A dziś wracając z pracy:
Schodzi przede mną do metra tajemnicza istota płci nieodgadnionej. Początkowo jednak całą moją uwagę bez reszty zaprzątnęło niesione przez ową istotę koło. Było ono takiej wielkości, a przede wszystkim szerokości, jak koło samochodowe, ale wyglądało jak koło rowerowe tylko w wersji double. Zastanawiałam się nawet, czy nie ma on/ona aby po prostu dwóch kół, tylko tak dziwnie spakowanych razem, ale doszłam do wniosku, że nie, bo one ewidentnie były złączone ze sobą taką ośką, której żadne koło rowerowe nie posiadałoby, bo i na cholerę... Sfrustrowana tym, że nijak nie mam pomysłu, do jakiego pojazdu służyć może tajemnicze koło, postanowiłam sprawdzić, czy uda mi się chociaż rozwikłać zagadkę płci tej istoty. Szłam za nią/obok niej dłuższy czas i gdzieś w połowie peronu stwierdziłam, że ją wyprzedzę, zatrzymam się jak każdy człowiek czekający na metro i wtedy będę mogła się odwrócić i spojrzeć jej w twarz od przodu - może z tej perspektywy płeć się wyklaruje. Tak też zrobiłam. Odwracam się, a tu... istota znikła!!
Było tam niby trochę ludzi na peronie, ale nie aż taki tłum, żeby się można było schowac!
A potem wracałam do domu autobusem nr 4. Nie mówcie mi, że takie w Warszawie nie istnieją. Ten istniał!
A z okien owego autobusu widziałam rowerzystę na przedziwnym rowerze, który cały wyglądał jakby był w wersji double, przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo tak dużo go było. Potem się przyjrzałam i się okazało, że do tego roweru jest poprzyczepiane mnóstwo czerwonych sterczajek, nie wiadomo po co. Miał ów rower w sobie coś ze smoka!
Potem widziałam jeszcze mnóstwo grzybów z okna autobusu i przypomniałam sobie, że parę dni wcześniej zauważyłam, że w Mordorze obficie obrodziły dorodne smardze! Szkoda, że i tak trujące, bo nadziewane obficie olowiem..