Jadąc Mofowozem wraz z Inverness, Mofo i Smoczycą, właśnie na drodze Lublin – Nałęczów rozpętała się spora ulewa. Jednak, jak już dojechaliśmy do Nałęczowa, intensywność deszczu zmalała na tyle, że dało się spokojnie spacerować po błotnistym, licealnym boisku. Scena i barierki były tak dobrze ustawione, że najlepsze koncertowe miejsce było zupełnie suche. Jak już wspomniałem, bardzo miło było spotkać się z Warszawską ekipą forumową – i to właśnie ich spotkaliśmy zaraz po przyjeździe… Boisko jest otoczone drzewami i cały koncert odbywał się w bardzo ładnym plenerze. Szkoda, że zabrakło zachodu słońca, bo wówczas byłoby jeszcze piękniej.
Koncert rozpoczął się z lekkim (zdaje się, że zamierzonym) poślizgiem, ale dzięki temu pod sceną zgromadziła się dosyć pokaźna grupa młodzieży i trochę starszej młodzieży, a trochę z dalszej perspektywy występ Armii obserwowali pozostali uczestnicy - mieszkańcy (a może także i przyjezdni). Na początek set szlagierowy, ale naprawdę całkiem dobrze zbalansowany: nie zabrakło utworów z
”Drogi” i był oczywiście utwór
Poza Prawem. Jak już wspomniała Inverness, było to doskonałe rozwiązanie, zarówno jeśli chodzi o odbiór przez publikę, jak również i stworzenie pewnego klimatu, ponieważ
„Der Prozess” jest jednak płytą, która w sposób szczególny trafia do serca w nocy. Co do części szlagierowej, to najbardziej ucieszył mnie Dom przy moście, ale także i brawurowo odegrane
„Popioły”.
Parę słów o części Procesowej… Po lubelskim koncercie Dementi nie byłem pewien, czy będzie ona zagrana jako całość, na szczęście moje obawy się nie potwierdziły. Zagranie
Der Prozess podczas otwartego koncertu jest sporym wyczynem, może było to nawet jeszcze bardziej ryzykowne niż odegranie utworu
„Ultima Thule” przed Muzeum Powstania Warszawskiego. Początkowo spodziewałem się, że raczej nie będę rzucał się w pogo podczas setu wyżej wymienionego koncept albumy, ale dźwięki
Złego porucznika sprawiły iż bez zbędnego zastanawiania się uległem emocjom. Jednocześnie musiałem mieć podzielną uwagę, bo to, co działo się na scenie, zwłaszcza od strony wokalnej, często wprawiało mnie w osłupienie. Byłem pod ogromnym wrażeniem, zwłaszcza tego utworu. Podczas
Procesu i
Statku Burz pochodziłem trochę po różnych częściach boiska w poszukiwaniu najlepszego brzmienia. Z tyłu faktycznie było trochę lepiej (jeśli chodzi o dźwięk), nawet Pani Menager ostro wczuwała się w utwory. Natomiast to, co dane mi było obserwować podczas arcydzieła Armii, jakim bez wątpienia (moim zdaniem) jest utwór
Przed Prawem, po prostu przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Każda moja próba opisu tego fenomenalnego teatru, który rozgrywa się na pograniczu snu i jawy, pewnej psychodelii i otrzeźwienia, ducha i ciała, mogłaby po prostu wypaczyć to, co działo się na scenie w Nałęczowie. Jedno jest pewne. Wyryło się to w moją pamięć i pozostanie tam zapewne przez długi czas. Takich rzeczy szybko się nie zapomina, a zwłaszcza, że w ARMII tego jeszcze nie było. Pod scenę powróciłem na utwór
Underground, który (jak już bardzo często pisałem na tym forum) bardzo lubię. Trochę mnie zasmuciło, że publika, która tak wspaniale, żywo reagowała na każdy utwór (również w części Procesowej) nie wiedziała, że po słowach „Wołaj na cały głos!!!” powinno być: „ooo – ooo – ooo – oo”, zamiast „AAAAA!!!”, ale i tak mam wielki szacunek dla publiki z Nałęczowa, bo młodzież dała z siebie naprawdę dużo (zastanawiam się: skąd oni biorą w sobie tyle energii? Młodość? Poruszająca muzyka? A może wszystko przez tę Nałęczowiankę?? Hmmm).
Koncert zakończył utwór
Niezwyciężony – w słynnej już na cały kraj, innowacyjnej aranżacji, bardzo mi się to wspólne śpiewanie spodobało. Wydaje mi się, że ten utwór nabrał jakby nowego życia, a na pewno złapał drugi oddech.
Oprócz Elronda w niesamowitej formie (także i jak się okazało wokalnej) zaprezentował się dr Kmieta – bardzo mocno wyeksponowany bas – podobało mi się! Nagłośnienie tworzyło mocną ścianę dźwięku, czasem selektywność była utrudniona, ale atuty tego koncertu wymieniłem powyżej i to na nich skupiałem uwagę wczorajszego wieczoru.
Pragnę podziękować zespołowi za ten koncert, no i jeszcze raz pozdrowienia dla Mofo (także wielkie dzięki za transport tam i z powrotem Nałęczów – Looblyn).
jacho3 pisze:
(pewien nastolatek stojący przy barierce pchał ją do przodu i chciał ją wyrwać)
Miki pisze:
Jednocześnie dementuję pogłoskę o wyrwaniu przeze mnie barierki podczas "Niezwyciężonego"
ta, jasne Miki

wszyscy widzieliśmy, że to Ty!
no i chciałbym tylko napisać, że ciągle jednak nie jestem dziadem, bo lubię czasem sobie poszaleć w tłumie...

(choć pewne symptomy dziadowania już zauważam)