jest to tematyka oceaniczna, która charakteryzowała soly album Justina... Bardzo fajnie buja na koniec płyty...
Dodam jeszcze, że płyta jest przepięknie wydana w tym elemencie również biegunowo różni sie od poprzedniczki... Czerpany papier, książeczka z tekstami wszystko przyozdobione grafikami Joolz... Dedykował ją zmarłemu menagerowi Tommy'emu Tee
pozdro...
KoT