|
W zeszłym roku nie byłem na żadnym koncercie Armii, ale za to w tym roku byłem na dwóch: 18 maja w Gdyni i 21 czerwca w Słupsku. Jadąc na ten pierwszy, wiedziałem już o drugim, ale prawdę mówiąc, gdybym dowiedział się wcześniej, zdecydowałbym się tylko na ten słupski. Koniec końców, pójście na dwa koncerty, nawet z tym samym repertuarem, to powód do zadowolenia. Poza tym, że oba były wyśmienite, mogłem sobie porównać różne wersje nowych utworów. Te zagrane w Gdyni bardzo przypominały wersje z płyty, bo Armia grała z Jacaszkiem. W Słupsku elektronikę trzeba było zastępować basem (a może to, co brałem za elektronikę, od początku było basem) lub po prostu pozwolić nierozporoszonej elektroniczną mgłą, metalowej gitarze zabrzmieć bardziej szorstko.
Ostatnia płyta to wiadomo, że musiała zabrzmieć w obu miastach. Co do pozostałego repertuaru, to oczekiwałbym jakichś zmian. Kłócić się ze mną mogliby, rzecz jasna, ci, którzy byli tylko na jednym koncercie. Mogliby mieć żal do zespołu, gdyby zagrał "Wołanie o pomoc" i "Bombadila w locie" zamiast "Nigdzie teraz tutaj" i "Nic już nie przeszkodzi". To czołówka pierwszej płyty i samemu byłoby mi szkoda któregoś z nich nigdy nie usłyszeć na żywo. Tak to usłyszałem je dwa razy. "Nigdzie teraz tutaj" akurat trudniej byłoby zastąpić czymś innym, bo mam takie podejrzenie, że celowo zostały ze sobą zestawione teksty o człowieku w lesie i o nas i o nich.
Myślę, że przeskoki stylistyczne są dość duże między piosenkami z "Wojny i pokoju", a tymi najstarszymi. Zupełnie się zmieniał charakter koncertu. Zwłaszcza w kilku piosenkach rozpoczynającyh koncert i jednocześnie płytę, Budzy był statyczny i sprawiał wrażenie nie rockmana, a gawędziarza. Dużo później w trakcie tego samego koncertu, jak od lat, rozkręcał publiczność, zachęcając do wspólnego śpiewania "Gdzie ja tam będziesz Ty". Jeszcze w poniedziałek mam zmieniony głos. W Słupsku mniejsza publiczność miała trochę problem z osiągnięciem przyzwoitej głośności, ale widziałem, że są ludzie, którzy przynajmniej te ważniejsze teksty znają. Nowych sam się nie nauczyłem, ale te nowe piosenki poza kilkoma momentami nie wydają mi się ułożone pod śpiewanie przez publiczność.
Utwory ze środka - czyli właściwie tylko "Pięknoręki", bo ten utwór z "Ducha" rozpoczynający bis był najnowszym utworem, nie licząc tych z "Wojny i pokoju" - komponują się i ze starym, i z nowym repertuarem. Może też to kwestia tego, że to z nowszego, co było grane po "Pięknorękim", miało w sobie to samo połączeniu metalu z groove'em, które pozwalało publiczności żywiej na nie reagować.
Gdybym musiał wybierać, który koncert bardziej mi się podobał, wskazałbym ten w Słupsku. Nie decydują o tym wspomniane różnice w wersjach. Raczej to, że klub był mniejszy. W Gdyni sporo czasu stałem daleko od sceny. Później się zbliżyłem i stałem za młynem. W Słupsku, gdziekolwiek stałem, byłem blisko sceny i mocniej czułem, że jestem na koncercie. Poza tym, u siebie to u siebie.
_________________ Czuję tu zapach chrześcijanina
|