Crazy pisze:
Na pustym poddaszu naszej szkoły dźwięki płyty Ghost Tropic zaczarowały mnie i zakochałem się w nich.
Crazy pisze:
To najbardziej skupiona wypowiedź artystyczna Moliny, jaką poznałem, gdzie każdy dźwięk jest potraktowany z pełnym szacunkiem, a te dźwięki wydają się tu ważniejsze tym razem, niż piosenki. Najważniejsze tym razem są trącenia w struny gitary, szurnięcia w instrument perkusyjny, śpiewające ptaki, lejące się mellotrony (choć nawet nie wiem, czy to one, w ostatnim utworze). Niezwykle mi się podoba w tej muzyce niespieszność. To jest stuprocentowe odwrócenie etosu: gramy szybko - kombinujemy jak najwięcej - próbujemy słuchacza zaskoczyć na każdym kroku... po co? Pełna koncentracja na każdym dźwięku, ale milczenie jest złotem, a w piano można wyrazić niejeden okrzyk serca. Nie jest to też minimalizm typu ambientowego, gdzie czasem trudno mi znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Tu są nie tylko faktury i brzmienia (skądinąd piękne!), ale są i melodie.
Nie mam tu nic do dodania, ale od kilku dni nabrzmiewała we mnie chęć posłuchania Moliny, w końcu sięgnąłem po ten album, który zachwycił mnie najbardziej, i trafiło po raz kolejny w dziesiątkę. W ścisłej czołówce najważniejszych odkryć muzycznych ostatnich wielu lat.