no chyba się narażę co poniektórym ale niech będzie:
Rattle And Hum
Helter Skelter ****1/2 Bardzo dobre otwarcie. Utwór, który poznałem dzięki tej płycie. Pierwotną wersję usłyszałem dopiero dobrych kilka lat później i podoba mi się chyba jeszcze bardziej!
Van Diemen’s Land ***1/2 Drugi po Seconds z War utwór śpiewany przez Edge’a. Takie niezłe intro ale nic więcej. No i takie wygaszenie wokalu zupełnie dla mnie niezrozumiałe.
Desire ****1/2 Bardzo dobry numer, jeden z najlepszych na płycie. Świetnie słychać tu zespół. I głos Bono jest bardzo blisko, słychać i prawie czuć jego oddech. A w paru miejscach pojawia się fajna chrypka. Poza tym dobra gitara Edge’a no i harmonijka na końcu. Utwór często oceniany jako mocno czerpiący z / hołd dla Bo Diddley.
Hawkmoon 269 ***1/4 Taki nijaki numer. Niestety typowy dla tej płyty. Sprawdziłby się jako b-side na jakiś singiel ale tak brzmi jak odrzut z wcześniej sesji. Pod koniec trochę darcia gardła potem jakiś chór ale i tak całość pozostaje bez wyrazu.
All Along The Watchtower ***1/2 U2 zawsze lubili covery i często na koncertach grali utwory innych wykonawców. Tutaj dali tego upust i zaprezentowali kilka takich rzeczy. A i autorskie utwory tu prezentowane brzmią czasami jak covery

. Po Helter Skelter to już drugi klasyczny cover ale mniej udany. Przyzwoita wersja ale nie wyróżniająca się jakoś.
I Stall Haven’t Found What I’m Looking For ****3/4 Bardzo fajna wersja tego utworu to jest. Z chórem gospel brzmi trochę inaczej ale równie udanie.
Freedom For My People * Jakiś fragment, który miał pewnie swoje miejsce w filmie tu trafia zupełnie przypadkowo. I po co to?
Silver And Gold ***1/2 Utwór niby już znany, wcześniej na singlu Where The Streets Have No Name ale w sumie często grany, obecny na bootlegach i znany dość dobrze. Niezły ale niestety mnie nie porywa. W środku trochę agitki a potem już The Edge
„makes a blues”. Krótkie ale udane solo.
Pride (In The Name Of Love) *****1/2 Wzorowe wykonanie standardu. Tyle.
Angel Of Harlem *** Podobnie jak Hawkmoon czy S&G niezły B-side ale żeby z tego robić pełnoprawny numer i to jeszcze potem wydawać na singlu

Trąbki niewiele tu pomagają. Kolejny przykład hołdu tym razem dla Billie Holiday.
Love Rescue Me ***1/2 Dość sztampowa ballada ale nawet się broni. Współautorem i współwokalistą jest Bob Dylan ale niewiele to zmienia. OK. Kolejny tribute dokonany.
When Love Comes To Town *** No i kolejny hołd, oczywiście tym razem dla BB Kinga, obecnego w tym utworze muzycznie i wokalnie. Ciekawe ale niewiele wnoszące do wizerunku U2.
Heartland *****3/4 Tu od razu słychać, że to rzecz z innego gatunku. Odrzut z sesji do Joshua Tree świeci jasnym blaskiem. Jak dla mnie słychać tu nawet więcej
niezapomnianego ognia niż
drzewka Jozuego. Piękne wokalizy Bono i niesamowita atmosfera stawiają utwór w szeregu moich ulubionych, nie tylko z tej płyty.
God Part II ***3/4 Hołdu ciąg dalszy, tym razem to prawie sequel utworu Lennona God. Z kolei brzmienie trochę przypomina mi już to co będzie obecne na Achtung Baby. W sumie udany numer.
The Star Spangled Banner ** hymn USA odegrany przez Hendrixa na Woodstocku. W filmie ten fragment ma swój sens, poza tym widać o co chodzi. A tu taki nawet nie minutowy utwór może mieć uzasadnieni tylko jako wstęp do koncertowego wykonania następnego.
Bullet The Blue Sky ***** Bardzo dobre wykonanie koncertowe bardzo dobrego utworu. Mocno, energetycznie, sporo gitarowych wycieczek. Brzmi potężnie tak jak powinno. Wersja z obrazem i bawiącym się reflektorem Bono jeszcze bardziej ekspresyjna. BTW fragment ten ilustruje też okładka. Ale i sam dźwięk robi wrażenie. No i udanie puentujący płytę – w ramionach Ameryki
All I Want Is You *****1/2 Przepiękna ballada na koniec. Utwór dla którego warto, że ta płyta powstała w ogóle. W filmie tylko pod końcowymi napisami, ale było też do tego
wspaniałe video. O niedościgłych marzeniach. Piękna rzecz. Muzycznie wspaniale się to rozwija, narasta aż do wydłużonego do granic możliwości końca. Chyba maksymalnie dużo wydobyto z tej piosenki.
Kompletnie nie czaję konceptu tej płyty. Film jest fantastycznym dokumentem. Z jednej strony z trasy po Joshua Tree, z drugiej strony pokazuje fascynację Ameryką i jej stopniowe odkrywanie przez zespół. Kilka scen jest naprawdę kapitalnych. Płyta jest dla mnie niestety nieudanym do niego soundtrackiem. To dość przypadkowy zlepek różnych fragmentów filmu. Nowe utwory niestety poza paroma perełkami nie zachwycają, bardziej chodzi w nich o oddanie hołdu konkretnemu wykonawcy, bardziej liczy się kto był inspiracją bądź też współkompozytorem / wykonawcą niż fakt czy to dobry utwór jest. I nie jest to dla mnie dobre kryterium. Z kolei koncertowe wykonania są z reguły bardzo dobre ale porozrzucane po całej płycie wprowadzają przede wszystkim sporo zamieszania.
Jak dla mnie idealnym rozwiązaniem byłoby: film pozostaje jak jest, do tego podwójny album koncertowy z dodaną EP-ką z nagraniami studyjnymi. Wtedy każda część miałaby swój sens a tak jest totalny miszmasz.
Reasumując lubię sporo utworów z tej płyty ale nie lubię jej w całości. Zatem tylko
*** 
.