Założenia metodologiczne takie same jak w przypadku poprzednich płyt, czyli: kolejne utwory wyceniam gwiazdkami W RAMACH JEDNEJ PŁYTY. 5 gwiazdek z "Revolvera" JEST JUŻ WŁAŚCIWIE IDENTYCZNE z 5 gwiazdkami z "Abbey Road"; TUTAJ różnica (o ile jest jakaś różnica!) jest prawie NIEZAUWAŻALNA, a była naprawdę DRAMATYCZNA w przypadku wcześniejszych płyt (z wyjątkiem Rubber Soul).
Na koniec zbiorcza i dająca się już porównać z innymi ocena CAŁEJ płyty.
-------------------------------------------------------------------------------
Wreszcie mamy płytę, która jest naprawdę Świetna! "Rubber Soul" jest bardzo bardzo fajna, ale to jednak dopiero przymiarka. O wcześniejszych płytach nie ma co gadać - oceny gwiazdkowe mówią wszystko. Teraz The Beatles wznieśli się na wyżyny, a w omówionej niżej płycie jest tylko jedna słaba rzecz - okładka...

... choć prawdę mówiąc - dotychczas - lepsza była tylko ta od Rabersołla!
THE BEATLES - "Revolver", 1966
1.
Taxman. Zaczyna się już bardzo - hehe - ciekawie! Czuć, że panowie dorośli i w tzw. międzyczasie "co nieco" przeżyli. Muzycznie jest lepiej niż prawie w każdym przypadku do tej pory: przede wszystkim GITARA! No i Harrison śpiewa tu świetnie! I te solówki! * * * * *
2.
Eleanor Rigby. No i następny doskonały wręcz utwór. W warstwie muzycznej mniejszy poziom psychodelii, ale aranżacje smyczkowe są naprawdę świetne. Do tego bardzo fajny tekst i te przejścia wokalne jak w "no one comes near" i "what does he care". Paul sobie fajnie poradził

Dużo, naprawdę dużo best momentów. * * * * * 1/4
3.
I'm Only Sleeping. A tu już Lennon - i bardzo lubię tą piosenkę, przede wszystkim za to co się dzieje w tle - te wszystkie produkcyjne smaczki, opary psychodelii, fuzzy i puszczanie ścieżek od tyłu jak od 00:46 do 00:56 i 1:36 do 1:46, wreszcie od 2:46 do końca - odwrócone solówki, któe nie tylko były puszczone od tyłu z taśmy, ale i zagrane na odwróconych akordach, a potem kolejny raz puszczone "od przodu"

. Cudo! Genialny wokal, te zmiany tempa!!! Oj, musieli chłopcy podróżować w tzw. międzyczasie, oj musieli! * * * * * 1/2
4.
Love You To. Tu kolejne eksperymenty dźwiękowe Harrisona i wprowadzenie otwierającego utwór instrumentu zwanego tablą + wyraźny już sitar. Strasznie gęsta od dymu muzyka, dobra do ziemianek w Wietnamie.... To jest mój typ Muzyki. Zdecydowanie! Kończące utwór skodowanie rządzi

* * * * *
5.
Here, There and Everywhere. Od samego startu czuć McCartneyem

Uwielbiam tą piosenkę i jest to jedna z moich ulubionych ballad Beatlesów. Kojarzy mi się nieco z Love Street (choć L.S. jednak wolę) i podobnie sobie wyobrażam ew. "teledysk" który mógłby do tego powstać (a oczywiście obraz ten dominuje scena z The Doors, gdzie Val Kilmer śledzi Meg Ryan

). * * * * *
6.
Yellow Submarine. Oj, tego to by się mogli pozbyć

Pan Starkey wokalnie rzucił bełtem na konsoletę, pewnie od choroby morskiej... Sam w sobie utwó nie jest nawet taki zły, ale w kontekście tej płyty BARDZO odstaje... Piosenkę ratują efekty specjalne. Mimo wszystko jest to worst moment całej płyty. Za 'ogólną może-byćność' dostaje * * * minus.
7.
She Said She Said. Lennon parekselens. Znów mocno psycho utwór, który po 40 latach wciaż brzmi świeżo i mocno. Fajne, połamane wokale i bardzo bogate tła i kurtyny i budki suflera (o nie! budki inspicjenta lepiej). Ride the Snake. Najlepszy moment: She said "you don't understand what I said"; I said "No, no, no, you're wrong". When I was a boy everything was right/Everything was right. Bezwzględne * * * * * 1/2
8.
Good Day Sunshine. Taki chilloutowy utwór po poprzednim. Panowie obudzili się o 11:30, po naprawdę wczoraj wyjątkowo aktywnej nocy. Kaca nie ma, bo nie pili chyba alkoholu, więc jest im dobrze i miło. They take a walk, the sun is shining down / Burns their feet as they touch the ground... Sama końcówka mi się jakoś średnio podoba. No i * * * *
9.
And Your Bird Can Sing. Muzycznie bardzo fajne (zwłąszcza gitara!!!), wokalnie trochę mniej mi pasuje, ale tak czy inaczej jest to świetna piosenka. Trochę w tym Byrdsów czuć, troszkę Jeffersona z mniej psycho okresu. * * * * 1/2
10.
For No One. Bezapelacyjnie mój ulubiony utwór z tej płyty! Po prostu kocham każda miklisekundę tej piosenki. Jeden wielki Best Moment. Ascetyczna muzyka okraszona waltornią czy też rogiem, przepiękny PRZEPIĘKNY tekst i JAK TO JEST ZAŚPIEWANE!!!! Chyba mój ulubiony kawałek McCartneya... Brzmi cholernie osobiście i równie osobiście ja ją traktuję, a z 10 lat temu sam bym ją napisał hehehehe

Masterpiece. * * * * * *
11.
Doctor Robert. Dr Robert musiał być niezwykle interesującym człowiekiem

Wygląda na dużo sympatyczniejszą postać niż ponury Dr Śmierć z "I'm waiting for my man / Twenty-six dollars in my hand / Up to Lexington, 125 / Feel sick and dirty, more dead than alive" Velvetów... Też się dzieje ta piosenka w Nowym Jorku, ale jestem przekonany, że Dr Robert był naprawdę miłym facetem. Zresztą porównajmy: "Day or night he'll be there any time at all, Doctor Robert / Doctor Robert, you're a new and better man, He helps you to understand / He does everything he can, Doctor Robert"... Przynajmniej tak to brzmi... * * * * 2/3
12.
I Want to Tell You. Wczesna psychodelia snuje się tu leniwie i radośnie. Muzyka gęsta od szczegółów i warstw... Harrison tu przoduje i wygląda, a właściwie brzmi na gościa który stosunkowo często spotykał Dr Roberta. I ten tekst... Całość na * * * * *
13.
Got to Get You Into My Life. Fantastycznie się zaczyna - wokal ekstra! Piosenka również narkotyczna, choć bardziej w stylu wypoczynowym, tak jak "Good Day Sunshine". Miło to wszystko brzmi, muzycznie fajne, ale sa na Rewolwerze lepsze kawałki. * * * * 1/2
14.
Tomorrow Never Knows. Od pierwszej sekundy czuć, że będzie się działo... Psy Cho' De La. "Turn off your mind, relax and float down stream (...) Lay down all thought / Surrender to the void...." To co się tam dzieje MUZYCZNIE po prostu rozwala! Odwrócona gitara od 1:10 do półtorej to najlepsza rekomendacja całego utworu. I w ogóle CO TU SIĘ DZIEJE!!! jakies głosy przepuszczane przez efakty, dzikie klawiszowe kakofonie w tle, zapętlenia, jakieś sample(?!)... Genialny kawałek, chyba najnajnajgęstszy z całego albumu. Świetne zamknięcie płyty... Całość na * * * * * *
Całość płyty * * * * * 3/4 Czyli bliskie poziomu nadarcydzieła. Oj, czuję, że powinienem zreedytować swoje wcześniejsze posty i w częściach "wprowadzających" pozamieniać 'Abbey Road' na 'Revolver'

Za tą płytę oddałbym wszystko co The Beatles stworzyło wcześniej, oraz kilka rzeczy które nagrało później.
Tu mała uwaga przypominająca: podkreślam, że oceny WEWNĄTRZ płyt nie nadają się za bardzo do porównań z ocenami z innych płyt. Dopiero gwiazdkowanie zbiorcze (całości albumu) jest zrobione tak, żeby pasowało do całej dyskografii.