The Great Deceiver (1992)
Z wydawniczej pustki jaka obejmowała koncertowe oblicze King Crimson dobrze zdawał sobie sprawę Fripp. Od 1991 roku zaczęły pojawiać się płyty, które miały uzupełniać „braki” w dyskografii. W 1991 roku pojawił się przekrojowy box „Frame By Frame”, natomiast rok później czteropłytowy zestaw „The Great Deceiver” już z całkowicie premierowym materiałem prezentującym dokonania sceniczne zespołu z lat 1973-1974. To wydawnictwo z miejsca zyskało status kultowego i w pewnych kręgach tak jest do dziś. Oczywiście największy wpływ na to wszystko miał fenomenalny materiał muzyczny, ale nie można zapominać o formie wydania. Spore pudełko, obszerny booklet z bardzo dużą ilością zdjęć, listą koncertów tego składu (trochę niedokładną), tekstami. Trzecią kwestią była dostępność. Przez lata ten album stał na półkach sklepowych z bardzo wysoką ceną. Później zniknął na kilka lat. Ostatnio pojawił się natomiast w ekonomicznym podwójnym wydaniu dwupłytowym, z inną okładką, bez wielkiego pudełka. Szkoda, bo opakowanie też jakby sugerowało, że jest to wydawnictwo niezwykłe. Dziś okładki wydawnictwa prezentują się tak:
Mnie osobiście udało się kupić ten box w oryginalnym wydaniu całkowicie przez przypadek. W 2002 roku byłem w Toruniu i w jakimś komisie płytowym wypatrzyłem ten album. Cena była jednak jak dla mnie zaporowa. Jakiś czas później kolega doniósł mi, że zestaw nadal jest dostępny. Tym razem byłem przy gotówce, więc postanowiłem sobie sprawić to cudo. Nie żałuję.
Całość prezentuje się tak:
[to nie są zdjęcia mojego egzemplarza]

Nagrania zostały zarejestrowane w sześciu miejscach. Dwa pochodzą z jesieni 1973 roku, reszta z czerwca 1974 roku. Tylko jeden koncert został tu umieszczony w całości, ale dzięki ładnemu przykrojeniu repertuaru na potrzeby wydawnictwa materiał znacznie się zdynamizował. Dotyczy to zwłaszcza improwizacji umieszczonych tutaj dość hojnie. I bardzo dobrze. Ciężko będzie omówić te cztery płyty unikając powtórzeń. Wszak materiał pochodzi z jednego okresu i jest wiele utworów pojawiających się po kilka razy. Zespół jest jednak w świetnej formie i tam gdzie tylko można szykuje niespodzianki. Do tego wszystkiego należy nadmienić, że jakość nagrań jest wzorowa.
Disc 1: Things Are Not as They Seem...
Recorded at the Palace Theatre, Providence, USA, June 30, 1974.
1. "Walk On ... No Pussyfooting"– 0:52
2. "Larks' Tongues in Aspic, Part Two" – 6:12
3. "Lament" – 4:04
4. "Exiles" – 7:00
5. "A Voyage to the Centre of the Cosmos" – 14:41
6. "Easy Money" – 7:14
7. "Providence" – 9:47
8. "Fracture" – 10:47
9. "Starless" – 11:56
Pierwszy dysk zawiera nagrania z Providence z 30 czerwca 1974 roku. To przedostatni koncert tego składu. Po krótkim intro uderza „Larks Tongues In Aspic Part II”. Potężne wejście typowe dla koncertów z tamtego okresu. Po pierwsze trzeba się zatrzymać przy brzmieniu. Jest wyjątkowe, bardziej drapieżne niż na płytach studyjnych. Przesterowany bas Wettona brzmi niesamowicie. Do tego Bruford, który operuje nie tylko podstawowym zestawem, ale często sięga po przeszkadzajki. Brakowało mu Muira, więc w jakiś sposób się w niego wcielił. Do tego Cross. Nie słyszę, by nie mógł się odnaleźć w tej muzyce. Gdy jest już bardzo głośno przesiada się na mellotron. Mellotron obsługuje również Fripp. A gdy lider sięga po gitarę, to słychać, że jest w doskonałej formie. Ten zespół w tamtym okresie był doskonałą maszynką koncertową. I to słychać. Zespół był świetnie zgrany i mógł sobie pozwolić na bardzo wiele. Drugi w kolejce jest „Lament”. Ten utwór raczej nigdy nie przynosił niespodzianek interpretacyjnych. Jest potężnie. Dalej jest „Exiles”, ballada Crossa. Tym razem pozbawiona wstępu improwizowanego wstępu, w jaki bywała niejeden raz zaopatrywana. Następnie przechodzimy do monstrualnej improwizacji, która wiedzie nas do samego centrum kosmosu. To prawie 15 minut cudownej podróży w nieznane. Końcówka scenicznego istnienia King Crismon przyniosła znów powrót do nieco dłuższych improwizacji. Drugim swobodnym fragmentem jest „Providence” w wyedytowanej formie znajdujący się na „Red”. Trudno polemizować z tym, że całość została przycięta i że wykastrowano część partii Crossa. Skrócenie było spowodowane tym, że mroczna część w pewnym momencie przechodzi w nieco funkowy fragment. Ale dlaczego na „Red” wycięto Crossa? Do teraz nie potrafię znaleźć odpowiedzi. Pomiędzy tymi improwizacjami jest czarny koń, czyli „Easy Money”. Ta kompozycja zaskakuje mnie w każdej odsłonie. W części instrumentalnej dzieje się bardzo wiele, ale panowie nie tracą kontaktu ani ze sobą, ani z słuchaczami. Dwa kolejne utwory to „Fracture” oraz „Starless”. Bardzo fajne wersje. Tym, którzy lubią ostatni utwór z płyty „Red” polecam kontakt z wykonaniem koncertowym. W zarysie bardzo podobnym, ale znacznie surowszym, pozbawionym oczywiście instrumentów dętych. W tym miejscu kończy się dysk pierwszy. Cały koncert niestety się nie zmieścił, ale jego kontynuację mamy na samym początku drugiej płyty. Na bis dostajemy „Schizofrenika”. Bardzo fajnie ten skład grał ten utwór. Potem już tylko outro i przechodzimy do kolejnego koncertu.
Disc 2: Sleight of Hand (or Now You Don't See It Again) and...
Tracks 1-2 recorded at the Palace Theatre, Providence, USA, June 30, 1974.
Tracks 3-11 recorded at the Glasgow Apollo, Glasgow, UK, October 23, 1973.
Tracks 12-13 recorded at Pennsylvania State University, State College, USA, June 29, 1974.
1. "21st Century Schizoid Man" – 7:32
2. "Walk off from Providence ... No Pussyfooting – 1:15
3. "Sharks' Lungs in Lemsip" – 2:31
4. "Larks' Tongues in Aspic, Part One" – 7:25
5. "Book of Saturday" – 2:49
6. "Easy Money" – 6:43
7. "We'll Let You Know" – 4:54
8. "The Night Watch" – 4:54
9. "Tight Scrummy" – 8:27
10. "Peace: A Theme" – 1:01
11. "Cat Food" – 4:14
12. "Easy Money" – 2:19
13. "...It Is for You, but Not for Us" – 7:25
Po dwóch kawałkach, które nie zmieściły się na dysku pierwszym cofamy się do koncertu z 23 października 1973 roku z klubu Apollo w Glasgow. „Sharks' Lungs in Lemsip” wyraźnie wprowadza w pierwszą część „Larks Tongues In Aspic”. Wykonania tej kompozycji w kwartecie są może i nieco zubożone od strony perkusyjnej, ale Bruford radzi sobie na dwóch etatach bezproblemowo. Kompozycja jest oczywiście trochę krótsza niż w wersji studyjnej. „Book Of Saturday” na koncertach niczym nie zachwycał. To raczej chwila przerwy od rytmicznych zawijańców. W tym zestawie czterech płyt ta kompozycja pojawia się tylko raz. „Easy Money” po raz kolejny w elektryzującej wersji. Utwór w pewnym momencie przenika w znaną z płyty „Starless And Bible Black” improwizowaną kompozycję „We’ll Let You Know”. Zawsze rozbrajała mnie swoboda rytmiczna tego utworu. Ta wersja jest nieco dłuższa niż ta zawarta na „SABB”. Pominięto sam finał, gdzie głównie mamy charakterystyczne „plumkanie”. Kolejnym kawałkiem jest „The Night Watch”. Niestety pierwsza część tego utworu pochodzi z tego występu, drugą zaczerpnięto z koncertu w Zurichu, z czwartej płyty. Wynikało to z technicznych problemów. Mimo wszystko trochę szkoda. „Tight Scrummy” to kolejna improwizacja. Trochę nietypowa, ale przez to niezwykle intrygująca. Wykorzystano w niej jakiś prymitywny automat perkusyjny. Maszyna podaje prosty rytm, dzięki czemu Bruford może operować przeszkadzajkami i gongami nie martwiąc się o perkusyjny rdzeń. Reszta muzyków kręci się dookoła tej syntetycznej powtarzalności. W okolicy piątej minuty maszyna cichnie. Reszta improwizacji jest bardzo spokojna, choć na samym końcu panowie pozwalają sobie na swoisty „ending”. Po tym smacznym kąsku pojawiają się dwie perełki. Ten skład prócz „Schizofrenika” nie grał utworów z wcześniejszych płyt. Kilka razy jednak pozwolił sobie na powrót do drugiej płyty. „Peace – a Theme” przechodzące w „Cad Food” brzmi potężnie. Czuć, że sekcja jest o kilka ton cięższa niż na „In The Wake Of Poseidon”, Wetton śpiewa mniej zrozumiale, ale to nie przeszkadza. Również Cross potrafi elegancko odnaleźć się w tym kawałku. Koncert z Glasgow nie został umieszczony w całości na tej płycie. Jeśli kogoś interesowałaby całość, musi zerknąć na stronę DGM Live.
Finał płyty zawiera dwa (a może jedno?) nagranie z Penn State University z 29 czerwca 1974 roku. Jest to wyjątkowo ciekawa wersja „Easy Money”, gdzie po pierwszej zwrotce muzycy tak zapamiętują się w graniu, że do finałowej klamry już nie dochodzą. Podobna zagrywka miała miejsce w Asbury Park dzień wcześniej. Po wyciszeniu Fripp zwraca się tylko do osoby nagrywającej, że teraz jest odpowiedni moment, by zmienić taśmę. Na dysku trzecim pojawią się jeszcze fragmenty tego koncertu, a jeśli ktoś chciałby poznać całość po raz kolejny musi zerknąć na DGM Live.
Disc 3: ...Acts of Deception (the Magic Circus, or Weasels Stole Our Fruit)
Tracks 1-11 recorded at the Stanley Warner Theatre, Pittsburgh, USA, April 29, 1974.
Tracks 12-13 recorded at Pennsylvania State University, State College, USA, June 29, 1974.
1. "Walk On ... No Pussyfooting" – 1:15
2. "The Great Deceiver" – 3:32
3. "Bartley Butsford" – 3:13
4. "Exiles" – 6:23
5. "Daniel Dust" – 4:40
6. "The Night Watch" – 4:18
7. "Doctor Diamond" – 4:52
8. "Starless" – 11:36
9. "Wilton Carpet" – 5:52
10. "The Talking Drum" – 5:29
11. "Larks' Tongues in Aspic, Part Two" (abbreviated) – 2:22
12. "Applause and announcement" – 2:19
13. "Is There Life Out There?" – 11:50
Dysk trzeci rozpoczyna się zapisem koncertu ze Stanley Warner Theatre w Pittsburghu z 29 kwietnia 1974 roku. Po krótkim intro autorstwa Frippa i Eno wskakuje dynamiczny „The Great Deceiver”, który dał tytuł całemu wydawnictwu. Oszust dokazuje. „Bartley Butsfort” jest rozbiegiem prowadzącym do „Exiles”. Z kolei swobodny „Daniel Dust” przywodzi na myśl zwiewne „Trio”. Ten sam nastrój, ta sama zaduma i nostalgia. „The Night Watch” jest pięknym przedłużeniem tego klimatu. Sporą niespodzianką jest „Doctor Diamond”, utwór regularnie pojawiający się na koncertach w tamtym okresie, ale nie umieszczony na żadnej płycie. Charakterem przypomina on kompozycję „The Great Deceiver”. Dynamiczny, mocno zrytmizowany choć przełamany delikatnym fragmentem. Zdecydowanie nie jest to wypełniacz, a na pewno jedna z lepszych kompozycji tego składu. „Starless” pojawia się w typowej wersji koncertowej. Bardzo fajne solo na skrzypcach. Końcówka koncertu to klasyczna sekwencja w postaci improwizacji, „The Talking Drum” oraz finalnego „Larks Tongues In Aspic Part Two”. Ostatni utwór tym razem w mocno przyciętej wersji.
Dwa ostatnie utwory z płyty pochodzą z Penn State University z 29 czerwca 1974 roku. Prócz zapowiedzi mamy kolejną wielowątkową improwizację. Sekcja rytmiczna łapie w kleszcze i nie odpuszcza przez ponad 10 minut. Fripp z Crossem również mają sporo do zaproponowania. Jeśli ktoś ceni takie utwory jak „Starless And Bible Black” lub „Providence” będzie zadowolony. Tutaj chodzi dokładnie o to samo.
Disc 4: ...But Neither are They Otherwise
Tracks 1-4 recorded at Massey Hall, Toronto, Canada, June 24, 1974.
Tracks 5-12 recorded at the Volkshaus, Zürich, Switzerland, November 15, 1973.
1. "The Golden Walnut" – 11:14
2. "The Night Watch" – 4:22
3. "Fracture" – 10:48
4. "Clueless and Slightly Slack" – 8:36
5. "Walk On ... No Pussyfooting" – 1:00
6. "Some Pussyfooting" – 2:23
7. "Larks' Tongues in Aspic, Part One" – 7:41
8. "The Law of Maximum Distress, Part One" – 6:31
9. "The Law of Maximum Distress, Part Two" – 2:17
10. "Easy Money" – 6:57
11. "Some More Pussyfooting" – 5:50
12. "The Talking Drum" – 6:05
Dysk czwarty skrywa w sobie najsmaczniejsze kąski. Po ponad trzech godzinach odsłuchów można by się było spodziewać lekkiego zmęczenia materiału. Nic takiego jednak się nie dzieje. Pierwsze cztery utwory zostały nagrane w Massey Hall w Toronto 24 czerwca 1974 roku, czyli mniej więcej w tym samym okresie, co większość materiału z tego wydawnictwa. „The Golden Walnut” oraz „Clueless And Slighty Slack” to dwie długometrażowe improwizacje. Pierwsza z nich gwałtowna, pełna rytmicznej mocy, z ciekawym solem na instrumentach klawiszowych zagranym przez Crossa. W drugiej z improwizacji prym wiedzie Cross i jego skrzypce. Od samego początku to on wyznacza ścieżkę po której kroczy reszta muzyków. Pomiędzy dwoma improwizacjami znajduje się „Night Watch” i „Fracture” w wersjach nie odbiegających za bardzo od oryginału. Nie wszędzie jednak było miejsce na swobodę. Struktura „Fracture” nie pozwalała na to, by coś w niej modyfikować, więc wszystkie wykonania koncertowe są do siebie podobne.
Powyższe cztery nagrania zostały zarejestrowane właściwie na tydzień przed ostatnim koncertem. I nic nie wskazuje, jakoby w zespole działo się źle. Zespół jest świetnie zgraną maszynką, gdzie wszyscy muzycy znajdują się na tych samych prawach. Cross, bo jego osoba może budzić wątpliwości, również.
Reszta płyty to powrót do listopada 1973 roku. Znów klasyczne intro przeradzające się w swobodny wstęp do „Larks Tongues In Aspic Part One”. Kolejne dwie improwizacje należą do ścisłego grona moich faworytów. Pierwotnie pomiędzy nimi znajdował się „The Mincer” zamieszczony na „Starless And Bible Black”. Tutaj niestety bezczelnie go wycięto, choć osiągnięty efekt wcale nie daje powodów do narzekań. A jak ktoś chce usłyszeć, jak koncert wyglądał bez zabiegów korygujących może sięgnąć po płytę wydaną w serii KCCC. „Easy Money” nie przynosi zaniżenia poziomu. Co ciekawe, ten utwór w każdym wykonaniu niesie w sobie jakąś świeżość. Mogłoby się wydawać, że powtórzony czterokrotnie w pewnym momencie zacznie nudzić. Tak jednak się nie dzieje. Inne studyjne kompozycje umieszczone w takim natężeniu raczej by się nie obroniły. Następna improwizacja pod tytułem „Some More Pussyfooting” poprzedzająca “The Talking Drum” to kolejna porcja esencjonalnego grania. Tym razem zespół wkracza w rejony „plumkania” oraz zmian przesuwu taśmy w mellotronie i robi to w tak fascynujący sposób, że mógłbym tego słuchać bez końca! Przejście do „Talking Drum” to łatwizna, a ucięcie tej kompozycji w momencie największego natężenia uświadamia, że coś nie zostało zagrane, że chciałoby się więcej…
Ciężko pisać o improwizacjach, które stanowią o wyjątkowości tego składu. Muzycy osiągnęli taki stopień współgrania i wzajemnego zrozumienia, że swobodne fragmenty można niejednokrotnie brać za przygotowane specjalnie utwory. W tym momencie jest idealne miejsce by przeprowadzić małą typologię improwizacji King Crimson z tego okresu. Oczywiście to tylko bardzo prosty podział. I nie jedyny. Najłatwiej byłoby zrobić to w zależności od tego, jaką funkcję one pełnią względem innych utworów. Według takiego klucza improwizacje dzielą się na:
- samodzielne, nie będące w jakikolwiek sposób związane z utworami znajdującymi się przed i po niej. Najlepszymi przykładami będą „A Voyage to the Centre of the Cosmos”, „Providence”, „Is There Life Out There?”, „The Golden Walnut”, „Clueless and Slightly Slack”, „Starless And Bible Black” czy też obie części „The Law of Maximum Distress”. O ich niezależności świadczy również czas ich trwania, zazwyczaj wynoszący ponad 6 minut, choć nie jest to reguła. W tym wypadku można wytypować improwizacje unikalne oraz powtarzalne (czy to jeszcze jest improwizacja?). Nie znam wszystkich koncertów tego składu, ale do pierwszej grupy zaliczyłbym utwory wymienione wyżej. Jako powtarzalne wskazałbym natomiast „Trio” (klasyczna wersja pochodzi z Amsterdamu, Concertgebouw, 23 listopada 1973, później wrócono do tego kawałka 15 marca 1974 roku w Mainz) oraz „Tight Scrummy” (Klasyczna wersja pochodzi z 23 października z klubi Apollo w Glasgow. Wcześniejszą wersję można usłyszeć na koncercie w Arlington, Texas University Of Texas, 6 października 1973 roku). Pisząc o wersji „klasycznej” mam na myśli pierwszą wydaną oficjalnie.
- improwizacje łączące. Są to kompozycje rozpościerające się pomiędzy dwoma utworami i w jakiś sposób z nimi związane. Najsilniejsze więzy są jednak pomiędzy kompozycją poprzednią. Przykład: „We'll Let You Know”, ale też troszkę na siłę oderwana od „Easy Money” „...It Is for You, but Not for Us”.
- improwizacje wstępne. Są to introdukcje do utworów. Kilka kawałków z ówczesnego repertuaru dorobiło się statusu, który wymagał wstępu. Można to zaobserwować przed „Exiles” („Bartley Butsford”), „The Talking Drum („Wilton Carpet”, „Some More Pussyfooting”) oraz „Larks Tongues In Aspic Part One” („Sharks' Lungs in Lemsip”, „Some Pussyfooting”). We wszystkich tych przypadkach w improwizacji wstępnej słychać zazwyczaj elementy nadchodzącej kompozycji.
„The Great Deceiver” został kiedyś nazwany „Starym Testamentem” King Crimson („Nowy Testament” również jest, ale o nim za jakiś czas) i bezdyskusyjnie jest jednym z dwóch najlepszych wydawnictw King Crimson. Żadna płyta studyjna nie zbliża się do tego poziomu. Arcydzieło.
Ocena: *****