W odpowiedzi na dramat Peta na stoisku jarzynowym.
Tragifarsa nad wodą w górach.
Ponieważ jesteśmy na zadupiu wszechświata, rano plaża pusta aż miło, można rozłożyć koc w dowolnym miejscu, pod dowolnym drzewem, jedynym w okolicy.
Rzucam się na koc jak tłusty pstrąg i zamykam oczy. Śpiewa wilga (tak myślę

). Cudownie...
Wyciągam Bohumila Hrabala, błękity lśnią od wody do nieba. Nahle...
Z odległości 50 metrów ktoś konstatuje radośnie, że przyjechali turyści i biegnie otworzyć budkę z lodami, a dla pewności żebyśmy nie przegapili włącza radio zet na cały regulator

ponieważ należy zapewnić ludziom rozrywkę we wsi.
Słuchawek nie wzięłam i szlag trafił Hrabala.
Po chwili mam towarzystwo, mniej więcej co 10 minut: marian i barbara.
Wracam z długiego pływania i nie otwierając oczu mam ich znów pod powiekami, płyną pontonem prosto z radia w extazie maniakalnej...barbara z marianem z media expert. Wizualizuję ich już po godzinie, bo nie mogę myśleć o niczym innym. Wybudowali dom pod supermarketem i od rana do nocy czyhają w drzwiach. Marian, lodówki NOFROST! Marian, smartfony za darmo, pralki za złotek, laptoki samonośne, obstawili się tymi telewizorami po sam sufit, 4 pralki w przedpokoju i lecą dalej.
Leże na kocu zgnębiona, wszystkie leżaki się spaliły razem z parasolem ogrodowym...wreszcie nie wytrzymuję i idę z pretensjami, bo nie ma nikogo więcej to chociaż sobie pokrzyczę że mam w dupie te lody z polewami tylko ściszta proszę.
Dochodzę i widzę dziewczynę pełną nadziei, stoi gotowa do zamówienia w okienku, więc łykam żal i odpalam - kawę poproszę! A ona - Nie mamy kawy. Lody mogą być?
