pozwolę sobie przekleic z innego wątku zupełne wyjątkową recenzję literacką FREAKA
by arasek
Cytat:
Na kanwie rozważań forumowych o freakowych brygadach...
W X Programie Polskiego Radia leci takie coś w odcinkach...
- - -
Obudził się nagle, w ciemnościach długiej styczniowej nocy. Miał piękny sen, szedł kamienistą drożyną, wśród krzaków malin i pozdrawiał idących do pracy w kopalni wolframu krasnali. Ci szli , machając długimi łopatami i śpiewali „Hejahoo… hejahooo…”. Ale to były tylko resztki snu, które szybko przepłoszyło nagłe uderzenie południowego wiatru w okno. Sięgnął ręką na drugą stronę łóżka i już po sekundzie zdał sobie sprawę, że przecież Czesławy tam nie ma… nie ma już od dwóch dni, od cholernych 48 godzin, od czasu kiedy się wydało… Obudził się zupełnie, usiadł na brzegu łóżka i przejechał machinalnie po zmasakrowanym czole. KISS…Tak, to był zbyt luźny dzień zatracił czujność, szedł sobie tak po prostu ulicą i nagle zanucił „Niezwyciężonego”. Tak to bywa w takich sytuacjach, patrol wyrósł jak spod ziemi, a może po prostu stali osłonięci wiatą kiosku a on ich nie zauważył… parę pytań, strużki potu na karku, oni nawet na początku byli dość spokojni…
-Jaki instrument gra pierwszoplanową rolę w 4:32-4:35 utworu „Green”?
-A jak długo trwa „Home”? Nie…nie… co do sekundy proszę…
- Co pan powie o trzeciej stronie książeczki? Jakieś szczegóły? Podoba się?
W końcu młody człowiek o wyraźnie południowej urodzie machnął z irytacją jego dowodem osobistym.
-Słuchaj pan. Jaja pan sobie robisz ze mnie?
Próbował tłumaczyć, tak… źle się czuję… a w ogóle trochę jestem wczorajszy, rozumiecie…mętlik mam w głowie i tak dalej. Wiedział, że słyszeli „Niezwyciężonego” i tłumaczenia są idiotyczne, ale dla samej zasady próbował dalej. Może jakimś cudem się uda?
Ale cudu nie było. Słowo „Idziemy” potraktował jako nieuchronne zrządzenie losu. Wiedział, że ci to był tylko początek, dalsze przesłuchania pamiętał jak przez mgłę, surowy bunkier gdzieś na Służewiu, lampa w twarz (ciekawe, że to się nie przeżywa, zawsze to samo!) i kolejne pytania, kolejne testy… Wiedział, że ma najwyżej 30% prawidłowych odpowiedzi, ostatecznie jednak zgubiły go testy fal EEG, przeprowadzone podczas słuchania „Freaka” i „Legendy” (dla zapewnienia kalibracji aparatury między nimi był jeszcze Zbigniew Wodecki). W końcu – orzeczenie komisji i gorący pocałunek rozpalonego żelaza…
To było dwa dni temu, Cześka odeszła wczoraj („Dałam ci dużo czasu, naprawdę długo... ale nie wykorzystałeś szansy!” – zapamięta te zimne słowa) a dziś skończył się urlop na żądanie i musi iść do pracy…
Egipskie ciemności zaledwie nieco się rozproszyły gdy wyszedł chyłkiem z domu. Puder z czoła wiatr zwiał już po paru sekundach. Miał blisko do pracy, ale musiał odbyć tę drogę na piechotę. Czesia zabrała samochód, a do tramwaju przecież go nie wpuszczą.
-Patrz synku, tak wygląda triodantowiec! – syknęła jakaś babcia do wnuka z przedszkolnym woreczkiem przewieszonym przez plecy.
Już chciał otworzyć usta, że nie, skąd, najbardziej lubi „Ducha” ale powstrzymał się w ostatniej chwili, widząc nachodzącego policjanta. Jest przecież wyjęty spod prawa, babcia w razie konfrontacji zrobi z niego budyń. Policjant uśmiechnął się chytrze i rzucił krótkie:
-Ama?
Zatrzymał się i desperacko próbował znaleźć jakąś dobrą odpowiedź, ale nie nadchodziła. W końcu, gdy miał już powiedzieć ”Rantus”, przy całej świadomości chybionego strzału, gdy nagle jak wielkie zwarcie w mózgu zapalił mu się jakiś neuronowy obwód i szybko, rozpaczliwie, bezwiednie odkrzyknął:
-Gama! Gama, gama! Amagama!
Pałka, już uniesiona wysoko w górę, opadła lekko w kierunku stróża prawa.
-No! – policjant klepnął go w policzek – mogą być z ciebie jeszcze ludzie… A teraz – jego głos stwardniał – zmiataj stąd, wypaleńcu.
Szedł podniesiony na duchu, może jednak zacznie wychodzić na prostą? Starał się nie słyszeć docinków mijanych ludzi, a w głowie usiłował odtworzyć sobie brzmienie „You know I am”. Szło mu lepiej niż wczoraj, nawet natrętne „Saluto” odsunęło się jakby w cień. Ale gdy stanął przed drzwiami Firmy znów zatrząsł się wewnętrznie. Czy prezes, fanatyczny miłośnik jazz-rocka, entuzjasta yerba-mate i kolekcjoner bonsai z drzewek morelowych zrozumie jego sytuację? Prezes cenił go i lubił, ale jak będzie teraz? Wszedł do sekretariatu, to mogło być jak uderzenie nadziei, Anna lubiła przede wszystkim Zdzisławę Sośnicką i Atomico Patibulo, ale gdy teraz zobaczył ją, tańczącą na biurku do refrenu „Greena”, spuścił wzrok. Sekretarka spojrzała na niego, zakryła usta dłonią i nie mówiła nic dłuższą chwilę. Wreszcie wolno wyszeptała:
-Prezes czeka na Ciebie…
Wszedł do gabinetu z silnym postanowieniem, że łatwo skóry nie sprzeda. Tak też się stało – wywalczył nawet miesięczną odprawę. A wieczorem podjął decyzję o której myślał od wczorajszego wieczoru. Już wiedział, że zgłosi się do Ośrodka.
Czytał Tomasz Knapik
genialne!!!!!!