|
Przeczytałem "Kamień na kamieniu". Wiele lat temu od tej książki antiwitek zaczął ten wątek i przeczytawszy jego otwierający post, nie czuję, żebym miał ważnego coś do dodania. Ten pierwszy post to nie "nieuporządkowane pierwsze wrażenia", tylko doskonały tekst na temat doskonałej książki, ujmujący wszystko, co trzeba: że opowiadanie o przeszłości, że dialektyka między tym, co było/umarło/jest/żyje, że achronologia, bo chodzi o tematy i o ciągi skojarzeń, bardziej niż o to, co tam po kolei konkretnie było. Że można sobie samemu znaleźć punkt kulminacyjny i że niektóre pytania pozostaną bez odpowiedzi (co właściwie stało się starszemu bratu, Michałowi?). Świetnie, Witku, przedstawiłeś też głównego bohatera - ja myślę, że troszkę bardziej antybohatera, ale to na pewno postać charyzmatyczną, której siła jest siłą napędową książki.
I ten główny bohater, Szymek, i w ogóle liczni ci wiejscy bohaterowie, uderzają mnie często swoją głupotą. W żadnym razie nie odczuwam tu jakiegoś satyrycznego tonu ze strony autora, ale on po prostu opisuje, jak jest, a często musiało być tak, że ci ludzie byli po prostu głupi i prymitywni, a czasem byli wręcz łajdakami (być może głównie za sprawą tejże głupoty), i takie też były ich działania. Myśliwski nie ocenia, ja czasem tak i czasem nóż w kieszeni mi się otwierał. A z drugiej strony jest w tej opowieści ton wyraźnie elegijny - główny bohater, zarazem narrator, nie popada w żadne sentymentalizmy, ale opowiada o świecie, który przeminął z wiatrem, zmiotły go zmiany cywilizacyjne, polityczne, wojna i po prostu bieg czasu. I ten świat nie jest tu ani krytykowany, ani na pewno nie jest idealizowany. Jednak jest szanowany, jego odchodzenie mogę porównać do odchodzenia jakiegoś starszawego wujka czy dziadka, który nie musiał być specjalnie fajny, ale był, dużo lat przeżył, dużo razem przeżyliśmy i ten szacunek mu się należy. I mi też się wtedy udziela, mimo wątpliwości, którymi powyżej się podzieliłem. Osobiście mogę dodać, że czuję się jakoś częścią tego dziedzictwa, bo sporo mam tych korzeni takiej zwykłej polskiej wsi, za dzieciaka troszkę się z tym zetknąłem i w pewien sposób we mnie siedzi. Jeżeli nawet się nie utożsamiam, to czytam o tym nie jak o jakiejś dalekiej egzotyce (co wyobrażam sobie, że mogłoby mieć miejsce w przypadku czytelnika bez tych wiejskich korzeni), tylko jak o czymś, co żyje gdzieś na rubieżach mojej świadomości.
Książka według mnie wybitna. Czytałem ją z zainteresowaniem przez cały czas - a opowieść naprawdę meandruje, często w ogóle wraca do tych samych spraw i momentów - a niektóre momenty zapadły mi bardzo głęboko w pamięć. Niesamowita historia konfliktu z sąsiadem Prażuchem aż do jego przejmującego rozwiązania. Wspomniana przez Powsinogę scena "korka" z wozów konnych nie mogących przejechać przez nową szosę - scena, która nieoczekiwanie potem okazuje się osią całego życiorysu bohatera, dla którego wypadek i szpital były chyba ważniejszą cezurą, niż wojna. Wspaniała scena rozmowy w urzędzie, z monologami jak u Dostojewskiego. Szukanie Michała po całej wsi. Adwokat w szpitalu. I w ogóle cała ta absurdalna akcja z grobem - znowu: absurdalna, nieprzemyślana, zwyczajnie głupia, ale w jakiś sposób budząca szacunek i stanowiąca siłę napędową i dla Szymona Pietruszki, i dla całej książki.
_________________ ćrąży we mnie zła krew
|