Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest ndz, 19 kwietnia 2026 11:54:59

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 331 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13 ... 23  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 28 sierpnia 2007 13:23:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 07 marca 2006 14:07:18
Posty: 882
Skąd: Marshes
http://hometown.aol.com/bthschwartz/index.html
http://hometown.aol.com/bthschwartz/page1.html


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 19 września 2007 22:07:15 
ha!

ładne zdjęcie!!!!! nawet bardzo... ale w to tamto owamto: Hejłord czy sitar wygrywa sitar :twisted:

Obrazek


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 30 września 2007 21:18:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Od pewnego czasu Karolina stała sie wielkąfanką Moody Blues. Co chwila czytam, że łoooo! Moody Blues yeah, oni lepszy nawet od Bacha ;-)

Ale nie widzę tu ani jednego wpisu Twojego, Karolino, i np. ja nie wiem, co konkretnie w Moodych Ci się podoba, ba - nie wiem nawet które płyt i piosenki w ogóle znasz! (może jesteś miłosniczką tych dyskowych nagrań z osiemdziesiony? ;-)).

Zachęcam do zabawienia sie w ocenarzystkę! :-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 01 października 2007 17:17:45 
Crazy pisze:
Od pewnego czasu Karolina stała sie wielkąfanką Moody Blues. Co chwila czytam, że łoooo! Moody Blues yeah, oni lepszy nawet od Bacha

tego akurat mi nie wmówisz, Bacha uwielbiam tak samo :)

ja w ogóle raczej rzadko wpisuję się w wątki ocenaryjne, czy jak to tam zwał (chociaż bardzo lubię czytać wpisy innych)
co do Moody Blues to niestety posiadam na razie tylko jedną płytę "in search the lost chord" ale sporo piosenek poznałam przez blogmusik. zamierzam w miarę możliwości zaopatrzyć się w całą resztę dyskografii...

na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, a właściwie zacytować Gera z którejś strony tego wątku że najlepszą piosenką świata ever jest one more time to live!!!! (ciekawe czy nadal to podtrzymuje?)

Krejzi, obiecuję że w najbliższym czasie coś więcej tu napiszę :)


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 01 października 2007 17:29:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:33:35
Posty: 4932
podtrzymuje, niczym Atlas takbo

_________________
The Hilgrims spotify


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 22 grudnia 2007 22:11:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Karolina pisze:
co do Moody Blues to niestety posiadam na razie tylko jedną płytę "in search the lost chord"

podejrzewalnie to już nieaktualne!

Karolina pisze:
obiecuję że w najbliższym czasie coś więcej tu napiszę

nie mówiąc o tym!

Proszę koleżankę moderatorkę o przerzucenie się z wpisami ach och z tego słucham na tutaj :-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 27 grudnia 2007 09:06:01 
Days of the future passed * * * * *
best song: Dawn is a feeling
Pierwsza płyta właściwego The Moody Blues. Te dwie poprzednie z "ery przedhejłordowskiej" się nie liczą w zasadzie (bo dla mnie jak wiadomo zespół ten opiera się na Haywardzie i Lodge'u). Bardzo fajny pomysł, taki dzień który sobie jakoś tam mija. Jest to też taka płyta równa, właściwie bez słabych momentów (poza wierszydłem z początku). Best song Mike'a Pindera (!). Na plus - orkiestra, chociaż nie wszędzie mi pasuje jak trzeba, ale dobrze że jest, robi klimat, (chociaż w ostatniej piosence trochę kiczowate ;) ale kogo to obchodzi?)

In search of the lost chord * * * *
best song: Hous of four doors
To była pierwsza płyta moodych jaką drogą kupna nabyłam, i chyba trochę mi się przesłuchała. Ogólnie wszystko jest okey. Irytuje mnie nieraz ten wesoły początek (aż do "domu") a ZAWSZE piosenka Pindera best way to travel! Straszna rzecz. Piosenki Justina ze środkowej części ok, końcówka płyty niestety do bani (niekoniecznie muzycznie bo te om om takie nawet przyjemne)

On the treshold of a dream * * * * *
best song: na ten czas nie stwierdzono czy Never comes the day czy To share our love
Znowu bardzo dobra płyta z jednym gorszym momentem (znów Pinder - początek so deep within you), a właściwie dwoma, jeszcze Edge i jego wiersz, takie to dla mnie irytujące. Zamiast tych wstępów i zakończeń wierszowanych możnaby dołożyć z jedną piosenkę porządną Lodge'a ;)
Tym razem mamy ładne zakończenie płyty, to po wierszu, Pinder się rehabilituje i robi kapitalny numer instrumentalny. Ray Thomas niespodziewanie robi piosenki które mi się podobają a Hayward i Lodge najlepsze numery oczywiście.

To our children's children's children * * * * *
best song: Eyes of a child
Rewelacja! Nawet nie zaczyna się tak głupio jakby się można spodziewać po nieszczęsnym perkusiście. I zaraz potem best moment, oczy dziecka, obie części genialnie zbudowane (ej, to kompozycja Lodge'a -zachwyt nie powinien dziwić ;) ), przedzielone jakimś numerem Thomasa, takim właśnie nijakim raczej, sobie przyjemnym. John jeszcze jedną fajną piosenkę tu nagrał, candle of life. Za to te dwa numery Haywarda (I never thought I'd live to be a hundred/million) to perełki! Ah, i jeszcze "Gypsy". i out and in... eh, Płyta jest faktycznie "dziecięca" w pewien sposób. Bardzo to piękne jest całościowo.

na temat
Question of balance na razie nie mam za dużo do powiedzenia bo mnie nie ruszyło i mało słuchałam Początkowy numer Haywarda bardzo mi się podobał na Red Rocks. Potem są jakieś dwie śmieszne piosenki Lodge'a i jedna Haywarda. Posłucham w najbliższym czasie i coś napiszę. Maybe


Every good boy deserves favour * * * * *
best song: One more time to live!
Genialny wstęp! Chyba najfajniejszy ze wszystkich ich płyt. W ogóle to byłaby płyta na 6 gdyby nie after you came i końcowy Pinder. Edge'a piosenka jest po prostu kiepska, Mike'a taka sobie. Ale Emily's song, obie Justina i ta pierwsza Thomasa - Our guessing game.. bardzo dobre! Wspaniała płyta, i oczywiście best song ever, ever, ever! A propos, nigdy nie słyszałam dobrego wykonania koncertowego one more time to live. Czy jest takie?
Ta płyta moody blues jest u mnie w ścisłej czołówce.


Seventh Sojourn - około * * * * ale tak jak "question..." jeszcze za mało osłuchana w całości
best song: Isn't life strange
Dwie piosenki Lodge'a mi utkwiły najbardziej. Dobra jest też ta Haywarda i Edge'a "You and me" i obie Haywarda. Pinder nie rusza zupełnie a wręcz bardzo przeszkadza na początku, ta druga trochę lepsza. Może całość pójdzie o pół gwiazdki wyżej.

Blue Jays * * * * * *!
best song: Maybe
Esencja tego co w Moody Blues najlepsze. Solowa płyta Lodge'a i Haywarda. Rewelacyjna, genialna, poruszająca, po prostu czyste piękno! Nie ma żadnego słabego momentu. Wszystko jest idealne, na swoim miejscu. Maybe, wchodzi Lodge ze swoim słabym mizernym głosem i robi coś takiego że.. eh, me przerośnięte uczucia znów wychodzo na wierzch :). W każdym razie po tym delikatnym wstępie, i mellotron (?)z barwą odpowiednią, smyczki i to someone who needs/ someone who feels/ someone who sees can find you... best moment wszystkiego! Zastanawiałam się czy można to odczytać też w takim odcieniu chrześcijańskim i wydaje mi się że tak. Od tej płyty totalnie ich pokochałam i przesiąkłam tą Muzyką :) Zresztą z tym się wiąże też pewna historia i dużo nadziei ta płyta mi na początku zwłaszcza dała.

Octave nie znam

Long distance voyager znam raczej słabo więc gwiazdek na razie nie będzie
Końcówka płyty raczej słaba, początek w porządku ale to już coś innego. Pierwsza piosenka Haywarda, tam coś o powrocie do szkoły chyba, potem Lodge i znowu kilka Justina. Nervous Johna bodajże tam pod koniec fajne. Ten jego głosik delikatny... Ech.. ten to obojętnie co zaśpiewa i tak mnie poruszy :oops:


The present - nie znam w ogóle. Ale przeglądając teksty myślę że będzie okey bo już się zaczyna zdecydowana przewaga kompozycji Justina i Johna a nie jakieś tam kosmiczne Pindery co mię drażnią najczęściej.


The other side of life * * *
best song: It may be a fire
Co się z nimi stało do cholery? Najgorsze jest to, że tylko jeden numer nie jest Haywarda albo Lodge'a :cry:

Sur la mer - nie znam płyty, tylko dwie początkowe piosenki. Tym razem dwaj panowie nie dopuścili innych do głosu (nad tym napewno nie będę ubolewać). Want to be with you, bardzo mi się podoba jak to Lodge śpiewa.


Keys of the Kingdom * * * *
best song: lean on me tonight (wersja z Red Rocks zdecydowanie jednak!!!! )
Lepiej na szczęście. To już nie jest to co kiedyś i nigdy nie będzie ale znowu niemal same utwory Johna i Justina, jeden tylko Thomasa, raczej kiepski zresztą. Lean on me to zdecydowanie mój best, najpierw poznałam to z red rocksa gdzieś na youtube i potem ta wersja studyjna taka rozmemłana w porównaniu jest. Tak czy siak, przy Lodge'u wymiękam totalnie. Rozbrajające. Mogo śpiewać o czym chcą, i tak mnie czyni szczęśliwą to co robią...

Strange times * * * * *
Mam od niedawna. Best song... hm, nie wiem jeszcze. Na pewno któryś Johna. O miłości która nie przychodzi łatwo, forever now albo może raczej words you say to me... ? Ten ostatni numer jest taki... no, dobry, poruszający. Brak mi słowa odpowiedniego. Piosenki Haywarda też są tutaj dobre ale Justin tu o dobre pół gwiazdki, albo i całą, za Lodgem na tej płycie. A, i jeszcze, końcówka płyty fajna. Edge raz zrobił coś co mi się spodobało.

December nie znam w ogóle, choć zważywszy na czas chciałabym

The view from the hill * * * 1/2*
Solowa płyta Haywarda, za bardzo popowa. I nie ma tutaj Lodge'a żeby wybronić jakoś do czwórki ;) best song: na razie chyba dzieci z raju ale jeszcze krótko znam


Na razie tylko.. ale myślę że to taki wstęp ;) Pewnie napiszę coś więcej o każdej płycie i piosence (zwłaszcza tych najlepszych) choć brak mi talentu Dzynia i Krejziego do pisania o muzyce tak żeby to było interesujące i czytelne. Jakkolwiek chciałabym jeszcze dodać że to jest mój zespół numer jeden od jakiegoś już czasu (co widać po wpisach wszędzie gdzie się da ), i myślę że szybko się to nie zmieni. Jeśli w ogóle kiedykolwiek, hehehe.
Ale mówiąc już poważniej, naprawdę bardzo ważne to dla mnie jest.

A tak w ogóle to była fajna historia skąd mi się ten moody blues wziął. Kiedyś w lecie mając sporo czasu stwierdziłam ze fajnie byłoby wiedzieć o czym tu piszą w tym ocenarium i zachciało mi się poznać coś nowego. Padło na Dzynia (bo widać że się na muzyce zna) i jego wątek o dniach przyszłych co minęły. Coś mignęło o orkiestrze, coś tu dużo ludzi się burzyło że co to w ogole za xespół beznadziejny. I jakoś fajnie się ten temat czytało :) No a potem... stało się dziecię nieanonimowym moodyholikiem

Hej! Łord, to do następnego razu!


Ostatnio zmieniony ndz, 03 sierpnia 2008 17:15:51 przez chewbacca, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 27 grudnia 2007 09:29:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 26 maja 2006 19:29:43
Posty: 6699
Karolina niejako o Gerardzie, choć to nieprawda pisze:
widać że się na muzyce zna


Karolina pisze:
xespół


Karolina pisze:
liczo

totalna indoktrynacja.... :wink:


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 27 grudnia 2007 09:40:49 
widzisz... tak to z wrażliwcami bywa ;)

ps. nie powiem kto ma w opisie cały czas tylko jeden zespół ale dużo gorszy :twisted:


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 27 grudnia 2007 13:56:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:33:35
Posty: 4932
ooo, Karolina, jaki wpis, hehehehe...

Mimo wszystko ja jednak nie uważam Haywarda i Lodge'a za centrum Moody Blues, niestety - ostatnio do tego doszłem - był nim Pinder. Mimo że miał z nich wszystkich najsłabszy głos a jego kompozycje potrafiły być całkowicie nieudane ("So Deep Within You"), nie mówiąc już o jego wybrykach newage'owych, to jednak potrafił być niepanoszącym się liderem, który z Haywarda i Lodge'a potrafił wyciągnąć więcej niż później oni sami z siebie, samemu usuwając się w cień; zadziałała tu podobna chemia jak u Beatlesów, czy między Watersem i Gilmourem

Blue Jays wydają się jeszcze ostatnim poblaskiem klasycznego składu (na poczatku Hayward chciał to nagrać z Pinderem, a nie z Lodgem), trochę takim wybuchem supernowej, hehehe - rzeczywiście bywa tak że nawet dziś ta płyta potrafi u mnie przyćmić pozostałe, patrząc jednak z oddali - zapowiada ona jednak koniec Moody Blues: przesunięcie akcentów z zieleni do czerwieni i utratę głębi (a później też polotu)

tak naprawdę jednak nie wiem czy trzeba za to winić Haywarda - już płyta Seventh Sojourn i nietrafiona zamiana mellotronu na chamberlina (bo niby łatwiej się nagrywało), bywa osiemdziesionowata; jedynym gwarantem dobrego smaku jest wciąż Pinder ze swoją otwierającą kompozycją, ale to przecież on gra na tym chamberlinie :( (Lodge na tej płycie jest zresztą śmieszny : "Isn't Life Strange" wyrażnie w duchu Haywarda, "Singer" w duchu Pindera - szkoda że obydwie te piosenki zostały tak okaleczone aranżacyjnie na red rocks...)

The Moody Blues wydają się zespołem kameleonem, który potrafił się dostosowywać do każdej dekady i co najdziwniejsze: robić to z przekonaniem i pasją: sitar i table w "Om" wydają się równie autentyczny jak syntezatorowe koszmarki z Sur la Mer - i to chyba jest PARADOKSALNIE największą zaletą tego zespołu: potrafił stworzyć tak pojemną przestrzeń, że z ich muzyką mogą się zidentyfikować i chrześcijanie i kosmici, i samotnicy i rodziny, i normalni i nadwrażliwi, i estetycy i uczuciowcy... Widzę w tym dużą pokorę muzyków (albo tylko nieporadność ;)), skoro tak naprawdę pozwolili słuchaczom na całkowite przejęcie kontroli nad tym co spłodzili

_________________
The Hilgrims spotify


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 27 grudnia 2007 14:28:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:33:35
Posty: 4932
teraz jeszcze szczegółowe odniesienia:

Karolina pisze:
To była pierwsza płyta moodych jaką drogą kupna nabyłam, i chyba trochę mi się przesłuchała (...) piosenka Pindera best way to travel! Straszna rzecz.


ja mam zupełnie odwrotnie :) ostatnio ujęła mnie słoneczność tej płyty, zwłąszcza w części środkowej - bardzo dobrze się słucha w lipcowy dzień (w odróznieniu od Children, które są na dzień sierpniowy;) ), w ogóle Moody Blues najlepiej mi się słucha latem



Karolina pisze:
W każdym razie po tym delikatnym wstępie, i mellotron (?)z barwą odpowiednią, smyczki i to someone who needs/ someone who feels/ someone who sees can find you... best moment wszystkiego! Zastanawiałam się czy można to odczytać też w takim odcieniu chrześcijańskim i wydaje mi się że tak.


nie mellotron tylko pipe organ, mellotron jest użyty na tej płycie tylko w tle utworu Who Are You Now?

a odcień chrześcijański jest akurat tutaj wyraźnie odciśnięty: call up the trumpeters and knock the walls down

Karolina pisze:
Nervous Johna bodajże tam pod koniec fajne. Ten jego głosik delikatny... Ech.. ten to obojętnie co zaśpiewa i tak mnie poruszy


ja tak mam z Haywardem ;)

Karolina pisze:
The present - nie znam w ogóle


o, dla mnie to równe Seventh Sojournowi , ale Crazy się nie zgadza z to

_________________
The Hilgrims spotify


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 27 grudnia 2007 15:49:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
z to ja się mogę ewentualnie zgodzić, tylko mnie zmrąziło, że dałeś Prezentowi więcej gwiazdek niż Daysom!!

Karolina... czasem się zgadzam a czasem nie ;-)

Podoba mi się, co piszesz o głosiku Lodge'a, bo to, że on Cię porusza to już zupełnie indywidualna sprawa, a dobrze, że widzisz, że jego głos patrząc, że tak powiem, obiektywnie jest taki, że raczej za lead vocal nie powinien się zabierać ;-) Zresztą tak samo ze śpiewem Pindera.

A jednak. Obaj śpiewali, obaj komponowali, wszyscy zresztą komponowali i prawie wszyscy śpiewali - i dla mnie, co już nie raz mówiłem, właśnie to jest największą wartością Moodych. Ta kolektywność, zespołowość. Może Gero ma rację, że to Pinder umiał wyzwolić w panach Jays to, co najlepsze, a może nie ma, w każdym razie póki byli razem, tworzyli piękne rzeczy i uzupełniali się jak nikt inny.

Moje gwiazdkie i best songi na dzien dzisiejszy:
Days * * * * * i Morning albo Afternoon
Lost Chord * * * * i House of Four Doors
Threshold * * * * i Are You Sitting Comfortably?
Children * * * * 1/2 i Watching and Waiting.... Karolina jak to możliwe, że nie wspomniałaś ani slowem o tym arcydziele???
Every Good Boy * * * * * i One More Time To Live
Sojourn * * * 1/2 i nie wiem co...

... bo ta płyta w zasadzie nie ustępuje poprzednim z jednym ale istotnym wyjatkiem, ze brakuje tam utworu wybitnego a nawet takiego na cztery i pół. Cała materia płyty jest podobna jak na poprzedniczkach, te same zalety można by wymieniać, słucha się świetnie (właśnie to robię:-)), ale brakuje czegoś, co by ją poddźwignęło na wyższy poziom. Piosenek bardzo dobrych jest kilka, dla mnie przede wszystkim otwierający Pinder (tu się absolutnie zgadzam z Gerem, jest to znakomity kawałek i chyba bym właśnie to wskazał na best songa), Isn't Life Strange mimo wszystko, choć letko wydumane, no i oczywiście niezawodny Ray ze szlagerem For My Lady, jak to u niego - ładnym i bezpretensjonalnym. Zresztą właściwie nie ma tu też niczego, co by mi się nie podobało. Ładne są haywardy, lubię Singera w bandzie, Free Man okej. Ale może skończyła im się wena, ja wiem?

Karolina pisze:
Pindera best way to travel! Straszna rzecz

no co Ty!! najbardziej chyba psychodeliczny utwór Moody Blues to i bardzo fajny :D

Karolina pisze:
Pinder się rehabilituje i robi kapitalny numer instrumentalny

tzn. co? Have You Hear jest wprawdzie kapitalny indeed, ale nie jest instrumentalny, a Voyage czy jak to się nazywa jest tak wpleciony w Have You..., że dla mnie to wręcz jeden utwór, naprawdę ŚWIETNY.

Karolina pisze:
Nawet nie zaczyna się tak głupio jakby się można spodziewać po nieszczęsnym perkusiście.

powiedziałbym nawet, że oba utwory Edge'a są tu po prostu dobre!

Karolina pisze:
after you came (... ) Edge'a piosenka jest po prostu kiepska

e tam, ta też jest dobra. na Good Boyu w ogóle nie ma nic kiepskiego a jeżeli już to cymbałki w Emily's Song :P

Karolina pisze:
Mike'a [My Song] taka sobie

gdzieś kiedyś czytałem jakąś recenzję, gdzie autor pisał różne dobre rzeczy, a kiedy doszedł do My Song, to się rozpłynął... i ja mu siętrochęnie dziwię. Oczywiście można zarzucić Songowi temu kicz i przedramatyzowanie, ale dla mnie to jest potęga. Jedna z kilku (nie tak znowu wielu) piosenek Moodych na pięć gwiazdek.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 27 grudnia 2007 22:12:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:33:35
Posty: 4932
Cytat:
powiedziałbym nawet, że oba utwory Edge'a są tu po prostu dobre


z tymi utworami Edge'a jest pewien problem natury copyrightowej

ostatnio czytałem sobie forum Mike'a Pindera - jest tam takie podforum, gdzie można mu zadać pytanie i ktoś zapytał ile jest Lodge'a w Out and In (na okłacce: by Pinder/Lodge)

okazao się, że jest to solowa kompozycja Pindera, a Lodge został dodany only for business reasons (hehe, ciekawe czy sobie choć basen zbudował za to jeden z drugim), a przy okazji ów przystojny łysowiec wyjaśnił że sam napisał utwór Beyond, jako prezent dla Edge'a

jeden z następnych postów był już zatem tylko gwoździem do trumny edżoskich fanów - pochwalił się że napisał też muzykę do Don't You Feel Small (ciekawe że w innym miejscu netu - bliżej Europy zapewne - Hayward mówił, że to on przyniósł akordy do Don't You Feel Small)

korzystając z okazji chciałem napisać że to ja wymyśliłem, że piosenka Darkness Darkness ma taki tytu, a nie Darkness samo ;)

_________________
The Hilgrims spotify


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 27 grudnia 2007 22:26:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 26 maja 2006 19:29:43
Posty: 6699
Karolina pisze:
tak to z wrażliwcami bywa

czy Gera też mam zaliczać do wrażliwców?
Jeśli tak to od dziś mówię do Niego Geruniu :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

_________________
http://freemusicstop.com


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 23 stycznia 2008 21:28:49 
za nisko wątek spadł. to może ja coś powiem zanim się pojawi nowy wpis...

jestem zniesmaczona wpisami pod zdjęciem kącertowym na czeciej stronie wątku! gość ładne zdjęcie wkleił a Wy je obśmiewacie na wyścigi

lepiej się zapoznać z tym:

September 22 - Edinburgh (Edinburgh Playhouse)
September 23 - Newcastle (Newcastle City Hall)
September 24 - Manchester (Manchester Apollo)
September 26 - Nottingham (Royal Centre Nottingham)
September 27 - Birmingham (NEC)
September 28 - Bristol (Bristol Hippodrome)
September 30 - Cardiff (St. David's Hall)

October 1 - Plymouth (Plymouth Pavilions)
October 3 - Ipswich (Ipswich Regent Theatre)
October 4 - Bradford (St. George's Hall)
October 6 - London (Royal Albert Hall)
October 10 - Oxford (New Theatre Oxford)
October 11 - Brighton (Brighton Centre)
October 12 - Bournemouth (BIC)
October 15 - Amsterdam, NL (Heineken Music Hall)
October 16 - Amsterdam, NL (Heineken Music Hall)

kto się wybiera ? :)


Ostatnio zmieniony śr, 23 stycznia 2008 21:34:37 przez chewbacca, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 331 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13 ... 23  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group