Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest ndz, 19 kwietnia 2026 11:53:44

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 180 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 03 maja 2007 10:20:44 

Rejestracja:
pn, 05 marca 2007 20:08:25
Posty: 897
Skąd: lublin
Gravi pisze:
Tak. Ale jedno nie jest drugim.

Ale sa to rzeczywistości nierozdzielalne.

Cytat:
Lekcje religii, katechezy, religię instytucjonalną, czy wiarę - gdy używasz słowa "religia".

Chyba obu nam chodziło o lekcje religii, czyli katechezę.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 04 maja 2007 09:09:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:53:29
Posty: 15126
Skąd: wieś
oko pisze:
Chyba obu nam chodziło o lekcje religii, czyli katechezę.


Ok. Rozumiem.

oko pisze:
Ale sa to rzeczywistości nierozdzielalne.


To są rzeczywistości rozdzielalne, ponieważ formacje nie są sakramentami. Poza tym nie istnieje tylko jeden sakrament, lecz siedem - każdy jest inny. Formacje, jeśli mają przynosić owoc muszą być powiązane z sakramentami - inaczej nic z tego. Ale ich nie zastępują, za to dają dużą szansę na to, że sakramenty przyniosą owoc obfitszy. Zresztą, czy życie chrześcijanina (lub kogś kto chce nim zostać) zamyka się w sakramentach? W Eucharystii? A to można odczytać z twego sposobu rozumowania.

Po drugie, wydaje mi się, że twoja niechęć do formacji i negowanie ich wartości płynie z tego:

oko pisze:
Ja miałem odwrotnie! Najtrudniejszy i najbardziej owocny etap miałem w liceum. Nie ma lepszych i gorszych etapów w wierze i nawróceniu...Nie ma żadnych etapów!


https://ultimathule.com.pl/phpBB3/viewtopic.php?p=162233#p162233

Nie ciągnąłem tego wątku, a nawet częściowo wycofałem się z twierdzenia o etapach w życiu, bo na twoje pytanie o to, jakie to etapy nie umiałem od razu odpowiedzieć. Ale po przemyśleniu muszę powiedzieć, że się mylisz. Są etapy w życiu duchowym człowieka, tak jak są etapy w rozwoju osobowościowym. Przy czym wolałbym używać pojęcia – życie duchowe, a nie wiara. Ilość tych etapów jest różnie wymieniana, zależnie od tradycji. Każda z tradycji i każda z formacji, to jakaś droga do przebycia tych etapów. I nie ma drogi na skróty – przez każdy z etapów trzeba wcześniej czy później przejść. O tych etapach wyraźnie mówią ci, którzy są bardzo zaawansowani w życiu duchowym, w tym święci.

Z negacji etapów płynie u ciebie tak duża negacja formacji oraz podkreślanie roli religii w szkole. Ja się z tym nie zgadzam. O formacjach już było, teraz o religii w szkole. Nie neguję wartości przekonań młodych ludzi i szczerości ich przeżywania, ale z mojego punktu widzenia to ledwie początek drogi. Szkoła średnia to maksimum dziewiętnastolatkowie, a z reguły ludzie sporo młodsi, którzy przechodzą dość gwałtowny rozwój osobowościowy. Ale to tylko szkoła. Jak już pisałem – nie mają oni rodzin, żon, ani nie zmagają się z samotnością, problemami z pracą i w pracy i tak dalej. Z racji wieku są na dość wczesnym etapie rozwoju osobowościowego, a co za tym idzie duchowego i wiele rzeczy przeżywają dość powierzchownie. To znaczy, żeby być dobrze zrozumianym – część przeżywa dość głęboko, poważnie, często bardzo dojrzale, ale średnia wiekowa jest taka, jaka jest. Jak sam piszesz:

oko pisze:
Tak, bo jak 20ileś osób ma w tyłku Słowo, to jak walczy parę osób na katechezie, to jest nawrócenie i świadectwo nawet!


https://ultimathule.com.pl/phpBB3/viewtopic.php?p=162220

Dla mnie jest to dość wymowne świadectwo tej średniej. Ale właśnie z „etapowości życia” wynika, że ta średnia będzie się tak kształtować. To zresztą pokazuje wagę „katechizacji” na tym etapie życia, ale zupełnie inaczej niż to widzisz, bo owoce tej „katechizacji” przyjdą dużo, dużo później, a nie od razu. I dla mnie, to jest zresztą kolejny argument na rzecz tego, że jak jest to źle robione, to lepiej, żeby nie było w ogóle, bo za dużo rzeczy można, za przeproszeniem, „spieprzyć”. I dlatego też oczekiwałbym od osoby, która się za to bierze udziału w jakiejkolwiek formacji, czyli drodze w rozwoju duchowym. Chociażby po to, żeby wiedzieć, czego się mniej więcej spodziewać, jak przebiega ten rozwój, jakie są trudności itp. itd. Bo jeśli tego nie ma, nie widzę dla niej możliwości, by miała pouczać kogokolwiek o „życiu duchowym” skoro sama o takim życiu ma dość blade pojęcie.

Nie odnoszę się tutaj do ciebie, lecz moje ostatnie uwagi mają charakter ogólny, ponieważ o swoich oczekiwaniach pisałem już wcześniej. Co nieco sam jesteś trochę winny przeprowadzania „wiwisekcji” na tobie, ponieważ na moje dość ogólne pytanie:

Gravi pisze:
A tak na marginesie - czy katecheci mają jakąś formację typu Odnowa, Neo, Ruch Rodzin Nazaretańskich... We wspólnotach Neo u mnie w mieście spotkałem jak do tej pory tylko jednego katechetę. A gdzie reszta?


Odpowiedziałeś uwagą osobistą:

oko pisze:
Ja byłem w wielu wspólnotach w Kościele i uważam, że bycie w Kościele jest najważniejsze! Wazniejsze od wspólnot!!!


Co zaowocowało trzema stronami dyskusji, ale także rozprawianiem na temat twojego osobistego poglądu i twego doświadczenia, a w efekcie prowadzi do roztrząsania dość osobistych rzeczy. Zaznaczam to, gdyż w żadnym wypadku nie zamierzam ciebie obrazić, ani mój post nie jest atakiem osobistym na ciebie.

_________________
Youtube


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 04 maja 2007 10:41:03 

Rejestracja:
śr, 21 marca 2007 11:45:35
Posty: 430
Skąd: Gdynia
A ja bym się chciała podzielić.

Od nawrócenia mija mi właśnie siódmy roczek. Początkowo chodziłam na spotkania Odnowy w Duchu św, ale kiedy dostałam pracę, musiałam z nich zrezygnować, ponieważ godziny spotkań pokrywały się z pracą. Potem przez kilka lat byłam takim samotnym wilkiem, uważalam,że właściwie przecież wystarczy ,że jestem w Kościele, po co mi dodatkowo wspólnota. Wreszcie znów gdzieś po kilku latach skrzyknęliśmy się w parafii, bo zapragnęliśmy się razem modlić - to były 3 osoby plus ksiądz, i tak modliliśmy się kilka miesięcy - muszę przyznać,że to było coś niesamowitego, bo pierwszy raz doświadczyłam czegoś takiego jak "dzielenie" i okazało się,że czasem ktoś powie coś takiego,że tobie to da niesamowicie dużo światła jeśli idzie np. o sprawy z którymi się borykasz, no i otwiera na drugą osobę. Ale Pan sprawił tak, że dostałam pracę w innym mieście, więc się przeprowadziłam. Księdza przenieśli akurat na inną parafię, bo kończył się jego czas urzędowania w parafii, no i siłą rzeczy grupka modlitewna się sypnęła.

Zaczęłam poszukiwać wspólnoty w Trójmieście, trudno powiedzieć, co było nie tak, ale jakoś serce wciąż było niespokojne, ciągle jakiś "brak". Zaczęłam myśleć,że to jednak może ze mną coś nie tak. Byłam już jakaś zdegustowana i rozczarowana, i właściwie bez nadziei i większej potrzeby bycia we wspólnocie.

No i koleżanka zaprosiła mnie do Sopotu, do "Emaus". Pierwsze spotkanie, modlitwa uwielbienia, luzik. Część ludzi znałam z netu, część ze SNE w Gdańsku, w której od początku się przewijam. Pomyślałam, a co mi tam, przyjdę na drugie spotkanie też. No i byla adoracja. I nagle Ksiądz się modli, a ja...mam wrażenie, jakby widzial moje serce i sobie czytał prosto z niego! Dokładnie wypowiadał słowa, które były wewnątrz mnie...No i zostałam, z cichym niedowierzaniem w środku: "czyżby to było to moje miejsce wzrostu?" I potem zaczęło się okazywać,że tak...na każdym kroku.Właśnie mija rok od kiedy tu jestem i ciągle się zachwycam psalmowo tak: "jak dobrze jest przebywać razem z braćmi".

Na pewno wspólnota nie jest niezbędna do zbawienia i można równie dobrze nie być w żadnej, ale ja akurat uświadomiłam sobie, ile łask straciłabym i ilu bym nigdy nie poznała i nie doświadczyła nie będąc we wspólnocie. Bogu dziękuje,że się tam znalazłam, bo dopiero tutaj uświadomiłam sobie cały brud, który noszę w sobie, jak potrafię krzywdzić ludzi, osądzać z góry, zranić słowem albo głupim spojrzeniem. Pan mi to pokazuje i dzięki temu mogę otwierać się na ludzi z coraz większą miłością. Uczę się siebie i drugiego człowieka - na ulicy, w kościele parafialnym, gdzie jest taka anonimowość, nie byłoby to możliwe.Formacja Słowem Bożym i dzielenie pozwalają mi wzrastać duchowo i patrzeć na drugiego człowieka z miłością, uczą jak nie robić różnic między tymi z doktoratami, a tymi, którzy nie mają matury, straszymi i młodszymi, nie patrzeć na drugiego z góry na zasadzie "a co ty mi możesz powiedzieć, przecież ja wiem lepiej". Uczę się nie tylko gadać, ale też słuchać, rozumieć, przyjmować człowieka w całości, takim jaki jest, z jego poranieniami, bólem, cierpieniem...dla mnie to jest przepiękne doświadczenie, kiedy w drugiej osobie odkrywasz Chrystusa. I jak pięknie widzieć jakie dary Bóg złożył w bracie i siostrze...rety, ludzie przepięknie rysują, malują, śpiewają, modlą się, robią slajdy, głoszą, szyją, grają, pieką ciasta, robią sałatki, organizują, robią scenki, piszą...
Poza tym modlitwa wspólnotowa, adoracje razem, albo diakonia muzyczna...tak sobie z uśmiechem ostatnio myślałam,że kanonu samemu się nie da zaśpiewac, i pewnie, można śpiewać samemu, ale o ile piekniej brzmi , gdy można pośpiewać z powerem na kilka głosów! Samemu się takiego efektu nie osiągnie. No i zawsze można poprosić siostrę lub brata o modlitwę, jak coś się wafli w życiu.
Że już nie wspomnę o wspólnych imprezach, wyjazdach, głupawkach, spotkankach, pizzach, spacerkach i zupełnie zwykłych rzeczach.Poza tym nawiązują się też fajne relacje, przyjaźnie, a w końcu Kościół to relacje, a nie strukturalna organizacja.

I, co jest jeszcze mega fajne - kontakty między wspólnotami - Neo, modlitewno-ewangelizacyjne, modlitewne...piękna sprawa! Mamy to w ramach Szkoły Nowej Ewangelizacji Wtedy widać bogactwo Kościoła i moc Ducha św.

_________________
"Nikt nie ma wiekszej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" J 15,13


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 04 maja 2007 14:41:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 11 grudnia 2006 18:15:08
Posty: 519
Skąd: metropolia zwana Chełmem
Ja jestem we wspólnocie Neokatechumenalnej :D :D Widze, że bez niej nie porafiłbym teraz żyć 8) Moim zdaniem jest to najpoważniejsza formacja w kościele :) Na drodze neokatechumenalnej można prawdziwie zobaczyć jakim jest sie na prawde :D :D Jeśli chcesz sie nawrócić to polecam :D według mnie najlepsza droga do nieba :wink: :wink:

_________________
Obyś był zimny albo gorący nie zaś letni.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 04 maja 2007 20:59:10 

Rejestracja:
pn, 22 stycznia 2007 16:38:55
Posty: 527
Szema pisze:
Moim zdaniem jest to najpoważniejsza formacja w kościele Smile


Może trochę więcej pokory...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 04 maja 2007 21:22:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:09:22
Posty: 1119
każdy może mieć swoje zdanie... a że o istnieniu wielu formacji można w ogóle nie usłyszeć to inna sprawa....

ale moim zdaniem słowa, które
gondolier pisze:
Moim zdaniem
ubezpieczają prawie każdy pogląd
:lol:


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 04 maja 2007 21:41:42 

Rejestracja:
pn, 22 stycznia 2007 16:38:55
Posty: 527
Tak więc moim zdaniem wartościowanie jest nie na miejscu i jest to oznaka braku pokory.
Natomiast moje zdanie o wyżej wymienionej wspólnocie jest zgoła odmienne.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 04 maja 2007 21:51:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:33:35
Posty: 4932
o, zaraz topik przeniesie się do Ocenarium :!:

_________________
The Hilgrims spotify


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 04 maja 2007 22:01:20 

Rejestracja:
pn, 05 marca 2007 20:08:25
Posty: 897
Skąd: lublin
Gravi pisze:
Zresztą, czy życie chrześcijanina (lub kogś kto chce nim zostać) zamyka się w sakramentach? W Eucharystii?

Skoro w Eucharystii zamyka się cała historia zbawienia, to czy nasze życie nie może? Przynajmniej w jakiś transponujący sposób? Rozciąganie owoców sakramentalnych na całe życie.
Siedem sakramentów wyznacza etapy życia człowieka. Poszczególne sakramenty są etapami w życiu człowieka. Z wyjątkowością Spowiedzi i Eucharystii. Zresztą w każdej formacji jest widoczna sinusoida: raz lepiej raz gorzej, byle ją popychać do góry! Tu widzę odpowiednik Spowiedzi i Eucharystii.

Gravi pisze:
I dlatego też oczekiwałbym od osoby, która się za to bierze udziału w jakiejkolwiek formacji, czyli drodze w rozwoju duchowym. Chociażby po to, żeby wiedzieć, czego się mniej więcej spodziewać, jak przebiega ten rozwój, jakie są trudności itp. itd.

Jeśli chodzi o te trudności to chyba bardzo dobre pouczenie dają same studia i będąca na nich psychologia rozwojowa. A we wspólnotach chyba częściej są ludzie starsi niż dajmy na to gimnazjaliści.
Trzeba by być w paru wspólnotach, z czego się cieszę :D (choć nie wiem czy to do końca wspólnoty, ale tak je traktuję).
Cytat:
Odpowiedziałeś uwagą osobistą:

oko napisał:
Ja byłem w wielu wspólnotach w Kościele i uważam, że bycie w Kościele jest najważniejsze! Wazniejsze od wspólnot!!!

A co z eremitami? Pustelnikami? Zakonami klauzurowymi? Są we własnych wspólnotach, ale wydaje mi się, że szczególnie są formowani właśnie przez Kościół i sakramenty, modlitwę.
A co z bodajże, nie jestem pewien, z Martą Robin, której przez wiele lat jedynym pokarmem była Eucharystia? To nie jest formowanie przez sakramenty?
Oczywiście to wszystko moje zdanie.
Uważam, że Kościół i to, co On sprawdził przez wieki jest źródłem dla wiosny jaką są wspólnoty. Kościół przez sakramenty i modlitwę daje życie wspólnotom, dzięki którym wygląda i dziś jak najpiękniejsza Oblubienica Ducha Świętego. :D :D :D


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 04 maja 2007 22:03:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 11 grudnia 2006 18:15:08
Posty: 519
Skąd: metropolia zwana Chełmem
gondolier pisze:
Może trochę więcej pokory...

gondolier pisze:
Tak więc moim zdaniem wartościowanie jest nie na miejscu i jest to oznaka braku pokory.
Natomiast moje zdanie o wyżej wymienionej wspólnocie jest zgoła odmienne.

Nie miałem na celu wartościowania niczego :) ja po prostu napisałem co ta wspólnota zrobiła w moim życiu :D a zrobiła wiele więcej niż sie spodziewałem :D

_________________
Obyś był zimny albo gorący nie zaś letni.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 04 maja 2007 22:08:37 

Rejestracja:
pn, 05 marca 2007 20:08:25
Posty: 897
Skąd: lublin
Szema pisze:
a zrobiła wiele więcej niż sie spodziewałem

Bardzo lubię czytać świadectwa :wink: Czekam, chyba mogę :wink: Pozdrawiam, w tym wątku to dobra rzecz, myślę :wink:


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 05 maja 2007 07:35:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:53:29
Posty: 15126
Skąd: wieś
oko pisze:
Skoro w Eucharystii zamyka się cała historia zbawienia, to czy nasze życie nie może? Przynajmniej w jakiś transponujący sposób? Rozciąganie owoców sakramentalnych na całe życie.


Tym bardziej mnie dziwi przekreślanie przez ciebie wartości wspólnot i formacji, które dają ogromną szansę, że sakramenty dadzą w życiu owoc obfitszy.

oko pisze:
Jeśli chodzi o te trudności to chyba bardzo dobre pouczenie dają same studia i będąca na nich psychologia rozwojowa. A we wspólnotach chyba częściej są ludzie starsi niż dajmy na to gimnazjaliści.


Jak to mówi przysłowie: uczeń mówi, co wie; mistrz wie, co mówi. Moja uwaga odnosi się do osób prowadzących, a nie gimnazjalistów/uczniów/licealistów dlatego, że ten kto kogoś poucza, powinien (nie lubię tego słowa, ale tu nie da się go uniknąć) wiedzieć, o czym mówi. Ponieważ życie duchowe jest sferą bardzo osobistą, to z życia osobistego, a nie z książek. To po pierwsze. Po drugie, nie wiem, jakie masz doświadczenie, ale u mnie akurat jest dużo ludzi młodych. Po trzecie, właśnie dlatego, że masz okazję zetknąć się z doświadczeniami wielu osób, w tym starszych, łatwiej zrozumieć ludzi młodych. A w tym zobaczyć, jak wiele fałszy i rodzących się stąd trudności zostało im zaszczepionych przez nierozsądnych i nieprzygotowanych nauczycieli od religii.

oko pisze:
Trzeba by być w paru wspólnotach


Raczej iść jedną drogą, ale konsekwentnie.

oko pisze:
A co z eremitami? Pustelnikami? Zakonami klauzurowymi? Są we własnych wspólnotach, ale wydaje mi się, że szczególnie są formowani właśnie przez Kościół i sakramenty, modlitwę.


To są właśnie różne drogi, różne formacje. Co zresztą sam widzisz. Dla każdego coś dobrego, to w czym odnajdzie się najlepiej. Te różne drogi, formacje, zostawili nam ci, którzy nimi przeszli, dlatego oni wiedzą, co mówią i co proponują. W ostateczności autorem wszystkiego jest Duch Święty.

_________________
Youtube


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 05 maja 2007 17:14:16 

Rejestracja:
pn, 05 marca 2007 20:08:25
Posty: 897
Skąd: lublin
Gravi pisze:
Tym bardziej mnie dziwi przekreślanie przez ciebie wartości wspólnot i formacji, które dają ogromną szansę, że sakramenty dadzą w życiu owoc obfitszy.

Nie przekreślam, ale nie przeceniam. Uważam, że często pomagają, ale zdarza się i odwrotnie, bo każdy człowiek jest taka indywidualnością, że wg mnie niektóre wspólnoty mogą mu po prostu zaszkodzić. A w rozwoju duchowym sakramenty nigdy i nikomu nie zaszkodzą, chyba że świętokradztwo.
Gravi pisze:
Jak to mówi przysłowie: uczeń mówi, co wie; mistrz wie, co mówi. Moja uwaga odnosi się do osób prowadzących, a nie gimnazjalistów/uczniów/licealistów dlatego, że ten kto kogoś poucza, powinien (nie lubię tego słowa, ale tu nie da się go uniknąć) wiedzieć, o czym mówi...

Czy prowadzący wspólnotę ma większe rozeznanie w życiu duchowym dajmy na to gimnazjalistów, niż katecheta uczący ich na co dzień? Biorę pod uwagę oczywiscie katechetę, który angażuje się w to, co robi. A uważam, że duża wiekszość to tacy katecheci.

Gravi pisze:
Raczej iść jedną drogą, ale konsekwentnie.

Lepsza znajomość tych, do których się idzie może czasem wymagać obecności na więcej niż jednej drodze.

Gravi pisze:
W ostateczności autorem wszystkiego jest Duch Święty.
:brawa: :brawa: :brawa:


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 05 maja 2007 18:15:40 
oko pisze:
Czy prowadzący wspólnotę ma większe rozeznanie w życiu duchowym dajmy na to gimnazjalistów, niż katecheta uczący ich na co dzień? Biorę pod uwagę oczywiscie katechetę, który angażuje się w to, co robi. A uważam, że duża wiekszość to tacy katecheci.


Nie zgadzam sie. Takich katechetów o których piszesz jest bardzo mało. Niestety.


oko pisze:
Lepsza znajomość tych, do których się idzie może czasem wymagać obecności na więcej niż jednej drodze.


Nie zgadzam się. "nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu" - nie zawsze im więcej tym lepiej... są różne drogi, różne charyzmaty i nie we wszystkim każdy się musi odnaleźć.


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 05 maja 2007 18:25:42 

Rejestracja:
pn, 05 marca 2007 20:08:25
Posty: 897
Skąd: lublin
Karolina pisze:
Nie zgadzam sie. Takich katechetów o których piszesz jest bardzo mało. Niestety.

Rózne są doświadczenia, ja mam inne.
Karolina pisze:
Nie zgadzam się. "nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu" - nie zawsze im więcej tym lepiej... są różne drogi, różne charyzmaty i nie we wszystkim każdy się musi odnaleźć.

To taka obecność to juz jest nadgorliwość? Nie popadajmy w skrajności, to jest raczej poszerzanie Horyzontów. Zreszta są różnie angażujace wspólnoty.


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 180 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group