Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest ndz, 19 kwietnia 2026 13:19:49

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 427 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12 ... 29  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 03 kwietnia 2007 21:02:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 08 września 2006 21:16:51
Posty: 463
Skąd: Warszawa
Problem polega na tym, że pewnie brzmi to podobnie, ale programowane było inaczej ;) (i w tym leży problem). Kraftwerk miał jeszcze starszy sprzęt... a wyszło znacznie lepiej 8).

_________________
Dom na mieszkanie własny mam, W niczym nie biegłem w cudzy ślad, - Każdego mistrza-m wyśmiał rad, Który nie wyśmiał siebie sam. Nietzsche.

Blog polityczny: http://foxx-news.blogspot.com


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 03 kwietnia 2007 21:30:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
a mój problem polega na tym, że - jak mówiłem - perkusja jest moim instrumentem ulubionym (oprócz ludzkiego głosu)

jeżeli podczas słuchania muzyki granej przez zespół próbuję sobie wyodrębnić różne ścieżki, to bezkonkurencyjnie najczęście zatrzymuję się nad perkusją

z kolei bas jest jednym z instrumentów, któe interesują mnie najmniej - oczywiście jest bardzo ważny, ale dla mnie tylko jako element całości, sam w sobie zupełnie mnie nie rusza; jedynym basistą, który stanowi tu wyjątek, jest Jack Bruce w The Cream - tam opadała mi szczena i uszu nadstawiałem. tylko tam.

tym bardziej widać więc, że tzw. zimne brzmienia, gdzie bas staje się pierwszoplanowy a perkusja (zywa czy mechaniczna) jest bezwzględnie zredukowana do funkcji slużebnej - to nie jest moja bajka...

Chociaż w Depeche Mode też perkusji długo nie było i jakoś mi to nie przeszkadza. Dlaczego? Może dlatego, że jej brzmienie nie było tak ostentacyjnie sztuczne i w ogóle wpadające w ucho (w ogóle nie pamiętam brzmień perkusyjnych w DM lat 80. oprócz odglosów łomotania w blachę w Blasphemous Rumours i Pipe Line). A przede wszystkim - tam brak ciekawych rytmów zastępowały ciekawe melodie.
Tego mi jednak na większości 17 Seconds brakuje.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 03 kwietnia 2007 22:13:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 08 września 2006 21:16:51
Posty: 463
Skąd: Warszawa
Nie chcę rozmywać tematu Cure'owego, ale jeżeli chodzi o D.M. z lat '80-tych, polecam "More Than A Party" (na "Construction Time Again" przed "Pipeline"), "New Dress" (ostatni na "Black Celebration"), czy świetną drugą stronę singla "Stripped" - "Breathing in Fumes". Moim zdaniem po prostu słychać, że - grający na żywych bębnach na "Songs of Faith and Devotion" - Alan Wilder programował ten instrument fachowo (warto przypomnieć, że w przypadku A. Eldritcha też mamy do czynienia z perkusistą programującym automat - a że znacznie gorszym, to insza inszość ;))

Co by wrócić do Kurczaków - mam wrażenie, że automat brzmiał u nich naprawdę dobrze tylko na "Mixed Up", czyli jedynej płycie electro-popowej (miejscami inspiracje wręcz nachalne - np. New Order w zamieszczonej na tym albumie wersji "The Walk"). Nawet "A Forest" pod tym względem jest jakoś zaaranżowany, chociaż "serce" skłania się ku wersji oryginalnej... Sentyment 8).

_________________
Dom na mieszkanie własny mam, W niczym nie biegłem w cudzy ślad, - Każdego mistrza-m wyśmiał rad, Który nie wyśmiał siebie sam. Nietzsche.

Blog polityczny: http://foxx-news.blogspot.com


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 04 kwietnia 2007 23:10:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
no więc bas drumem, a ostatnio coraz częściej włączam sobie Cure dla przyjemności (chociaż nadal tylko wybrany zestaw, reszta nie wchodzi)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 11 kwietnia 2007 22:58:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
kończąc offtop sprowadzam dyskusję na właściwe tory jednoczesnie odrabiając zaległości

The Top

Obrazek

Shake Dog Shake ****1/2 zaskakująco dobry początek. Sam utwór mógłby znaleźć się nawet na Pornography. Mocne wejście. Agresywne gitary i wokal. Utwór ostatnio znów grany intensywnie na koncertach
Bird Mad Girl **1/2 taka sobie pioseneczka. Ładne fragmenty ale jakoś bez emocji zupełnie.
Wailing Wall *** próba stworzenia klimatu. Nawet ciekawe efekty na początku, potem przetworzony z lekka głos. Nawet nieźle ale w porównaniu do chociażby Sinking z płyty kolejnej to wypada to tu przeraźliwie słabo.
Give Me It **1/4 Znów agresywnie, głośno, natarczywie. Na koncertach brzmi to nieźle ale w porównaniu itd. Patrz wyżej. Przykładów z innych płyt aż nadto. A i tu Shake Dog Shake znacznie lepszy.
Dressing Up ** Utwór pierwotnie napisany na płytę zespołu The Glove ale ostatecznie Robert uznał, ze za dobry (:Shock:) i zachował go na płytę The Cure. Słabizna i do tego krańcowo manierycznie zaśpiewana.
The Caterpillar **** bardzo fajny początek z błądzącym pianinem i skrzypkami. W ogóle utwór mam swój klimacik i zasłużenie trafił na singla. Bardzo piękne wykonanie tego utworu miało miejsce na
Piggy In The Mirror ** tak się ciągnie, średnie tempo, niby się coś dzieje ale zpelnie mnie to nie rusza
The Empty World *** o a tu niezły początek, niezły motyw w tle, do tego marszowa perkusja. Może potem słabsze rozwinięcie
Bananafishbones **1/2 dziwny utwór, szczególnie że wydano go w wersji trochę wolniejszej niż pierwotnie nagranie. Podobno zawinił mastering. Dopiero na deluksie jest jak być powinno, czyli o ok. 15 sekund krótszy. Co niestety niewiele mu pomaga.
The Top ** również powolnie rozwijający i niby klimatyczny. Nuda! Potwornie słabe.

O tej płycie Robert Smith mówi every band has at least one bad album, and The Top is ours czyli każdy zespół ma przynajmniej jeden zły album, The Top jest takim naszym albumem. Sam miałem te płytę pominąć, bo mam ją na kasecie jedynie a ostatnio mi się magnetofon popsuł i nie miałem jak przesłuchać. Ale akurat już naprawiony a ja postanowiłem ponarabiać zaległości więc wróciłem do niej po dobrych paru latach niesłuchania. No i niestety nic nowego pozytywnego nie znalazłem. Typowa płyta przejściowa. Po szaleństwach Pornografii, to kontynuacja poszukiwań obecnych już na singlach zebranych na Japanese Whispers. To też prawie solowa płyta Roberta bo skład ograniczył się do Lola na perkusji. Resztę instrumentów oraz praktycznie całość napisał wyłącznie Smith. Jednocześnie widać tu zaczątki stylu który od Head On The Door będzie królował przez kilka lat. Tylko to takie wprawki wciąż tylko. Maksymalnie co mogę dać to **1/4

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 12 kwietnia 2007 10:26:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:33:35
Posty: 4932
marecki pisze:
Bardzo piękne wykonanie tego utworu miało miejsce na


... koncercie MTV unplugged?

nie znam płyty The Top, ale wyobrażam sobie jaka musi być słaba skoro - jak piszesz - lepsze wykonania koncertowe dla mnie i tak poważnie obniŻyły wartość koncertu in Orange... I to nie że one są złe tylko po prostu przeraźliwie nijakie; tak jakby odmówiła współpracy inspiracja i zostały tylko puste formy.

ale The caterpillar bardzo udany!

_________________
The Hilgrims spotify


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 12 kwietnia 2007 11:59:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
hehe coś mi się przy przeklejaniu zgubiło. Tak właśnie Gero chodziło o Unplugged. To był jeden z najbardziej udanych koncertów z tej serii. Szkoda, ze nigdy oficjalnie nigdzie nie wyszedł. Pozostaje stary VHS.

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 12 kwietnia 2007 21:40:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 17 lutego 2007 02:25:03
Posty: 891
Skąd: toruń
marecki pisze:
Maksymalnie co mogę dać to **1/4


no cóż... w moim rankingu the top stoi o wiele wyżej. daję cztery gwiazdki. owszem jest kilka słabszych momentów ale jest też kilka kilerów, np. solówka gitarowa w piggy in the mirror... miód! generalnie cały klimat bardzo mnie rajcuje i wolę słuchać kawałków z the top niż wielu późniejszych popowych curowych songów.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 13 kwietnia 2007 21:16:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
Head On The Door

Obrazek

Inbetween Days **** przesympatyczny początek. To pierwszy z długiej serii popowych singli, które będą towarzyszyły kolejnym płytom. Nie najlepszy ale bardzo dobry. Video też bardzo sympatyczne, takie z huśtaną kamerą.
Kyoto Song ***3/4 znów powraca melodyjka w jakiś sposób odwołująca się do Japonii. Dodatkowe odwołanie oczywiście w tytule. Podoba mi się tu takie zespolenie wokalu z linia melodyczną.
The Blood ***3/4 nietypowy to utwór. Taki rwany, szarpany. Lekko Hiszpańska gitara. Ale brzmi to naprawdę dobrze. A w melodyce zów coś wschodniego pobrzmiewa. I to połączenie lekkiego orientu i hiszpańskości wypada bardzo udanie. A sam utwór, podobnie jak The Caterpillar z poprzedniej płyty rewelacyjnie wypadł na koncercie MV Unplugged.
Six Different Ways ** to utwór, który nigdy mi się nie podobał. Znów dość połamana melodyka, zabawa instrumentami, brzmieniem ale tym razem nie wynika z niej nic ciekawego. Chyba najsłabszy utwór na płycie.
Push **** A po najsłabszym następuje jeden z jaśniejszych momentów na płycie. Tak jasny to dobre słowo. Bardzo radosny w nastroju to utwór. W zasadzie mógłby pozostać instrumentalny. Wokal wchodzi dopiero bardzo późno a w sumie mógłby w ogóle. Bardzo wdzięczny utwór do grania na koncertach, bo natychmiast angażuje tłum. Trochę jak Play For Today. Niby nic wielkiego a dużo radości daje.
The Baby Screams *** Kolejny ciut słabszy moment. To znaczy podoba mi się obecna w zasadzie przez cały czas basowa figura w tle. Poza tym jest w porządku ale nic nadzwyczajnego. Utwór przelatuje nie wzbudzając większych emocji.
Close To Me ****1/2 Chyba najbardziej znany fragment tej płyty. I jeden singli promujących. Sam utwór jest rozbrajający prosty. Prosta melodyjka, klaskany śpieszny rytm, w tle jakieś przeszkadzajki. Do tego lekko szepczący Robert. Ma to duży urok. Do tego oczywiście jest niezapomniane wideo.
Na singlu w sumie wyszły dwie wersje tego utworu, w różnych latach i z różnymi video. Pierwsza z tej właśnie płyty z video głównie w szafie spadającej w przepaść i powoli wpełniającej się wodą. Druga wersja to tzw. Closer Mix promujący płytę Mixed up 4 lata później. I video też było nowe. Już bardziej po upadku szafą w dół, to co się dzieje dalej pod wodą :)
A Night Like This ***** To taki niby prosty rockowy numer. Ale ja go bardzo lubię. Prawie najlepszy na płycie. To takie typowe Cureowe granie z drugiej połowy lat 80tych W takim tempie dość podobnych utworów na następnej płycie będzie przynajmniej kilka. Ale ten przebija większość z nich. I fajny dwugłos Roberta w niektórych momentach. No i saksofonowe solo,
Screw *** Początek gitary rewelacyjny. Ale potem chyba zabrakło już pomysłu aby ten riff jakoś ciekawiej rozwinąć. Z kolei w rytmice słychać tu trochę funku, który w znacznie większej dawce pojawi się na płycie kolejnej.
Sinking *****3/4 absolutnie najlepszy utwór na płycie. Bez niego traciłaby ona dużo ze swej. Od pierwszych dźwięków słychać, że to zupełnie inne The Cure. Bliższe z jednej strony Faith czy Pornography a z drugiej zaś Disintegration. Obsesyjny motyw basu, głębokie syntezatorowe tło, spokojny wokal. Można się rozpłynąć w tym utworze!!!

Płyta wyznacza zdecydowanie nową erę w rozwoju zespołu. Po mrokach Pornography, plątaninie i zagubieniu na singlach i The Top w końcu zaproponowali coś ciekawego. Skład zespołu tez się ustalił. Na bas wrócił Simon Gallup, gitarę prowadzącą oficjalnie przejął Porl Thompson, perkusję zaś Boris Williams i tak parę lat pograli. Lolowi Tolhurstowi zostały wyłącznie klawisze. Muzycznie jest to taka mozaika, która od tej pory będzie często obecna na kolejnych płytach. Trochę klimatu melancholii jak w Sinking ale sporo też przebojowości czy wręcz popu. Zawsze pojawiają się też jakieś ciekawostki, jak wspomniane już orintalizmy, elementy Funku itp. No i przeboje, video, wywiady, popularność itd. :) Ale ta płyta jest bardzo ważna i **** musi być!

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 23 kwietnia 2007 22:22:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
Kiss Me Kiss Me Kiss Me

Obrazek

The Kiss ***** Piękne uderzenie basu na początek. Potem dochodzi gitara i całość rozwija się fantastycznie. Wokal dochodzi dopiero pod koniec czwartej minuty ale w ogóle go nie brak. Fantastycznie, energetyczny numer. Kilka podobnych potem zrobili ale ten do dziś robi wrażenie. Od koncertu w Łodzi ten utwór na zawsze pozostanie bardzo mocno w mojej głowie, bo wcześniej go aż tak nie dostrzegałem.
Catch ** Z singlami z tej płyty mam ewidentnie problem. Bo w przeważającej większości są najsłabszymi momentami na płycie. A ten jest z nich bodajże najsłabszy. Taka sobie pioseneczka, z natrętnym czymś w tle :|
Torture **** To już taki typowy Cure, rozkrzyczany Robert, dynamiczne tło, którym sporo się dzieje. Nie jest to najlepszy utwór na tej płycie ale trzyma solidną średnią.
If Only Tonight We Could Sleep ***** jeżeli poprzedni utwór był dobry to ten jest świetny. Spokojny ale z jakąś tajemnicą w tle. Trochę leniwe granie na początek, znów wokal wchodzi bardzo późno. Ale klimat cały czas jest nieziemski. I jeszcze taka powłóczysta gitara gdzieś w samym środku. Ten utwór bardzo pasował do konwencji koncertów Unplugged. I został zagrany dla MTV, niestety jego fragment jest obecny jedynie pod napisami końcowymi :(
Why Can’t I Be You ***1/4 Z tych mnie przeze mnie lubianych singli ten ma nawet dość sporo uroku. Ale to nie to o co mi chodzi słuchając The Cure. Dość tandetne klawiszowe tło przywodzi parę lat wcześniejsze utworu z okresu Japanese Whispers.
How Beautiful You Are ****1/2 pierwszy utwór w średnim tempie, trochę akustyka i harmonii (?) w tle. I bardzo dobry tekst, zawsze jakoś zwracał moją uwagę. Ładnie sobie to płynie. Choć jak się nie słucha słów to może zacząć lekko nużyć.
The Snakepit **** Znów klimat powolnymi środkami. Zaczyna perkusja z basem, charakterystyczny riff atakuje z cicha dopiero ciut później. Piękny motyw, bardzo powoli, tak majestatycznie rozwijany. Trochę jak Torture dla The Kiss tak ten utwór jest lekkim powtórzeniem klimatu If Only Tonight …. Tylko znów powtórki są ciut słabsze. A no i długaśne to bardzo ale nieźle się rozwija i instrumenty fajnie się rozjeżdżają na koniec :)
Hey You! ** Utwór który poznałem ze sporym opóźnieniem. Był na pierwotnej wersji winyla ale na kompakcie zabrakło na niego miejsca. Dopiero na Deluksie powrócił jako pełnoprawna część płyty. Ale zbyt bardzo jej już nie wzbogaca. Dziś brzmi jak ciekawostka i równie dobrze mógłby wylądować na drugiej stronie jakiegoś singla. Trochę dęciaków i pozorowanego hałasu ale nic wielkiego z tego nie będzie.
Just Like Heaven ****** Dla równowagi jeden z moich ukochanych utworów The Cure. To pierwsze nagranie zespołu jakie usłyszałem, a przynajmniej pierwsze które przykuło moją uwagę. Bezsprzecznie najpiękniejszy popowy Cure ever. Tutaj tło syntezatorowi jak najbardziej na miejscu :)
All I Want **** Dobry utwór, tu też w tle podobnie ale całość bardziej dynamiczna. I wokal bardziej histeryczno krzyczący. Dobra średnia płyty.
Hot Hot Hot !!! *** Nie lubię funku. Nigdy nie lubiłem i pewnie już nie polubię. Chlubnym wyjątkiem jest chyba jedynie RHCP. The Cure wyszło to w sumie nieźle. Miejscami brzmi to jak Prince :shock: Fajna taka rozjechana gitarka miejscami i fajny wokal. Trochę to jak parodia brzmi ale ostatecznie może być.
One More Time **1/2 Takie balladowe rozmemłanie. Takie klimaty udały się o niebo lepiej na płycie kolejnej. To jest dramatycznie nijakie i zawsze mi się z jakimś Georgem Michaelem kojarzyło :roll:
Like Cockatoos ***1/2 Niepokojący początek z kakofonią dźwięków (jakieś mewy?). Dopiero po chwili wyjawia się z tego jakiś bardziej zdecydowany motyw. I dobry jest. Lekko rozjechany wokal, podobnie z resztą jak część instrumentów. I taki nastrój pozostaje do końca. Tylko jakoś niewiele z niego się wyłania, trochę przedobrzone to nagranie.
Icing Sugar *** Dynamiczne wejście perkusji. Potem basowy temat i w końcu trochę saksofonu ale też bez bardzo wyraźnie oznaczonej melodii. Wokal pojawia się znów gdzieś po połowie utworu. Ale trochę to gna bez celu.
The Perfect Girl **1/2 Tak sobie pioseneczka, trochę bliźniak Catch. I również bez wyrazu.
A Thousand Hours ***1/2 To z kolei braciszek One More Time, ale akurat ten lepszy choć do klimatu Disintegration jeszcze sporo zabrakło.
Shiver And Shake ***1/2 W końcu coś rozgrzewającego. Nie jest to niestety żaden wybitny utwór ale obliczu poprzednich zyskuje na wartości.
Fight ****** Fantastyczny numer. Rewelacyjnie budzi na końcu tej płyty. Drugi na bieżąco poznany numer zaraz po Just Like Heaven. I ukochany do dziś. Trójka dała to, bo inne single poza JLH nie radziły sobie na liście. Chyba najwspanialej tu Robert krzyczy. Szaleńczo doskonałe!!

Mam z tą płytą problem. Bo jest kilka utworów fantastycznych ale jako całość płyta nie trzyma poziomu. Rozjeżdża się zwłaszcza końcówka, gdzie kilka utworów jest bliźniaczo nijakich dla mnie i dopiero finałowe Fight mnie przebudza zawsze. Jakby wyrzucić kilka utworów (tak z pół godziny by się znalazło!) to byłaby bardzo dobra płyta. Tak jest niezła z paroma wybitnymi utworami. Ale poniżej **** chyba zejść nie mogę.

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 23 kwietnia 2007 22:40:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
na szczęście nigdy nie słyszałem tego w całości ;-)

a pewnie niedługo napiszesz o Disintegration, które owszem słyszałem, i nawet niezłe... jak na The Cure ;-)

jest tam utwór Prayers for Rain, ktory mnie prawie zachwyca i dałbym blisko pięciu gwiazdek (choć póki co nie poznałem utworu The Cure, któremu dałbym taką ocenę)
z drugiej strony są takie gnioty, jak np. Lullaby...
(hehe, pewnie się naraziłem ;-))

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 24 kwietnia 2007 10:45:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
Crazy pisze:
takie gnioty, jak np. Lullaby...
(hehe, pewnie się naraziłem

:killer: :wink:

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 24 kwietnia 2007 10:48:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 24910
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Crazy pisze:
z drugiej strony są takie gnioty, jak np. Lullaby...
(hehe, pewnie się naraziłem

:killer: :wink:


w innym wątku w hipotetycznej wkładce do hipotetycznej Soul Side Story sam żem pisze:
Lullaby

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 24 kwietnia 2007 17:35:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 26638
Miło mi :-)

Jak dla mnie na przykład z Disintegration...

Love Song * * * 1/2 (typowa kjurowa średnia)

Prayers For Rain * * * * 1/2 (wyjątkowo dobrze!)

Fascination Street * * * 1/2 (mogłoby być więcej, ale mnie nuży, jakieś za ciężkie brzmienie)

Pictures of You * * * (można posłuchać, ale równie dobrze można nie posłuchać)

Lullaby * * (można posłuchać, ale o wiele lepiej przełączyć ;-))

Serio, ten kawałek jest dla mnie po prostu beznadziejny, podobnie jak "ozdabiający" go teledysk. Ani makabryczny, ani zabawny, ani mroczny, ani ekscytujący, ani hipnotyzujący... wydaje mi się, że chce być po trosze wszystkim, ale pozostaje jedynie strasznie nudny.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 24 kwietnia 2007 17:40:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:53:29
Posty: 15126
Skąd: wieś
Crazy pisze:
Lullaby * * (można posłuchać, ale o wiele lepiej przełączyć )

Serio, ten kawałek jest dla mnie po prostu beznadziejny, podobnie jak "ozdabiający" go teledysk. Ani makabryczny, ani zabawny, ani mroczny, ani ekscytujący, ani hipnotyzujący... wydaje mi się, że chce być po trosze wszystkim, ale pozostaje jedynie strasznie nudny.


Dla mnie lepiej brzmi na remixach. Tak, że nawet go lubię.

_________________
Youtube


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 427 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12 ... 29  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group