Byłem w niedzielę
To był mój trzeci koncert na Narodowym, na wszystkich siedziałem na trybunach, w niedzielę na dolnej, rząd 22, dach był otwarty - dla mnie pod względem dźwięku na każdym z tych koncertów było ok, słyszałem instrumenty w miarę selektywnie (jak moje uszy są w stanie wychwycić

), a jeśli dobrze rozpoznawalny i słyszalny był dla mnie tekst Maanamu śpiewany przez Roberta Trujillo, to i wokal był raczej ok

Myślę, że czasem gorzej bywało na wielu koncertach klubowych.
Co do cen - tanio nie było, też chętnie byłbym na obydwu koncertach, ale cieszę się, że byłem chociaż na jednym (to był prezent z okazji okrągłych urodzin

), i że byłem akurat w niedzielę - kilkanaście lat temu na forum układaliśmy swoje Top10, a na tym koncercie usłyszałem pięć utworów z mojej dziesiątki, szkoda, że nie było Mastera, ale nie można mieć wszystkiego na raz
Stadion wypełniony był po brzegi, scena na środku (i to było fajne i oryginalne), dźwięk był dookólny (kolumny rozwieszone na dwóch poziomach), w środku okrągłej sceny publiczność. Kiedy zbliżała się godzina rozpoczęcia zastanawiałem się, dlaczego nic nie szykują na scenie, żadnej perkusji, nic, po suportach wszystko posprzątane - okazało się, że perkusja wjechała na początku koncertu podczas zaciemnienia stadionu i została podświetlona wraz z pierwszymi dźwiękami, później jeszcze zmieniała pozycję pięć razy, za każdym razem podczas zaciemnienia - Lars grał więc w pięciu różnych miejscach na scenie, pozostali swobodnie przemieszczali się, tak żeby dla wszystkich było sprawiedliwie - przodem do mnie zagrali m.in.
Welcom Home (Sanitarium) 
No i pierwszy raz byłem na koncercie, gdzie ja byłem pod dachem, a na muzyków padał deszcz
Co do repertuaru - preferuję raczej starszy materiał, o czym wspomniałem wcześniej, dlatego cieszę się, że z ostatniej płyty były tylko trzy numery, ale z poprzedniej bardzo fajnie wybrzmiało
Moth Into Flame, ogólnie setlista bardzo fajna. Były oczywiście efekty świetlne i osiem dookólnych, wysoko umieszczonych telebimów - można było spojrzeć na dodatkowe animacje, ale też jednocześnie na zbliżenia muzyków, poza tym były efekty pirotechniczne, skumulowane głownie podczas
One.
Co do atmosfery - niesamowita, stadion ma swój niepowtarzalny klimat podczas chóralnych śpiewów, apogeum było podczas
Enter Sandman. Trochę zabrakło mi energii na trybunach, średnia wieku dosyć wysoka

i wszyscy bardziej na siedząco przeżywali koncert, machając głowami, tupiąc nogami i wymachując rękami, chyba nikt nikomu nie chciał zasłaniać. Podsumowując - ja jestem zadowolony i długo będę ten koncert wspominał
