Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest ndz, 19 kwietnia 2026 11:55:01

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 461 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15 ... 31  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 09 maja 2011 22:16:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
„Epitaph” (1997)
Obrazek

Obrazek

Pomiędzy kwietniem a grudniem 1969 roku King Crimson wystąpił na scenie 77 (jak podaje książeczka dołączona do omawianego boxu) razy albo 82 (jak podaje oficjalna strona). To jednak nie koniec wątpliwości. Porównując listę koncertów z książeczki dołączonej do boxu „Epitaph” z oficjalną stroną, zauważam sporo nieścisłości. Najistotniejsza dotyczy tego, kiedy był ostatni koncert tego składu. Książeczka „Epitaph” (a za nią Wikipedia) podaje, że 14-16 grudnia 1969 roku odbyły się trzy koncerty w Fillmore West w San Francisco, z kolei na stronie internetowej widnieją daty 12-14 grudnia 1969 r. Zatem dysk drugi z „Epitaph” zawierający nagrania z 15.12. nie powinien istnieć. Afisze z epoki mówią o datach 11-14.12, tak więc jest mowa aż o czterech występach. Wpis McDonalda w dzienniku rozwiewa jednak wszelkie wątpliwości:
Obrazek
Potężny błąd siejący zamęt wyszedł zatem z wydawnictwa, które miało rozwiać wszystkie wątpliwości dotyczące pierwszego składu.

Początkowe koncerty odbywały się w małych klubach, choć zespołowi zdarzało się występować przed kilkusettysięczną publicznością (koncert przed Rolling Stones udokumentowany w serii KCCC). Amerykańska trasa z końca 1969 roku to już trochę większe sale. Box „Epitaph” dobrze prezentuje sceniczne wyczyny tego składu, ale w pełnym czteropłytowym wydaniu można go polecić tylko prawdziwym maniakom. Repertuar, co oczywiste, powtarza się („Schizofrenik” czy „Mars” pojawia się aż pięć razy), ale w przypadku zespołu z jedną płytą nie powinno to dziwić. Pewnie z tego powodu najpierw dostępne były tylko pierwsze dwie płyty. Dwie kolejne można było dokupić chwilę później tylko w internetowym sklepie wytwórni Discipline Globale Mobile. Obecnie nie ma problemu z nabyciem tych płyt w sklepach. Dostępne jest jednak osobne wydanie „Epitaph” 1&2 oraz „Epitaph” 3&4. Mnie udało się kupić wszystko w jednym pudełku (płyty w kopertach, gruby booklet, format nieco większej płyty kompaktowej, zdjęcie załączam powyżej).
„Epitaph” było pierwszą i zarazem najbardziej obszerną płytą z serii koncertowych płyt dokumentujących kolejne składy King Crimson na scenie. Później pojawiło się „The Night Watch” (występ z 1973), „Absent Lovers” (występ z 1984), „VROOOM VROOOM” (występ z 1995 i 1996), „Ladies On The Road” (wybór nagrań z 1971 i 1972) czy „Heavy ConstruKction” (wybór nagrań z 2000) i „Elektri” (występ z 2003), które można traktować jako dopełnienie całej serii. O każdej z tych płyt napiszę w odpowiednim momencie. Wraz z tym albumem rozpoczęła się współpraca Frippa z malarką P.J. Cook, która przygotowała większość okładek późniejszych płyt King Crimson.

Z lenistwa przeklejam zawartość poszczególnych płyt z hasła „Epitaph” z angielskiej Wikipedii. Nie tłumaczę opisów, bo chyba nie ma to sensu.

Disc 1
Tracks 1-2 recorded May 6, 1969 at Maida Vale Studios, London, UK for BBC Radio
Tracks 3-4 recorded August 19, 1969 at Maida Vale Studios, London, UK for BBC Radio [Track 4 includes the introduction to track 5 at the end]
Tracks 5-7 recorded November 21, 1969 at the Fillmore East, New York, USA
Tracks 8-11 recorded December 13, 1969 at the Fillmore West, San Francisco, USA
1. "21st Century Schizoid Man" – 7:06
2. "The Court of the Crimson King" (McDonald, Sinfield) – 6:27
3. "Get Thy Bearings" (Donovan Leitch) – 5:59
4. "Epitaph" – 7:08
5. "A Man, a City" – 11:41
6. "Epitaph" – 7:42
7. "21st Century Schizoid Man" – 7:16
8. "Mantra" – 3:47
9. "Travel Weary Capricorn" – 3:15
10. "Improv - Travel Bleary Capricorn" – 2:23
11. "Mars" (Gustav Holst) – 8:53

Pierwszy utwór z płyty, czyli „Schizofrenik” jest jednym z pierwszych studyjnych nagrań King Crimson, którego dokonano 6 maja 1969 roku [emisja radiowa: pięć dni później]. Niestety z archiwów BBC zaginęły oryginalne taśmy i posiłkowano się w tym wypadku włoskim bootlegiem. Jakość zatem nie jest najlepsza, ale wykonanie jest już w stylu klasycznym. Drugi utwór, czyli „The Court Of The Crimson King”, pomimo, że pochodzi z tej samej sesji, jest już doskonałej jakości. Tutaj również mamy podstawowy zrąb utworu, inne jest natomiast solo na flecie oraz tekst utworu, nie ma też finalnej kody. Trzeci kawałek w kolejności jest przeróbką Donovana nagraną w studiu BBC 19 sierpnia 1969 roku. Oryginalna taśma z zapisem „Get Thy Bearings” również zaginęła, więc wydawcy posiłkowali się nagraniem dokonanym przez fana podczas pierwszej emisji radiowej, która miała miejsce 7 września 1969 r. Jakość podobna do pierwszego utworu, a samo wykonanie porywające. Niestety urywa się wtedy, gdy naprawdę robi się ciekawie. Przy „Epitaph” mamy znów wzorcową jakość. W porównaniu z oryginałem inne są proporcje instrumentów, ale duch jest ten sam co w przypadku wykonania na płycie „ITCOTCK”. Szkoda, że wtedy nie opublikowano wszystkich nagrań ze studiów BBC za jednym zamachem.
Kolejne trzy utwory pochodzą z koncertu z Nowego Jorku, który odbył się w Fillmore East w Nowym Jorku 21 listopada 1969 roku. Jakość nie jest doskonała, ale całkowicie akceptowalna. Pierwszy z utworów, „A Man, A City” nie jest niestety żadną nowością. To tylko wczesna wersja „Picture Of A City” znanego z płyty „In The Wake Of Poseidon”. Niewiele różni się od oryginału, brakuje tylko tekstu w ostatniej zwrotce. Co ciekawe tutaj autorami muzyki jest cały skład, natomiast na płycie studyjnej widnieje tylko nazwisko Frippa i Sinfielda. Kolejne dwa utwory to „Epitaph” oraz „21st Century Schizoid Man”, które pojawiają się w przyjemnych, bardzo surowych wersjach.
Ostatnie cztery utwory zostały nagrane w Fillmore West w San Francisco 14 grudnia 1969 roku. Pierwsze trzy to właściwie całkowicie premierowy materiał. Ani „Mantra”, ani „Travel Weary Capricorn”, ani tym bardziej „Improv – Travel Baleary Capricorn” nie miały swoich odpowiedników w materiale studyjnym. Pierwsze dwie kompozycje cechują się bardzo swobodnym charakterem i jazzowo-orientalnym klimatem, natomiast trzecia improwizacja zawiera akcenty gitarowe rodem z hiszpańskiej korridy. Wszystkie utwory wykonano bardzo powściągliwie [chodzi mi o ich czas trwania, który potrafił być znacznie dłuższy niż podczas tego występu]. Ostatni na płycie jest „Mars” skomponowany przez Holsta (suita „Planety”) i brutalnie zaaranżowany przez rockowy skład. Rok później znalazł się pod zmienionym tytułem („The Devil’s Triangle”) na drugiej płycie zespołu. Oczywiście „lista płac” została odpowiednio zmodyfikowana.

Disc 2
Recorded December 14, 1969 at the Fillmore West, San Francisco, USA
1. "The Court of the Crimson King" (McDonald, Sinfield) – 7:13
2. "Drop In" (Fripp, Giles, Lake, McDonald) – 5:14
3. "A Man, a City" – 11:19
4. "Epitaph" – 7:31
5. "21st Century Schizoid Man" – 7:37
6. "Mars" (Holst) – 9:42

Końcówka ostatniej trasy pierwszego składu. Utwory typowe dla tego okresu czasu. Dziwi trochę nieobecność jakiejś improwizacji, „Mantry” czy „Capricorna”, istnieją więc przesłanki, że nie jest to kompletny występ. Nie to jednak jest istotne. Występ przedstawia bardzo poprawne wykonania znanych utworów, brak jednak w tym wszystkim jakiejś dozy szaleństwa, którą w niewielkim stopniu zawierały swobodne utwory zagrane dzień wcześniej i umieszczone na końcu dysku pierwszego. A może wszyscy wiedzieli, że to już ostatni występ?
Jakość dźwięku jak najbardziej poprawna, daleka jednak od kryształu. Z ciekawostek należy odnotować utwór „Drop In”, który grało już GGF. Tutaj pokrewieństwo z „The Letter” wyczuwalne od pierwszych chwil. „A Man, A City” w stosunku do wersji sprzed trzech tygodni jest już kompletne. Szokujących interpretacji innych utworów nie zanotowałem i gdybym miał rekomendować innej osobie tylko jedną płytę z tego wydawnictwa, na pewno nie byłby to krążek z numerem dwa.

Disc 3
Recorded August 9, 1969 at Plumpton Racetrack (at the Ninth National Jazz and Blues Festival), Streat, UK
1. "21st Century Schizoid Man" – 7:14
2. "Get Thy Bearings" (Leitch) – 10:32
3. "The Court of the Crimson King" (McDonald, Sinfield) – 6:43
4. "Mantra" – 8:46
5. "Travel Weary Capricorn" – 3:57
6. "Improv" including "By the Sleeping Lagoon" (Eric Coates) - 8:54
7. "Mars" (Holst) – 7:23

Cofamy się w czasie o kilka miesięcy. Tym razem zespół serwuje nam swoją muzykę w znacznie bardziej rozimprowizowanej formie. Jakość nagrania jest minimalnie gorsza niż w wypadku zapisu z Fillmore East. Płyta została skompilowana aż z pięciu różnych bootlegów i nie jest to kompletny zapis. Brakuje chociażby kilku pierwszych fraz „Get Thy Bearings”. Jednak ze względu na niewielką ilość kompletnych występów w akceptowalnej jakości prezentacja tego występu wydaje się słuszna.
Swoboda wkrada się nawet do zazwyczaj zamkniętego formalnie „Schizofrenika”, „Get Thy Bearings” jest tutaj w znacznie atrakcyjniejszej formie niż nagranie z BBC. Ciekawy jest zwłaszcza fragment, gdzie Fripp gra sam. W jednym momencie (około 8 minuty) słychać tam fragment znany z improwizowanej części „Moonchild”. „Mantra” rozlewa się swobodnie, delikatnie i kojąco, by w pewnym momencie przełamać wszystko niepokojącą eksplozją i bezboleśnie wejść w swingujący, ale i nieprzewidywalny „Travel Weary Capricorn”, który z kolei zmienia się w fascynującą improwizację. Tak, wiązanka tych utworów każdorazowo niesie ze sobą doznania najlepsze z możliwych. W tym całym improwizowanym graniu można z łatwością wyłapać fragmenty „By The Sleeping Lagoon” po których zostaje sam Giles ze swoim zestawem perkusyjnym. Ostatnim utworem zwyczajowo jest złowrogi „Mars”.


Disc 4
Recorded September 7, 1969 at the Chesterfield Jazz Club, Chesterfield, UK

1. "21st Century Schizoid Man" – 7:57
2. "Drop In" (Fripp, Giles, Lake, McDonald) – 6:20
3. "Epitaph" – 7:22
4. "Get Thy Bearings" (Leitch) – 18:10
5. "Mantra" – 5:29
6. "Travel Weary Capricorn" – 4:54
7. "Improv" – 4:34
8. "Mars" (Holst) – 5:37

Po latach okazało się, że to nie jest jednak kompletny zapis. Odnalezione zostały taśmy z pełniejszym zapisem występu. Można je kupić w formie plików na stronie DGM Live.
Jakość dźwięku oscyluje na nieco wyższym poziomie niż na poprzedniej płycie, choć cały czas można ją nazwać bootlegową. Tym razem zespół jest już po nagraniu płyty, ale jeszcze do premiery zostało sporo czasu. Koncert jest znów swobodny, czego dowodem ponad osiemnastominutowa wersja „Get Thy Bearings”. Także „Mantra” i „Travel Weary Capricorn” zapewniają odpowiednią dozę szaleństwa. Bardzo ciekawa jest również improwizacja znajdująca się za tymi utworami. Pojawiają się w niej fragmenty utworu „Happy Family”, który pojawi się dopiero na „Lizardzie”.


Jeśli po zapoznaniu się z tym boxem komuś będzie mało koncertowego King Crimson z okresu pierwszej płyty może zapoznać się z następującymi wydawnictwami z serii King Crimson Collector’s Club:
KCCC 01 – Live At The Marquee (1969), London, 6.07.1969
KCCC 12 – Live In Hyde Park, London, 1969, 5.07.1969
KCCC 25 – Live At Fillmore East, New York, 21 & 22.11.1969 (trzy utwory z tej płyty znajdują się na drugim dysku “Epitaph”)
Jeśli sił nie zabraknie, może omówię całą serię później.

Ocena:
Z punktu widzenia fana „Epitaph” jest materiałem na pełną liczbę gwiazdek. Rozwiewa mroki wczesnego etapu działalności, długo pozostającego w wydawniczej pustce. Dla wielu ludzi ten skład King Crimson był wręcz jedynym. Oni jednak nie sięgną po ten album. Jakość dźwięku, której daleko do studyjnej. Fani zespołu nie zamykający się w jednym przedziale będą bardziej usatysfakcjonowani. Ja przyznaję tej płycie ***3/4, choć w sumie mógłbym postawić nawet ****.

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 09 maja 2011 22:29:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 29 maja 2006 07:57:07
Posty: 10786
Skąd: Gdynia
:shock: Teraz dołożyłeś. Porażająca ilość informacji (ktoś jeszcze przeczytał całość? :wink: )
Recka na ***** :D

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 10 maja 2011 20:05:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 28620
poprzednio jako azbest23 pisze:
ktoś jeszcze przeczytał całość?


ja! :)

_________________
I wonder who chose the colour scheme, it's very nice


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 11 maja 2011 20:49:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
„In The Wake Of Poseidon” (1970)
Obrazek
Drugi album był nagrywany, kiedy właściwie zespół nie istniał. Lake założył z Emersonem ELP, Giles i McDonald postanowili współpracować razem. Podobno Fripp proponował kolegom, że to on odejdzie, byle oni dalej grali razem. Tak jednak się nie stało. Fripp zaczął montować nowy skład. Pod uwagę był brany nawet Elton John…
Część materiału zawartego na płycie była już ogrywana na koncertach: „Pictures Of A City”, „The Devil’s Triangle”. Do tego doszły trzy miniatury (ich zalążek był już w repertuarze GGF) oraz trzy kolejne, pełnoprawne kompozycje. Jedno jest pewne: prawie wszystkie kompozycje zostały podpisane przez Frippa i Sinfielda. Jedynie w opisie „Cat Food” wymieniono Mc Donalda. Czy słusznie? Nie do końca, gdyż Mc Donald zawsze uważał się za twórcę „Cadence And Cascade”, czemu dał wyraz na płycie „Mc Donald & Giles” w utworze „Flight Of The Ibis”. O pierwszych dwóch utworach wspomnianych w tym akapicie pisałem przy okazji boxu „Epitaph”.
Lake został poproszony o zaśpiewanie w kilku utworach. Z zadania wywiązał się doskonale, ale w zamian poprosił o sprzęt nagłaśniający zespołu. Na basie grał Peter Giles, za perkusją usiadł Michel Giles, w saksofony i flety dmuchał Mel Collins zwerbowany z progresywnego Circus. „Cadence And Cascade” zaśpiewał Gordon Haskel, a w kilku miejscach na albumie swoją obecność zaznaczył partią fortepianu Keith Tippett (znany z zespołu Centipede). Ponoć w sesji anonimowo udział wzięli Keith Emerson i Jon Hiseman. Troszkę misz masz. Jak na płytę zespołu, który właściwie nie istnieje, wyszło całkiem nieźle. Jedni zarzucają płycie kopiowanie debiutu. Każda z kompozycji z pierwszej płyty właściwie ma swojego odpowiednika tutaj. Jest w tym trochę prawdy. Można jednak zaobserwować pewne zmiany prowadzące już w kierunku kolejnej płyty. „Cat Food” bez problemu odnalazłby się na pierwszej stronie „Lizarda”. Ciężko również przyrównywać „Moonchild” do „The Devil’s Triangle”, bowiem na słowie eksperymentalny analogie by się skończyły.
Miniatury spajają „Poseidona” w całość. Co ciekawe, po ten patent zespół sięgnął w 2003 roku przy okazji ostatniej płyty studyjnej. To nie tylko jedyny trop z tej płyty w późniejszej dyskografii. O tym jednak będę wspominał w odpowiednich miejscach.
Warto zwrócić uwagę na różnice dotyczące poszczególnych wydań. Edycje Island, Atlantic i Polydor troszkę się od siebie różnią. Różnice objawiają się w różnych miksach „Trójkąta” oraz innej długości utworu tytułowego.


Bardzo interesująca jest również okładka autorstwa Tammo De Jongha nosząca tytuł „12 archetypów”. Nie wryła się w świadomość tak jak ta z debiutu, ale trzeba dodać, że późniejsze płyty, choć ciekawe od strony graficznej, nigdy nie wyszły z cienia „In The Court Of The Crimson King”. Na okładce widzimy następujące postaci:
Obrazek
Wikipedia pisze:
1. The Fool (Fire and Water) Głupiec: Roześmiany jegomość ze zmierzwioną brodą i wiankiem z kwiatów na głowie
2. The Actress (Water and Fire) Aktorka: młoda Egipcjanka, łzy w oczach, długie, perłowe kolczyki w uszach, na szyi perłowe korale
3. The Observer (Air and Earth) Obserwator: typ naukowca, okulary oparte na czole, łysiejący, z siwymi włosami na skroniach, zamyślony, masujący palcami podbródek, ciepły uśmiech na twarzy
4. The Old Woman (Earth and Air) Staruszka: kobieta z zawiniętą na głowie chustką
5. The Warrior (Fire and Earth) Wojownik: Ciemna, władcza twarz, pomalowana na czerwono, okolona gęstą, czarną brodą; wyszczerzone w uśmiechu zęby, na głowie stalowy hełm z czerwonymi rogami
6. The Slave (Earth and Fire) Niewolnik: Murzyn z okrągłymi, złotymi kolczykami w uszach i mniejszym kolczykiem w nozdrzach, usta pomalowane na czerwono, wpółprzymknięte oczy, na twarzy zagadkowy uśmiech
7. The Child (Water and Air) Dziecko: niewinna dziewczynka, delikatny, słodki uśmiech na buzi, długie, złote włosy z przedziałkiem pośrodku, upięte dwiema kokardkami po bokach, błękitne oczy, na szyi łańcuszek z zawieszonym kluczem
8. The Patriarch (Air and Water) Patriarcha: stary filozof, pociągła twarz, długie, siwe włosy i takaż broda i wąsy, oczy uporczywie patrzące przed siebie, brwi zmierzwione na kształt wachlarza
9. The Logician (Air and Fire) Logik: naukowiec (a może czarownik?) pociągła twarz, ciemne włosy, długa, ciemna broda, okulary na szeroko otwartych oczach, uporczywie w coś wpatrzonych, lewa ręka, uniesiona do góry, rozsypująca gwiazdy
10. The Joker (Fire and Air) Błazen: roześmiana twarz w czerwono-złotym blasku pochodni, przymrużone oczy, trójkątny kapelusz na głowie.
11. The Enchantress (Water and Earth) Czarująca: smutna dziewczyna, wodniste oczy, patrzące daleko przed siebie, długie, ciemne włosy, rozwiane przez wiatr, mieniące się w świetle księżyca, przezierającego zza chmur
12. Mother Nature (Earth and Water) Matka-Natura: śpiąca w wysokiej trawie, twarz pośród kwiatów i fruwających motyli


„In The Wake Of Poseidon” jest próbą utrzymania przy życiu zespołu King Crimson. Moim zdaniem jest to próba bardzo udana, choć na pewno nie jest to krok do przodu. Jednak w ostatecznym rozrachunku ten album sprawił, że serce karmazynowego króla nie przestało bić.

Ocena: ****

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 12 maja 2011 20:14:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:33:35
Posty: 4932
ja xyba wolę drugą od pierszej,
na pewno dla mnie Wake > Epitafium oraz Triangle > Munchild

ale najlepi bym zrobił następującą płytę marzeń: Pictures + Wind + Wake + Cat + Triangle + Court + wszystkie Peace'y

czy teraz będzie recenzja 'McDonald & Giles"? (prosimy! :))

_________________
The Hilgrims spotify


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 12 maja 2011 20:55:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
Gero pisze:
Wake > Epitafium

Zgadzam się.

Gero pisze:
Triangle > Munchild

Nie potrafię porównać. Lekkość zderza się z walcem.


Gero pisze:
czy teraz będzie recenzja 'McDonald & Giles"? (prosimy!)

Heheh... Tak, to będzie następne. :)

edit: Ale po drodze pewnie wspomnę o jeszcze jednej płycie, o której już kiedyś pisałem.

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 12 maja 2011 21:51:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
„Emerson Lake & Palmer” (1970)
Obrazek
Wrócę teraz do tematu, który był poruszony przy okazji analizy całego dorobku grupy Emerson, Lake & Palmer. Teraz zatrzymam się po raz drugi przy debiucie, ale tylko na chwilę, bo cóż więcej można napisać ponad to, co już omówiłem?
Giles & Mc Donald powiadomili Frippa o odejściu pod koniec amerykańskiej trasy w 1969 roku. Ostatnie koncerty w Fillmore West w San Francisco King Crimson dawał u boku The Nice. To właśnie wtedy Lake zwąchał się z Emersonem i najprawdopodobniej już wtedy została podjęta decyzja o uformowaniu nowego zespołu. Sprawy ruszyły do przodu od razu po powrocie do Londynu.
Z muzyków pierwszego składu tylko o Lake’u można mówić jako o „Lucky manie”, muzykowi któremu się poszczęściło. Po odejściu z King Crimson założył zespół, który odniósł spory sukces komercyjny, a dla wielu i artystyczny. O ile sukcesu komercyjnego nie można poddać dyskusji, o tyle artystyczny budzi sporo kontrowersji. Ja łapię się tylko na debiut, „Obrazki z wystawy” i ewentualnie „Tarkusa”.
Debiut, niezwykle uroczy, ale również naturalny, pozbawiony jeszcze nachalnych manieryzmów typowych dla tej grupy. Balladowe fragmenty „Take A Pebble” czy „Lucky Man” bez problemu odnalazłyby się w repertuarze King Crimson. Inne utwory już niekoniecznie. Wpływ Emersona na dorobek zespołu był nie do przecenienia. Chłop przecież nienawidził mellotronu…

Ocena: **** [zmiana w stosunku do wątku o ELP spowodowana jest kontekstem]

edit: Tak patrzę teraz na te gwiazdki... Debiut ELP i "Poseidon" na ****. Ale zapomniałem dodać, że subiektywnie "Poseidon" jest lepszy od pierwszej płyty ELP.

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 21 maja 2011 21:43:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
McDonald & Giles „McDonald & Giles” (1970)
Obrazek
Giles i McDonald porzucili zespół i próbowali działać na własną rękę. Wiosną 1970 roku zaczęli nagrywać debiutancki album sygnowany ich nazwiskami. Dla wielu słuchaczy ten album jest w dużej mierze kontynuacją debiutanckiej płyty King Crimson. Zamek karmazynowego króla położył się zatem cieniem na tym wydawnictwie. Z tego też powodu płytę trzeba włączyć do naszej opowieści.
Zacząć należy jednak od tego, że płyta jest utrzymana w tonie pogodnym. Wystarczy zerknąć na okładkę, by zobaczyć, że panowie są szczęśliwi. Dlaczego mieliby tworzyć płytę w podobnym nastroju do debiutu King Crimson? To pierwsza różnica. Druga wynika z pierwszej i polega na tym, że repertuar jest znacznie łagodniejszy oraz oszczędniej zaaranżowany. Nie ma tu właściwie podniosłości i patosu [wyjątkiem jest finał płyty]. Odpuszczono sobie również wycieczki w ostrzejszych kierunkach. Próżno też szukać swobodnych improwizacji, czy też eksperymentów. Wiele tu elementów ludycznych, pogodnych, na które nie było miejsca w King Crimson.
Na albumie znajduje się pięć kompozycji. „Suite In C” rozpoczyna się jakby to były nagrania GGF, w środkowej części jednak wszystko się rozpędza, a solo serwuje sam Steve Winwood. Podobać się może gra Gilesa na bębnach. Pędzi tutaj tak jak w „Schizofreniku”. Ten fragment jest zdecydowanie jaśniejszym fragmentem tej płyty. Końcówka utworu nie jest już niestety tak imponująca. Jarmarczne podskoki, wesołe zaśpiewy, pohukujący saksofon, tak kończy się ten utwór. Drugi w kolejce jest „Flight Of The Ibis”. Brzmi jak „Cadence & Cascade” z drugiej płyty King Crimson. Podobno linia melodyczna została napisana przez McDonalda wiosną 1969 roku. Tekst utworu jest jednak inny. Utwór jest delikatny, swobodny, ale mnie bardziej odpowiada wersja z „Poseidona”. „Is She Waiting?” to krótka ballada autorstwa McDonalda. Gitara, fortepian oraz smutny głos. Wesołe fanfary obwieszczają, że zaczyna się kolejny utwór. „Tommorow’s People – The Children Of Today” napisał Giles i czuć wyraźny akcent położony na instrumenty perkusyjne. Są wyraźne, mocno rozbudowane, ewidentnie one prowadzą ten pogodny kawałek. Dźwięki bębnów z tej kompozycji wykorzystało Beastie Boys w znanym „Body Movin’” . Ostatni na liście jest długaśny „Birdman”. Zegar w odtwarzaczu wskazuje sporo ponad 20 minut. Za muzykę odpowiada McDonald, natomiast tekst wyszedł spod pióra Sinfielda. Po pierwszej burzy dźwiękowej wskakuje skoczny rytm. Chwilę później pojawia się bardzo ciekawe solo zagrane na saksofonie. Wreszcie jest nieco zadziorniej, słodycz znika na moment. Po kilku momentach przechodzimy do najbardziej intrygującego fragmentu płyty. Powolnie rozbudowywany temat rośnie przez kilka minut, by zniknąć w pięknym finale. Szkoda, że płyta nie kończy się właśnie w tym miejscu. Kolejne osiem minut to sama słodycz, która wychodzi mi bokiem…

Kilka słów podsumowania. Album znajduje się daleko za murami dworu karmazynowego króla. To raczej ukwiecona łąka w zupełnie innym królestwie. Muzycy oswobodzili się spod dyktatury Frippa. Dopiero po zapoznaniu się z tą płytą widać, kto wcześniej rozdawał karty. Można też spróbować innego rodzaju odsłuchu: w oderwaniu od dorobku King Crimson, bez świadomości, że to alternatywna wersja płyty „In The Wake Of Poseidon”. Tak jest znacznie przyjemniej.

Ocena: ***1/2

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 21 maja 2011 22:09:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:33:35
Posty: 4932
:brawa:

tej płycie dałbym chyba tyle samo gwiazdek, chociaż jej słabości ująłbym nieco inaczej

to znaczy, nie do końca zgadzam się, że na debiucie Crimson kto inny rozdawał karty - dla mnie to jednak jest płyta głównie autorstwa McDonalda i z jego odejściem coś bardzo dobrego dla tej grupy się skończyło

zgodziłbym się być może, że Fripp pełnił rolę szarej eminencji/quality control i rzeczywiście trudno tę rolę przecenić - album McDonald and Giles dobitnie pokazuje że sam McDonald nic by nie zdziałał

przede wszystkim słabość płyty widzę w bardzo przeciętnym wokalu, który po prostu płyty nie dźwiga, już Giles ma bardziej charakterystyczny głos i Tomorrow's People bardzo zyskuje na tym, że to on go śpiewa

po drugie, McDonaldowi zdarzały się melodie piękne (Moonchild, Wind) ale i niespecjalne (cała melodia schizofrenika oparta jest na czterech nutach, tytułowy też jest dość lapidarny - siła tych numerów nie leżała w melodiach)

tutaj mamy jedną świetną melodię (Ibis, btw. nie tyle może jest podobny do Cadence, ale nawet była to pierwsza wersja tego utworu, którą McDonald zabrał ze sobą odchodząc z zespołu, potem do tekstu Sinfielda napisano nową muzykę - tutaj się różnimy, dla mnie jest to najlepszy numer na płycie i bije wersję z Poseidona na głowę), reszta jest taka sobie, skąpa, dużo powtórzeń i idzie za tym za mało zadośćuczynienia w partiach instrumentalnych

po trzecie, no właśnie, partie instrumentalne... niby dzieje się dużo i wirtuozersko, ale jak dla mnie bardzo daleko do sola fletu z Wind i przejść z Court... zwłaszcza Giles mnie tu rozczarowuje, gra gęsto i z polotem, ale jakośmi to nie brzmi, o wiele bardziej pasował mi do tych klimatów napuszonych niż do tych tutaj radosnych podskoków... hehe, właśnie, niby się tak chcieli odciąć od Crimson, a co tu robią te podtytuły, jakby wzięte prosto stamtąd?

zatem jest tylko nieźle... momentami nawet bardzo nieźle

ostatnio kupiłem sobie drugą płytę soplową Anthony'ego Phillipsa (pierwszy gitarzysta Genesis) i tam - okazuje się - też gra Giles, ale jakoś zupełnie się to gryzie z tymi misternymi gitarami... szkoda

_________________
The Hilgrims spotify


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 22 maja 2011 07:34:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
O! Gero!

Gero pisze:
przede wszystkim słabość płyty widzę w bardzo przeciętnym wokalu

Nie można się nie zgodzić. Jakoś dziwnie te wokale mi znikały podczas odsłuchów. Jakby ich nie było.



Przy takim całościowym przesłuchiwaniu pojawia się pokusa, by zagadnienie opracować jak najgłębiej. W przypadku King Crimson jest to niezwykle trudne. Na przestrzeni pięćdziesięciu lat powstało tyle płyt z udziałem muzyków związanych z tym zespołem, że raczej nie sposób tego ogarnąć. Co wybierać? Kogo wyróżnić, a kogo pominąć? Jak i na ile rozszerzać główny nurt? Nadal nie potrafię odpowiedzieć na takie pytania. No więc od okazji do okazji będę chwytał za jakąś okołocrimsonową płytę. Po prostu.

Circus „Circus” (1969)
Obrazek
Wspominałem o tej grupie przy okazji płyty „In The Wake Of Poseidon”. To tutaj grał Mel Collins przed przystąpieniem do King Crimson. Zespół stylistycznie lokował się w okolicach progresywnego jazz rocka. Na swojej jedynej płycie repertuar składał się z czterech przeróbek i czterech autorskich numerów. Na początek dostajemy wyborną wersję „Norwegian Wood” z repertuaru The Beatles. Wyróżnia się tutaj nie tylko Collins, ale również Ian Jelfs, który w tym utworze może się pochwalić fenomenalnym brudnym brzmieniem oraz sporą inwencją. Obaj panowie poczynają sobie na mocno grającej sekcji rytmicznej. Delikatny „Pleasures Of A Lifetime” to ballada, którą w pierwszych chwilach można porównać do delikatnych utworów King Crimson z pierwszych czterech płyt. Po około czterech minutach utwór przyjemnie przyspiesza i ujazzowia się. Ciekawostką jest to, że partię na flecie zagrał ojciec Mela Collinsa. Wyróżnić należy również „II B.S.” z repertuaru Mingusa. Jeśli ktoś ceni „In The Wake Of Poseidon”, „Lizard” i „Islands”, to ten album również przypadnie mu do gustu.
Zespół rozpadł się chwilę po przyjęciu przez Collinsa fuchy w King Crimson.

Ocena: ***1/2

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 22 maja 2011 14:51:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
Lizard (1971)
Obrazek
W grudniu 1970 roku wychodzi kolejna płyta King Crimson. Po „In The Wake Of Poseidon” Fripp chciał wyruszyć w trasę koncertową z zespołem Traffic, pojawiły się nawet zapowiedzi w prasie. Zamiast tego formacja zaszyła się w sali prób i stworzyła materiał na trzecią płytę. W porównaniu do poprzedniej płyty zmienił się skład. Skład z debiutu przestał istnieć. W nagraniach udział wzięli Fripp, Sinfield, Collins, głównym wokalistą był Haskell, a za perkusją usiadł McCulloch. Gościnnie pojawił się po raz kolejny Tippet, jeden utwór zaśpiewał Ian Anderson z Yes, a sekcję instrumentów dętych współtworzyli Miller, Charig (obaj panowie pojawią się na „Islands” i „Red”) oraz Evans. Wkrótce po nagraniu tej płyty niezadowolony Haskell, a chwilę po nim McCulloch opuścili szeregi grupy. Na horyzoncie pojawiło się widmo kolejnego rozpadu.

Pierwsze trzy utwory z tej płyty wywodzą się w prostej linii z „Cat Food” z poprzedniej płyty. To ten sam „wywrócony” styl. Bardzo kolorowy, rozbrykany, wręcz cyrkowy i karykaturalny, nie pozbawiony też akcentów orientalnych. Na tej płycie czuć również najsilniejsze wpływy jazzowe w historii tego zespołu. Wiele tu swobody, luźnych improwizacji, wyraźnie dominują instrumenty dęte. Co ciekawe, mimo, że gitara pojawia się bardzo często [mnóstwo akustyka], to jednak zazwyczaj gdzieś na dalszym planie. Jedna rzecz tylko nie przekonuje. Wokal Haskella, moim zdaniem najgorszego wokalisty w historii zespołu. Ma wymęczony głos, który „zamula” kompozycje, zamiast dodawać im lekkości. Jego przeciwieństwem jest Ian Anderson z Yes, który swoim chłopięcym głosem czaruje na początku tytułowej suity.
Zajmujący całą drugą stronę płyty „Lizard” jest jedynym utworem w historii zespołu o takim charakterze i takim rozmachu. Fripp daje tutaj pograć innym, jego gitara milczy przez spore fragmenty tej kompozycji.

Bardzo ciekawie prezentuje się okładka:
Obrazek
Ciekawą kwestią jest to, że litery tworzące słowo Crimson nawiązują do tekstu utworu "Lizard". Natomiast litery składające się na słowo King (tył okładki) nawiązują do pierwszych czterech utworów na płycie. Literę „I” okupują Bitelsi, którzy pojawiają się też w tekście „Happy Family”.

Przez wiele lat ten album wydawał mi się najsłabszym albumem studyjnym King Crimson. Uważa tak wielu słuchaczy. Dlaczego tak było? Po części przez wokalistę, a po części przez niebywałą gęstość muzyki oraz odmienność tej płyty. Dzieje się tutaj bardzo wiele na wielu płaszczyznach. Kompozycje często są nieoczekiwanie powykręcane, rozwijają się w dziwnych kierunkach. „Lizard” jest najbardziej nieprzewidywalną płytą w dorobku King Crimson. To też najmniej karmazynowa płyta zespołu. Możliwe, że również z tego powodu nie darzy jej miłością Fripp. Najlepszym przykładem niech będzie „Bolero” z tej płyty umieszczone na składance „Frame By Frame”. W 1991 roku bas w tym utworze nagrał Levin. A może chodzi o niechęć do Haskella? Wszak „Cadence And Cascade” z poprzedniej płyty na tej składance zostało zaśpiewane przez Belewa.

Ocena: ***3/4

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 22 maja 2011 15:09:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:33:35
Posty: 4932
pilot kameleon pisze:
Literę „I” okupują Bitelsi, którzy pojawiają się też w tekście „Happy Family”.


nie wiedziałem o tym więc chciałem sobie więcej poczytać i trafiłem na coś niesamowitego - całe forum poświęcone propagowaniu teorii spiskowej PAUL IS DEAD, jestem w szoku, tak jak bym odkrył jakieś sekretne bractwo :shock: :shock: :shock:

http://60if.proboards.com/index.cgi?boa ... hread=3312

_________________
The Hilgrims spotify


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 24 maja 2011 22:10:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
Centipede „Septober Energy” (1971)
Obrazek

Amerykańska wersja okładki:
Obrazek

Zbaczamy na moment z głównego kursu. Niesmak po „Lizardzie” Fripp maskował udziałem w orkiestrze Keitha Tippeta, który grał na drugim i trzecim albumie King Crimson. Centipede raczej nie ma wiele wspólnego z muzyką King Crimson. To raczej rejony free jazzu, choć zdarzają się fragmenty (początek drugiego utworu), które wskazują na karmazynowe brzmienie z koncertowej odsłony składu z „Islands”. Pojawiają się też skojarzenia z „Formentary Lady”. Bywa też progresywnie (scena z Canterbury się kłania) Płyta jest bardzo długa. 4 utwory, prawie każdy ponad 20 minut. Co ciekawe Fripp był tyko producentem całości. W nagraniach wzięło udział ponad 50 muzyków. Z tych okołorockowych wymienić trzeba Roberta Wyatta (Soft Machine), Iana McDonalda czy Boza Burrella (King Crimson), czy też członków mniej znanych formacji takich jak Nucleus, Bossom Toes czy Patto. Płyta jest intrygująca i należy raczej do gatunku tych nieoczywistych. Przynajmniej dla rockowego ucha.

Ocena: ***2/3

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 25 maja 2011 08:10:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 28620
Ciekawe, i nigdy o tym nie słyszałem :) .

A co do Lizarda... Dawno nie miałem do czynienia, ale dla mnie ta płyta jakoś słabo brzmiała, jakoś mi się nie kleiło wszystko. Pamiętam zwłaszcza jakieś takie bezsensowne :wink: partie basu. Ale w sumie ciekawie byłoby spradzić.

_________________
I wonder who chose the colour scheme, it's very nice


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 25 maja 2011 08:19:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
witek pisze:
Ciekawe, i nigdy o tym nie słyszałem

I o to chodzi!! :)


antiwitek pisze:
A co do Lizarda... Dawno nie miałem do czynienia, ale dla mnie ta płyta jakoś słabo brzmiała, jakoś mi się nie kleiło wszystko.

antiwitek pisze:
Ale w sumie ciekawie byłoby sprawdzić.

Posłuchaj i napisz coś. Koniecznie!


antiwitek pisze:
Pamiętam zwłaszcza jakieś takie bezsensowne Wink partie basu.

A mnie bas się bardzo podobał. Aktywny, czasem nieobliczalny. Haskell lepiej grał niż śpiewał.

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 461 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15 ... 31  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group